Linia bezpilotowców i ściana bezpilotowców, czyli Linia Maginota XXI wieku

×
Ułatwienia dostępu
Rozmiar czcionki +-RESET
Kontrast / Kolory Ciemny Jasny MonoKontrast RESET

Współczesna technologia pozwala na tworzenie półautomatycznej zapory z bezpilotowych aparatów latających, zadaniem której jest prowadzenie rozpoznania i monitorowania określonej linii lub nawet reagowanie uderzeniowe w razie potrzeby.

Współczesne bezpilotowe aparaty latające są w stanie działać zarówno w sposób sterowany przez operatora lub autonomicznie. Autonomiczny lot polega na wykonaniu automatycznego startu na sygnał operatora, wznoszeniu się na zadaną wysokość po zaprogramowanej trasie, a następnie wykonanie lotu w określonym korytarzu w którym aparat leci z prędkością przelotową na wysokości którą uznano za optymalną z punktu widzenia pracy systemów obserwacyjnych aparatu oraz odporności bezpilotowca na zestrzelenie przez przeciwnika. Poza wykonaniem lotu po zaprogramowanej trasie nową funkcją „ściany bezpilotowców” jest utrzymanie odległości od poprzednika, ale nie musi to być odległość stała, lecz bezpieczna. Zmienna odległość byłaby nawet zaletą, tak by przeciwnik nawet obserwując kolejno lecące aparaty nie był w stanie określić pojawiających się luk w systemie obserwacji. Drony nie lecą bowiem w stałej odległości od siebie, lecz pojawiają się w danych miejscach w czasie pseudolosowym. Można zastosować nawet mijanie się aparatów lecących w przeciwnych kierunkach poprzez zachowanie między nimi tzw. separacji pionowej, czyli mogą one wykonywać lot na nieznacznie różnych wysokościach.
Po zbliżeniu się do kresu swojej długotrwałości lotu następuje automatyczne zniżanie, powrót i lądowanie we wskazanym miejscu. Do nawigacji używa się nowoczesnej wersji systemu DSMAC (Digital Scene Matching cyfrowe porównanie widocznego pod aparatem terenu z cyfrową mapą), które to systemy są przy współczesnym poziomie wiedzy technicznej relatywnie tanie. Przyczyną tego stanu rzeczy jest łatwość, z jaką zakłóca się sygnały GPS, co w tradycyjnych rozwiązaniach powoduje znaczne zbaczanie z trasy bezpilotowych aparatów latających.
Pozostaje kwestia monitorowania obrazów z kamer z kilkunastu bezpilotowców jednocześnie. W tym przypadku jednak sprawę rozwiązuje się za pomocą wykorzystania sztucznej inteligencji, która alarmuje w sytuacjach, kiedy w polu widzenia któregoś z aparatów w patrolowanym pasie pojawią się pojazdy wojskowe (pojazdy pancerne, pojazdy terenowe, inna technika bojowa) czy uzbrojeni ludzie. Wówczas operator ocenia rezultat rozpoznania składając stosowny meldunek na właściwe stanowisko dowodzenia z możliwością transmisji zapisu zarejestrowanego obrazu.

Istotą ściany dronów jest wykorzystanie zautomatyzowanych i niezbyt kosztownych technologii do zmniejszenia zapotrzebowania na wyszkolonych żołnierzy.
Istotą ściany dronów jest wykorzystanie zautomatyzowanych i niezbyt kosztownych technologii do zmniejszenia zapotrzebowania na wyszkolonych żołnierzy.

Dzięki tak zorganizowanej „linii bezpilotowców” monitorowanie granicy jest znacznie łatwiejsze, ale co najważniejsze wymaga znacznie mniej personelu, który można skierować do walk na froncie. Oczywiście potrzebna jest mobilna rezerwa, która zostanie skierowana we właściwą stronę, najlepiej by obsadzić przygotowane uprzednio linie obronne. Właśnie taką „linię bezpilotowców” będzie się rozmieszczać na granicy polsko-białoruskiej by wesprzeć jej monitorowanie, zwłaszcza w terenach trudnodostępnych.
Ukraina idzie jeszcze dalej, zamierzając rozmieścić na granicy rosyjsko-ukraińskiej nie tylko „linię bezpilotowców”, ale „ścianę dronów”, która od pierwszej różni się tym, że w jej skład będą wchodzić też dyżurujące na ziemi w określonych miejscach bezpilotowce uzbrojone oraz uderzeniowe (amunicja krążąca). Uzbrojone są wielokrotnego użytku zrzucając przenoszone uzbrojenie, najlepiej kierowane, zaś amunicja krążąca jest jednorazowego użytku. W tym wypadku konieczne jest potwierdzenie ataku przez operatora (sam aparat może automatycznie wybierać cele bazując na technologiach sztucznej inteligencji) lub wręcz pokierowanie atakiem przez operatora, co wciąż zapewnia większą jego skuteczność. Kwestia szczegółowych rozwiązań to osobna sprawa, ale istotą jest wykorzystanie zautomatyzowanych i niezbyt kosztownych technologii do zmniejszenia zapotrzebowania na wyszkolonych żołnierzy.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Już po raz szósty zapraszamy na Śląskie Dni Lotnictwa i Dronów – tym razem w nowoczesnej przestrzeni Branżowe Centrum Umiejętności SkyPort w Katowicach!

6 slaskie dni
6 Śląskie Dni Lotnictwa i Dronów

W trakcie tegorocznego spotkania odbędą się dyskusje i analizy, które dotychczas koncentrowały się głównie na cywilnym lotnictwie lekkim oraz systemach dronowych, teraz zostaną poszerzone o perspektywę militarną. Zaproszeni goście zaprezentują przemysł lotniczy i dronowy jako jedną z wiodących technologii dual use.

11 Czerwca 2025, 09:00 (środa)

WSTĘP BEZPŁATNY
Link do zapisów: https://app.evenea.pl/event/886506-6/

Wydarzenie organizowane w Katowicach stanie się przestrzenią do przedstawienia zagranicznym i krajowym partnerom polskich osiągnięć w branży lotniczej, będących rezultatem ścisłej współpracy pomiędzy przedsiębiorcami, środowiskiem naukowym oraz instytucjami publicznymi – zarówno na poziomie lokalnym, jak i centralnym – które wspierają rozwój biznesu i nauki.

Firma Konsztad z Petersburga jest dostawcą kilku typów bezpilotowych aparatów latających dla wojsk rosyjskich. Są one stosowane na wojnie w Ukrainie, niektóre w dość dużej ilości.

Rosyjska firma Konsztad z Petersburga opracowała kilka typów aparatów bezpilotowych o zwiększonej długotrwałości lotu operujących na średniej wysokości, służących do prowadzenia rozpoznania oraz dozoru granic czy patrolowania obszarów leśnych pod kątem poszukiwania pożarów; Altus, Dozor-600, Gelios. Nie były one produkowane masowo, ale ich opracowanie było finansowane przez państwo. Kolejny aparat Orion wszedł do próbnej eksploatacji w wojsku. Jest tp duży aparat wykonany głównie z kompozytów opartych o włókno szklane oraz żywicę epoksydową. Ma długi na 8 m kadłub i proste skrzydło o rozpiętości 16,3 m z lotkami w części zewnętrznej, zaś z tyłu znajduje się usterzenie motylkowe (w kształcie litery „V”). Napęd stanowi silnik tłokowy Rotax 914 o mocy 115 KM. Silnik napędza rosyjskie dwułopatowe śmigło pchające AW-115. Maksymalna długotrwałość lotu z ładunkiem 60 kg (aparatura rozpoznawcza). Co ciekawe, aparat może zostać uzbrojony w cztery bomby kierowane KAB-50. Maksymalna masa startowa Oriona to 1000 kg. Maksymalna wysokość lotu przy prędkości przelotowej ok. 200 km/h wynosi 7700 m. Aparat nadaje się do wykorzystania w warunkach konfliktu lokalnego, przy braku skutecznej obrony powietrznej.
Po próbnej eksploatacji niewielkiej liczby aparatów Orion okazały się być one stabilne, dysponować precyzyjną nawigacją i mieć inne zalety, dlatego zamówiono ich łącznie 30. Początkowo używano je jak Bayraktary, do ataków na ukraińskie cele naziemne. Po stracie 6 aparatów Orion zestrzelonych przez ukraińskie rakiety przeciwlotnicze, Oriony wyposażono w wymienne zestawy rozpoznania radioelektronicznego lub zakłóceń radioelektronicznych i są one pomyślnie wykorzystywane w tej roli do dziś.
Wojsko chciało też, by firma Konsztad zbudowała też większy aparat o zwiększonym zasięgu i udźwigu. Oczywiście głównym jego przeznaczeniem miało być wsparcie rosyjskiego kontyngentu wojskowego w Syrii, a także ewentualne działania na rzecz firm wojskowych (podobnych do Grupy Wagnera) w Afryce środkowej i północnej (Libia).

