Zobacz transmisję z wydarzenia 7. Śląskie Dni Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego!

×
Ułatwienia dostępu
Rozmiar czcionki +-RESET
Kontrast / Kolory Ciemny Jasny MonoKontrast RESET

Podczas tegorocznej edycji eksperci reprezentujący administrację publiczną, wojsko, świat nauki oraz przedsiębiorstwa wspólnie rozmawiali o kierunkach rozwoju polskiego przemysłu lotniczego, obronnego i kosmicznego.

To doskonała okazja, aby jeszcze raz wrócić do najważniejszych debat i wystąpień z dwóch dni 7. Śląskich Dni Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego, które odbyły się w Katowicach.

Otwarcie: https://www.youtube.com/watch?v=Eot-D1aqMv8

Transmisja z 1. dnia konferencji:https://www.youtube.com/watch?v=VAi_qu-GnnU

Transmisja z 2. dnia konferencjihttps://www.youtube.com/watch?v=eXqm54rim9k

 

 

Zachęcamy również do obejrzenia krótkiego materiału podsumowującego wydarzenie oraz wypowiedzi uczestników konferencji:

https://www.youtube.com/watch?v=2SYJbzPeE7I

Wydarzenie dofinansowano ze środków z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego.

Mało kto wie, ale w Polsce opracowano nieco mniejszą wersję bezpilotowca Gerań, czyli licencyjnego Shaheda. Ma ona również wersję bojową i właściwie aparat jest gotowy do produkcji, choć powstał dopiero latem 2025 r.

Sama nazwa jest dość ciekawa, PLargonia. PL czyli polska, a sama nazwa nawiązuje do „pelargonii”, co po rosyjsku znaczy „gerań”. Aparat powstał w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych w Warszawie, gdzie został zaprojektowany z wykorzystaniem bardzo efektywnego układu aerodynamicznego zastosowanego przez irańskich konstruktorów w dronie Shahed 131 i w większym Shahed 136, a także w odrzutowym Shahed 238. Jest to więc układ delta bez usterzenia poziomego ze ściętymi końcówkami skrzydeł, na końcach których dodatkowo znajdują się stateczniki pionowe. Silnik tłokowy ze śmigłem pchającym znajduje się z tyłu drona.

W październiku 2025 roku spółka Boryszew S.A. oraz Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych zawarły umowę dotyczącą utworzenia spółki celowej „Hornet – Polskie Drony” sp. z o.o., przeznaczonej do realizacji projektów bezzałogowych systemów powietrznych. Planowane uruchomienie działalności operacyjnej spółki, w tym produkcji bezzałogowych systemów powietrznych, przewidziano na II kwartał 2026 roku w zakładach w Sochaczewie. Grupa Boryszew to firma handlowo-produkcyjna która prowadzi bardzo różnorodną działalność na wielu polach. Ostatnio zaczyna wchodzić w branżę obronną i widzi szansę właśnie w bezpilotowych aparatach latających. Instytut ITWL ma zaplecze naukowo-badawcze, ale nie ma żadnych możliwości produkcyjnych, dlatego musi wchodzić w takie joint venture, by realizować swoje pomysły, z korzyścią dla Wojska Polskiego.
Silnik drona to jednostka napędowa produkowana przez niemiecką firmę 3W-Modellmotoren 342i B4 TS o mocy 32KM to bardzo lekka i efektywna jednostka napędowa o pojemności skokowej 342 cm³ i mocy 32 KM przy około 6500 obr./min. Silnik ma układ wtrysku bezpośredniego i po dwie świece na każdy cylinder. Silnik charakteryzuje się bardzo niską masą własną w stosunku do generowanej mocy oraz wysoką ekonomią pracy, co pozwala polskiemu dronowi osiągać prędkość przelotową 185 km/h oraz znaczący zasięg do 900 km. Dron ma długość kadłuba ok. 2,6 m i rozpiętość ok. 2,2 m, przy masie startowej 85 kg. Te parametry plasują aparat raczej bliżej konstrukcji Shahed 131 czyli Gerań 1, niż najpopularniejsze, większe Shahed 136 i jego rosyjska odmiana Gerań 2.

Dron PLargonia pokazany na MSPO Kielce we wrześniu 2025 r. Fot. ITWL
Dron PLargonia pokazany na MSPO Kielce we wrześniu 2025 r.
Fot. ITWL

PLargonia ma być produkowana w dwóch odmianach. Uproszona PLargonia AT (Air Target) bez zaawansowanego układu nawigacyjnego dla obniżenia kosztów, ma służyć do szkolenia systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej w wykrywaniu i zwalczaniu dronów uderzeniowych. Bojowa odmiana PLargonia OWA (One-Way Attack) to wersja przenosząca głowicę bojową o masie 20 kg, przeznaczona do ataków na odległość 700-900 kg. Start aparatu odbywa się z naziemnych wyrzutni, bez konieczności wykorzystania infrastruktury lotniskowe.
W przeciwieństwie do tańszych, irańskich Shahedów, polska konstrukcja wykorzystuje znacznie bardziej zaawansowane systemy nawigacji. Oprócz odpornego na zakłócenia (anti-jamming & anti-spoofing) systemu nawigacji satelitarnej GPS sprzężonego z bezwładnościowym układem nawigacyjnym, aparat korzysta z autonomicznych algorytmów nawigacji zliczającej. Polega to na pomiarze prędkości i sumowaniu przebytej drogi na podstawie pomiaru prędkości i kursu. Dodatkowo wykorzystuje się system porównania widzianego pod dronem obrazu z cyfrową mapą, czyli coś w rodzaju amerykańskiego systemu DSMAC. Pozwala mu to precyzyjnie uderzać w zaprogramowane współrzędne bez ciągłej łączności z operatorem. Współcześnie te systemy są znacznie tańsze niż kiedyś, więc cena aparatu nie jest nadmiernie windowana. Fizyczne bloki nawigacji inercyjnej (oparte na miniaturowych czujnikach MEMS – akcelerometrach i żyroskopach) oraz wieloczęstotliwościowe odbiorniki GNSS/GPS produkuje i integruje Asseco Poland. Firma ta od lat dostarcza komputery misji oraz systemy pozycjonowania dla Wojska Polskiego. Zapewne wykorzystuje się tu gotowe elementy „z pułki”. Analitycy sektora obronnego szacują, że seryjny koszt wyprodukowania jednej sztuki wariantu bojowego (Hornet OWA) mieści się w granicach od 150 000 do 250 000 dolarów.

