7. Śląskie Dni Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego i technika bezpilotowa

×
Ułatwienia dostępu
Rozmiar czcionki +-RESET
Kontrast / Kolory Ciemny Jasny MonoKontrast RESET

Okazuje się, że jedne z najbardziej udanych polskich konstrukcji bezpilotowych, takich jak np. Flyeye czy Warmate, pochodzą ze Śląska. Chociaż są one kojarzone z Grupą WB Electronics z Ożarowa pod Warszawą, to jednak te aparaty powstały w firmie Flytronic S.A. z Gliwic, będącej częścią grupy. Na Śląski firm związanymi z technologiami bezpilotowymi jest więcej.
 
VII Śląskie Dni Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego odbędą się w dniach 15–16 czerwca 2026 r. w Międzynarodowym Centrum Kongresowym (MCK) w Katowicach. To kluczowe wydarzenie w regionie (dawniej Śląskie Dni Lotnictwa i Dronów) organizowane jest przez Śląski Klaster Lotniczy. Początkowe edycje targów, organizowane przez Śląski Klaster Lotniczy, koncentrowały się wokół Politechniki Śląskiej, Urzędu Lotnictwa Cywilnego oraz lokalnych lotnisk (m.in. w Gliwicach i Katowicach-Muchowcu). Głównym celem była popularyzacja bezzałogowych statków powietrznych, rozwój przepisów prawa lotniczego oraz integracja śląskich inżynierów. Później dopisano do tego sektor obronny i impreza ewaluowała w kierunku tzw. technologii podwójnego zastosowania.
W bieżącej edycji pojawia się wiele firm związanych z bezpilotowymi statkami powietrznymi z całego kraju, a nie tylko ze Śląska. Liderami są tu oczywiście Grupa WB Electronics i Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ). Najbardziej interesujące są jednak śląskie firmy związane z dronami.

Bezzałogowy Śląsk
Jedna z najważniejszych, czyli spółka Flytronic została założona 1 lutego 2008 r. Jej założycielami byli dwaj polscy inżynierowie i absolwenci Politechniki Śląskiej, Grzegorz Krupa i Wojciech Szumiński. Rok później, w 2009 r., do zespołu założycielskiego dołączył elektronik Piotr Postawka. Twórcy od samego początku postawili sobie za cel stworzenie od podstaw autorskich, polskich technologii bezzałogowych (zarówno płatowców, jak i oprogramowania oraz autopilotów), aby nie uzależniać się od dostawców zagranicznych. To właśnie tutaj powstał słynny już mały taktyczny bezpilotowy aparat rozpoznawczy i obserwacji pola walki Flyeye. Gotowy prototyp FlyEye został po raz pierwszy publicznie zaprezentowany na prestiżowych międzynarodowych targach obronnych Eurosatory w Paryżu już w czerwcu 2010 r. W październiku 2010 r. Gotowy prototyp FlyEye został po raz pierwszy publicznie zaprezentowany na prestiżowych międzynarodowych targach obronnych Eurosatory w Paryżu. Już pod koniec 2010 r. pierwsze dwa zestawy do testów w ramach sił specjalnych zamówiła Jednostka „Nil”. W latach 2013–2014 podpisano duże umowy na dostawy seryjne. FlyEye stał się kluczowym okiem polskiej artylerii, integrując się bezpośrednio z krajowym Systemem Kierowania Ogniem TOPAZ. Trafił także na wyposażenie Straży Granicznej. W ostatnich latach z powodzeniem przeszedł chrzest bojowy w Ukrainie. Kolejną udaną konstrukcją tej firmy jest amunicja krążąca Warmate, która także jest w uzbrojeniu Wojska Polskiego (Wojsk Lądowych, Sił Specjalnych i WOT), a który również jest z powodzeniem używany w Ukrainie.

Ale to nie jest jedyna śląska firma z branży bezpilotowców. Kolejną jest Spartaqs Group mająca siedzibę w Katowicach i halę produkcyjną oraz laboratorium w Mikołowie. Spartaqs Group jest jednym z najbardziej innowacyjnych polskich producentów tzw. dronoidów. Dronoidy to nazwa stworzona przez firmę Spartaqs Group dla określenia ich własnej generacji zaawansowanych, profesjonalnych bezzałogowych platform różnych typów. Firma projektuje własne platformy wielozadaniowe o unikalnej konstrukcji (np. drony niewidzialne dla radarów, pojazdy podwodne, drony ratownicze). Specjalizuje się w zaawansowanej automatyzacji i systemach bezpieczeństwa transmisji danych.
Następnym producentem jest Prodron z Gliwic. Jest to inżynieryjna spółka skupiająca się na wdrażaniu autorskich platform bezzałogowych (np. serii OGAR) dla sektora mundurowego, wojsk specjalnych oraz samorządów (w tym systemów antysmogowych).

Na Śląsku działają inne firmy tej branży. Wśród dystrybutorów dronów produkcji zagranicznej oraz utrzymywaniem ich serwisu. Wśród nich należy wymienić Tech LD (dawniej Lotom Dronem – Śląski Ośrodek Szkoleniowy, Bytom i Chorzów) to oficjalny, autoryzowany dystrybutor sprzętu serii DJI Enterprise dla firm i służb mundurowych, FlyStore.pl (Pszczyna), jeden z największych na Śląsku i w Polsce autoryzowanych resellerów sprzętu DJI (w tym segmentu DJI Enterprise) oraz systemów zasilania, a także DroneLand.pl (Chorzów), podmiot łączący dystrybucję technologii bezzałogowych z komercyjnymi wdrożeniami dla przemysłu ciężkiego i energetyki.
Są też firmy zajmujące się opracowaniem i produkcją poszczególnych komponentów, na przykład oprogramowania, systemów łączności, itp., a także ośrodki szkolenia operatorów dronów i techników, a w końcu firmy zapewniające określone usługi z użyciem dronów.