Ujęcie aparatu Kronsztadt Orion w czasie lotu od dołu. Na jednym z zaczepów zewnętrznych podczepiona aparatura pomiarowa.
Ujęcie aparatu Kronsztadt Orion w czasie lotu od dołu. Na jednym z zaczepów zewnętrznych podczepiona aparatura pomiarowa.

Większy aparat Sirius ma masę startową 2,5 tony. Jego rozpiętość prostych skrzydeł wzrosła do 23 m, długość kadłuba – 9 m. Układ konstrukcyjny dokładnie taki sam jak Oriona włącznie z motylkowym usterzeniem z tyłu. Jedyną różnicą jest napęd, zamiast silnika umieszczonego z tyłu kadłuba ze śmigłem pchającym miały być dwa silniki turbośmigłowe napędzające śmigła ciągnące. Jednak w Rosji nie produkuje się odpowiednio małych i lekkich silników turbinowych. Dlatego zastosowano dwa silniki tłokowe, czterocylindrowe, płaskie, APD-115T o mocy ok. 240 kM z turbodoładowaniem każdy. Napędzają one dwułopatowe śmigła ciągnące, bowiem umieszczono je w gondolach podskrzydłowych. Podobnie jak Orion, także Sirius ma podwozie chowane w locie za pomocą silników elektrycznych. Udźwig aparatu się 450 kg, ale tylko 350 kg może przypadać na uzbrojenie na zaczepach zewnętrznych, 100 kg to specjalistyczna aparatura rozpoznawcza albo celownicza. Mały udźwig pozwala jedynie na zabieranie lekkich pocisków opracowanych specjalnie dla bezpilotowców. Ale Sirius będzie zapewne wykorzystywany głównie do rozpoznania radioelektronicznego i do zakłóceń radioelektronicznych znad własnego terytorium latając na wysokościach do 7000 m z prędkością 180 km/h. Pierwszy lot Srius wykonał w pierwszej połowie 2023 r. i od tej pory trwają jego próby w locie. Program jest finansowany przez Ministerstwo Obrony FR, więc aparaty zapewne zostaną zamówione dla wojska.

Grupa aparatów Kronsztadt Orion przekazanych wojsku.
Grupa aparatów Kronsztadt Orion przekazanych wojsku.

Kronsztad pracuje nad dwoma kolejnymi typami aparatów bezpilotowych. Jeden to bojowy aparat odrzutowy o utrudnionej wykrywalności przez radar z napędem odrzutowym o nazwie Grom (nie mylić z pociskiem lotniczym o nazwie Grom). Ma to być aparat dostosowany do misji typu „lojalny skrzydłowy”. A drugi to mały aparat Mołnia, który może być używany jako rozpoznawczy wielokrotnego użytku albo bojowy, jednorazowego użytku, z ładunkiem wybuchowym. Ale o tych aparatach więcej w kolejnym odcinku.

 

Aparat bezpilotowy Orion w czasie lotu. Widać chowane w locie podwozie.
Aparat bezpilotowy Orion w czasie lotu. Widać chowane w locie podwozie.

 

Aparat bezpilotowy Kronszadt Sirius na wystawie. Widać dwusilnikową konstrukcję.
Aparat bezpilotowy Kronszadt Sirius na wystawie. Widać dwusilnikową konstrukcję.

 

Rzadkie zdjęcie Kronsztadt Sirius w czasie lotu testowego.
Rzadkie zdjęcie Kronsztadt Sirius w czasie lotu testowego.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Jednym z największych problemów przy zwalczaniu bezpilotowych aparatów latających przez przeciwlotnicze systemy rakietowe są znaczne koszty rakiet przeciwlotniczych i brak możliwości ich masowego stosowania, w przeciwieństwie do aparatów bezpilotowych, które są tanie i są stosowane masowo.

Współczesne systemy przeciwlotnicze nie są dostosowane do niszczenia tanich dronów szturmowych atakujących cele w danym państwie. Są oczywiście bardzo skuteczne, ale zużycie drogich rakiet musi w końcu zaowocować ich brakami, przy braku funduszy na ich zakup bądź nienadążaniem tempa produkcji nad potrzebami. A bezpilotowce nadal atakują terytorium kraju. Jak sobie z tym poradzić? Stosuje się tanie środki, takie jak wielkokalibrowe przeciwlotnicze karabiny maszynowe, lekkie działka przeciwlotnicze, a także relatywnie tanie przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe. Jednak zasięg tych wszystkich środków nie przekracza 5 km. Dlatego ekipy przeciwdronowe umieszcza się na lekkich samochodach terenowych, co umożliwia ich szybkie przemieszczanie się mniej więcej na trasę dronów, na podstawie informacji z radarów systemów obrony powietrznej. Wykorzystuje się przy tym fakt, że drony przemieszczają się relatywnie wolno, 3-4 razy wolniej od klasycznych pocisków manewrujących. Dzięki temu takie zespoły działające w Ukrainie docierają na miejsce na czas, choć dość często zdarza się, że drony typu Gerań 2, czyli produkowane w Rosji na irańskiej licencji uderzeniowe aparaty bezpilotowe typu Shahed 136 przelatują zbyt daleko, nieznacznie poza zasięgiem środków przeciwlotniczych jakim dysponują owe mobilne zespoły. Dokładne trafienie na trasę aparatu na podstawie przewidywania radarów nie jest niestety łatwe. Czasem brakuje dosłownie kilku kilometrów, by otworzyć skuteczny ogień do aparatu Gerań 2. Ataki tych aparatów są w Ukrainie prawdziwą zmorą, bowiem pustoszą głównie infrastrukturę energetyczną, odcinając mieszkańców od prądu i innych związanych z tym usług, co powoduje paraliż funkcjonowania państwa. Obecnie brakuje środków do ich zwalczania, bo z użycia kosztownych, cennych rakiet do zestawów Patriot, NASAMS czy Iris-T zrezygnowano na rzecz działek przeciwlotniczych i przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych.

Kontener z pociskami oraz elektrooptyczny układ kierowania systemu
Kontener z pociskami oraz elektrooptyczny układ kierowania systemu

W ciągu 2023 r. Ukraina otrzymała amerykański przeciwlotniczy system rakietowy Vampire. Z wyglądu i ogólnej konstrukcji przypomina on przenośne zestawy umieszczone na pojazdach, jak polski system SPZR Poprad z czterema wyrzutniami rakiet Grom lub Piorun.
Poza samymi wyrzutniami czterech pocisków w pojedynczym, jednocześnie wymiennym pakiecie, amerykański pojazd znany jako Vehicle-Agnostic Modular Palletized ISR Rocket Equipment (VAMPIRE), czyli niezależny od pojazdu kontenerowy modułowy system rakietowy. Niezależny, bo system Vampire jest wyposażony w głowicę elektrooptyczną zdolną do wyszukiwania celów w promieniu 20 km i więcej, co zależy od przejrzystości powietrza, a także do przechwytywania celów powietrznych wskazanych przez radar zewnętrzny, np. z systemu obrony powietrznej. Po przechwyceniu celu kamerą telewizyjną lub termowizyjną ma ona zdolność do jego śledzenia, a stacja laserowa określa odległość do celu. W procesie naprowadzania pocisku na cel stacja laserowa podświetla go, zapewniając proces precyzyjnego kierowania rakietą.