 

Aparat PLargonia na wyrzutni przed startem. Fot. ITWL
Aparat PLargonia na wyrzutni przed startem.
Fot. ITWL

Pierwsze seryjne partie wariantu szkolnego zostały już zamówione i przekazane do Sił Zbrojnych RP. Maszyny te są intensywnie wykorzystywane na poligonach (m.in. w Ustce) do szkolenia polskich przeciwlotników. Wersja bojowa (amunicja krążąca dalekiego zasięgu z głowicą wybuchową) przechodzi obecnie oficjalne badania kwalifikacyjne. Według deklaracji kierownictwa MON, po pomyślnym zakończeniu tych testów, wersja uderzeniowa wejdzie na stałe wyposażenie jednostek bojowych.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Użycie dronów spowodowało, że pole walki uległo kompletnej zmianie. Na ile te zmiany się utrzymają w przyszłości?

Przede wszystkim zmieniło się ugrupowanie wojsk. Przemieszczanie się na polu walki i w strefie przyfrontowej to kluczowa umiejętność żołnierza. Ogólna zasada jest taka, że im bliżej przedniego skraju własnych wojsk, ruch musi być bardziej skryty, a na samym polu walki musi się odbywać krótkimi skokami od ukrycia do ukrycia. Jeżeli mamy dobrą, doskonale zamaskowaną i solidnie umocnioną pozycję, to najlepiej się w ogóle nie pokazywać. Oczywiście jakoś obserwację prowadzić trzeba, ale najlepiej jak wróg w ogóle nie wie, gdzie są nasze wojska.

Ukraińcy pierwszy pas obrony dzielą na linię kontaktu (zerową), w której znajdują się posterunki obserwacyjne oraz pierwszą linię obrony (perymetr), w której są rozproszone pozycje obronne, urzutowane dość daleko w głąb, nawet na kilka kilometrów.

Za nimi jest druga, główna linia obrony z większymi siłami, które pozostają w ukryciu, lecz wysuwają się kiedy następuje atak nieprzyjaciela, jeśli zaczyna on infiltrować pierwszą linię obrony.
Na pierwszej linii obrony znajduje się bardzo wiele umocnionych i również zamaskowanych pozycji, ale tylko mniej więcej co trzecia jest obsadzona przez 2-4 żołnierzy. Tu również mają oni do dyspozycji ziemianki, pozwalające na skuteczne schowanie się przed dronami. Kiedy pozycje obserwacyjne na linii zerowej wyślą ostrzeżenie o ataku, wówczas pozycje na pierwszej linii obrony szykują się do otwarcia ognia. W czasie między atakami wroga, co 2-4 godziny zmieniają pozycje. Pozostają w ruchu, by nie było nigdy wiadomo gdzie dokładnie są.
Najważniejsze jest jednak to, że żołnierze nie skupiają się w grupki, nawet po dwóch. Nawet jak wszyscy 2-4 przemieszczają się razem, to są od siebie po kilkanaście metrów, tak by jednym dronem nie można było porazić dwóch na raz. Zwykle jest tak, że prowadzą oni nieustanną obserwację, a każdy ma wyznaczony swój sektor. Kiedy pojawiają się lecące w ich stronę drony, szukają dobrego ukrycia i otwierają do nich ogień. Jeśli mają strzelbę gładkolufową na śrut czyli shotguna (tzw. „pompki” są najskuteczniejsze w niszczeniu małych dronów dzięki chmurze śrutu lecącej w strone drona, choć też nie są idealne), to mogą drona zestrzelić. Ukrycie się może być skuteczne jeśli jest się gdzie schować tak, że dron tam nie wleci. Żołnierze poruszają się tu swoimi ścieżkami między polami minowymi i mają z góry wybrane odpowiednie miejsca.

 

1. Polski Leopard 2A5 w macierzystej jednostce w Żaganiu - należy do 34 Brygady Kawalerii Pancernej im. Hetmana Wielkiego Koronnego Jana Zamoyskiego.  Fot. Michał Fiszer
1. Polski Leopard 2A5 w macierzystej jednostce w Żaganiu – należy do 34 Brygady Kawalerii Pancernej im. Hetmana Wielkiego Koronnego Jana Zamoyskiego.
Fot. Michał Fiszer

Czołgi w Ukrainie
Głównym przeciwnikiem czołgów oczywiście stał się dron. Ukraińskie drony odpowiadają za około 65% do 70% wszystkich zniszczonych i uszkodzonych rosyjskich czołgów. Na drugim miejscu są miny, a dalej kierowane rakiety przeciwpancerne. Dane te opierają się na oficjalnych raportach wywiadowczych państw NATO oraz badaniach niezależnych ośrodków analitycznych, takich jak brytyjski Royal United Services Institute (RUSI). Głównie są to tzw. drony FPV, ale nie tylko. Zwraca się natomiast uwagę na to, że dronem jest niezwykle trudno zniszczyć czołg, który zwykle nie jest nawet unieruchomiony po pierwszym trafienia. Średnio do zniszczenia jednego czołgu zużywa się 15-20 dronów. Wiele czołgów, mimo ataków dronów, wychodzą z opresji cało, a same zadają wrogowi poważne straty.

Obecnie czołgi są używane inaczej niż na początku wojny. Po pierwsze przy prowadzeniu działań pozycyjnych, czołgi są sporadycznie używane do wsparcia niektórych większych ataków, jednak na co dzień pozostają one schowane w dobrych schronach ziemnych lub urządzonych w zabudowaniach, najczęściej są to różne porzucone zakłady czy magazyny. A jeśli nie to kopie się jamę w ziemi, do środka wjeżdża czołg, a całość przykrywa się „dachem” z desek, szyn kolejowych czy czegoś podobnego, na co narzuca się gałęzie i dobrze maskuje. Czołgi dosłownie zapadają się pod ziemię. A kiedy trzeba je użyć, to pod osłoną własnych dronów, króre krążą w pobliżu miejsc, gdzie są rosyjscy operatorzy, czasem przy wsparciu artylerii, czołg wychodzi z ukrycia, rusza szybko w stronę linii kontaktu i wspiera natarcie, niszcząc pozycje ogniowe wroga z daleka. Nacierająca piechota w pierwszej kolejności likwiduje pozycje rakiet przeciwpancernych i operatorów dronów. Większość z tych ostatnich muszą pozostawać blisko frontu, bo zasięg łączności z ich aparatów to ledwie kilka kilometrów, tak ze trzy, czasem do pięciu. Jeśli czołg pozostaje za nacierającą piechotą jakieś 2-3 km, bo zasięg jego ognia prowadzonego na wprost to 3-4 km, to operatorzy dronów też nie są w stanie lokować się dużo dalej, bo stracą bezpośrednią łączność. Część dronów korzysta oczywiście z latających retranslatorów, tzw. „pszczoła matka” (słowo drone po angielsku to przecież „truteń”), wtedy zasięg łączności rośnie nawet do 15-25 km, w zależności od mocy zainstalowanych nadajników i czułości odbiorników. Tyle, że z kolei na „pszczoły-matki” polują w powietrzu własne drony przechwytujące, jest to więc nieustające zmaganie, w którym nie ma jednoznacznych zwycięzców na samym „wejściu”.
 

