Podczas 12. Kongresu Klastrów Polskich, który zaplanowano na 28–30 października 2026 r. w Bydgoszczy, tematyka systemów dronowych i bezzałogowych została włączona w szerszy, kluczowy blok poświęcony przemysłowi obronnemu oraz bezpieczeństwu państwa.
Klastry, w kontekście gospodarczym i biznesowym, to geograficzne skupiska niezależnych podmiotów, które choć ze sobą konkurują, to jednak jednocześnie współpracują, tak by w jakiś sposób zsumować swój potencjał wobec potencjalnych klientów, a szczególnie instytucji państwowych.
Śląski Klaster Lotniczy (ŚKL), zarządzany przez Federację Firm Lotniczych BIELSKO z siedzibą w Kaniowie, to jedna z najważniejszych i najbardziej innowacyjnych organizacji przemysłowych w Polsce. Posiada prestiżowy status Krajowego Klastra Kluczowego (KKK), co oznacza, że ma strategiczne znaczenie dla krajowej gospodarki oraz wykazuje duży potencjał konkurencyjny na arenie międzynarodowej. Klaster zrzesza obecnie ponad 60 podmiotów. Region ten stał się niekwestionowanym liderem w segmencie bezzałogowych statków powietrznych (BSP). Szacuje się, że to na terenie powiązanym z działaniem klastra powstaje ponad 80% polskich dronów. Produkcja lotnicza podmiotów Śląskiego Klastra Lotniczego obejmuje m.in. firmę Allstar PZL Glider w Bielsku Białej, powstałą na miejsce zlikwidowanego Szybowcowego Zakładu Doświadczalnego (SZD), gdzie do dziś produkuje się szybowce polskiej konstrukcji, czterech typów (dwumiejscowe SZD-54-2 Perkoz i jednomiejscowe SZD-51-1 Junior, SZD-55-2 Nexus-e-motion oraz SZD-59-1 Acro), ale nie tylko. Kolejnym jest Avio Aero (Avio Polska Sp. z o.o.) z Bielska Białej, należąca do koncernu GE Aerospace. Specjalizuje się w zaawansowanym projektowaniu i produkcji łopatek turbin do najnowocześniejszych silników lotniczych. Jednakże z naszego punktu widzenia najważniejszą firmą jest Flytronic S.A. z siedzibą w Gliwicach. Jest to spółka Grupy WB w regionie, która jest pełnoprawnym, kluczowym ogniwem Śląskiego Klastra Lotniczego. To w Gliwicach projektowane i produkowane są najsłynniejsze polskie drony wojskowe, takie jak rozpoznawczy FlyEye (używany masowo przez Wojsko Polskie oraz Siły Zbrojne Ukrainy) czy systemy amunicji krążącej (drony kamikaze) z rodziny Warmate. Przedstawiciele Flytronic regularnie reprezentują grupę i klaster podczas paneli na Kongresie Klastrów Polskich.
Śląskie Centrum Naukowo-Technologiczne Przemysłu Lotniczego (ŚCNTPL): Ta zlokalizowana w Czechowicach-Dziedzicach nowoczesna placówka badawcza (będąca sercem innowacji materiałowych klastra) została w 2023 roku oficjalnie wykupiona przez Grupę WB. Obecnie pod nazwą WB Centrum Kompozytów produkuje zaawansowane struktury z kompozytów węglowych do dronów.

12. Kongres Klastrów Polskich w Bydgoszczy
W czasie Kongresu z punktu widzenia udziału Śląskiego Klastra Lotniczego najważniejsze będzie wystąpienie samego prezesa, pana Krzysztofa Krystowskiego. Jest on niezwykle doświadczonym menadżerem przemysłu lotniczego i znamienne jest, że tematem jego wystąpienia będzie: „Baza wiedzy przemysłu dronowego w Polsce – rozwój potencjału Śląskiego Klastra Lotniczego i ich członków”. Wystąpienie to będzie bezpośrednio poświęcone potencjałowi produkcyjnemu i technologicznemu zrzeszonych w klastrze firm dronowych. Warto właśnie wspomnieć w tym kontekście, że największy potencjał wśród firm w Klastrze ma gliwicka Flytronic. To właśnie tu powstają legendarne i opisywane już przez drony rozpoznawcze Flyeye, używane tak przez Wojsko Polskie, jak i masowo stosowane w Ukrainie, głównie przez artylerię. Równie znana jest bardzo udana amunicja krążąca Warmate, również będąca w wyposażeniu Wojska Polskiego oraz stosowana z powodzeniem przez Ukraińców. Aparaty FT-05 Łoś (rozpoznawczy) oraz BSP-U (Uderzeniowy) systemu rozpoznawczo uderzeniowego Gladius również są produkowane w gliwickiej firmie. Nie do przecenienia jest też kolejny oddział WB Electronics, WB Centrum Kompozytów z Czechowic-Dziedzic, który zachowuje też swoją rolę naukowo-badawczą na polu zaawansowanych struktur z kompozytów węglowych i paneli przekładkowych.

Odbędzie się też panel dyskusyjny pod hasłem „Możliwości i wyzwania dla przemysłu lotniczego dzięki nowym usługom stworzonym przez Śląski Klaster Lotniczy”, w którym udział wezmą przedstawiciele najważniejszych spółek technologicznych należących do klastra. Warto śledzić te wystąpienia i przedstawić wnioski, ale to dopiero po Kongresie.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
Rosja zaczęła używać coraz większej liczby odrzutowych bezpilotowców jednorazowego użytku do głębokich ataków na tereny Ukrainy. W tym momencie różnica między pociskami manewrującymi, a typowymi tanimi dronami zaczyna się zacierać, choć owe pociski są nadal znacznie tańsze od typowych konstrukcji wojskowych powstałych w profesjonalnych firmach zbrojeniowych.
Pierwszy z nich Gerań-3 to nic innego jak licencyjna kopia irańskiego Shahed 238, choć oczywiście także wprowadzono na nim ulepszenia znane z rosyjskich modernizacji Gerań-1 i -2.
Na większą skalę Gerani-3 zaczęto używać na przełomie wiosny i lata 2025 r. W irańskim pierwowzorze (Shahed-238) silnik odrzutowy jest całkowicie ukryty i wbudowany wewnątrz aerodynamicznego płatowca. W rosyjskim Gerań-3 silnik zamontowano na zewnątrz (na wierzchu kadłuba) bez dodatkowej osłony. Ułatwia to produkcję oraz pozwala Rosjanom na łatwą wymianę i testowanie różnych modeli silników. Shahed-238 posiada nieco zmodyfikowany, bardziej opływowy kadłub stworzony specjalnie z myślą o wyższych prędkościach. Rosyjski Gerań-3 powstał poprzez pójście „na skróty” – Rosjanie wykorzystali ten sam podstawowy, tani płatowiec ze śmigłowego drona Gerań-2 (Shahed-136) i po minimalnych zmianach po prostu zamontowali na nim napęd odrzutowy. Z tego powodu Gerań-3 stawia większy opór aerodynamiczny w locie. Oryginalne irańskie wersje korzystają z silników z rodziny Tolou. W zestrzelonych dronach Gerań-3 ukraiński wywiad odkrył chińskie, cywilne silniki odrzutowe Telefly JT80, które można bez problemu kupić na rynku komercyjnym (np. na platformach AliExpress) za około 18 tysięcy dolarów. Gerań-3 jest wyposażony w powszechnie dostępną na świecie elektroniką komercyjną. Wykorzystuje m.in. popularne mikrokomputery Raspberry Pi 4, czeską pompę paliwową Bosch, podzespoły z USA i Wielkiej Brytanii oraz rosyjską antenę odporną na zagłuszanie Kometa-M. Oczywiście sposób kierowania, czyli prosty bezwładnościowy układ nawigacyjny wsparty GPS, pozostał bez zmian.
Prędkość przelotowa to 300–370 km/h, około dwukrotnie szybciej niż śmigłowy Gerań-2 co utrudnia jego zwalczanie. Na krótkich odcinkach i w nurkowaniu do ataku dron potrafi rozwinąć prędkość 500 km/h i większą. Zasięg wynosi 1000 km, a masa głowicy bojowej – 50 kg.