Pojazd Vampire z układem kierowania ogniem firmy L-3 Harris
Pojazd Vampire z układem kierowania ogniem firmy L-3 Harris

Najciekawszy jest jednak sam pocisk. Jest to bowiem bardzo popularna, masowo produkowana i w związku z tym bardzo tania rakieta kal. 70 mm HYDRA, w oryginalnej postaci niekierowana. Jednak amerykański oddział znanej brytyjskiej firmy BAE Systems opracował jej odmianę kierowaną półaktywnie, laserowo. Zamiast jednej centralnej głowicy z matrycą światłoczułą na statecznikach pocisku umieszczono cztery krótkie matryce odbierające laserowe podświetlenie i dokonujące pomiaru odchylenia od osi krzywej pogoni, co pozwala na łatwe kierowanie pociskiem za pomocą elektroniki o minimalnej cenie. Ponadto przód pocisku pozostaje wolny i może zachować dotychczasową konstrukcję z zapalnie trzeba więc nic zmieniać na linii technologiczniej, a jedynie montować inne stateczniki niż zwykle. Tak powstał pocisk kierowany AGR-20 Advanced Precision Kill Weapon System (APKWS), który jest wyjątkowo tani. Jego nawet szerokie użycie przeciwko aparatom Gerań 2 nie generuje znaczących kosztów. Ukraina używa 14 tego rodzaju wyrzutni ze znaczącym powodzeniem.

Kierowany półaktywnie laserowo pocisk APKWS. W stosunku do rakiety miekierowanej HYDRA dodano moduł numer dwa.
Kierowany półaktywnie laserowo pocisk APKWS. W stosunku do rakiety miekierowanej HYDRA dodano moduł numer dwa.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Od pewnego czasu Huti bardzo skutecznie atakują amerykańskie jednostki morskie, a nawet cele w odległym o 1200 km Izraelu używając do tego uderzeniowych bezpilotowych aparatów latających. Do ataków na duży zasięg używają aparatów rodziny Sammad.

Huti w Jemenie to jedno z nielicznych w okolicy duże zgrupowanie ludności wyznające Islam odłamu szyickiego. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, dwa najsilniejsze państwa na Półwyspie Arabskim to państwa sunickie. Konflikt między oboma odłamami ma podłoże religijne, ale tak naprawdę chodzi o pewną dominację. Arabia Saudyjska, gdzie znajdują się dwa najświętsze miejsca Islamu, meczety w Mecce i Medynie, jest w świecie sunickim traktowana jako państwo przywódcze, z którego zdaniem się wszyscy liczą. Arabia Saudyjski i jego sojusznik Zjednoczone Emiraty Arabskie wspierają rząd w Adenie w Jemenie (oficjalna stolica Sana jest opanowana przez Huti). Lotnictwo saudyjskie atakuje obiekty wojskowe należące do Huti w ramach wsparcia jemeńskich władz centralnych, co oczywiście wywołuje chęć odwetu.
Atakowanie Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Izraela, a niekiedy też okrętów amerykańskich wspólnie ze skrzydlatymi pociskami przeciwokrętowymi dostarczonymi przez Iran o dość profesjonalnej konstrukcji typu Quds-2 na przykład. W tym ostatnim przypadku są one głównie używane do zwiększenia ilości celów do zwalczania. Kiedy amerykańskie okręty wystrzelą już sporą część zapasu swoich rakiet przeciwlotniczych, wtedy następuje atak za pomocą pocisków przeciwokrętowych. W ten sposób ostatnio doszło do kuriozalnego zdarzenia. Na lotniskowcu USS Harry S. Truman (CVN 75), na którymholowano specjalnym ciągnikiem samolot myśliwski F/A-18E Super Hornet z dywizjonu VFA-136 w hangarze, doszło do kuriozalnego zdarzenia. W trakcie wykonywania ostrego zwrotu w ramach uniku przed trafieniem pociskiem Huti obsługa traktora holującego samolot straciła nad nim panowanie i samolot wraz z ciągnikiem wypadł za burtę przez wrota podnośnika samolotów. W ten sposób doszło do utraty samolotu i ciągnika na skutek ataku Hutti.

Do atakowania celów na dużą odległość służą aparaty rodziny Sammad (zapisywane też Samad w uproszczeniu), nazwana na cześć zabitego przywódcy Huti. Cała grupa aparatów Sammad ma identyczny układ aerodynamiczny z długimi prostymi skrzydłami o dobrych własnościach szybowania, a zatem o dużej doskonałości aerodynamicznej co z kolei zapewnia bardzo dobry zasięg. Z tyłu znajduje się usterzenie motylkowe czyli w kształcie litery „V” zapewniające dobrą stateczność i sterowność przy zmniejszonym oporze aerodynamicznym. Za usterzeniem umieszczono tłokowy silnik pchający o mocy 13 KM. Stosowane są dwa typy, zapewne w zależności od ich dostępności, jako że są one pozyskiwane „na czarnym rynku”. Oba są oszczędnymi dwucylindrowymi silnikami dwusuwowymi, jeden to niemiecki 3W110i B2, a drugi to chiński DLE 170 o nieco większej mocy 17 KM. Ponieważ oba silniki mają relatywnie słabą moc, do startu jest stosowany dodatkowy prochowy przyśpieszacz startowy. Za to w locie poziomym te silniki mają bardzo niewielkie zużycie paliwa. Silniki te zapewniają prędkość 200-250 km/h, przy czym przelotowa do uzyskania maksymalnego zasięgu do ok. 1200 km. Aparat nie ma podwozia, bowiem w wersji rozpoznawczej opada on na spadochronie, zaś w pozostałych – nie wraca.

Zdjęcia oryginalnych aparatów Sammad, po prawej dobrze zachowane jego szczątki.
Zdjęcia oryginalnych aparatów Sammad, po prawej dobrze zachowane jego szczątki.

Wersja rozpoznawcza to nieco mniejszy Sammad 1 o rozpiętości skrzydeł ok. 3,5 m. Maksymalny zasięg autonomicznego rozpoznania to 500 km. Zdjęcia są wykonywane komercyjnym aparatem cyfrowym Nikkon D810. Przypuszczalnie istnieje możliwość przesyłania zdjęć w czasie lotu. Teoretycznie aparat bezpilotowy Sammad jest wytwarzany przez Huti w Jemenie, ale zidentyfikowane jego komponenty pochodzą z Iranu. Druga wersja to odmiana uderzeniowa dostosowana do ataków na cele naziemne nazywana Sammad 2 o zasięgu 1200 km przy rozpiętości skrzydeł ok. 4,5 m. Ładunek bojowy wynosi 18 kg materiału wybuchowego. Elektronika aparatu nie jest dokładnie znana. Trzecia wersja Sammad 3 ma na grzbiecie dodatkowy zbiornik paliwa pozwalający na uzyskanie zasięgu 1800 km. Z użyciem tej rodziny aparatów dokonano kilkunastu udanych ataków na cele w Arabii Saudyjskiej, w ZEA, Izraelu, a nawet w Iraku.

Zdjęcia oryginalnych aparatów Sammad, po prawej dobrze zachowane jego szczątki.
Zdjęcia oryginalnych aparatów Sammad, po prawej dobrze zachowane jego szczątki.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Od pewnego czasu Huti bardzo skutecznie atakują amerykańskie jednostki morskie, a nawet cele w odległym o 1200 km Izraelu używając do tego uderzeniowych bezpilotowych aparatów latających.

Huti to szyicki ruch polityczno-militarny walczący w Jemenie z sunickimi władzami centralnymi o swoje prawa, ale ostatecznie też o przejęcie władzy. Trwająca od pewnego czasu wojna domowa w Jemenie nie pozostaje bez udziału zainteresowanych państw na Półwyspie Arabskim. Stany Zjednoczone uznały Huti za organizację terrorystyczną, zresztą nie tylko Amerykanie. Zrobiła to też Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Oba te sunickie państwa wspierają w Jemenie władze centralne, a Arabia Saudyjska wykonuje nawet uderzenia na obiekty militarne związane z Huti. Tyle, że siła militarna Arabii Saudyjskiej nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych jest nieporównywalna z tym, co dysponują Huti. Aby zniwelować tę przewagę i nawiązać jakąś walkę z nimi trzeba było znaleźć jakiś nowy sposób prowadzenia boju środkami, na które ci wysokotechniczni przeciwnicy nie są przygotowani. Takimi środkami okazały się być tanie bezpilotowce. Chodzi o to, że ich cena jest tak niewielka, że można wysyłać je masowo. Na lotniskowcu i towarzyszącym mu okrętach zapas rakiet przeciwlotniczych zamyka się określoną liczbą. Szczególnie ograniczona jest możliwość jednoczesnego czy szybkiego sekwencyjnego zwalczania rakietami celów powietrznych. Jeśli atak jest naprawdę zmasowany i obejmuję falę ponad setki bezpilotowców (co nie stanowi zbyt wysoki koszt) to szansa na trafienie w jakiś okręt systemem samonaprowadzania się w podczerwieni jest znaczna.