Jeden z dronów klasy FPV opracowanych przez Wojskowy Instytut Techniki i Uzbrojenia z Zielonki pod Warszawą, właśnie takie drony dominują nad polem walki w Ukrainie. Fot. Michał Fiszer
Jeden z dronów klasy FPV opracowanych przez Wojskowy Instytut Techniki i Uzbrojenia z Zielonki pod Warszawą, właśnie takie drony dominują nad polem walki w Ukrainie.
Fot. Michał Fiszer

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Dyskusja udowodniła, że Śląsk jest liderem przemysłu obronno-lotniczo-kosmicznego, zwłaszcza w zakresie produkcji dronów: ponad 80% polskich dronów powstaje na Śląsku, który posiada silny, tradycyjny przemysł pancerny. Innowacje i nowe technologie stanowią podstawę współpracy firm polskich, prywatnych, państwowych i międzynarodowych koncernów.

Elementem tegorocznej agendy był panel „Czego chce wojsko – perspektywa klienta”, moderowany przez gen. bryg. rez. Sławomira Szczepaniaka. W dyskusji udział wzięli przedstawiciele MON, BBN oraz środowisk akademickich (m.in. płk dr inż. Wojciech Prokopowicz, płk Włodzimierz Sąkól, dr inż. Łukasz Kiszkowiak i płk rez. dr inż. Tomasz Muszyński) którzy podkreślili potrzebę wdrażania dla polskiej armii najlepszych rozwiązań produkowanych w kraju lub wspieranych przez polski przemysł. To właśnie on, dzięki ogromnym wydatkom na obronność, tworzy okazję do rozwoju całej gospodarki poprzez budowę łańcucha dostaw.

 

Konkurencyjność gospodarki nie zaczyna się w halach produkcyjnych, ale w laboratoriach i salach wykładowych. Panel poświęcony kapitałowi ludzkiemu, poprowadzony przez dr hab. Martę Mackiewicz (prof. SGH), udowodnił, że rozwój nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego i kosmicznego zależy od inwestycji w ludzi. Wiceminister Nauki I Szkolnictwa Wyższego  prof. dr hab. inż. Marek Gzik wraz z innymi panelistami zgodnie stwierdzili, że teoria musi iść w parze z praktyką. Aby sprostać wymaganiom rynku, edukacja musi opierać się na stażach i bezpośredniej współpracy z przemysłem.

Z kolei przemysł kosmiczny to wschodząca gwiazda polskiej gospodarki i istotna rola śląskich firm. Podkreślano tu, jak ważna jest współpraca międzynarodowa oraz uczestnictwo w europejskich i światowych programach. Obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa staje się polską specjalizacją, a zintegrowane systemami dowodzenia programy Wisła, Narew oraz San będą chroniły polskie niebo.

Fundamentem sukcesu w sektorze obronnym, lotniczym i dronowym są dziś technologie podwójnego zastosowania (dual-use) oraz szybkość we wdrażaniu innowacji. Wielowarstwowe systemy antydronowe i bezpieczeństwo infrastruktury satelitarnej to obszary, w których najsilniej widać potencjał długoterminowej współpracy nauki z polskim przemysłem zbrojeniowym.


Podczas konferencji wielokrotnie podkreślano, że transformacja cyfrowa dzieje się „tu i teraz”. Zastosowanie sztucznej inteligencji czy cyfrowych bliźniaków pozwala znacząco obniżyć koszty cyklu życia produktów, zwłaszcza w obszarze ich serwisowania.

Aby wspierać te ambitne cele, instytucje finansujące przedstawiły ogromne środki, które są dostępne na rozwój przemysłu obronnego, lotniczego i kosmicznego.

Wydarzenie dofinansowano ze środków z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego.

Pojawiły się ostrzeżenia ze strony Amerykanów mówiące o tym, że w ciągu kilku miesięcy Rosja może dokonać zbrojnej prowokacji przeciwko Polsce. Sugeruje się w tych ostrzeżeniach, że będzie to się wiązało z wlotem dronów do naszego kraju.

Amerykanie ostrzegają przed kolejną prowokacją Rosjan, ale teraz pójdzie grubo. Oczywiście to tzw. przeciek kontrolowany, bo całe społeczeństwo ma się dowiedzieć o tych ostrzeżeniach, co oczywiście ma konkretny cel.

Wlot rosyjskich nieuzbrojonych dronów we wrześniu 2025 r. miał być rozpoznaniem. Sprawdzeniem reakcji i sprawdzeniem działania ich wojny informacyjnej. Jak wiadomo, obrona powietrzna Polski i natowskich sojuszników zadziałała prawidłowo. Oczywiście rosyjska agentura w Polsce już po czasie zaczęła krytykować użycie drogich rakiet do zestrzeliwania tanich dronów (by the way – to akurat Holendrzy je odpalili, a nie Polacy, ale to szczegół), choć dyskusja ta mocno przygasła, kiedy się okazało że niezwyciężone wojska amerykańskie w ciągu dwóch miesięcy wystrzeliły w rejonie Zatoki Perskiej zapas z kilkuletniej produkcji rakiet Patriot wartych miliardy dolarów do tanich irańskich dronów, które i tak narobiły całkiem sporo szkód w państwach sojuszniczych (Kuwejt, Katar, Emiraty).

Wojna informacyjna ruszyła natychmiast. Ale towarzysze z GRU mocno przeholowali. Pierwsze i dość liczne wpisy na kontach społecznościowych o ukraińskiej prowokacji wobec Polski pojawiły się ZANIM drony w ogóle wleciały do Polski. No to była wpadka na całego, ale GRU się nie przejęła, bo nie zostało to dostatecznie nagłośnione. Algorytmy nie kochają prawdy, algorytmy kochają emocje, skrajności, wrzaski. Potem okazało się, że przeważały komentarze, świadczące o tym że to był ukraińska prowokacja. Ale to były lewe komentarze, walone przez boty, a w najlepszym razie przez płatne farmy troli. Kiedy bowiem zrobiono badania opinii publicznej, to przekonanych do tej wersji było jakieś trzy razy mniej od ilości komentarzy.
Oczywiście nie mogła to być prowokacja ukierunkowana na wciągnięcie do wojny, bo była poniżej progu wciągnięcia do wojny. Nikt rozsądny nie rozważał żadnych militarnych akcji odwetowych przeciwko Rosji i to było oczywiste. Po co więc organizować grubymi nićmi szytą prowokacje mającą na celu wciągnąć do wojny, która nie ma szans wciągnąć do wojny? Bo jest po prostu poniżej progu militarnego odwetu?

Dla ilustracji zdjęcie wygenerowane przez AI, przedstawiające sytuację hipotetyczną.
Dla ilustracji zdjęcie wygenerowane przez AI, przedstawiające sytuację hipotetyczną.