Gerań-4 (występujący również w głębszych modyfikacjach jako Gerań-4 Siekier) to nowa generacja rosyjskich odrzutowych dronów kamikadze, wprowadzona do użytku operacyjnego na Ukrainie w maju 2026 r. W przeciwieństwie do swojego poprzednika (Gerań-3), który był jedynie „doklejoną” prowizorką odrzutową na starym płatowcu, Gerań-4 posiada całkowicie nowy, wzmocniony kompozytowy kadłub o ulepszonej aerodynamice. Konstrukcja ta została usztywniona, a liczbę pokryw serwisowych zminimalizowano. Długość wynosi 3,5 m, a rozpiętość skrzydeł (w układzie latającego skrzydła) to 3 m. Masa startowa wynosi aż 450 kg. Płatowiec ma nadal układ delta bez usterzenia poziomego i z podwójnym statecznikiem pionowym (na końcach skrzydeł), ale obrys skrzydła ma podwójny skos krawędzi natarcia. Wykorzystuje chińskie silniki turboodrzutowe o znacznie większym ciągu. Stosowane są dwa typy: Telefly LX-WP-160 (o ciągu 160 kG) lub nowszy Telefly TF-TJ2000A (o ciągu 200 kG). Prędkość przelotowa: Wynosi od 300 do 400 km/h, maksymalna 450-500 km/h. Standardowo zasięg wynosi od 450 do 850 km (w zależności od wysokości lotu i masy głowicy). Jednak pod koniec sierpnia 2026 r. odnotowano rekordowy przelot próbny na dystansie aż 960 km po zastosowaniu profilu lotu na większej wysokości (5–7 km). Może przenosić standardową głowicę odłamkowo-burzącą lub termobaryczną o wadze 50 kg, bądź powiększoną, głowicę termobaryczną o masie 90 kg, przy zmniejszonym zasięgu. Niektóre egzemplarze wyposażono w kamery i kanały telemetryczne czasu rzeczywistego, co pozwala operatorowi na korygowanie kursu w ostatniej fazie lotu i uderzanie w ruchome cele, ta wersja jest nazywana Gerań-4 Siekier.
Gerań-5 to najnowszy i najbardziej zaawansowany rosyjski bezzałogowiec uderzeniowy o napędzie odrzutowym, który zadebiutował na polu walki w styczniu 2026 r. W przeciwieństwie do wcześniejszych modeli, Gerań-5 zatracił klasyczny kształt latającego skrzydła (znany z modeli Gerań-2 Gerań-3 i Gerań-4). Konstrukcyjnie maszyna ta przeszła całkowitą ewolucję i pod wieloma względami przypomina tani pocisk manewrujący o cylindrycznym kadłubie z ostrołukowym nosem i prostymi skrzydłami w układzie dolnopłata. Eksperci wskazują na uderzające podobieństwo aerodynamiczne do irańskiego bezzałogowca Karrar.

Gerań-5, mimo zachowania unifikacji z prostszymi podzespołami (jak mikrokomputery Raspberry Pi czy cyfrowe anteny Kometa), otrzymał dodatkowo algorytm porównywania obrazu terenu z cyfrową mapą dla określania dokładnej pozycji. Wbudowane algorytmy wizyjne na bieżąco porównują obraz ziemi z kamer z zapisanymi parametrami, co pozwala na autonomiczny wybór i precyzyjne trafienie w cel bez konieczności polegania na systemie satelitarnym (Glonass/GPS), który może być zakłócany. Maszyny wyposażono w modemy zdolne do jednoczesnego emitowania i odbierania sygnałów, dzięki czemu drony mogą koordynować misję bezpośrednio między sobą w locie, omijając ukraińskie systemy walki elektronicznej (WRE) i pozycje OPL, bowiem komputer nawigacyjny korzysta z algorytmów AI. Standardowo Gerań-5 startuje ze specjalnych, wydłużonych naziemnych prowadnic/katapult za pomocą rakietowego dopalacza. Rosjanie rozwinęli jednak również wariant odpalany z powietrza – pod skrzydłami samolotów szturmowych Su-25 Gracz. Taki zabieg pozwala dodatkowo zwiększyć zasięg drona o 100 km oraz znacząco obniżyć koszty operacyjne startu z ziemi.
Napęd Gerań-5 stanowi niewielki chiński silnik turboodrzutowy Telefly TF-TJ2000A (pochodzenia komercyjnego, montowany na grzbiecie kadłuba) o bazowym ciągu 80 kG. Długość kadłuba ok. 6,5 m, zaś rozpiętość skrzydeł to ok. 5 m. Masa głowicy bojowej to 90 kg (w konfiguracjach na krótsze zasięgi masa ta może zostać zwiększona do ok. 130 kg). Stosowane są głowice odłamkowo-burzące, odłamkowe i termobaryczne. Prędkość lotu to od 450 do 600 km/h, zaś zasięg sięga 950-1000 km. W ostatnim okresie coraz częściej pojawia się nad Ukrainą Gerań-5, który z wyglądu bardziej przypomina amerykańskiego Tomahawka niż irańskiego Shaheda.
Główną wadą dronów odrzutowych to wzrost ich ceny. Koszty produkcji rosyjskich dronów odrzutowych wyraźnie wzrosły w porównaniu do starych, śmigłowych wersji (których koszt wynosił ok. 30–50 tys. USD). Gerań-3 kosztuje 80-100 tys. dolarów a Gerań-5 nawet do 150 tys. dolarów. Jednakże jeśli większy odsetek tych aparatów będzie osiągać cele niż w przypadku dronów śmigłowych, to wada ta zostanie zrekompensowana.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
Obecnie głównymi dronami używanymi do ataków na Ukrainę to używane już od ponad trzech lat, ale mocno zmodernizowane Gerań 2 i ich odmiana oparta na chińskich częściach Garpija-A1, odrzutowe Gerań 3, całkowicie nowe odrzutowe Gerań 4 i Gerań 5, a także amunicja krążąca o wydłużonym zasięgu ZALA Italmas. Tzw. wabiki, czyli bezpilotowce pułapki Gerbera i Parodia, wymagają oddzielnego omówienia.
Jak wiadomo, wszystko zaczęło się od sprawdzonej irańskiej konstrukcji, Shahed 131, 136 i 238. Irańskie Shahedy to opracowanie państwowego koncernu HESA (Iran Aircraft Manufacturing Industries Corporation) współpracujące z instytutem badawczym SAIRC (Shahed Aviation Industries Research Center), A produkcja odbywa się w fabryce Khomeynishahr w Isfahanie, poległej zakładom HESA w kompleksie przemysłowym w Szahinszahru (prowincja Isfahan). Modele 131, 136 i 238 weszły do użycia (odpowiednio) w 2019 r., 2021 r. i 2023 r.
Głównym i centralnym punktem licencyjnej produkcji irańskich dronów w Rosji jest Specjalna Strefa Ekonomiczna „Ałabuga” oraz zakłady firmy OAO „Albatros”. Umowę licencyjną oraz porozumienie o budowie fabryki w Tatarstanie Rosja i Iran podpisały pod koniec listopada 2022 r. W Ałabudze rozpoczęto prosty montaż końcowy z gotowych zestawów na początku 2023 r., zaś w pełni rosyjskie drony Gerań 1 i 2 zaczęły opuszczać linie produkcyjne w lipcu 2023 r. (odpowiedniki Shahed 131 i 136). Do końca 2023 r. rosyjskie zakłady w pełni uniezależniły się od dostaw irańskich płatowców, przechodząc na masową produkcję seryjną (szacowaną na tysiące sztuk rocznie), wykorzystując m.in. tanią siłę roboczą zwerbowaną z krajów afrykańskich. W lutym 2025 r. Rosja podjęła lokalną produkcję seryjną odpowiednika odrzutowego Shaheda-238, oznaczonego jako Gierań-3.
Klasyczne, tkane włókno węglowe (stosowane przez Iran) zastąpiono kompozytami na bazie włókna szklanego. Przyspieszyło to produkcję masową i obniżyło koszty. Ponadto drony pokrywane są czarną powłoką pochłaniającą fale radiowe, co utrudnia ich optyczne i radarowe wykrycie w nocy. Wprowadzono zaawansowane, wieloelementowe anteny satelitarne „Kometa-M” (typu CRPA). Wykorzystują one adaptacyjne formowanie wiązki, odcinając sygnały zakłócające generowane przez ukraiński system walki radioelektronicznej (WRE). W kadłubach montowane są modemy 3G/4G/LTE z ukraińskimi kartami SIM oraz minikomputery (np. Raspberry Pi). Pozwala to dronom na korzystanie ze stacji bazowych telefonii komórkowej do korygowania trajektorii lotu w czasie rzeczywistym oraz raportowania swojej pozycji nawet po utracie sygnału GPS. Nowe podwarianty wyposażono w głowice optoelektroniczne w ruchomych głowicach, nieruchome kamery w nosie oraz podświetlacze podczerwieni. Umożliwia to operatorom zdalne sterowanie dronem w ostatniej fazie lotu. Standardowy ładunek burzący uzupełniono o co najmniej 6 nowych typów głowic, w tym głowice termobaryczne (bardzo niszczycielskie w przestrzeniach zamkniętych) oraz ciężkie głowice o wadze aż 90 kg.
Wdrożenie sieci kratowych (MESH) w rosyjskich bezzałogowcach z rodziny Gierań (Shahed) oraz Gerbera stanowiło rewolucję technologiczną w sposobie prowadzenia ataków dalekiego zasięgu. Zamiast tradycyjnego wysyłania dronów po z góry zaprogramowanych, sztywnych współrzędnych GPS, Rosjanie zmienili je w inteligentny, połączony w sieć rój, zdolny do wymiany danych w czasie rzeczywistym. Każdy dron wyposażony w odpowiedni modem sieciowy MESH staje się jednocześnie punktem odbiorczym i przekaźnikiem (węzłem sieci). Drony lecące bliżej granicy z Rosją lub terytoriów okupowanych odbierają sygnał ze stacji naziemnej i przekazują go dalej – do maszyn lecących głębiej w terytorium Ukrainy. Jeśli obrona przeciwlotnicza zestrzeli drona-przekaźnika, sieć automatycznie przekierowuje strumień danych przez inne, wciąż lecące bezzałogowce. Rosja wykorzystuje tę architekturę do uderzeń kombinowanych. Przykładowo, drony-symulatory typu Gerbera lecą wyżej i lokalizują radary obrony powietrznej, a następnie za pomocą sieci MESH przekazują te informacje lecącym nisko, odrzutowym dronom Gierań-4/5 i tłokowym Gerań 2. Pozwala to na automatyczną korektę kursu grupy w locie, omijając strefy działania ukraińskich systemów zakłócania (WRE). Dzięki wysokiej przepustowości sieci, operatorzy siedzący w bazach na terenie Rosji mogą na żywo odbierać obraz z kamer umieszczonych na nosach dronów uderzeniowych i precyzyjnie korygować cel w ostatniej fazie lotu. Do tej modyfikacji wykorzystuje się głównie chińskie modemy MESH (klasy XK-F358 oraz seria HX-50). Do zarządzania siecią i przetwarzania sygnału Rosjanie wykorzystują minikomputery (np. komercyjne platformy z rodziny Raspberry Pi lub bardziej zaawansowane moduły z akceleracją AI). Dostrzeżono, że optymalny łańcuch transmisji w powietrzu składa się zazwyczaj z 2 do 3 dronów retransmisyjnych lecących na większej wysokości (np. około 2200 metrów), ponieważ większa liczba „przeskoków” sygnału generuje zbyt duże opóźnienia w transmisji wideo.
Jeśli chodzi o silniki tłokowe, to Rosjanie sprowadzają je z Chin. Do Gerania 1 wykorzystuje chińską kopię silnika Wankla. Najpopularniejszym modelem jest MDR-208 (kopia brytyjskiego silnika UAV EL-208). Gerań 2 jest napędzany dwusuwowym, czterocylindrowym silnikiem tłokowym o mocy 50 KM w układzie bokser. Jest to silnik MD-550, stanowiący bezlicencyjną kopię niemieckiego silnika lotniczego Limbach L550E. Oba te silniki są kupowane w Chinach komercyjnie.
Oba drony Gerań 1 i 2 oraz bazujące na chińskich elementach Garpija 2 mają układ aerodynamiczny typu latające skrzydło trójkątne (delta) z pionowymi stabilizatorami na końcach skrzydeł (w Gierań-1 końcówki skrzydeł wystają tylko w górę, w odróżnieniu od Gierań-2, gdzie wystają w górę i w dół). Rozpiętość Gerań 1 to ok. 2,2 m, długość 2,0 m i masa startowa 135 kg. Prędkość maksymalna to 180 km/h, a przelotowa 180 km/h. Zasięg wynosi około 700-900 km w zależności od wysokości lotu. Można wybrać wysokości w zakresie od 100 m do 2500 m, może być zmienna w trakcie lotu. Głowica bojowa waży 25 kg, mając 15 kg materiału wybuchowego. Gerań 2 ma rozpiętość ok. 2,6 m, długość kadłuba ok. 3,5 m, a masa do 250 kg, w zależności od odmiany. Prędkość przelotowa to ok. 150–180 km/h, maksymalna 200 km/h. Zasięg sięga 1500 km, a głowica bojowa od 50 do 90 kg w zależności od wersji.