Właśnie tanie, ale relatywnie technologiczne zaawansowane bezpilotowce były właściwą odpowiedzią. Ich ilość przekracza czasem możliwości jednoczesnej obrony i powoduje zużywanie bardzo drogich rakiet przeciwlotniczych.
Pierwszy z takich pocisków to Qasef-1, bazujący na konstrukcji irańskiego Arbil 2. Iran nie chciał się przyznać, że aparat pochodzi z jego wytwórni dlatego zmieniono jego nazwę. W rzeczywistości jest to Arbil 2 znany też jako Arbil T (odmiany różnią się minimalnie). Ma on ten sam układ konstrukcyjny z usterzeniem przednim, znany też jako układ „kaczka”. Skrzydło umieszczone z tyłu jest proste, podobnie jak usterzenie. Arabil 2 ma konstrukcję całkowicie metalową, zaś Arbil T – kompozytową, z laminatów węglowych. Qasef 1 też jest kompozytowy, a zatem jego konstrukcja bardziej bazuje na Arbil T. Stateczniki pionowe umieszczono w połowie rozpiętości skrzydeł, w przeciwieństwie do oryginalnego aparatu Arabil mającego pojedynczy statecznik pionowy. Aerodynamicznie nie ma wielkiej różnicy, być może chodziło, by aparaty wyraźnie się od siebie różniły. Długość kadłuba wynosi 2,88 m, zaś rozpiętość skrzydeł – 3,25 m. Powierzchnia nośna skrzydeł to 1,76 m2, masa własna – 30 kg, a masa startowa – 86 kg. W ramach różnicy mas jest 30 kg udźwigu i 16 litrów paliwa. Napęd aparatu stanowi dwucylindrowy silnik tłokowy produkcji niemieckie firmy WAE Motoren typu WAE-342 o mocy 25 KM. Ma on relatywnie niskie zużycie paliwa co pozwala na uzyskanie dość dużego zasięgu z niewielkiej ilości paliwa. W przypadku odmiany uderzeniowej Qasef 1 jest to 200 km z ładunkiem wybuchowym 30 kg. Kierowanie aparatu na cel jest prowadzone z wykorzystaniem lekkiego układu bezwładnościowego i odbiornika GPS. Łącznie systemy te dostępne komercyjnie nie są aż tak drogie.

Jeśli chodzi o zdjęcia oryginalnych Qasef 1 to dostępne są zdjęcia tylko szczątków.
Jeśli chodzi o zdjęcia oryginalnych Qasef 1 to dostępne są zdjęcia tylko szczątków.

Należące do Huti systemy Qasef 1 były wielokrotnie wykorzystywane do ataków na obiekty w Arabii Saudyjskiej, w tym głównie wojskowe. Jednym z sukcesów było trafienie nieokreślonego elementu baterii Patriot. Ale były też inne ważne trafienia. Nie wiadomo, czy ten typ bezpilotowca był używany przeciwko flocie amerykańskiej (jeśli grupaokrętów znajdowała się w południowej części Morza Czerwonego). Do tego celu służą raczej inne typy o większym zasięgu i z systemem kierowania w końcowej fazie lotu.

 

Jeśli chodzi o zdjęcia oryginalnych Qasef 1 to dostępne są zdjęcia tylko szczątków.
Jeśli chodzi o zdjęcia oryginalnych Qasef 1 to dostępne są zdjęcia tylko szczątków.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

W Iranie opracowano odrzutową wersję uderzeniowego aparatu bezpilotowego Shahed 238, a w Rosji podjęto jego licencyjną produkcję jako Gerań 3. Zalety nowej broni opisywano pod niebiosa, ale mimo użycia oryginalnych Shahedów 238 i licencyjnych Gerani 3 obatypy nie zdołały się rozpowszechnić i raczej stanowią margines w zmasowanych atakach Gerani 2 (Shahed 136). Dlaczego jest tak źle, jak miało być tak dobrze?

Pierwsze wiadomości o świeżo opracowanej odmianie odrzutowej popularnego bezpilotowca Shahed 136 pojawiły się we wrześniu 2023 r. Aparat otrzymał silnik odrzutowy Toloue-10 lub Toloue-13 produkcji irańskiej ale oparty o czeski silnik zbudowany specjalnie do dronów, PBS TJ150 o ciągu 1,5 kN, w wersji irańskiej ważący niecałe 20 kg. W oryginalnym irańskim aparacie można znaleźć wiele zachodnich części, przemycanych do Iranu mimo sankcji. Z tym silnikiem aparat rozwija prędkość przelotową 500 km/h, co bardzo utrudnia ich zwalczanie. Chodzi o to, że oryginalne Shahedy 136 są niszczone przez specjalne mobile zespoły na samochodach terenowych, które są wyposażone w jeden lub dwa najcięższe karabiny maszynowe i przenośne, przeciwlotnicze zestawy rakietowe. Kiedy system obserwacji radarowej poda informacje o lecącym dronie, wybrany zespół jest wysyłany na jego trasę. Prędkość drona rzędu 200 km/h daje szanse dojechania na czas.

Jak się jednak okazuje, produkowany w Rosji z licencji Shahed 238 jako Gerań 3 ma swoje wady. Silnik odrzutowy wraz z jego instalacją paliwową i układem regulacji komplikuje konstrukcje. Ponadto w układ kierowania włączono bardziej precyzyjny bezwładnościowy układ nawigacyjny który poradziłby sobie z obliczaniem położenia przy większych prędkościach, bowiem komercyjny GPS nie do końca radził sobie z bieżącym podawaniem pozycji przy tej prędkości. Skończyło się więc zamontowaniem kosztowniejszego układu wojskowego odbiornika Glonass z możliwością odbioru GPS. I jak by było mało tego, na Gerań 3 wzorem Shaheda 238 zamontowano układ elektrooptyczny pozwalający na końcowe naprowadzanie na cel. W ten sposób naprowadzanie na cel mogło być prowadzone zdalnie, przez operatora, który rozpoznawałby cel. Przewidziano też zamiennie pasywny radiolokacyjny układ samonaprowadzania, do atakowania środków obrony przeciwlotniczej wroga.

Wizja producenta odrzutowej wersji Shaheda 136 czyli Shahed 238
Wizja producenta odrzutowej wersji Shaheda 136 czyli Shahed 238

Pocisk stracił na zasięgu z blisko 1600 km do poniżej 1000 km, zmniejszeniu uległa też 50 kg głowica bojowa. Co najważniejsze zaś, gwałtownie wzrosła cena pocisku. Gerań 3 jest oferowany na eksport za 1,4 miliony dolarów, czyli stracił swój walor typowego drona, którym jest niska cena. Niska cena pozwala na masową produkcję i masowe użycie. Ukraińska wojna pokazała, że istnieje efekt skali. Polega to na tym, że atak znacznej ilości choć niewyszukanego uzbrojenia kierowanego, mimo że więcej niż połowa pocisków jest zestrzeliwana przez obronę przeciwlotniczą, ale ilość pozostałych jaka uderza w cel jest wystarczająco duża do uzyskania znacznego porażenia. Takiego efektu nie są w stanie wywołać pojedyncze kosztowne pociski, które z dużo większym prawdopodobieństwem przenikają przez obronę przeciwlotniczą, ale których jest za mało by wywołać tak duże zniszczenia w infrastrukturze wroga. Przy określonej niskiej cenie i skali masowego użycia tanich środków rażenia, mimo ich niedoskonałości, słabej odporności na zestrzelenie i mimo strat ponoszonych przez nie przy dolocie do celu, wciąż jest ich wystarczająco wiele, by straty w infrastrukturze były bardzo dotkliwe dla strony przeciwnej. Ponieważ broń jest tania, z użyciem relatywnie prostych bezpilotowych aparatów latających, kolejne ataki można ponawiać w kolejne dni. W skali kolejnych miesięcy ponawiania takich uderzeń skumulowane straty zaczynają stanowić coraz większy problem dla przeciwnika.