Grunt jednak został przygotowany. Poziom emocji został nakręcony przez inne działania, w czym niestety pomógł też ukraiński prezydent. Ale jak powiedziałem – w politykę nie wchodzą. Jedźmy dalej z militarnym possible COA (Course of Action) development wg metodyki analizy sieciowej ONA (Operational Net Assessment).
Teraz to się odbędzie tak. Któregoś dnia w czasie zmasowanego ataku na Ukrainę, część dronów poleci dalej. Może część z nich poleci wzdłuż białorusko-ukraińskiej granicy, może nawet naruszą przestrzeń powietrzną Białorusi. Chodzi o to, by nie zostały one zestrzelone przez ukraińską obronę. Te, które wlecą do Polski polecą na jakiś ważny obiekt, elektrownie albo stacje kolejową, może jakieś ważne zakłady, na przykład Mielec albo Świdnik, albo zakłady amunicyjne w Nowej Dębie czy w Skarżysku Kamiennej, lub w Pionkach. Chodzi o to, by straty były dotkliwe, by wykonały wielkie poruszenie, by wydania specjalne w telewizjach i na portalach internetowych trwały nie jedną dobę, ale nawet tydzień. By o niczym innym nie mówiono.
Wśród dronów które przylecą, dwa-trzy nie trafią w cele. Spadną gdzieś na pole, ale tak by ludzie je natychmiast znaleźli. By je sfotografowali i wrzucili do internetu. I by te zdjęcia miały miliony wyświetleń. By musiały je pokazać różne telewizje, wydrukować gazety. A to będą kopie znanych ukraińskich dronów, najlepiej słynnego, bardzo rozpoznawalnego, dwukadłubowego drona „Liutij”. Będą miały nieudolnie zamalowane, prześwitujące ukraińskie znaki rozpoznawcze. I może część napisów po ukraińsku. Będą miały ładunek wybuchowy, ale nie wybuchną. Muszą zostać relatywnie całe, żeby można je było sfotografować, a zdjęcia rozpowszechnić. A mnóstwo ludzi pokaże filmiki z ich przelotu, charakterystycznej sylwetki nie da się z niczym pomylić.
I natychmiast ruszy nawała rosyjskich trolli, rosyjskich botów i rosyjskiej agentury w Polsce: „to był atak ukraiński!” „Na co czekacie?” „Co zamierzacie z tym zrobić?” A pewien nieoswojony instruktor będzie swoim zwyczajem zadawał odpowiednie pytania, sugerujące „właściwą” odpowiedź. I będzie miał miliony wyświetleń…

Wszystko to po to, by społeczeństwo ruszyło na rząd: zatrzymać pomoc dla Ukrainy, tak naszą, jak i tranzyt! A jak to nie wystarczy, to będą kolejne akcje. Ale te opiszę innym razem.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

18 czerwca miał miejsce najpotężniejszy jak dotąd atak ukraińskich dronów na Moskwę, który wywołał szok wśród mieszkańców Moskwy. Ośmieszył też rosyjską obronę przeciwlotniczą.
 
Do pierwszego ataku doszło 16 czerwca. Jednym z celów na różne obiekty w Rosji była duża moskiewska rafineria w dzielnicy Kapotnia. Podczas uderzenia drony trafiły bezpośrednio w jedną z dwóch głównych instalacji destylacji ropy naftowej, w wieżę rektyfikacyjną CDU-6. To spowodowało zatrzymanie jednej linii technologicznej, do której planowano podłączyć awaryjną wieżę destylacyjną, co wymagało kilku dni pracy.

18 czerwca nad Moskwę znów dotarło co najmniej 180 dronów różnych typów. Najpopularniejszy z nich to Lutyj o masie około 300 kg, z charakterystycznym dwubelkowym układem i śmigłem pchającym umieszczonym na końcu krótkiego kadłuba. W ataku wykorzystano również cięższe konstrukcje, m.in. FirePoint FP-1 o masie 400 kg i ładunku bojowym ważącym 120 kg.
Do najszybszych należał Morok z silnikiem tłokowym i 30-kilogramową głowicą, rozwijający prędkość do 300 km/h. Wyprzedza go jedynie pocisk manewrujący Bars napędzany silnikiem turboodrzutowym – także użyty podczas tego uderzenia.
Wśród najnowszych konstrukcji znalazł się Siczeń, zbudowany w układzie latającego skrzydła i wyposażony w terminal Starlink. Dzięki temu operator może korygować jego lot w końcowej fazie, wykorzystując obraz z kamery umieszczonej w przedniej części kadłuba.
Drony zaatakowały głównie rafinerię w dzielnicy Kapotnia, wywołując gwałtowny pożar, który udało się ugasić dopiero kolejnego dnia nad ranem. Nie na długo, bowiem 19 czerwca rafineria ponownie została trafiona, choć atak był słabszy.

 

Płonąca rafineria moskiewska w dzielnicy Kapotnia, 18 czerwca 2026 r.
Płonąca rafineria moskiewska w dzielnicy Kapotnia, 18 czerwca 2026 r.

Obrona przeciwlotnicza Moskwy całkowicie przespała sprawę. Z jakichś powodów do dronów nie otwierały ognia przeciwlotnicze zestawy rakietowe S-400 Triumf, których kosztowne pociski są zbyt cenne, by marnować je na tanie drony. W ten sposób można by odeprzeć kilka ataków, ale w kolejnych do tanich dronów nie byłoby już czym strzelać, bowiem ich niski koszt, w przeciwieństwie do wysokiej ceny skomplikowanej rakiety, spowoduje wyczerpanie się zapasu rakiet, ale nie dronów. Dlatego te zostawia się na „pełnokrwiste”, drogie pociski manewrujące, groźniejsze od dronów, ale drogie na tyle, że nie mogą z nimi konkurować pod względem masowości użycia.
Dlatego obrona przeciwlotnicza skupiła się na zestawach Pancyr, z o wiele tańszymi, lekkimi rakietami przeciwlotniczymi małego zasięgu. Rezultat był taki, że odpalano te rakiety już nad gęstą zabudową i zestrzelone drony spadały po prostu na miasto. Zestrzelone drony spadły na przykład na centra handlowe Sadowod i Biełaja Dacza, przy czym ich głowice bojowe zdetonowały po upadku, siejąc w tych obiektach zniszczenie i przypuszczalnie zabijając przypadkowych ludzi. Przypuszczalnie, bowiem według oficjalnych rosyjskich informacji ofiar nie było, co jest właściwie niemożliwe.

Widok przerażonych, wykrzykujących przekleństwa ludzi pokazuje, że Moskwa wreszcie poznała, czym jest wojna, którą zgotowano Ukrainie. Wielkie płomienie i potężne słupy czarnego dymu widoczne były chyba w całej stolicy, a już na pewno w jej południowo-wschodniej części. Nie tylko w pobliżu rafinerii spadł deszcz ropy naftowej. Pokryte nią były uliczki, pojazdy i częściowo budynki.