W dronach rodziny Gerań często elementy układów sterowania i nawigacji, w tym układy FPGA i mikrokontrolery pochodzą od amerykańskich gigantów, takich jak Intel (Altera), Texas Instruments, Analog Devices czy AMD (Xilinx). Odbiorniki GPS, akcelerometry oraz żyroskopy piezoelektryczne niezbędne do działania nawigacji inercyjnej (INS) to często produkty szwajcarskiej firmy u-blox lub chipy od STMicroelectronics (Szwajcaria/Włochy). Tranzystory, diody i regulatory napięcia produkowane m.in. przez firmy z Holandii (Nexperia) i Niemiec (Infineon). Z kolei Chiny dostarczają napęd, Przemysłowe modemy radiowe wysokiej mocy (np. z serii XK-F358) oraz modemy komórkowe 4G, Silniczki sterujące lotkami i powierzchniami sterowymi na skrzydłach dronów. Z kolei najważniejszy rosyjski wkład elektroniczny – zaawansowana, cyfrowa antena odporna na systemy walki radioelektronicznej (WRE), która przetwarza sygnały rosyjskiego systemu satelitarnego GLONASS. Płatowce i głowice bojowe też są rosyjskie. Części zachodnie sprowadza się przez różnych pośredników, głównie w krajach postrdzieckich Azji Środkowej, ale również przez Chiny czy inne państwa.

Garpija-A1 to rosyjski dron kamikadze dalekiego zasięgu, który wizualnie przypomina Shaheda-136/Gierania-2, ale stanowi całkowicie odrębną gałąź produkcyjną. Nie powstaje w Ałabudze, lecz jest produkowany przez zakłady IEMZ Kupoł w Iżewsku (spółkę zależną państwowego koncernu Ałmaz-Antej). Garpija-A1 wykorzystuje silnik tłokowy Limbach L-550E. Choć jest to konstrukcja pierwotnie niemiecka, jej produkcja odbywa się oficjalnie w Chinach przez firmę Xiamen Limbach (czyli nie te bezlicencyjne kopie MD-550 jak w Geraniach 2). Co ciekawe, w dokumentach przewozowych silniki te były deklarowane fałszywie jako „agregaty chłodnicze”, aby ominąć kontrole celne. Garpija posiada unikalne, dokręcane śrubami stateczniki pionowe na końcach skrzydeł (w Shahedach usterzenie jest zintegrowane na stałe z profilem skrzydła). Garpija ma też nieco bardziej wydłużoną sekcję nosową mieszczącą głowicę bojową. W przeciwieństwie do Gierani, gdzie Rosjanie instalują zachodnie chipy połączone z rosyjską Kometą-M, ukraiński wywiad ustalił, że w Garpiji większość komputerów pokładowych, płyt głównych i systemów kontroli lotu to gotowe komponenty dostarczane bezpośrednio przez chińskie firmy technologiczne (np. Sichuan AEE Aviation Technology). Podzespoły i gotowe zestawy montażowe dla Garpiji są produkowane w specjalnie utworzonej w tym celu linii produkcyjnej na terytorium Chin, skąd trafiają do hal montażowych w Iżewsku (przekształconych ze starych zakładów cementowych). Gieranie są od podstaw kompozytowych produkowane w Tatarstanie. Garpija ma masę startową poniżej 300 kg i zasięg lotu szacowany na około 1500 km przy prędkości przelotowej rzędu 180 km/h. Jej głowica bojowa standardowo waży ok. 50 kg (podobnie jak w Gierań-2), ale konstrukcja pozwala na przenoszenie wariantów specjalnych o wyższej wadze kosztem zasięgu.

Obecnie tłokowe drony rosyjskie pozwalają na typowe ataki „rojowe” z dynamicznym kierowaniem grupą bezpilotowców, w przeciwieństwie do oryginalnych irańskich Shahedów które po wystrzeleniu leczą autonomicznie, indywidualnie, sztywno po zaprogramowanej trasie.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
Mało kto wie, ale w Polsce opracowano nieco mniejszą wersję bezpilotowca Gerań, czyli licencyjnego Shaheda. Ma ona również wersję bojową i właściwie aparat jest gotowy do produkcji, choć powstał dopiero latem 2025 r.
Sama nazwa jest dość ciekawa, PLargonia. PL czyli polska, a sama nazwa nawiązuje do „pelargonii”, co po rosyjsku znaczy „gerań”. Aparat powstał w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych w Warszawie, gdzie został zaprojektowany z wykorzystaniem bardzo efektywnego układu aerodynamicznego zastosowanego przez irańskich konstruktorów w dronie Shahed 131 i w większym Shahed 136, a także w odrzutowym Shahed 238. Jest to więc układ delta bez usterzenia poziomego ze ściętymi końcówkami skrzydeł, na końcach których dodatkowo znajdują się stateczniki pionowe. Silnik tłokowy ze śmigłem pchającym znajduje się z tyłu drona.
W październiku 2025 roku spółka Boryszew S.A. oraz Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych zawarły umowę dotyczącą utworzenia spółki celowej „Hornet – Polskie Drony” sp. z o.o., przeznaczonej do realizacji projektów bezzałogowych systemów powietrznych. Planowane uruchomienie działalności operacyjnej spółki, w tym produkcji bezzałogowych systemów powietrznych, przewidziano na II kwartał 2026 roku w zakładach w Sochaczewie. Grupa Boryszew to firma handlowo-produkcyjna która prowadzi bardzo różnorodną działalność na wielu polach. Ostatnio zaczyna wchodzić w branżę obronną i widzi szansę właśnie w bezpilotowych aparatach latających. Instytut ITWL ma zaplecze naukowo-badawcze, ale nie ma żadnych możliwości produkcyjnych, dlatego musi wchodzić w takie joint venture, by realizować swoje pomysły, z korzyścią dla Wojska Polskiego.
Silnik drona to jednostka napędowa produkowana przez niemiecką firmę 3W-Modellmotoren 342i B4 TS o mocy 32KM to bardzo lekka i efektywna jednostka napędowa o pojemności skokowej 342 cm³ i mocy 32 KM przy około 6500 obr./min. Silnik ma układ wtrysku bezpośredniego i po dwie świece na każdy cylinder. Silnik charakteryzuje się bardzo niską masą własną w stosunku do generowanej mocy oraz wysoką ekonomią pracy, co pozwala polskiemu dronowi osiągać prędkość przelotową 185 km/h oraz znaczący zasięg do 900 km. Dron ma długość kadłuba ok. 2,6 m i rozpiętość ok. 2,2 m, przy masie startowej 85 kg. Te parametry plasują aparat raczej bliżej konstrukcji Shahed 131 czyli Gerań 1, niż najpopularniejsze, większe Shahed 136 i jego rosyjska odmiana Gerań 2.
PLargonia ma być produkowana w dwóch odmianach. Uproszona PLargonia AT (Air Target) bez zaawansowanego układu nawigacyjnego dla obniżenia kosztów, ma służyć do szkolenia systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej w wykrywaniu i zwalczaniu dronów uderzeniowych. Bojowa odmiana PLargonia OWA (One-Way Attack) to wersja przenosząca głowicę bojową o masie 20 kg, przeznaczona do ataków na odległość 700-900 kg. Start aparatu odbywa się z naziemnych wyrzutni, bez konieczności wykorzystania infrastruktury lotniskowe.
W przeciwieństwie do tańszych, irańskich Shahedów, polska konstrukcja wykorzystuje znacznie bardziej zaawansowane systemy nawigacji. Oprócz odpornego na zakłócenia (anti-jamming & anti-spoofing) systemu nawigacji satelitarnej GPS sprzężonego z bezwładnościowym układem nawigacyjnym, aparat korzysta z autonomicznych algorytmów nawigacji zliczającej. Polega to na pomiarze prędkości i sumowaniu przebytej drogi na podstawie pomiaru prędkości i kursu. Dodatkowo wykorzystuje się system porównania widzianego pod dronem obrazu z cyfrową mapą, czyli coś w rodzaju amerykańskiego systemu DSMAC. Pozwala mu to precyzyjnie uderzać w zaprogramowane współrzędne bez ciągłej łączności z operatorem. Współcześnie te systemy są znacznie tańsze niż kiedyś, więc cena aparatu nie jest nadmiernie windowana. Fizyczne bloki nawigacji inercyjnej (oparte na miniaturowych czujnikach MEMS – akcelerometrach i żyroskopach) oraz wieloczęstotliwościowe odbiorniki GNSS/GPS produkuje i integruje Asseco Poland. Firma ta od lat dostarcza komputery misji oraz systemy pozycjonowania dla Wojska Polskiego. Zapewne wykorzystuje się tu gotowe elementy „z pułki”. Analitycy sektora obronnego szacują, że seryjny koszt wyprodukowania jednej sztuki wariantu bojowego (Hornet OWA) mieści się w granicach od 150 000 do 250 000 dolarów.