Faktyczny wygląd odrzutowego Shaheda 238.
Faktyczny wygląd odrzutowego Shaheda 238.

Modernizacja Shaheda 136 na odrzutowy Shahed 238 nie była więc udana. Skuteczność bojowa wzrosła, ale jednocześnie absolutnie nieproporcjonalnie wzrosła cena. Dlatego Shahedów 238/Gerani 238 użyto w Ukrainie stosunkowo niewiele. W styczniu 2024 r. był pierwszy przypadek zestrzelenia oryginalnego Shaheda 238, ale w kolejnych miesiącach zestrzeliwano głównie Shahedy 136 i czasem 131, głównie rosyjskiej produkcji, czyli (odpowiednio) Gerań 2 i Gerań 1. Do dziś nie weszły one do użycia na większą skalę, ale raczej po cichu z Ukrainy zniknęły, używane sporadycznie w niektórych atakach.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Morska wymiana towarowa ma dla Ukrainy kapitalne znaczenie. Ukraina jest eksporterem znacznej ilości płodów rolnych, w tym głównie zbóż, ale nie tylko, także innych produktów przemysłu spożywczego. Możliwość korzystania z transportu morskiego ma kluczowe znaczenie dla gospodarki Ukrainy.

Głównym portem handlowym jest Odessa, olbrzymi port morski z doskonałym zapleczem magazynowym i wyładowczym, z licznymi bocznicami kolejowymi, no i oczywiście z licznymi nadbrzeżami z urządzeniami przeładunkowymi. Dzięki temu miliony ton produktów rolnych mogą być co roku wywożone z Ukrainy, głównie w sezonie letnim, kiedy są one dostarczane przez rolnictwo. Ma to też znaczenie dla odbiorców w Afryce i w innych państwach, bowiem w tych najbiedniejszych brak taniego ukraińskiego zboża i innych produktów może wywołać klęskę głodu.
Po wybuchu wojny 24 lutego 2022 r. wszelki ruch statków do portów ukraińskich zniknął. Nikt nie odważył się pływać do strefy działań wojennych. Zbliżał się jednak sezon letni i trzeba było otworzyć żeglugę do portów ukraińskich. Pod patronatem Turcji odbyły się rozmowy, które ostatecznie doprowadziły do zgody Rosji na wywóz płodów rolnych z Ukrainy, głównie pod naciskiem wielu państw świata. Rosja w oczach świata też nie chciała odpowiadać za głód w krajach słabiej rozwiniętych. Statki ruszyły i były one okresowo, choć niezbyt często przeszukiwane przez rosyjskich marynarzy, wysadzanych na pokład ze śmigłowców Ka-29, startujących z pokładów rosyjskich fregat. Porozumienie to trwało do lipca 2023 r., po czym Rosja się z niego wycofała, grożąc niszczeniem statków płynących do Odessy.
Co ciekawe jednak, Rosjanie nie byli zdolni do realnego wymuszenia blokady morskiej. Ich okręty nie zbliżały się do ukraińskiego wybrzeża z powodu pocisków przeciwokrętowych, zarówno ukraińskich R-360 Neptun, jak i dostarczonych amerykańskich RGM-84 Harpoon, które skutecznie je odstraszały. Ponadto seria ataków na rosyjskie okręty w porcie Sewastopol i w innych wykonana z użyciem zachodnich pocisków Storm Shadow, również uszczupliła stan posiadania Floty Czarnomorskiej, stawiając też pod znakiem zapytania możliwość wykorzystania bazy Sewastopol na Krymie. Najciekawsze w tym okresie są jednak sukcesy ukraińskich bezzałogowych pojazdów morskich, w tym głównie łodzi Magura V5. Są to niewielkie łodzie motorowe wypełnione materiałami wybuchowymi, częściowo autonomiczne, ale w końcowej fazie ataku sterowane zdalnie, wyposażone w głowicę elektrooptyczną do naprowadzania na cel, co pozwala na dokonywanie nocnych ataków. Wbrew pozorom okazały się one dość skuteczne. 24 maja 2023 r. rosyjski okręt rozpoznawczy Iwan Churs został uszkodzony przez drony morskie, a kiedy okręt zawinął do Sewastopola, został ponownie uszkodzony w ukraińskim ataku rakietowym. 4 sierpnia 2023 r. średni okręt desantowy Olenegorski Gorniak został w ataku dronów morskich Magura V5 bardzo poważnie uszkodzony w ataku dronów w pobliżu Noworosyjska. Został do tego portu odholowany i nadal tam stoi bez naprawy, nie wiadomo, czy takowa kiedykolwiek zostanie przeprowadzona.

Morski dron Magura V5. Sylwetka nurka z przodu pozwala na ocenę wielkości aparatu. Nie jest to jedyny dron morski opracowany w Ukrainie, ale poza Magura V5 nie wiadomo, które są faktycznie w uzbrojeniu.
Morski dron Magura V5. Sylwetka nurka z przodu pozwala na ocenę wielkości aparatu. Nie jest to jedyny dron morski opracowany w Ukrainie, ale poza Magura V5 nie wiadomo, które są faktycznie w uzbrojeniu.

W kolejnym ataku  1 lutego 2024 r. drony morskie Magura V5 zaatakowały i zatopiły małą korwetę rakietową Iwanowiec typu Mołnia-1 u wybrzeży Krymu,14 lutego 2024 r. zaś drony Magura V5 zaatakowały i zatopiły średni okręt desantowy Cezary Kunikow, płynący wzdłuż wybrzeża Krymu. Okręty desantowe są przez Rosjan wykorzystywane do zaopatrywania wojsk.
Jednym z największym sukcesów było jednak zatopienie dużego okrętu patrolowego (w istocie dużej, choć niedozbrojonej korwety) Siergiej Kotow o wyporności 1300 ton. Okręt był atakowany przez morskie drony i uszkodzony 14 września 2023 r., ale w ataku 5 marca 2024 r. pod Kerczem w ataku dronów Magura V5 został trafiony i zatonął.
Po tych sukcesach żegluga do Odessy zaczęła być prowadzona normalnie, a Rosjanie nie byli w stanie jej przeciwdziałać. Dlatego musieli coś zrobić, żeby ją przerwać. Od lata 2024 r. uporczywie atakowali port w Odessie za pomocą pocisków manewrujących, a nawet rakiet balistycznych Iskander. Jednak jak powiedzieliśmy, port w Odessie jest olbrzymim kompleksem i mimo ataków nadal pracował on w sposób niezakłócony.

Widok z kamery termowizyjnej aparatu Magura V5 w czasie ataku na patrolowiec Siergiej Kotow, który został zatopiony.
Widok z kamery termowizyjnej aparatu Magura V5 w czasie ataku na patrolowiec Siergiej Kotow, który został zatopiony.