Zdjęcie, które nie jest fotomontażem ani mistyfikacją, faktycznie tak wyglądało odstrzelenie pokrywy od zbiornika paliwa, po trafieniu go rosyjską rakietą przeciwlotniczą. Fot. Rosyjski internet
Zdjęcie, które nie jest fotomontażem ani mistyfikacją, faktycznie tak wyglądało odstrzelenie pokrywy od zbiornika paliwa, po trafieniu go rosyjską rakietą przeciwlotniczą.
Fot. Rosyjski internet

Jedna z rakiet urządziła widowisko, które zostanie zapamiętane na długo. Trafiła w duży zbiornik paliwa w rafinerii Kapotnia, powodując potężny wybuch i wyrzucenie ważącej 7,5 t pokrywy na wysokość około 50 m. Scena, w której ogromny stalowy talerz o średnicy około 40 m majestatycznie wznosi się na szczycie słupa ognia, by następnie powoli odwrócić się do góry nogami i opaść z powrotem na teren rafinerii, została uwieczniona przez dziesiątki kamer. I niemal natychmiast stała się memem.

W ten sposób ośmieszono prezydenta Władimira Putina, co z pewnością nie zostanie mu zapomniane przez jego współpracowników. Wewnętrzna kremlowska opozycja znana jako frakcja „siłowików” zyskuje kolejny argument, by podjąć z Władimirem Putinem walkę o władzę, a to może być szansa na zatrzymanie działań wojennych, choćby na jakiś czas, i na zabezpieczenie Ukrainy poprzez rozmieszczenie na jej terytorium choćby niewielkiego kontyngentu wojsk europejskich, w celu odstraszenia przed kolejnym atakiem.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

 

Trzynasta edycja Droniady GZM przeprowadzona w dniach 9–13 czerwca 2026 r. to impreza w czasie której realizowano pięć ścieżek tematycznych łączących rywalizację technologiczną, innowacje, edukację i debatę o przyszłości systemów bezzałogowych.

Nazwa GZM, która nie wszystkim jest znana, to skrót od związku gmin i miast  Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Właśnie pod jej egidą organizowana jest impreza, która w świetle rozwoju techniki nabiera coraz większego znaczenia. Technologie bezzałogowe coraz szerzej wkraczają do naszego życia, a już szczególne miejsce zajmują na polu walki, co udowadnia Ukraina i tocząca się tam wojna.

Ciekawostką był panel dydaktyczny, znany jako Droniada Junior. Był to  międzynarodowy turniej edukacyjny skierowany do uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Młodzież stawiała pierwsze kroki w świecie robotyki poprzez programowanie misji autonomicznych oraz wyścigi na dedykowanych torach przeszkód. Dzięki takiemu podejściu można wywołać w społeczeństwie zainteresowanie technologiami bezzałogowymi, co jest niezwykle ważne, tak by wychować pokolenie ludzi oswojonych z tą technologią. Swego czasu podobne konkursy i warsztaty oswajały młodzież z techniką komputerową, zaś dziś młodzi poruszają się w świecie wirtualnym o wiele lepiej niż my, starsi.
Były też specjalne zawody, znane jako Droniada Challenge. Był to konkurs technologiczny dla zespołów akademickich i innych uczestników. Bezzałogowe roboty latające rywalizowały w wymagających, autonomicznych scenariuszach misyjnych (m.in. automatyczny pobór próbek wody Hydrolab czy transport zaopatrzenia do mobilnych jenostek wojskowych w ramach tzw. misji Last Mile Logistics). Szczególnie to ostatnie jest niezwykle istotne, bowiem na polu walki w Ukrainie okazało się, że zaopatrywanie wojsk na pierwszej linii jest niesamowicie trudnym zadaniem. Dlatego wykorzystanie zarówno latających dronów transportowych, jak i bezzałogowych pojazdów lądowych, stało się w Ukrainie coraz popularniejsze. Musimy więc i my myśleć o opracowaniu, produkowaniu i wdrożeniu podobnych systemów.

Kolejnym ważnym aspektem technologii bezzałogowych, są tzw. systemy podwójnego zastosowania. Były to warsztaty i panele dedykowane technologiom cywilno-obronnym. Skupiały się na wdrażaniu innowacji, współpracy biznesu z wojskiem oraz pozyskiwaniu finansowania na projekty obronne. Ta część ma większy wymiar, niż to się komuś może wydawać na pierwszy rzut oka. Okazuje się bowiem, że stosowane w wojnie w Ukrainie bezpilotowce mogą być tak tanie tylko dzięki temu, że są produkowane w warunkach produkcji cywilnej, a jednocześnie ich jakość jest wystarczająca do wykonywania powierzonych im zadań. Masowo wykorzystuje się komponenty dostępne cywilnie, które są sprawdzone, a jednocześnie wyjątkowo tanie, bowiem są produkowane masowo. W Ukrainie powstało bardzo wiele firm, które masowo produkują drony własnych koncepcji z wykorzystaniem tanich komponentów cywilnych, a jedynie odpowiednio zmontowanych, z oprogramowaniem opracowanym przez lokalnych specjalistów oraz ze specjalnymi układami szyfrowanej łączności.
Kolejny ważny panel to wykorzystanie bezzałogowych aparatów latających do wspomagania miejskiej infrastruktury. Droniada Urban Forum 2026 skupiło się na haśle „Drony w służbie miast”. Była to platforma wypracowywania gotowych rozwiązań dla samorządów, łącząca administrację publiczną, naukę oraz biznes. Jednocześnie rozwinięto je w panel tematyczny w czasie bieżącej imprezy w czerwcu.

 

Poszczególne panele cieszyły się dużym zainteresowaniem uczestników Droniady GZM 2026.
Poszczególne panele cieszyły się dużym zainteresowaniem uczestników Droniady GZM 2026.

Ostatnim z pięciu tematycznych paneli był Droniada Future Forum by Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa. Było to kluczowe wydarzenie o charakterze naukowo-technologicznym, które koncentruje się na strategicznym rozwoju bezzałogowych systemów powietrznych. Jako zaplecze eksperckie, forum to wyznacza standardy dla integracji nowoczesnego lotnictwa z gospodarką. W tym wypadku wiodącym tematem było integrowanie modeli AI i uczenia się maszynowego.

Część przedsięwzięć miało charakter plenerowy, była okazja praktycznego zapoznania się z określonymi rozwiązaniami.
Część przedsięwzięć miało charakter plenerowy, była okazja praktycznego zapoznania się z określonymi rozwiązaniami.