Pierwsze seryjne partie wariantu szkolnego zostały już zamówione i przekazane do Sił Zbrojnych RP. Maszyny te są intensywnie wykorzystywane na poligonach (m.in. w Ustce) do szkolenia polskich przeciwlotników. Wersja bojowa (amunicja krążąca dalekiego zasięgu z głowicą wybuchową) przechodzi obecnie oficjalne badania kwalifikacyjne. Według deklaracji kierownictwa MON, po pomyślnym zakończeniu tych testów, wersja uderzeniowa wejdzie na stałe wyposażenie jednostek bojowych.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
System ten przeznaczony dla artylerii, pełni podwójną rolę. Z jednej strony jest w stanie wyszukiwać i wskazywać cele dla artylerii lufowej oraz rakietowej, a jednocześnie dzięki uderzeniowemu elementowi BSP-U jest w stanie sam realizować uderzenia na cele naziemne. W tym sensie jest klasycznym systemem rozpoznawczo-uderzeniowym.
W pierwszej połowie lat 80. państwa Układu Warszawskiego poraziła informacja, że Amerykanie tworzą „systemy rozpoznawczo uderzeniowe” (o wdzięcznym skrócie „SRU” jaki został wówczas wprowadzony), które mogą się okazać niezwykle groźne dla pancerno-zmechanizowanych zgrupowań Układu Warszawskiego. Chodziło wówczas o programy Assault Breaker i PLSS. W pierwszym rozwijanym przez DARPA, Samolot z radarem obserwacji bocznej (program Pave Mover) wykrywał kolumny pancerne głęboko za linią frontu. Dane przesyłano do wyrzutni naziemnych, które odpalały rakiety balistyczne T-16 (bazujące na MGM-52 Lance) lub T-22 (bazujące na odmianie „ziemia-ziemia” rakiety MIM-104 Patriot). Nad celem rakieta uwalniała dziesiątki małych podpocisków, subamunicji (np. Skeet lub BAT), które samodzielnie odnajdywały i niszczyły czołgi od góry. Program rozwijano w latach 1978-1982, ale nigdy nie zrealizowano w pierwotnej postaci, choć powstały elementy tego systemu jako oddzielne (np. samolot E-8C Joint-STARS). Z kolei PLSS (Precision Location Strike System) to rozwijany równolegle przez US Air Force, skupiający się ściśle na walce elektronicznej (EW) i przełamywaniu obrony powietrznej wroga (SEAD). PLSS opierał się na sieci trzech samolotów (najczęściej specjalnie wyposażonych TR-1/U-2), które krążąc bezpiecznie za własną linią frontu, dokonywały triangulacji sygnałów radiowych i radarowych wysyłanych przez wrogie zestawy przeciwlotnicze. System potrafił z ogromną precyzją, w kilka sekund, zlokalizować nadajnik wroga i automatycznie przesłać jego koordynaty do systemów uderzeniowych (np. samolotów czy artylerii), zanim wróg zdążył wyłączyć lub przemieścić swój radar. Także i ten system nie został zrealizowany w tej postaci, choć w 27 zbudowanych TR-1A (taktyczna odmiana U-2) zaadoptował jego pewne elementy.