Z pomocą Rosjanom przyszły drony. Postanowiono użyć dronów Shahed 136 i 131, produkowanych w Rosji na licencji jako Gerań 2 i Gerań1. W przeciwieństwie do bardzo kosztownych pocisków manewrujących, są one niezwykle tanie, dzięki czemu można je wysyłać w sposób zmasowany na cele. Od jesieni 2024 r. ataki dronowe na Odessę zaczęły się coraz bardziej nasilać, aż rzeczywiście stały się poważnym problemem. Port w Odessie mocno ucierpiał, bowiem choć ładunki wybuchowe dronów są mniejsze, to jednak ich ilość wielokrotnie przekracza ilość pocisków manewrujących, jakie dotąd można było wysyłać na port. Zagraniczne statki w obawie przed trafieniem coraz rzadziej zawijały do Odessy, a wymiana towarowa zaczęła niebezpiecznie spadać. I w ten sposób nie Flota Czarnomorska, lecz tanie drony wymusiły faktyczną blokadę morską portu w Odessie.
Na szczęście dla Ukrainy przekierowano żeglugę na ukraińskie porty na Dunaju, takie jak Wilkowo i Izmaił. O wiele trudniej je atakować dronami Gerań, bowiem w przypadku nietrafienia drony mogą wlecieć na teren należącej do NATO Rumunii, i gdyby dokonały tam znaczących szkód, to jest jednak bezpośredni atak na państwo należące do sojuszu. Oczywiście ataki na te porty nada są prowadzone, ale nie w sposób zmasowany, co oczywiście nie wywołuje efektu paraliżu żeglugi. Co ciekawe, żegluga wróciła też częściowo do Odessy, która nadal jest atakowana, ale już nie z taką intensywnością. W każdym razie niezależnie od wszystkiego drony Gerań zmniejszają jednak przepływ towarów do ukraińskich portów i to w sposób wyraźny.

 

Znana już chyba wszystkim sylwetka aparatu bezpilotowego Gerań 2 czyli licencyjnej odmiany irańskiego aparatu Shahed.
Znana już chyba wszystkim sylwetka aparatu bezpilotowego Gerań 2 czyli licencyjnej odmiany irańskiego aparatu Shahed.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Turcja ma jedne z najsilniejszych sił bezpilotowych w Europie i stanowi pod tym względem potęgę. Początkowo w Turcji rozwijano aparaty klasy MALE i czyli latające na średnich wysokościach o dużej długotrwałości lotu, a także duże aparaty taktyczne. Dziś rozwój biegnie w kierunku mniejszych aparatów.
 
Firma Havelsan została utworzona przez Siły Powietrzne Turcji jako firma państwowa działająca na rzecz Sił Zbrojnych w dziedzinie elektroniki, automatyki, oprogramowania i rozwiązań teleinformatycznych. Wejście w obszar bezpilotowców, gdzie kwestia układów ich sterowania wychodzi na pierwszy plan, było sprawą dość naturalną.
Firma podjęła pracę nad aparatem bezpilotowym przeznaczonym do rozpoznania i wskazywania celów, by był on używany przez tureckie wojska lądowe w rejonach silniej bronionych. Idea aparatu była taka, że w rejonach silnie bronionych większą przeżywalnością na polu walki, a nawet ma taki aparat możliwość penetrowania obszaru przeciwnika na optymalnej wysokości. A taką jest wysokość około 3000 m, bowiem jest to poza zasięgiem wszelkiej broni strzeleckiej, a nawet lekkich działek przeciwlotniczych kal. 20-23 mm. Mało tego, cichy aparat ma możliwość wykonywania na tej wysokości lotu w ogóle bez wykrycia przez nieprzyjaciela. Może on więc prowadzić swoje rozpoznanie skrycie, a obserwowany nieprzyjaciel nie zdaje sobie z tego sprawę. Kolejna sprawa to przejście od drogich, skomplikowanych systemów uzbrojenia do tanich relatywnie prostych, których strata nie była by boleśnie odczuwana, bowiem tanich aparatów można zbudować wiele i łatwo je uzupełniać. Ale w tym celu trzeba uzyskać maksimum możliwości z nieskomplikowanej konstrukcji. Sposobem na to jest maksymalne wykorzystanie elementów gotowych, tzw. off the shelf.

Aparat Havelsan Baha we wczesnej postaci ze śmigłami nad belkami ogonowymi. Później przeniesiono je pod belki.
Aparat Havelsan Baha we wczesnej postaci ze śmigłami nad belkami ogonowymi. Później przeniesiono je pod belki.

Pierwszym opracowanym aparatem był Havelsan Baha, czyli „Bulut Altı İnsansız Hava Aracı” – mały bezpilotowy autonomiczny aparat. Miał on posłużyć do zebrania doświadczeń, i stać się swego rodzaju demonstratorem technologii dla aparatu docelowego. Aparat zbudowano w ciekawym układzie, na pierwszy rzut oka w dość klasycznej formie, z krótkim kadłubem mocowanym do prostego skrzydła, który to kadłub kończył się silnikiem tłokowym ze śmigłem pchającym, stanowiącym jego napęd. Usterzenie mocuje się do dwóch cienkich belek ogonowych z rurek duraluminiowych (później w aparacie Bulut zastąpione kompozytem węglowym), które to belki wystają przed skrzydło. A to dlatego, że z ich przodu oraz z tyłu, pod owymi belkami zamocowano śmigła do pionowego startu i lądowania, które są dla odmiany napędzane silniczkami elektrycznymi. Pionowy start i lądowanie to jedyny sposób w jaki aparat może znaleźć się w powietrzu lub na ziemi. Cała sekwencja startu aż do przejścia do lotu postępowego oraz cała sekwencja lądowania od wyhamowania do pionowego przyziemienia we wskazanym miejscu jest wykonywana automatycznie. W obecnych czasach nie stanowi to większego problemu technicznego. Samo usterzenie ma formę odwróconego usterzenia motylkowego (litera „V”, ale odwrotnie. Aparat ma niewielkie stałe podwozie w postaci podpór, bowiem w czasie operacji lotniczych się nie toczy. W skład wyposażenia wchodzi doczepiany wózek do ciągnięcia go po ziemi, bowiem przy masie ok. 30 kg i rozpiętości skrzydła 3,70 m ciężko go nosić.

 

Docelowy aparat Havelsan Bulut, widać odmieną formę podwozia oraz głowicę elektrooptyczną pod kadłubem.
Docelowy aparat Havelsan Bulut, widać odmieną formę podwozia oraz głowicę elektrooptyczną pod kadłubem.

 

Docelowy aparat Havelsan Bulut, widać odmieną formę podwozia oraz głowicę elektrooptyczną pod kadłubem.
Docelowy aparat Havelsan Bulut, widać odmieną formę podwozia oraz głowicę elektrooptyczną pod kadłubem.

To był tylko demonstrator, ale aparatem ze względu na jego użyteczność, a zarazem prostotę eksploatacji i niską cenę zainteresowała się Nigeria, która kupiła kilka sztuk po wyposażeniu go w nieskomplikowany zestaw elektrooptyczny. Są one używane z powodzeniem przez nigeryjską armię. Aparat został też dostarczony w grudniu 2023 r. do Wojsk Lądowych Turcji, celem wsparcia wdrożenia docelowej wersji Bulut.
Bulut niewiele się różni od poprzednika. Przede wszystkim został wyposażony w lekką, 5 kilogramową głowicę elektrooptyczną oraz w system transmisji danych. Transmisja jest możliwa na odległość do 80 km z wysokości lotu aparatu 2800 m. W razie konieczności aparat może się zniżyć na 500 m celem dokładnej obserwacji wskazanych obiektów. Długotrwałość lotu wystarcza na dolot na 80 km i powrót, w pełni autonomicznie. Obecnie aparaty Bulut wchodzą do uzbrojenia Wojsk Lądowych Turcji i Sił Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Jeden z aparatów Havelsan Bulut w czasie przyjęcia do służby w Wojskach Lądowych Turcji.
Jeden z aparatów Havelsan Bulut w czasie przyjęcia do służby w Wojskach Lądowych Turcji.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Samolot F-35 we wszystkich swoich odmianach został zaprojektowany by penetrować nieprzyjacielską przestrzeń powietrzną. Izraelskie F-35I Nadir, dysponujące nieco innym, dostosowanym do regionu wyposażeniem, skutecznie wlatywały w syryjską, a nawet na pewną odległość w irańską przestrzeń powietrzną. Ale strefy antydostępowe to całkiem inna sprawa.
 