XIII edycja Droniady GZM 2026 potwierdziła przejście branży bezzałogowych statków powietrznych z fazy testów do komercyjnych wdrożeń, z naciskiem na autonomię, sztuczną inteligencję oraz technologie podwójnego zastosowania (Dual-Use). Droniada Urban Forum wskazało na konieczność tworzenia Centrów Usług Dronowych w miastach, natomiast Droniada Future Forum podkreśliło, że kluczowymi wyzwaniami są cyberbezpieczeństwo i certyfikacja.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Okazuje się, że jedne z najbardziej udanych polskich konstrukcji bezpilotowych, takich jak np. Flyeye czy Warmate, pochodzą ze Śląska. Chociaż są one kojarzone z Grupą WB Electronics z Ożarowa pod Warszawą, to jednak te aparaty powstały w firmie Flytronic S.A. z Gliwic, będącej częścią grupy. Na Śląski firm związanymi z technologiami bezpilotowymi jest więcej.
 
VII Śląskie Dni Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego odbędą się w dniach 15–16 czerwca 2026 r. w Międzynarodowym Centrum Kongresowym (MCK) w Katowicach. To kluczowe wydarzenie w regionie (dawniej Śląskie Dni Lotnictwa i Dronów) organizowane jest przez Śląski Klaster Lotniczy. Początkowe edycje targów, organizowane przez Śląski Klaster Lotniczy, koncentrowały się wokół Politechniki Śląskiej, Urzędu Lotnictwa Cywilnego oraz lokalnych lotnisk (m.in. w Gliwicach i Katowicach-Muchowcu). Głównym celem była popularyzacja bezzałogowych statków powietrznych, rozwój przepisów prawa lotniczego oraz integracja śląskich inżynierów. Później dopisano do tego sektor obronny i impreza ewaluowała w kierunku tzw. technologii podwójnego zastosowania.
W bieżącej edycji pojawia się wiele firm związanych z bezpilotowymi statkami powietrznymi z całego kraju, a nie tylko ze Śląska. Liderami są tu oczywiście Grupa WB Electronics i Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ). Najbardziej interesujące są jednak śląskie firmy związane z dronami.

Bezzałogowy Śląsk
Jedna z najważniejszych, czyli spółka Flytronic została założona 1 lutego 2008 r. Jej założycielami byli dwaj polscy inżynierowie i absolwenci Politechniki Śląskiej, Grzegorz Krupa i Wojciech Szumiński. Rok później, w 2009 r., do zespołu założycielskiego dołączył elektronik Piotr Postawka. Twórcy od samego początku postawili sobie za cel stworzenie od podstaw autorskich, polskich technologii bezzałogowych (zarówno płatowców, jak i oprogramowania oraz autopilotów), aby nie uzależniać się od dostawców zagranicznych. To właśnie tutaj powstał słynny już mały taktyczny bezpilotowy aparat rozpoznawczy i obserwacji pola walki Flyeye. Gotowy prototyp FlyEye został po raz pierwszy publicznie zaprezentowany na prestiżowych międzynarodowych targach obronnych Eurosatory w Paryżu już w czerwcu 2010 r. W październiku 2010 r. Gotowy prototyp FlyEye został po raz pierwszy publicznie zaprezentowany na prestiżowych międzynarodowych targach obronnych Eurosatory w Paryżu. Już pod koniec 2010 r. pierwsze dwa zestawy do testów w ramach sił specjalnych zamówiła Jednostka „Nil”. W latach 2013–2014 podpisano duże umowy na dostawy seryjne. FlyEye stał się kluczowym okiem polskiej artylerii, integrując się bezpośrednio z krajowym Systemem Kierowania Ogniem TOPAZ. Trafił także na wyposażenie Straży Granicznej. W ostatnich latach z powodzeniem przeszedł chrzest bojowy w Ukrainie. Kolejną udaną konstrukcją tej firmy jest amunicja krążąca Warmate, która także jest w uzbrojeniu Wojska Polskiego (Wojsk Lądowych, Sił Specjalnych i WOT), a który również jest z powodzeniem używany w Ukrainie.

Ale to nie jest jedyna śląska firma z branży bezpilotowców. Kolejną jest Spartaqs Group mająca siedzibę w Katowicach i halę produkcyjną oraz laboratorium w Mikołowie. Spartaqs Group jest jednym z najbardziej innowacyjnych polskich producentów tzw. dronoidów. Dronoidy to nazwa stworzona przez firmę Spartaqs Group dla określenia ich własnej generacji zaawansowanych, profesjonalnych bezzałogowych platform różnych typów. Firma projektuje własne platformy wielozadaniowe o unikalnej konstrukcji (np. drony niewidzialne dla radarów, pojazdy podwodne, drony ratownicze). Specjalizuje się w zaawansowanej automatyzacji i systemach bezpieczeństwa transmisji danych.
Następnym producentem jest Prodron z Gliwic. Jest to inżynieryjna spółka skupiająca się na wdrażaniu autorskich platform bezzałogowych (np. serii OGAR) dla sektora mundurowego, wojsk specjalnych oraz samorządów (w tym systemów antysmogowych).

Na Śląsku działają inne firmy tej branży. Wśród dystrybutorów dronów produkcji zagranicznej oraz utrzymywaniem ich serwisu. Wśród nich należy wymienić Tech LD (dawniej Lotom Dronem – Śląski Ośrodek Szkoleniowy, Bytom i Chorzów) to oficjalny, autoryzowany dystrybutor sprzętu serii DJI Enterprise dla firm i służb mundurowych, FlyStore.pl (Pszczyna), jeden z największych na Śląsku i w Polsce autoryzowanych resellerów sprzętu DJI (w tym segmentu DJI Enterprise) oraz systemów zasilania, a także DroneLand.pl (Chorzów), podmiot łączący dystrybucję technologii bezzałogowych z komercyjnymi wdrożeniami dla przemysłu ciężkiego i energetyki.
Są też firmy zajmujące się opracowaniem i produkcją poszczególnych komponentów, na przykład oprogramowania, systemów łączności, itp., a także ośrodki szkolenia operatorów dronów i techników, a w końcu firmy zapewniające określone usługi z użyciem dronów.

Województwo śląskie to kluczowy, bardzo ważny makroregion dla rozwoju technologii bezzałogowych w Polsce. Region przeszedł udaną transformację od przemysłu ciężkiego i górnictwa do nowoczesnego zagłębia wysokich technologii lotniczych, obronnych i cyfrowych. Technologie bezzałogowe to w tym momencie wielka szansa na rozwój i innowacyjność. Kto wie, może za jakąś dekadę Śląsk nie będzie się już kojarzył z kopalniami i hutami, ale z aparatami bezpilotowymi?

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Rosjanie poszli nieco inną drogą w budowie obrony przed dronami stawiając na tradycyjne środki przeciwlotnicze, choć dla oszczędności ludzi którzy mogą zostać skierowani na front, są to systemy sterowane zdalnie, takie jak ZAK-30 czy Pancyr-SMD.