Obecnie w dobie sieciocentryczności całe wojska stały się gigantycznym systemem rozpoznawczo-uderzeniowym. W sieciach dowodzenia opartych o tworzenie jednolitego obrazu sytuacji taktycznej, dowódcy mają możliwość organizowania uderzeń na obiekty wroga zaraz po ich wykryciu. Niemniej jednak wciąż jest miejsce na zamknięty, efektywny system rozpoznawczo-uderzeniowy, łączący w ramach jednego pododdziału tak elementy rozpoznania i wskazywania celów, jak i elementy uderzeniowe, zdolne do wykonania natychmiastowego skutecznego uderzenia na tzw. TST (Time-Sensitive Targets – cele wymagające natychmiastowego porażenia).
Jednym z takich systemów jest Gladius z firmy WB Electronics z Ożarowa, która posiada swoje zakłady produkcyjne w różnych miejscach w Polsce. Sercem Gladiusa jest system dowodzenia artylerią TOPAZ. Był opracowany już w latach 1998-2002, ale kiedy wszedł do uzbrojenia, okazał się być strzałem w dziesiątkę. Pozwalał na automatyczne przekazywanie danych do strzelania łącznie z wyliczeniem balistyki dla poszczególnych dział w baterii w taki sposób, że z każdego konkretnego działa można precyzyjnie trafić w cel. Jednocześnie system zbiera informacje od środków rozpoznania. W kolejnych latach oprogramowanie Topaza było systematycznie uaktualniane.
Gladius potrzebował „oka” dalekiego zasięgu. Droga do powstania dwusilnikowego Łosia wiodła przez mniejsze konstrukcje. w tym FlyEye z 2010 r. Pierwsze loty nowego dwusilnikowego FT-5 „Łoś” miały miejsce w latach 2015-2016. Zaprojektowano go z myślą o programie taktycznych dronów krótkiego zasięgu „Orlik”. Dwusilnikowa konstrukcja o rozpiętości skrzydeł 6,4 m okazała się idealną, stabilną platformą zdolną do przenoszenia głowic optoelektronicznych serii GS4 i wielogodzinnego operowania na dystansie sięgającym 100 km.
Z kolei koncepcja uderzeniowego bezzałogowca BSP-U dla Gladiusa wyrosła bezpośrednio z zebranych przez lata doświadczeń z systemem Warmate, który pojawił się w 2015 r. Wyciągając wnioski z realnego pola walki, inżynierowie WB dochodzą do wniosku, że nowoczesna artyleria potrzebuje znacznie większego, cięższego i szybszego drona uderzeniowego o zasięgu ok. 100 km, dysponującego potężniejszą głowicą bojową. Tak rodzą się założenia projektowe dla bezzałogowca BSP-U, którego opracowanie przypada na lata 2017-2020.
Narodziny koncepcji systemu poszukiwawczo-uderzeniowego. Grupa WB łączy swoje trzy dojrzałe technologie (TOPAZ, rozwinięty projekt FT-5 oraz zupełnie nowy, ciężki dron uderzeniowy BSP-U) w jeden, zautomatyzowany system bateryjny, osadzony na nowym podwoziu kołowym Waran 4×4 (rozwijanym przez HSW) to kolejne lata, 2020-2021. Program Gladius został oficjalnie uruchomiony 6 maja 2022 r., kiedy to Inspektorat Uzbrojenia podpisał z Grupą WB umowę na dostawę pierwszych 4 modułów bateryjnych dla Wojska Polskiego. To od tego momentu nazwa „Gladius” wchodzi do oficjalnej terminologii.
FT-5 „Łoś” to dwusilnikowy aparat taktyczny krótkiego zasięgu. Jego głównym zadaniem jest wielogodzinne prowadzenie rozpoznania powietrznego, wykrywanie i śledzenie celów naziemnych, korygowanie ognia artylerii oraz wskazywanie obiektów do zniszczenia dla dronów uderzeniowych. Posiada dwa silniki spalinowe umieszczone w gondolach na skrzydłach w układzie ciągnącym. Jeśli jeden silnik ulegnie awarii lub zostanie uszkodzony, dron potrafi bezpiecznie kontynuować lot i wrócić do bazy na drugim.
Rozpiętość skrzydeł 6,4 m, długość 3,1 m, max. masa startowa: 85 kg, masa ładunku użytecznego (sensorów) do 30 kg, długotrwałość lotu 10 – 14 godzin, prędkość przelotowa ok. 130–150 km/h. Zasięg operacyjny (radiolinii) do 100–150 km (w zależności od ukształtowania terenu i stacji retransmisyjnych na własnym terenie). Oczywiście ten promień działania zależy od wysokości lotu bezpilotowca.
BSP-U to ciężka amunicja krążąca (dron kamikaze) dalekiego zasięgu. Jest to precyzyjny efektor systemu Gladius, przeznaczony do natychmiastowego niszczenia wykrytych celów (w tym pojazdów opancerzonych, stanowisk dowodzenia czy radarów wroga) poprzez bezpośrednie uderzenie. Posiada gładkie skrzydła bez gondoli silnikowych. Silnik elektryczny o niskiej sygnaturze termicznej i akustycznej umieszczony jest z tyłu kadłuba i napędza śmigło pchające. W nosie drona zintegrowana jest miniaturowa głowica obserwacyjna, która pozwala operatorowi na śledzenie obrazu w czasie rzeczywistym aż do momentu trafienia w cel, a także na automatyczne naprowadzanie na obiekt. Rozpiętość skrzydeł ok. 3,5 – 4 m, masa startowa ok. 35 – 40 kg, masa głowicy bojowej od 5 do 8 kg (kilkukrotnie większa niż w mniejszym systemie Warmate), Zasięg rażenia celów do 100 km. Prędkość max. 200 km/h, czas krążenia w rejonie dyżurowania – do 2 godzin.
W dolnej, nosowej sekcji kadłuba bezzałogowca FT-5 „Łoś” zamontowana jest obrotowa głowica optoelektroniczna GS4, opracowana i produkowana przez polską Grupę WB. Głowica jest w pełni stabilizowana żyroskopowo w dwóch osiach (pionowej i poziomej). Kamera światła dziennego posiada 30× zoom optyczny oraz dodatkowo 4× zoom cyfrowy. Kamera termowizyjna (nocna) oferuje 15× zoom optyczny oraz 4× zoom cyfrowy. Wykorzystuje nowoczesną matrycę mikrobolometryczną (o rozdzielczości 640×512 pikseli). Dalmierz laserowy bezpieczny dla oka, dodatkowo podświetlacz celu dla głowic kierowanych półaktywnie laserowo. FT-5 „Łoś” potrafi wylądować we wskazanym miejscu na płozach na trawie. W momencie przyziemienia głowica optoelektroniczna GS4 jest automatycznie wciągana (chowana) w głąb kadłuba lub obracana sensorami do góry.
Oba drony startują z tej samej uniwersalnej pneumatycznej wyrzutni szynowej na pojeździe Waran 4×4, z której korzysta zarówno FT-5 „Łoś”, jak i BSP-U. Oba drony dzielą unikalną architekturę awioniki stworzoną przez Grupę WB. W przypadku całkowitego zakłócania sygnału GPS oraz łączności radiowej przez przeciwnika, maszyny przechodzą w tryb pełnej autonomii. Wykorzystują nawigację bezwładnościową (INS) i zaawansowane algorytmy zliczania pozycji, co pozwala im kontynuować misję uderzeniową lub bezpiecznie wrócić do rejonu lądowania bez sygnału z satelitów.
Wojsko Polskie zamówiło łącznie 16 bateryjnych modułów ogniowych (BMO) systemu bezzałogowego Gladius. Przekłada się to bezpośrednio na zakup kilkuset sztuk dronów rozpoznawczych FT-5 oraz uderzeniowych BSP-U. Dugą umowę podpisano w maju 2026 r. Realizacja wszystkich 16 modułów bateryjnych ma zostać zakończona do 2030 r.
W baterii jest Wóz Dowodzenia Plutonu (WDP) rozpoznawczego BSP. Zarządza sekcjami dronów FT-5 „Łoś”. Współpracuje bezpośrednio z 3 wozami-wyrzutniami i odpowiada za koordynację. Dodatkowo są dwa plutony dronów uderzeniowych, każdy ma wóz dowodzenia i 4 wozy-wyrzutnie amunicji krążącej (notabene takich samych jak w plutonie rozpoznawczym, razem 11 wyrzutni w baterii. Dodatkowo jest Wóz Dowodzenia Baterii (WDB) i Mobilna Stacja Analiz (MSA), wszystkie na pojazdach Waran. Jedynie transport dronów jest prowadzony samochodem ciężarowym Jelcz P882.57 typu 8×8.
Kolejna, odrzutowa wersja nosi nazwę Gladius 2, ale to już inna historia.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
Obserwując doświadczenie z wojny w Ukrainie Amerykanie zdecydowali się na wyposażenie swoich wojsk lądowych, a dokładnie wszelkich rodzajów jednostek piechoty (zmechanizowana, lekka, powietrzno-desantowa) w tanie, masowo używane bezpilotowe systemy klasy FPV (First Person View), które się stały standardem w działaniach bojowych na lądzie, jako jeden z głównych środków ogniowych piechoty.
Ogłoszono wyniki kwalifikacji Pentagonu w ramach konkursu w programie Gauntlet II, w ramach którego mają zostać dostarczone małe drony pola walki klasy FPV dla pododdziałów US Army. Wspominamy o tym, bowiem choć ze startujących 49 firm (głównie amerykańskich) firm wybrano 19, a 30 odrzucono, to ze startujących w ramach nich sześciu firm ukraińskich, do dalszego etapu wybrano aż pięć. Pokazuje to poziom zaawansowania ukraińskich technologii dronowych.
Wśród odrzuconych firm było jedno konsorcjum powiązane z brytyjsko-polskimi dostawcami komponentów kadłubowych, które odpadło na etapie weryfikacji przedpoligonowej (formalnej) z powodu niespełnienia kryteriów łańcucha dostaw wymaganego przez Pentagon. Z posostałych 29 które odpadły, były jedna firma szwajcarska, jedna ukraińska (BlueBird Tech. jako konsorcjum z amerykańską firmą Zaruba Inc.) i aż 27 amerykańskich. Wymóg formalny Amerykanów był taki, żeby firmy zagraniczne rejestrowały swoje oddziały amerykańskie lub miały amerykańskiego partnera.
Amerykanie nie importują bowiem broni, lecz wszystko musi być produkowane u nich na miejscu. Dlatego ukraińskie firmy dronowe, które awansowały do kolejnego etapu mają amerykańskich partnerów: Heneral Czeresznia z Wilcox Industries z Newington, stan New Hampshire (występuje jako konsorcjum pod anglojęzyczną nazwą handlową zarejestrowaną z amerykańskim partnerem jako Wilcox Cherry Defense LLC.), Grim Tech z amerykańskim oddziałem koło Camp Grayling w Michigan, Stellarion z firmą działającą w łańcuchu Blue UAS z Tampa, Floryda, F-Drones z amerykańskim oddziałem Ukrainian Defense Drones Tech Corp (UDD Tech Corp) z Holland w Ohio (Dostarczyli już partię 2000 dronów dla armii USA.). Piątą jest firma SkyFall współpracująca z brytyjskim Skycutter, który ma swój własny oddział w Atlancie w Georgii. Nie jest wykluczone, że to właśnie jakieś ukraińskie firmy dostarczą drony dla wojsk amerykańskich. Z 42 amerykańskich firm 30 odpadło, a 12 przeszło do kolejnych etapów selekcji, podobnie jak jedyna firma izraelska i jedyne chorwackie konsorcjum ORQA US z amerykańskim oddziałem, ale również z polskim kapitałem, a także pięć z sześciu startujących firm ukraińskich (w tym jedna brytyjsko-ukraińska).

Polska spółka Sygnis aplikowała do konkursu, ale nie znalazła się w 49 zakwalifikowanych do testów, głównie z powodu braku linii do masowej produkcji dronów. Polskie firmy dronowe to wciąż w większości manufaktury, a nie giganci masowej produkcji, poza takimi firmami jak WB Electronics, która jednak koncentruje się na wytwarzaniu aparatów wyższej klasy wojskowej. Potwierdza to też, że po swoich negatywnych doświadczeniach w Iranie, Amerykanie potraktowali sprawę wyposażenia własnej armii w małe drony pola walki bardziej poważnie. Pierwsze próby w ramach programu Gauntlet I z udziałem 25 firm Amerykanie przeprowadzili już w lutym 2026 r., przed konfliktem z Iranem, ale wtedy brały w nim udział tylko dwie ukraińskie firmy, obecnie bardziej docenili realne doświadczenia z bojowego użycia proponowanych rozwiązań, stąd też wspomniane sukcesy firm ukraińskich w czasie dość rygorystycznych ocen i analiz.