Przestrzeń powietrzna Syrii nie była bardzo silnie broniona. Zarówno sieć radiolokacyjna, jak i naziemna obrona przeciwlotnicza składała się z systemów starszej generacji o zdecydowanie mniejszych możliwościach bojowych. Także syryjskie myśliwce nie były też pierwszej młodości. Dlatego trudnowykrywalny myśliwiec mógł się w tej przestrzeni poruszać bez trudu.
Rosjanie jednak pokazali w Ukrainie, że potrafią stworzyć typową strefę antydostępową. Składa się ona z wyjątkowo gęstej, wielowarstwowej obrony przeciwlotniczej oraz stref dyżurowania myśliwców w powietrzu, co razem tworzy obszar nie do przebycia nawet przez samolot trudnowykrywalny. Taki samolot bowiem jest jednak widziany przez radary systemów przeciwlotniczych choć ze znacznie zredukowanej odległości. Jeśli rozmieści się je odpowiednio gęsto, to widzą one samolot trudnowykrywalny na całej trasie jego lotu. Dlatego F-35 nie może wchodzić nad terytorium nieprzyjaciela bezkarnie.
Częściowym rozwiązaniem problemu są pociski typu stand-off, czyli pozwalające na atak z dużej odległości, ale typowe uzbrojenie F-35A czyli bomby szybujące GBU-39 Small Diameter Bomb, oraz ich najnowsza wersja GBU-53/B StormBreaker mają w oryginalnej postaci zasięg szybowania do 110 km, ale w locie na wysokości 10 000 m, gdzie możliwy atak pocisków systemu przeciwlotniczego S-400 Triumf w odniesieniu do F-35A jest niewiele mniejszy, przynajmniej wg rosyjskich źródeł, a Rosjanie mieli okazję do namierzania izraelskich F-35I Nadir swoim systemem S-400 rozmieszczonym w Syrii. Mówi się o zastosowaniu na GBU-53/B StormBreaker przyśpieszacza rakietowego podobnego do tego stosowanego na lądowej wersji tego uzbrojenia GLSDB, by uzyskać co najmniej 150 km z wysokości 7000 m, ale to kwestia przyszłości.

XQ-58A zrzucający lekką amunicję do precyzyjnego ataku. Być może do niszczenia systemów przeciwlotniczych będzie potrzebny system uzbrojenia o większym zasięgu.
XQ-58A zrzucający lekką amunicję do precyzyjnego ataku. Być może do niszczenia systemów przeciwlotniczych będzie potrzebny system uzbrojenia o większym zasięgu.

Rozwiązaniem mogą być natomiast towarzyszące F-35A bezpilotowe systemy opracowane w ramach programu „Loyal Wingman”. Jest to system bezpilotowy kierowany z myśliwca, ale na wpół autonomiczny, dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji. Obecnie wybrano do współpracy z F-35 aparat bezpilotowy Kratos XQ-58 Valkyrie, zaś w Australii stosuje się alternatywne rozwiązanie w postaci aparatu Boeing MQ-28 Ghost Bat. Oba są dość podobne, a ich zadaniem jest prowadzić rozpoznanie na rzecz myśliwca oraz zakłócanie w razie potrzeby. Głównie chodzi o to, że wlot aparatów, które same mają własności trudnej wykrywalności, ale w strefie antydostępowej zostaną jednak wykryte, powoduje uaktywnienie się różnych środków przeciwlotniczych, które oczywiście są wykryte i zlokalizowane przez lecący z tyłu F-35, wyposażony w doskonały system ostrzegania przed opromieniowaniem, stanowiący część systemu samoobrony ASQ-239 Barracuda. Przy dobrej widzialności na wykryty system mogą być skierowane kamery systemu AAQ-40 EOTS, który przy dobrej widzialności pokaże obserwowany system przeciwlotniczy z odległości nawet 50 km i więcej. Chodzi tu oczywiście o te zestawy, których zasięg rażenia jest wyraźnie mniejszy od owych 50 km, takich jak na przykład Pancyr S-1. Jeśli chodzi o przeciwlotnicze zestawy rakietowe o większym zasięgu, takie jak S-400 Triumf czy S-350 Witiaź, to konieczny będzie atak wykonany przez sam towarzyszący F-35 bezpilotowiec, co zresztą przewidziano w ramach jego zadań. Jego sygnatura radarowa jest mniejsza od samolotu F-35, może on więc podejść wyraźnie bliżej do zwalczanego systemu bez obawy zestrzelenia. Jakie zaś uzbrojenie będzie przenosił aparat to jeszcze nie wiadomo.

XQ-58A Valkyrie w czasie lotu. Chociaż aparat jest dużo tańszy od samego F-35A, to jednak nie zakłada się ponoszenia dużych strat przez bezpilotowce. Są one zbyt kosztowne
XQ-58A Valkyrie w czasie lotu. Chociaż aparat jest dużo tańszy od samego F-35A, to jednak nie zakłada się ponoszenia dużych strat przez bezpilotowce. Są one zbyt kosztowne

Najbardziej zaawansowana we wprowadzaniu systemu Loyal Wingman jest Piechota Morska USA. To na jej zamówienie powstaje wersja XQ-58B, która będzie zdolna do wykonywania tzw. ataku elektronicznego, czyli do obezwładniania za pomocą zakłóceń wszelkich systemów elektronicznych, ale też odmiana ta będzie służyła jako dedykowana platforma SEAD, czyli przełamywania obrony powietrznej poprzez niszczenie przeciwlotniczych systemów rakietowych. Ponadto US Marine Corps podjęła program Penetrating Affordable Autonomous Collaborative Killer (PAACK-P), kładąc nacisk na możliwości uderzeniowe XQ-58.
W tym wszystkim ważne jest też, żeby Polska również zakupiła aparaty bezpilotowe programu Loyal Wingman. MON planuje taki zakup. Program F-35A nosi nazwę Harpia, zaś program pozyskania bezpilotowców – Harpii Szpon.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Śląski Klaster Lotniczy od lat aktywnie uczestniczy w inicjatywach mających na celu wspieranie innowacyjności w branży lotniczej. Jednym z projektów, w których mamy zaszczyt uczestniczyć, jest międzynarodowa inicjatywa IDEALIST. To nie tylko kolejny projekt, ale realna szansa dla małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), w tym naszych członków, na dołączenie do grona globalnych innowatorów technologicznych.

Ta ambitna inicjatywa ma na celu sprostanie pilnym wyzwaniom, przed którymi stoją MŚP w sektorach energochłonnych, takich jak lotnictwo, obronność, mobilność, transport i motoryzacja. Promuje ona odporność, zrównoważone praktyki i zaawansowaną adaptację technologiczną w obliczu globalnych zakłóceń, takich jak pandemia COVID-19 i napięcia geopolityczne.

W projekt IDEALIST zaangażowani są również kluczowi partnerzy, w tym CIMES, COMET – Klaster Metalmeccanica del FVG, EIT Manufacturing, DITECFER, Stowarzyszenie Automatyki Przemysłowej Ukrainy (APPAU), ALBATROS Gie, Geokompetenzzentrum Freiberg e.V., 4CF The Futures Literacy Company, POLYMERIS, Clúster de Automoción y Movilidad de Aragón, Chemie-Cluster Bayern GmbH, Eurecat – Centro Tecnológico oraz Klaster CZECH AEROSPACE. Ich zaangażowanie wzbogaca projekt o różnorodne doświadczenia i wiedzę, znacząco podnosząc jakość inicjatyw realizowanych w ramach IDEALIST.

Główną misją IDEALIST jest umożliwienie MŚP działającym w kluczowych ekosystemach przemysłowych nie tylko przewidywania i stawiania czoła nieoczekiwanym globalnym wyzwaniom, ale także wychodzenia z nich silniejszymi i bardziej konkurencyjnymi.

Projekt koncentruje się na trzech kluczowych obszarach:

Projekt koncentruje się na wspieraniu MŚP w rozwoju nowoczesnych technologii, które mogą zrewolucjonizować branżę lotniczą. Dzięki międzynarodowej współpracy oraz wymianie wiedzy i doświadczeń uczestnicy projektu mają szansę konkurować z największymi graczami na rynku. Kluczowym aspektem projektu jest wspieranie innowacji wśród mniejszych podmiotów, które często nie dysponują zasobami globalnych korporacji, ale posiadają ogromny potencjał i ambicje do wprowadzania przełomowych rozwiązań.

Członkowie Śląskiego Klastra Lotniczego korzystają z IDEALIST, uzyskując dostęp do najnowszych technologii i możliwość nawiązywania kontaktów biznesowych na poziomie międzynarodowym.