Ciekawostką rosyjskiego systemu obrony przed dronami jest to, że usiłuje się go wpisać w zintegrowany system obrony powietrznej obszaru kraju. Mowa oczywiście o strategicznym systemie obrony ważnych obiektów infrastruktury, przemysłu i wojskowych na terenie całego państwa, a nie o przeciwlotniczej obronie wojsk lądowych na froncie. W Ukrainie do obrony przed dronami tworzy się jednak oddzielny system, który otrzymuje co prawda informacje o nadlatujących dronach (też nie cały, a jedynie mobilne grupy przeciwlotnicze), ale który jest nastawiony na walkę z dronami, nie mając za zadanie zwalczanie samolotów. W związku z tym nie istnieje obawa porażenia własnych samolotów z lotnictwa operującego w obronie powietrznej lub innego, bo system obrony dronowej w ogóle nie otwiera ognia do samolotów, a własne drony nie latają nad terytorium własnym, ale wroga. W każdym razie nie dalej niż 50-80 km od linii frontu. A system strategicznej obrony przeciwdronowej jest rozwijany jakieś 100 km od linii frontu i dalej w głąb własnego kraju.
Rosjanie usiłują integrować obronę przeciwdronową w ramach istniejących armii Sił Powietrzno-Kosmicznych (WKS), choć z kolei drugim kierunkiem jest zachęcanie przedsiębiorstw przemysłowych i innych podmiotów cywilnych do organizowania zespołów przeciwdronowych z różnym uzbrojeniem, złożonych z pracowników cywilnych, choć funkcjonujących w ramach czynnej rezerwy Sił Zbrojnych Rosji, znanej jako BARS (Bojewoj Armiejski Riezerw Strany – Bojowa Rezerwa Armii Państwowej). Te zespoły w zależności od zamożności przedsiębiorstw mają różne uzbrojenie kupowane dla określonej jednostki BARS ale za pieniądze danej firmy, i są to zestawy od karabinów maszynowych poprzez przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe aż po bardzo kosztowne zestawy Pancyr S1. Natomiast dla swoich jednostek WKS przemysł rosyjski przygotował propozycję nowych systemów do uzupełnienia obrony przeciwdronowej.

Zestaw ZAK-30 Cytadiel
ZAK-30 (znany również jako „Cytadela”/„Cytadiel”) to rosyjski stacjonarny system artyleryjski obrony powietrznej, zaprojektowany z myślą o zwalczaniu bezzałogowych statków powietrznych (dronów). Uzbrojeniem wieży jest armata szybkostrzelna kal. 30 mm wyposażona w amunicję programowalną. Głowica elektrooptyczna mierzy za pomocą lasera bardzo precyzyjną odległość do celu, a system błyskawicznie przelicza to na czas dolotu pocisków i programuje zapalnik czasowy wystrzeliwanego pocisku. Dzięki temu wystrzelony pocisk rozrywa się na setki odłamków w pobliżu celu, którym może być bardzo mały dron, nawet taki klasy FPV. Pozwala to efektywne ich zestrzeliwanie krótkimi seriami pocisków. Wieża z działem jest wyposażona w głowicę z kamerą telewizyjną, termowizyjną i stacją laserową do pomiaru odległości. Dzięki temu kompleks jest oferowany również wojskom lądowym, choć jego stacjonarny charakter nie pozwala na działanie w strefie bezpośrednio przyfrontowej. Po prostu wieżę należy ustawić na jakimś pojeździe. Najważniejsze jest to, że ZAK-30 działa automatycznie, bezobsługowo, więc wymaga wskazanie celu przez zewnętrzny radarGarmon-ME o zasięgu do 60 km, który jest w stanie wykrywać bardzo małe obiekty w powietrzu.

Prototyp systemu ZAK-30 Citadiel
Prototyp systemu ZAK-30 Citadiel

Zestaw rakietowy Pancyr-SMD
Pancyr-SMD to najnowsza modyfikacja rosyjskiego systemu obrony powietrznej krótkiego zasięgu, proponowana na razie w kontenerowej wersji stacjonarnej.  Największą zmianą konstrukcyjną w porównaniu do standardowej wersji Pancyr-S1 jest całkowita rezygnacja z dwóch dwulufowych armat automatycznych 2A38M kal. 30 mm. Rosyjski przemysł uznał je za mało efektywne w walce z małymi dronami komercyjnymi i FPV (jeśli nie mają one amunicji programowalnej jak w ZAK-30). System ma teraz dwanaście prowadnic do montowania kontenerów z pociskami, po sześć z każdej strony wieży. Można na nie ładować albo kontenery  zwykłych pocisków 57E6-E o zasięgu do 20 km i wysokości niszczenia do 15 000 m, służących do eliminacji większych celów, albo pakiety po cztery pojemniki na nowe rakiety TKB-1055. Kompaktowe mini-pociski TKB-1055 są przeznaczone do zwalczania dronów. Mają one zasięg do 7 km, a maksymalna wysokość celu to 5000 m. Są mniejsze, co pozwala na umieszczenie czterech takich pocisków w jednym standardowym kontenerze startowym.  Moduł bojowy wyposażony jest w zmodernizowany radar obserwacji przestrzeni powietrznej z aktywnym skanowaniem fazowym (AESA) o zasięgu wykrywania do 24–30 km oraz radar śledzenia celów pracujący w paśmie milimetrowym. Za projekt i produkcję systemu odpowiada biuro KBP z Tuły, wchodzące w skład holdingu Wysokotocznyje Kompleksy (część państwowego koncernu Rostiech). TKB-1055 bez własnego układu samonaprowadzania (są kierowane komendowo z systemu naziemnego) mają być bardzo tanie, co pozwala na efektywne kosztowo niszczenie dronów.

 

Prototyp systemu Pancyr-SMD, widoczny u góry pakiet z rakietami TKB-1055.
Prototyp systemu Pancyr-SMD, widoczny u góry pakiet z rakietami TKB-1055.

Oba te systemy to propozycje i gdyby faktycznie działały tak, jak są reklamowane, to mogłyby wpłynąć na efektywność rosyjskiej obrony powietrznej, ale na razie nic nie wskazuje, by miały one szybko trafić do uzbrojenia. A tymczasem ukraińskie drony nadal masakrują rosyjski przemysł, głównie paliwowy.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Serdecznie zapraszamy do udziału w 7. Śląskich Dniach Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego – wydarzeniu będącym kontynuacją cenionych Śląskich Dni Lotnictwa i Dronów, rozszerzonym o kluczowe sektory przemysłu obronnego i kosmicznego.

Nowa formuła odpowiada na dynamiczne zmiany rynkowe oraz rosnące znaczenie tych branż, tworząc kompleksową platformę dialogu pomiędzy przedstawicielami przemysłu, administracji publicznej, środowiska naukowego oraz instytucji otoczenia biznesu.

Wydarzenie stanowi wyjątkową okazję do spotkania liderów branży, wymiany doświadczeń oraz budowania trwałych relacji.