Próby Gauntlet II odbędą się pod koniec sierpnia 2026 roku w bazie wojskowej Fort Carson w stanie Kolorado (USA). Natychmiast po zakończeniu sierpniowych testów, Pentagon złoży znaczące zamówienie na kolejne 60 000 aparatów, w ramach tzw. zamówienia pomostowego. Kontrakt ten zostanie rozdzielony pomiędzy firmy, które najlepiej poradzą sobie w symulacjach walki miejskiej i nocnej w Fort Carson. Równolegle z analizą danych z Gauntlet II, na październik 2026 r. zaplanowano etap „Gauntlet 2.5” pod kryptonimem Bomber Platform Mission. Będzie to specjalny podprogram testujący drony FPV zdolne do przenoszenia cięższych ładunków i operowania jako mikrobombowce wielokrotnego użytku. W styczniu 2027 r. Pentagon wybierze finałową grupę dokładnie 10 firm (z 19 startujących obecnie). To właśnie te podmioty podpiszą długoterminowe umowy ramowe (Program of Record) na masową produkcję dronów, wartość dostaw w pierwszych umowach wykonawczych to 300 milionów dolarów, a pieniądze zostaną rozdzielone według rankingu wyników.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
W obecnych uwarunkowaniach pola walki coraz większą rolę odgrywają środki bezzałogowe. Jeśli chodzi o uderzenia z powietrza na obiekty w głębi kraju, to praktycznie środki bezzałogowe takie jak aparaty bezpilotowe jednorazowego użytku, amunicja krążąca, pociski skrzydlate i rakiety balistyczne stanowią przytłaczającą większość współcześnie obserwowanych ugrupowań uderzeniowych.
Właśnie to ma miejsce w bieżącym konflikcie w Ukrainie, ale również w Zatoce Perskiej. O ile bowiem amerykańskie i sojusznicze (izraelskie) ugrupowania lotnicze w sporej części, choć nie w całości, składają się z tradycyjnego lotnictwa pilotowanego, to odpowiedź Iranu i wspierających Iran jemeński Huti była czysto „bezpilotowa”. Okazuje się, że te działania sprawiły Amerykanom mnóstwo kłopotów.
30 lipca Rosjanie zaatakowali Ukrainę za pomocą:
– 9 rakiet balistycznych Iskander, z których jedną zestrzelono;
– 4 rakiety przeciwokrętowe P-800 Onyks wystrzelone z wyrzutni naziemnych, mobilnych z Obwodu Kurskiego w trybie „ziemia-ziemia” (tryb pomocniczy);
– 284 drony rodziny Shahed i podobnych (Gerań 2, Italmas plus tanie wabiki bez głowicy Gerbera i Parodia), z których Ukraińcy zestrzelili 263. Pozostałe w coś niestety trafiły. Wszystkie te drony lecą z prędkością 160-220 km/h.
– 61 pocisków skrzydlatych, manewrujących. Były dwóch typów, część to Ch-101 odpalane z bombowców strategicznych Tu-95MS i Tu-160 znad Morza Kaspijskiego. Drugi typ to pociski manewrujące 3M14 Kalibr odpalane z okrętów z rejonu Noworosyjska. Obie to pociski poddźwiękowe, prędkość lotu ok. 900 km/h, wysokość lotu 50-200 m. Utrzymuje wysokość nad przeszkodami terenowymi za pomocą radiowysokościomierza. Sterowane są bezwładnościowym układem nawigacyjnym (platforma żyroskopowa i wyliczniki przebytej drogi) o dokładności ok. 50 m. Rosyjski odpowiednik DSMAC Digital Scene Matching Area Correlator) stosowany w Ch-101 nosi nazwę Otblesk-U (lub jego nowsze modyfikacje). System ten wykorzystuje kamerę optyczną w nosie pocisku, która skanuje teren poniżej i porównuje go z cyfrowymi obrazami satelitarnymi zapisanymi w pamięci komputera pokładowego, aby skorygować błędy nawigacji bezwładnościowej. W Kalibrze system nosi nazwę 14Ł36 lub 14Ł37. Dzięki temu korygowane są okresowo błędy bezwładnościowego układu nawigacyjnego, które narastają wraz z odległością.
Dodatkowo pocisk korzysta z korekcji systemu przez GPS/Glonass (rosyjski odpowiednik GPS) pozwalając na dokładność trafienia ok. 5-7 m, ale ten system jako jedyny może zostać zakłócony. Jeśli jednak błędy przekraczają określoną wartość, w stosunku do systemu autonomicznego (bezwładnościowy korygowany optyczną korelacją) to wskazania GPS/Glonass są „odpinane” i pocisk przechodzi na nawigację autonomiczną, całkowicie niewrażliwą na zakłócenia.
Pocisk doleciał do miejscowości Tarnowa-Kolonia na południe od Lublina, wlatując jakieś 93-95 km w głąb terytorium Polski od granicy z Ukrainą. Odległość tę pokonał w ok. 6 minut, jak informuje MON, czyli prędkość 930 km/h. To nie był więc dron. To był pocisk manewrujący jednego z owych dwóch typów.
Ukraińcy wg własnych informacji zestrzelili 54 pociski obu typów. Siedem albo w coś trafiło w Ukrainę, albo… Jak się okazało, to był jeden z owych siedmiu.
Masa głowicy bojowej w obu typach pocisków wynosi 450 kg, z czego czysty ładunek wybuchowy (najczęściej nowoczesny kompozyt plastyczny o wyższej sile niszczącej niż klasyczny heksogen) stanowi ciut ponad 200 kg. I to by do tego leja pasowało.
To nie mógł być efekt zakłócania GPS/Glonass, bo wówczas pocisk zboczyłby o max. 50 do 100 m, ale nie o 150 km. To najprawdopodobniej była awaria układu nawigacyjnego, choć nie można wykluczyć (raczej mało prawdopodobne) zamierzonego ataku ostrzegawczego ze strony Rosji dla podgrzania atmosfery.
Pocisk który spadł na południe od Lublina był obserwowany przez Ukraińców, którzy wykonali na niego nieudany atak myśliwcem F-16 nad swoim terytorium i przekazali nam informacje o przelocie pocisku. Ukraiński myśliwiec odszedł od celu na 20 sekund przedtem, kiedy przekroczyłby polską granicę.
Polska reakcja
Oczywiście nasze środki obrony powietrznej były już w pełnej gotowości bojowej od rozpoczęcia zmasowanego ataku na Ukrainę. Z 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego z Łasku wysłano w rejon przygraniczny parę uzbrojonych myśliwców F-16C, a z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego z Malborku wystartowała para uzbrojonych MiG-29, które zamykały obszar od strony północnej. Według doniesień, rejonie operowała też para niemieckich myśliwców Eurofighter z Taktisches Luftwaffengeschwader 31 „Boelcke”, oczywiście również z uzbrojeniem, operując z macierzystej bazy z Nörvenich w Niemczech, korzystając z tankowania w powietrzu z pojedynczego Airbusa A330-243MRTT z Wielonarodowej Floty Wielozadaniowych Samolotów Tankowania i Transportu NATO z Eindhoven w Holandii (startował z Kolonii, z bazy wysuniętej). Pełną gotowość bojową z rakietami na wyrzutniach osiągnął też holenderski 802. Dywizjon przeciwlotniczych rakiet „Patriot” stacjonujący przy lotnisku Rzeszów Jasionka.

Wszystkie te środki były w gotowości i gdyby tor lotu pocisku zmierzał w kierunku miasta, to zapadła by komenda na jego zestrzelenie. Decyzja o zestrzeleniu nie jest prosta, bowiem wiąże się z ryzykiem powstania poważnych szkód na ziemi.
Oficjalnie po badaniu szczątków ogłoszono, że był to rosyjski pocisk Ch-101 (Izdielie 504). Informację tę przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, prok. Marcin Kozak, komentując wstępne ustalenia śledczych badających wrak rakiety, która rozbiła się w miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim.
Miejsce produkcji: jeden z zakładów zbrojeniowych na terenie obwodu moskiewskiego w Rosji.
Ten „jeden z zakładów” to producent rakiet Ch-101 czyli DMZ Dubna. Dubna to miasto 110 km na północ od centrum Moskwy, niemal na granicy Obwodu Moskiewskiego i Twierskiego. Pocisk Ch-101 został zaprojektowany pod kierunkiem Igora Sielezniowa w Państwowym Biurze Konstrukcyjnym GosMKB „Raduga” (tęcza). Sama produkcja seryjka Ch-101 jest prowadzona w pobliskim (przez płot) Zakładzie DMZ (Dubnieńskij Maszynostroitielnyj Zawod – Dubnieńskie Zakłady Budowy Maszyn). Według numeru seryjnego pocisk opuścił linie produkcyjne w II kwartale 2026 r.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
Rosyjskie drony uderzeniowe rodziny Shahed, w rosyjskiej licencyjnej wersji nazywane Gerań 2, wielokrotnie przekraczały granicę z Rumunią, atakując ukraińskie porty na Dunaju z nieoczekiwanych kierunków.
Naruszenia rumuńskiej przestrzeni powietrznej zdarzały się już od dłuższego czasu. Od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku, rosyjskie drony wojskowe naruszyły rumuńską przestrzeń powietrzną co najmniej 33 razy.Dodatkowo na terytorium Rumunii odnotowano około 50 przypadków upadków szczątków bezzałogowców (głównie aparatów rodziny Shahed zestrzeliwanych przez ukraińską obronę przeciwlotniczą w rejonie rzeki Dunaj). W niektórych przypadkach podobne bezzałogowce spadały na teren Rumunii na skutek awarii.
Tym razem Rumunia zdecydowała się na zestrzelenie wlatujących dronów i miało to miejsce dosłownie dzień po dniu, w okresie 24-26 lipca.
Zacznijmy od tego, że wszystkie trzy przypadki zostały przeprowadzone pełną, wzrokową identyfikacją celu. Potwierdził to szef Sztabu Generalnego SZ Rumunii, gen. Gheorghiță Vlad, na konferencji prasowej. Wszystkie trzy zestrzelenia dronów miały miejsce w pełnym świetle dziennym, więc identyfikacja była prostsza. Wszystkie trzy drony typu Gerań 2 miały prędkość 190-210 km/h, czyli cztery razy mniejszą od pocisku Ch-101 (ok. 930 km/h), jaki wtargnął do Polski. Podczas gdy pocisk przelatywał 13-14 km w minutę, te drony przelatywały 3,5 km w minutę.