Projekt umożliwia współpracę B2B, wspierając rozwój innowacyjnych rozwiązań i ich wprowadzanie na rynek globalny. Dzięki temu MŚP mogą skutecznie konkurować z dużymi firmami, zyskując dostęp do nowoczesnych technologii i wsparcie w ich wdrażaniu.

Lotnictwo to dynamicznie rozwijająca się i zmieniająca się branża. Współpraca międzynarodowa w ramach projektu IDEALIST daje nam szansę nie tylko na nadążanie za tymi zmianami, ale także na wyznaczanie nowych kierunków rozwoju branży.

Jesteśmy przekonani, że nasze zaangażowanie w projekt IDEALIST przyniesie naszym członkom wymierne korzyści, zarówno w zakresie rozwoju technologicznego, jak i budowania długotrwałych relacji biznesowych.

Więcej informacji o projekcie można znaleźć na stronie https://www.idealist-project.eu.


The Silesian Aviation Cluster has been actively participating for years in initiatives aimed at supporting innovation in the aviation industry. One of the projects we are honored to be a part of is the international initiative IDEALIST. This is not just another project, but a real opportunity for small and medium-sized enterprises (SMEs), including our members, to join the ranks of global technology innovators.

This ambitious initiative aims to address urgent challenges faced by SMEs in energy-intensive sectors such as aviation, defense, mobility, transport, and automotive. It promotes resilience, sustainable practices, and advanced technological adaptation in the face of global disruptions like the COVID-19 pandemic and geopolitical tensions.

Key partners are also involved in the IDEALIST project, including CIMES, COMET – Cluster della Metalmeccanica del FVG, EIT Manufacturing, DITECFER, Association of Industrial Automation of Ukraine (APPAU), ALBATROS Gie, Geokompetenzzentrum Freiberg e.V., 4CF The Futures Literacy Company, POLYMERIS, Clúster de Automoción y Movilidad de Aragón, Chemie-Cluster Bayern GmbH, Eurecat – Centro Tecnológico, and CZECH AEROSPACE Cluster. Their involvement enriches the project with a diversity of experience and knowledge, significantly enhancing the quality of the initiatives carried out within IDEALIST.

The core mission of IDEALIST is to enable SMEs in key industrial ecosystems not only to anticipate and withstand unexpected global challenges but to emerge stronger and more competitive.

The project focuses on three key areas:

The project is centered on supporting SMEs in the development of modern technologies that can revolutionize the aviation industry. Through international collaboration and the exchange of knowledge and experience, project participants have the chance to compete with the largest players in the market. A key aspect of the project is supporting innovation among smaller entities that often lack the resources of global corporations but possess tremendous potential and ambition to introduce groundbreaking solutions.

Members of the Silesian Aviation Cluster benefit from IDEALIST by gaining access to the latest technologies and the opportunity to establish business connections at an international level.

The project enables B2B cooperation, fostering the development of innovative solutions and their introduction to the global market. This allows SMEs to effectively compete with large companies, gaining access to modern technologies and support in their implementation.

Aviation is a rapidly evolving and changing industry. International cooperation within the IDEALIST project presents an opportunity for us not only to keep up with these changes but also to set new directions in the industry.

We are confident that our involvement in the IDEALIST project will bring tangible benefits to our members, both in terms of technological development and in building long-lasting business relationships.

More information about the project can be found at https://www.idealist-project.eu.

Od pewnego czasu ukraińskie drony dalekiego zasięgu, które wcześniej atakowały różne cele, w tym nawet gorzelnie, obecnie skupiają się na rosyjskich paliwach: rafineriach ropy naftowej, bazach paliwowych, przepompowniach na rurociągach. Jaki jest tego cel?

Ukraińskie bezpilotowe aparaty latające dalekiego zasięgu typu uderzeniowego, czyli jednorazowego użycia, atakowały w Rosji różnorodne ważne cele. Wykonywano mniej czy bardziej udane uderzenia na lotniska, w których udało się nawet zniszczyć kilka samolotów bojowych. Na wielu lotniskach atakowano tzw. bomboskłady, czyli magazyny uzbrojenia i to z sukcesem, bowiem wspomniane bomboskłady są na rosyjskich lotniskach przepełnione. Amunicja leży w skrzyniach pomiędzy specjalnymi wzmocnionymi hangarami, bo już się tam nie mieści. Atakujące bezpilotowce wywoływały całą serię bardzo efektownych wybuchów. Podobnie było z wielkimi składami GRAU, czyli Głównego Zarządu Wojsk Rakietowych i Artylerii, wiele z nich udało się bardzo poważnie uszkodzić, niszcząc olbrzymie ilości rosyjskiej amunicji. Atakowano też różne zakłady zbrojeniowe, a nawet gorzelnie produkujące tzw. spirytus techniczny używany przy produkcji paliwa do rakiet czy materiałów wybuchowych, i w nich wywołując pożary.

Mniej więcej od roku, od wiosny 2024 r. nastąpiła jednak coraz silniejsza koncentracja ataków na przemyśle paliwowym oraz na innych instalacjach. Większość obserwatorów uważała, że celem tych ataków jest zmniejszenie rosyjskich możliwości eksportowych paliw, a tym samym zmniejszenie rosyjskich wpływów do budżetu celem zadławienia gospodarki, która i tak jest już mocno nadwyrężona prowadzoną wojną. Ale rosyjska gospodarka jest inna niż te zachodnie, które operują w myśl zasad nauk ekonomicznych. W rosyjskiej gospodarce interwencjonizm państwowy jest dość silnie rozbudowany, a w odwodzie jest możliwość powrotu do systemu nakazowo-rozdzielczego na wypadek przejścia na stopę wojenną. Generalnie Rosja sobie poradzi także przy znacznym spadku eksportu ropy i produktów naftowych.

Warto natomiast zwrócić uwagę, że wszelkie rafinerie i bazy paliwowe atakowane są w promieniu do 1000 km od rejonu działań w Ukrainie. Celem tych ataków jest zmuszenie Rosjan do odsunięcia zapasów paliwa od rejonu działań wojennych, ponieważ paliwo po wyprodukowaniu w rafinerii jest transportowane rurociągami lub koleją do dużych baz paliwowych, najczęściej cywilnych, mających znacznie większą pojemność od składów wojskowych. Które są też o wiele mniej liczne. Zniszczenie infrastruktury tych baz, głównie zbiorników, przepompowni, instalacji przeciwpożarowych, itd., zmusza do składowania dużej ilości paliwa w większej odległości od rejonu walk. Jednocześnie też ograniczana jest produkcja paliw w promieniu do około 1000 lm od rejonu walk, co zmusza do transportowania paliw na potrzeby tzw. Specjalnej Operacji Wojskowej z rafinerii położonych dalej, do baz paliwowych również znajdujących się w większej odległości niż te dotąd wykorzystywane. A to zmusza do tego, by rosyjskie koleje nadwyrężone już obecnie do granic możliwości, musiały jeszcze prowadzić wiele dodatkowych pociągów z paliwem na tysiące kilometrów, zaś wojskowy transport ciężarowy, przy równie nadwyrężonej wojskowej logistyce, musiał to paliwo transportować na odległości o kilkaset kilometrów większe niż dotąd.

I tego właśnie może nie wytrzymać ani wojskowa logistyka, ani rosyjski transport kolejowy. Ten ostatni jest obciążony, bowiem coraz bardziej dramatycznie zaczyna brakować wagonów, z powodu wstrzymania dostaw łożysk tocznych dla ich zestawów kołowych z państw zachodnich (skutek sankcji), a lokalna produkcja jest dalece niewystarczająca. Na kolei brakuje też rąk do pracy. W efekcie niewiele brakuje, by te ataki bezpilotowców osiągnęły całkiem inny efekt, niż sądzi większość obserwatorów – paraliż rosyjskiej logistyki zarówno na poziomie strategicznym, jak i operacyjnym.
To wszystko można osiągnąć za pomocą dronów dalekiego zasięgu. Czy nie warto w nie zainwestować? Produkowane tysiącami okazują się być niesamowicie skuteczną bronią.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Już teraz zapisz się
do naszego newslettera

Bądź na bieżąco z nowościami