Śląskie Dni Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego to:

-dostęp do eksperckiej wiedzy i najnowszych trendów

-możliwość nawiązania wartościowych relacji biznesowych i instytucjonalnych

-platforma wymiany doświadczeń i dobrych praktyk

-przestrzeń do inicjowania projektów krajowych i międzynarodowych

Zapraszamy do pobrania bezpłatnego biletu: https://app.evenea.pl/event/vii-slaskie-dni/
Szczegółowe informacje i agenda: https://7slaskiedni.aerosilesia.eu

Dołącz do grona uczestników i bądź z nami!

Dofinansowano ze środków z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego.

Serdecznie zapraszamy do udziału w Dual Use Congress 2026 – platformie dialogu pomiędzy biznesem, administracją i sektorem obronnym.

Kongres poświęcony jest technologiom podwójnego zastosowania, które odgrywają coraz większą rolę zarówno w gospodarce, jak i systemach bezpieczeństwa państw. Jego celem jest stworzenie przestrzeni do dialogu oraz wypracowania kierunków współpracy pomiędzy sektorem publicznym i prywatnym. Kongres zgromadzi przedstawicieli administracji, sektora obronnego i przemysłu.

📅 27 maja 2026
📍 Poznań Congress Center (Międzynarodowe Targi Poznańskie)

W programie m.in.:
– rozwoju i wdrażaniu technologii dual-use w gospodarce i sektorze obronnym
– budowie ekosystemu współpracy między przemysłem, nauką i administracją
– finansowaniu innowacji i dostępie do narzędzi wsparcia
– uwarunkowaniach regulacyjnych i strategicznych dla rynku

Program został zaprojektowany tak, aby objąć cały cykl rozwoju projektów: od strategii, przez finansowanie, aż po wdrożenia i operacyjne wyzwania firm.

Strona wydarzenia

Obecnie ukraińska kampania paraliżowania rosyjskiej logistyki w pasie lądowego połączenia Obwodu Donieckiego z Krymem przynosi bardzo wymierne efekty. Atakowane są ciężarówki transportujące amunicję, paliwo, racje żywnościowe, części zamienne, drony i inne zaopatrzenie na front. Do tego używa się przede wszystkim amunicji krążącej, czyli aparatów bezpilotowych typu uderzeniowego sterowanych przez operatora, które potrafią samodzielnie poszukiwać obiektów przeznaczonych do ataku (to znaczy operator je wykrywa na obrazie z kamery drona transmitowanym na stanowisko dowodzenia), a po ich wykryciu następuje niezwłoczny, natychmiastowy atak by wyeliminować jak największą liczbę ciężarówek, wraz z ich ładunkiem.

Rosjanie transportują co się da koleją. Kolej ma wielką pojemność i nie wymaga zaangażowania wielu ludzi w transport setek ton ładunków. Ale pociągi docierają do Doniecka, do Ługańska, do Taganrogu, a także przez Krym i Geniczesk do Melitiopola i Tokmaku. Z tych miejsc muszą je wozić ciężarówki. Są to ciężarówki w większości wojskowe, czy to z brygad materiałowo-technicznego zabezpieczenia, czy z samych jednostek które sobie odbierają potrzebne im materiały. Cywilnych ciężarówek nie da się angażować, bowiem w Rosji nie ogłoszono stanu wojennego i nie można konfiskować cywilnych ciężarówek ani zmuszać prywatne firmy do transportu na rzecz wojska w strefie przyfrontowej. Robią to Ukraińcy, ale oni mają ogłoszony stan wojenny, mobilizację i mogą do woli korzystać z zasobów cywilnych. W Rosji ciężarówki przeznaczone do celów logistycznych występują w armijnych brygadach materiałowo-technicznego zabezpieczenia. Taka brygada (ros. Бригада материально-технического обеспечения – MTO) posiada na swoim etacie około 800 do ponad 1000 pojazdów transportowych i specjalistycznych.  Każdy z dwóch batalionów ma na wyposażeniu 408 pojazdów mechanicznych oraz 48 przyczep.  Na ten stan składa się zazwyczaj 148 ciężarówek ogólnego przeznaczenia (skrzyniowych do przewozu amunicji, żywności, suchych ładunków) oraz 260 pojazdów specjalistycznych (przede wszystkim cystern paliwowych, tzw. topliwozaprawszcziki oraz autocystern na wodę). Poza dwoma batalionami transportowymi w skład brygady wchodzi batalion remontowo-ewakuacyjny oraz batalion mostowo-drogowy i batalion drogowo-rurociągowy. Ponadto ciężarówki wystawiają poszczególne brygady ze składu swojego batalionu materiałowo-technicznego zabezpieczenia. Ponieważ jednak ukraińskie drony niszczą tygodniowo co najmniej 50 ciężarówek z ładunkiem, to rosyjska logistyka jest coraz bardziej napięta. Rosyjski przemysł nie nadąża z uzupełnieniem tych ciężarówek. Na szlakach komunikacyjnych niszczy się ponad 500 ciężarówek tygodniowo, a kolejne są niszczone w strefie przyfrontowej, tymczasem rosyjski przemysł dostarcza wojsku ok. 480 ciężarówek tygodniowo. Ich liczba stopniowo więc spada. Ta sytuacja trwa już od dłuższego czasu.

Start drona FP-2 do polowania na rosyjskich szlakach komunikacyjnych.
Start drona FP-2 do polowania na rosyjskich szlakach komunikacyjnych.

Ukraina ma taką możliwość bowiem wprowadziła do uzbrojenia kilka odpowiednich typów amunicji krążącej. Absolutnym hitem jest tu amerykański typ Hornet, aparat typu samolotowego, z napędem elektrycznym, o masie 15 kg (głowica bojowa 4,5 kg) i o fantastycznym zasięgu 130-140 km (oficjalnie) i nawet 160 km (faktycznie). Ten aparat o bardzo wysokich osiągach powstał w nowo powstałej firmie Swift Beat należącej do Erica Schmidta, byłego prezesa wykonawczego i dyrektora generalnego (CEO) firmy Google. Jak realizowana jest łączność z aparatami działającymi 100 km i więcej od operatora to trudno powiedzieć, ale nie jest wykluczone że kilkanaście jednocześnie lecących aparatów tworzy sieć przekaźnikową. Sam atak końcowy jest wykonywany dzięki wykorzystaniu technologii sztucznej inteligencji, pozwalającej na samodzielne śledzenie wskazanego celu przez aparat i wykonanie na ten cel autonomicznego ataku.

Zniszczona rosyjska ciężarówka typu Kamaz na szlakach zaopatrzenia, robota ukraińskich dronów średniego zasięgu.
Zniszczona rosyjska ciężarówka typu Kamaz na szlakach zaopatrzenia, robota ukraińskich dronów średniego zasięgu.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Już teraz zapisz się
do naszego newslettera

Bądź na bieżąco z nowościami