Piątek, 24 lipca 2026 r.
Dron wleciał od strony granicy z Ukrainą tuż na południe od Nadniestrza. latał nad Rumunią około jednej godziny i 20 minut. Było to wyjątkowo długo i sytuacja była potencjalnie groźna. A to dlatego, że myśliwce w Rumunii nie dyżurowały w powietrzu. Zdecydowanie był to poważny błąd. W Polsce za każdym razem kiedy ma miejsce zmasowany nalot powietrzny na Ukrainę, nasze Dowództwo Operacyjne wysyła co najmniej parę dyżurną do strefy wyczekiwania w powietrzu (CAP – Combat Air Patrol) w rejonie Pokarpacia czy Lubelszczyzny, w odległości 100-150 km od granicy, by był czas na reakcję i wyjście do ataku czołowego.
W akcji brały udział cztery myśliwce. Najpierw o godzinie 09.48 wystartowała para dyżurna włoskich Eurofighter Typhoon z 57. Bazy Lotniczej Mihail Kogălniceanu. Włoskie myśliwce pochodzą z 51° Stormo (51. Skrzydła Myśliwskiego) i wzmacniają wschodnią rubież NATO w ramach ogólnej operacji Eastern Sentry.
Włoskie samoloty podjęły próbę zestrzelenia drona rakietą, lecz chybiły celu. O 10.56 do akcji dołączyła para rumuńskich F-16, a jeden z nich o 11.02 skutecznie zniszczył aparat bezpilotowy rakietą „powietrze-powietrze”. Dron krążył nieco, ale ostatecznie spadł 113 km od granicy z Ukrainą, w okolicy miasteczka Buzău.
Sobota, 25 lipca 2026 r.
Tym razem myśliwce były w powietrzu. Kiedy jeden z dronów z Ukrainy leciał wprost w kierunku Rumunii, parę rumuńskich F-16 skierowano ze strefy na przechwycenie. po identyfikacji wzrokowej aparatu zestrzelił go ten sam pilot, który uzyskał zwycięstwo poprzedniego dnia. Wspomniany dron został zestrzelony w rejonie delty Dunaju, około 10 kilometrów na zachód od miejscowości Sfântu Gheorghe. Od momentu wykrycia przez radary o godzinie 08.22 do momentu trafienia o 08.30 minęło dokładnie 8 minut. Ponieważ Gerań 2 leciał wprost z Ukrainy, a myśliwce były w strefie niedaleko, więc udało się dojść do wzrokowej identyfikacji relatywnie krótko, tym razem do zestrzelenia intruza wystarczyło osiem minut.
Niedziela, 26 lipca 2026 r.
To najszybsze przechwycenie. Dron leciał przez wody terytorialne, więc w ciągu pięciu minut od skierowania myśliwców, bez żadnych wielkich ceregieli, dron został zestrzelony. I tym razem zwycięstwo powietrzne odniosły rumuńskie F-16A MLU.

Podsumowanie
Warto odnotować, że Rumunii mieli nieco łatwiejsze zadanie, bowiem naruszające ich przestrzeń powietrzną drony leciały czterokrotnie wolniej od pocisku Ch-101 jaki wleciał do Polski. Za każdym razem udało się dokonać wzrokowej identyfikacji celu, a w ostatnim przypadku sprawa była o tyle ułatwiona, że nie groziło porażenie obiektu na ziemi, ponieważ dron zestrzelono nad morzem. Zdecydowane działania, mimo kompromitacji pierwszego dnia, pozwoliły potwierdzić skuteczność rumuńskiej obrony powietrznej, bowiem koniec końców wszystkie aparaty zostały zestrzelone.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
Podczas tegorocznej edycji eksperci reprezentujący administrację publiczną, wojsko, świat nauki oraz przedsiębiorstwa wspólnie rozmawiali o kierunkach rozwoju polskiego przemysłu lotniczego, obronnego i kosmicznego.
To doskonała okazja, aby jeszcze raz wrócić do najważniejszych debat i wystąpień z dwóch dni 7. Śląskich Dni Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego, które odbyły się w Katowicach.
Otwarcie: https://www.youtube.com/watch?v=Eot-D1aqMv8
Transmisja z 1. dnia konferencji:https://www.youtube.com/watch?v=VAi_qu-GnnU
Transmisja z 2. dnia konferencji: https://www.youtube.com/watch?v=eXqm54rim9k
Zachęcamy również do obejrzenia krótkiego materiału podsumowującego wydarzenie oraz wypowiedzi uczestników konferencji:
https://www.youtube.com/watch?v=2SYJbzPeE7I
Wydarzenie dofinansowano ze środków z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego.
Mało kto wie, ale w Polsce opracowano nieco mniejszą wersję bezpilotowca Gerań, czyli licencyjnego Shaheda. Ma ona również wersję bojową i właściwie aparat jest gotowy do produkcji, choć powstał dopiero latem 2025 r.
Sama nazwa jest dość ciekawa, PLargonia. PL czyli polska, a sama nazwa nawiązuje do „pelargonii”, co po rosyjsku znaczy „gerań”. Aparat powstał w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych w Warszawie, gdzie został zaprojektowany z wykorzystaniem bardzo efektywnego układu aerodynamicznego zastosowanego przez irańskich konstruktorów w dronie Shahed 131 i w większym Shahed 136, a także w odrzutowym Shahed 238. Jest to więc układ delta bez usterzenia poziomego ze ściętymi końcówkami skrzydeł, na końcach których dodatkowo znajdują się stateczniki pionowe. Silnik tłokowy ze śmigłem pchającym znajduje się z tyłu drona.
W październiku 2025 roku spółka Boryszew S.A. oraz Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych zawarły umowę dotyczącą utworzenia spółki celowej „Hornet – Polskie Drony” sp. z o.o., przeznaczonej do realizacji projektów bezzałogowych systemów powietrznych. Planowane uruchomienie działalności operacyjnej spółki, w tym produkcji bezzałogowych systemów powietrznych, przewidziano na II kwartał 2026 roku w zakładach w Sochaczewie. Grupa Boryszew to firma handlowo-produkcyjna która prowadzi bardzo różnorodną działalność na wielu polach. Ostatnio zaczyna wchodzić w branżę obronną i widzi szansę właśnie w bezpilotowych aparatach latających. Instytut ITWL ma zaplecze naukowo-badawcze, ale nie ma żadnych możliwości produkcyjnych, dlatego musi wchodzić w takie joint venture, by realizować swoje pomysły, z korzyścią dla Wojska Polskiego.
Silnik drona to jednostka napędowa produkowana przez niemiecką firmę 3W-Modellmotoren 342i B4 TS o mocy 32KM to bardzo lekka i efektywna jednostka napędowa o pojemności skokowej 342 cm³ i mocy 32 KM przy około 6500 obr./min. Silnik ma układ wtrysku bezpośredniego i po dwie świece na każdy cylinder. Silnik charakteryzuje się bardzo niską masą własną w stosunku do generowanej mocy oraz wysoką ekonomią pracy, co pozwala polskiemu dronowi osiągać prędkość przelotową 185 km/h oraz znaczący zasięg do 900 km. Dron ma długość kadłuba ok. 2,6 m i rozpiętość ok. 2,2 m, przy masie startowej 85 kg. Te parametry plasują aparat raczej bliżej konstrukcji Shahed 131 czyli Gerań 1, niż najpopularniejsze, większe Shahed 136 i jego rosyjska odmiana Gerań 2.

PLargonia ma być produkowana w dwóch odmianach. Uproszona PLargonia AT (Air Target) bez zaawansowanego układu nawigacyjnego dla obniżenia kosztów, ma służyć do szkolenia systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej w wykrywaniu i zwalczaniu dronów uderzeniowych. Bojowa odmiana PLargonia OWA (One-Way Attack) to wersja przenosząca głowicę bojową o masie 20 kg, przeznaczona do ataków na odległość 700-900 kg. Start aparatu odbywa się z naziemnych wyrzutni, bez konieczności wykorzystania infrastruktury lotniskowe.
W przeciwieństwie do tańszych, irańskich Shahedów, polska konstrukcja wykorzystuje znacznie bardziej zaawansowane systemy nawigacji. Oprócz odpornego na zakłócenia (anti-jamming & anti-spoofing) systemu nawigacji satelitarnej GPS sprzężonego z bezwładnościowym układem nawigacyjnym, aparat korzysta z autonomicznych algorytmów nawigacji zliczającej. Polega to na pomiarze prędkości i sumowaniu przebytej drogi na podstawie pomiaru prędkości i kursu. Dodatkowo wykorzystuje się system porównania widzianego pod dronem obrazu z cyfrową mapą, czyli coś w rodzaju amerykańskiego systemu DSMAC. Pozwala mu to precyzyjnie uderzać w zaprogramowane współrzędne bez ciągłej łączności z operatorem. Współcześnie te systemy są znacznie tańsze niż kiedyś, więc cena aparatu nie jest nadmiernie windowana. Fizyczne bloki nawigacji inercyjnej (oparte na miniaturowych czujnikach MEMS – akcelerometrach i żyroskopach) oraz wieloczęstotliwościowe odbiorniki GNSS/GPS produkuje i integruje Asseco Poland. Firma ta od lat dostarcza komputery misji oraz systemy pozycjonowania dla Wojska Polskiego. Zapewne wykorzystuje się tu gotowe elementy „z pułki”. Analitycy sektora obronnego szacują, że seryjny koszt wyprodukowania jednej sztuki wariantu bojowego (Hornet OWA) mieści się w granicach od 150 000 do 250 000 dolarów.
Pierwsze seryjne partie wariantu szkolnego zostały już zamówione i przekazane do Sił Zbrojnych RP. Maszyny te są intensywnie wykorzystywane na poligonach (m.in. w Ustce) do szkolenia polskich przeciwlotników. Wersja bojowa (amunicja krążąca dalekiego zasięgu z głowicą wybuchową) przechodzi obecnie oficjalne badania kwalifikacyjne. Według deklaracji kierownictwa MON, po pomyślnym zakończeniu tych testów, wersja uderzeniowa wejdzie na stałe wyposażenie jednostek bojowych.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
Użycie dronów spowodowało, że pole walki uległo kompletnej zmianie. Na ile te zmiany się utrzymają w przyszłości?
Przede wszystkim zmieniło się ugrupowanie wojsk. Przemieszczanie się na polu walki i w strefie przyfrontowej to kluczowa umiejętność żołnierza. Ogólna zasada jest taka, że im bliżej przedniego skraju własnych wojsk, ruch musi być bardziej skryty, a na samym polu walki musi się odbywać krótkimi skokami od ukrycia do ukrycia. Jeżeli mamy dobrą, doskonale zamaskowaną i solidnie umocnioną pozycję, to najlepiej się w ogóle nie pokazywać. Oczywiście jakoś obserwację prowadzić trzeba, ale najlepiej jak wróg w ogóle nie wie, gdzie są nasze wojska.
Ukraińcy pierwszy pas obrony dzielą na linię kontaktu (zerową), w której znajdują się posterunki obserwacyjne oraz pierwszą linię obrony (perymetr), w której są rozproszone pozycje obronne, urzutowane dość daleko w głąb, nawet na kilka kilometrów.
Za nimi jest druga, główna linia obrony z większymi siłami, które pozostają w ukryciu, lecz wysuwają się kiedy następuje atak nieprzyjaciela, jeśli zaczyna on infiltrować pierwszą linię obrony.
Na pierwszej linii obrony znajduje się bardzo wiele umocnionych i również zamaskowanych pozycji, ale tylko mniej więcej co trzecia jest obsadzona przez 2-4 żołnierzy. Tu również mają oni do dyspozycji ziemianki, pozwalające na skuteczne schowanie się przed dronami. Kiedy pozycje obserwacyjne na linii zerowej wyślą ostrzeżenie o ataku, wówczas pozycje na pierwszej linii obrony szykują się do otwarcia ognia. W czasie między atakami wroga, co 2-4 godziny zmieniają pozycje. Pozostają w ruchu, by nie było nigdy wiadomo gdzie dokładnie są.
Najważniejsze jest jednak to, że żołnierze nie skupiają się w grupki, nawet po dwóch. Nawet jak wszyscy 2-4 przemieszczają się razem, to są od siebie po kilkanaście metrów, tak by jednym dronem nie można było porazić dwóch na raz. Zwykle jest tak, że prowadzą oni nieustanną obserwację, a każdy ma wyznaczony swój sektor. Kiedy pojawiają się lecące w ich stronę drony, szukają dobrego ukrycia i otwierają do nich ogień. Jeśli mają strzelbę gładkolufową na śrut czyli shotguna (tzw. „pompki” są najskuteczniejsze w niszczeniu małych dronów dzięki chmurze śrutu lecącej w strone drona, choć też nie są idealne), to mogą drona zestrzelić. Ukrycie się może być skuteczne jeśli jest się gdzie schować tak, że dron tam nie wleci. Żołnierze poruszają się tu swoimi ścieżkami między polami minowymi i mają z góry wybrane odpowiednie miejsca.

Czołgi w Ukrainie
Głównym przeciwnikiem czołgów oczywiście stał się dron. Ukraińskie drony odpowiadają za około 65% do 70% wszystkich zniszczonych i uszkodzonych rosyjskich czołgów. Na drugim miejscu są miny, a dalej kierowane rakiety przeciwpancerne. Dane te opierają się na oficjalnych raportach wywiadowczych państw NATO oraz badaniach niezależnych ośrodków analitycznych, takich jak brytyjski Royal United Services Institute (RUSI). Głównie są to tzw. drony FPV, ale nie tylko. Zwraca się natomiast uwagę na to, że dronem jest niezwykle trudno zniszczyć czołg, który zwykle nie jest nawet unieruchomiony po pierwszym trafienia. Średnio do zniszczenia jednego czołgu zużywa się 15-20 dronów. Wiele czołgów, mimo ataków dronów, wychodzą z opresji cało, a same zadają wrogowi poważne straty.
Obecnie czołgi są używane inaczej niż na początku wojny. Po pierwsze przy prowadzeniu działań pozycyjnych, czołgi są sporadycznie używane do wsparcia niektórych większych ataków, jednak na co dzień pozostają one schowane w dobrych schronach ziemnych lub urządzonych w zabudowaniach, najczęściej są to różne porzucone zakłady czy magazyny. A jeśli nie to kopie się jamę w ziemi, do środka wjeżdża czołg, a całość przykrywa się „dachem” z desek, szyn kolejowych czy czegoś podobnego, na co narzuca się gałęzie i dobrze maskuje. Czołgi dosłownie zapadają się pod ziemię. A kiedy trzeba je użyć, to pod osłoną własnych dronów, króre krążą w pobliżu miejsc, gdzie są rosyjscy operatorzy, czasem przy wsparciu artylerii, czołg wychodzi z ukrycia, rusza szybko w stronę linii kontaktu i wspiera natarcie, niszcząc pozycje ogniowe wroga z daleka. Nacierająca piechota w pierwszej kolejności likwiduje pozycje rakiet przeciwpancernych i operatorów dronów. Większość z tych ostatnich muszą pozostawać blisko frontu, bo zasięg łączności z ich aparatów to ledwie kilka kilometrów, tak ze trzy, czasem do pięciu. Jeśli czołg pozostaje za nacierającą piechotą jakieś 2-3 km, bo zasięg jego ognia prowadzonego na wprost to 3-4 km, to operatorzy dronów też nie są w stanie lokować się dużo dalej, bo stracą bezpośrednią łączność. Część dronów korzysta oczywiście z latających retranslatorów, tzw. „pszczoła matka” (słowo drone po angielsku to przecież „truteń”), wtedy zasięg łączności rośnie nawet do 15-25 km, w zależności od mocy zainstalowanych nadajników i czułości odbiorników. Tyle, że z kolei na „pszczoły-matki” polują w powietrzu własne drony przechwytujące, jest to więc nieustające zmaganie, w którym nie ma jednoznacznych zwycięzców na samym „wejściu”.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
Dyskusja udowodniła, że Śląsk jest liderem przemysłu obronno-lotniczo-kosmicznego, zwłaszcza w zakresie produkcji dronów: ponad 80% polskich dronów powstaje na Śląsku, który posiada silny, tradycyjny przemysł pancerny. Innowacje i nowe technologie stanowią podstawę współpracy firm polskich, prywatnych, państwowych i międzynarodowych koncernów.
Elementem tegorocznej agendy był panel „Czego chce wojsko – perspektywa klienta”, moderowany przez gen. bryg. rez. Sławomira Szczepaniaka. W dyskusji udział wzięli przedstawiciele MON, BBN oraz środowisk akademickich (m.in. płk dr inż. Wojciech Prokopowicz, płk Włodzimierz Sąkól, dr inż. Łukasz Kiszkowiak i płk rez. dr inż. Tomasz Muszyński) którzy podkreślili potrzebę wdrażania dla polskiej armii najlepszych rozwiązań produkowanych w kraju lub wspieranych przez polski przemysł. To właśnie on, dzięki ogromnym wydatkom na obronność, tworzy okazję do rozwoju całej gospodarki poprzez budowę łańcucha dostaw.

Konkurencyjność gospodarki nie zaczyna się w halach produkcyjnych, ale w laboratoriach i salach wykładowych. Panel poświęcony kapitałowi ludzkiemu, poprowadzony przez dr hab. Martę Mackiewicz (prof. SGH), udowodnił, że rozwój nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego i kosmicznego zależy od inwestycji w ludzi. Wiceminister Nauki I Szkolnictwa Wyższego prof. dr hab. inż. Marek Gzik wraz z innymi panelistami zgodnie stwierdzili, że teoria musi iść w parze z praktyką. Aby sprostać wymaganiom rynku, edukacja musi opierać się na stażach i bezpośredniej współpracy z przemysłem.
Z kolei przemysł kosmiczny to wschodząca gwiazda polskiej gospodarki i istotna rola śląskich firm. Podkreślano tu, jak ważna jest współpraca międzynarodowa oraz uczestnictwo w europejskich i światowych programach. Obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa staje się polską specjalizacją, a zintegrowane systemami dowodzenia programy Wisła, Narew oraz San będą chroniły polskie niebo.
Fundamentem sukcesu w sektorze obronnym, lotniczym i dronowym są dziś technologie podwójnego zastosowania (dual-use) oraz szybkość we wdrażaniu innowacji. Wielowarstwowe systemy antydronowe i bezpieczeństwo infrastruktury satelitarnej to obszary, w których najsilniej widać potencjał długoterminowej współpracy nauki z polskim przemysłem zbrojeniowym.

Podczas konferencji wielokrotnie podkreślano, że transformacja cyfrowa dzieje się „tu i teraz”. Zastosowanie sztucznej inteligencji czy cyfrowych bliźniaków pozwala znacząco obniżyć koszty cyklu życia produktów, zwłaszcza w obszarze ich serwisowania.
Aby wspierać te ambitne cele, instytucje finansujące przedstawiły ogromne środki, które są dostępne na rozwój przemysłu obronnego, lotniczego i kosmicznego.

Wydarzenie dofinansowano ze środków z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego.
Bądź na bieżąco z nowościami