Województwo śląskie to kluczowy, bardzo ważny makroregion dla rozwoju technologii bezzałogowych w Polsce. Region przeszedł udaną transformację od przemysłu ciężkiego i górnictwa do nowoczesnego zagłębia wysokich technologii lotniczych, obronnych i cyfrowych. Technologie bezzałogowe to w tym momencie wielka szansa na rozwój i innowacyjność. Kto wie, może za jakąś dekadę Śląsk nie będzie się już kojarzył z kopalniami i hutami, ale z aparatami bezpilotowymi?

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Rosjanie poszli nieco inną drogą w budowie obrony przed dronami stawiając na tradycyjne środki przeciwlotnicze, choć dla oszczędności ludzi którzy mogą zostać skierowani na front, są to systemy sterowane zdalnie, takie jak ZAK-30 czy Pancyr-SMD.

Ciekawostką rosyjskiego systemu obrony przed dronami jest to, że usiłuje się go wpisać w zintegrowany system obrony powietrznej obszaru kraju. Mowa oczywiście o strategicznym systemie obrony ważnych obiektów infrastruktury, przemysłu i wojskowych na terenie całego państwa, a nie o przeciwlotniczej obronie wojsk lądowych na froncie. W Ukrainie do obrony przed dronami tworzy się jednak oddzielny system, który otrzymuje co prawda informacje o nadlatujących dronach (też nie cały, a jedynie mobilne grupy przeciwlotnicze), ale który jest nastawiony na walkę z dronami, nie mając za zadanie zwalczanie samolotów. W związku z tym nie istnieje obawa porażenia własnych samolotów z lotnictwa operującego w obronie powietrznej lub innego, bo system obrony dronowej w ogóle nie otwiera ognia do samolotów, a własne drony nie latają nad terytorium własnym, ale wroga. W każdym razie nie dalej niż 50-80 km od linii frontu. A system strategicznej obrony przeciwdronowej jest rozwijany jakieś 100 km od linii frontu i dalej w głąb własnego kraju.
Rosjanie usiłują integrować obronę przeciwdronową w ramach istniejących armii Sił Powietrzno-Kosmicznych (WKS), choć z kolei drugim kierunkiem jest zachęcanie przedsiębiorstw przemysłowych i innych podmiotów cywilnych do organizowania zespołów przeciwdronowych z różnym uzbrojeniem, złożonych z pracowników cywilnych, choć funkcjonujących w ramach czynnej rezerwy Sił Zbrojnych Rosji, znanej jako BARS (Bojewoj Armiejski Riezerw Strany – Bojowa Rezerwa Armii Państwowej). Te zespoły w zależności od zamożności przedsiębiorstw mają różne uzbrojenie kupowane dla określonej jednostki BARS ale za pieniądze danej firmy, i są to zestawy od karabinów maszynowych poprzez przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe aż po bardzo kosztowne zestawy Pancyr S1. Natomiast dla swoich jednostek WKS przemysł rosyjski przygotował propozycję nowych systemów do uzupełnienia obrony przeciwdronowej.

Zestaw ZAK-30 Cytadiel
ZAK-30 (znany również jako „Cytadela”/„Cytadiel”) to rosyjski stacjonarny system artyleryjski obrony powietrznej, zaprojektowany z myślą o zwalczaniu bezzałogowych statków powietrznych (dronów). Uzbrojeniem wieży jest armata szybkostrzelna kal. 30 mm wyposażona w amunicję programowalną. Głowica elektrooptyczna mierzy za pomocą lasera bardzo precyzyjną odległość do celu, a system błyskawicznie przelicza to na czas dolotu pocisków i programuje zapalnik czasowy wystrzeliwanego pocisku. Dzięki temu wystrzelony pocisk rozrywa się na setki odłamków w pobliżu celu, którym może być bardzo mały dron, nawet taki klasy FPV. Pozwala to efektywne ich zestrzeliwanie krótkimi seriami pocisków. Wieża z działem jest wyposażona w głowicę z kamerą telewizyjną, termowizyjną i stacją laserową do pomiaru odległości. Dzięki temu kompleks jest oferowany również wojskom lądowym, choć jego stacjonarny charakter nie pozwala na działanie w strefie bezpośrednio przyfrontowej. Po prostu wieżę należy ustawić na jakimś pojeździe. Najważniejsze jest to, że ZAK-30 działa automatycznie, bezobsługowo, więc wymaga wskazanie celu przez zewnętrzny radarGarmon-ME o zasięgu do 60 km, który jest w stanie wykrywać bardzo małe obiekty w powietrzu.

Prototyp systemu ZAK-30 Citadiel
Prototyp systemu ZAK-30 Citadiel

Zestaw rakietowy Pancyr-SMD
Pancyr-SMD to najnowsza modyfikacja rosyjskiego systemu obrony powietrznej krótkiego zasięgu, proponowana na razie w kontenerowej wersji stacjonarnej.  Największą zmianą konstrukcyjną w porównaniu do standardowej wersji Pancyr-S1 jest całkowita rezygnacja z dwóch dwulufowych armat automatycznych 2A38M kal. 30 mm. Rosyjski przemysł uznał je za mało efektywne w walce z małymi dronami komercyjnymi i FPV (jeśli nie mają one amunicji programowalnej jak w ZAK-30). System ma teraz dwanaście prowadnic do montowania kontenerów z pociskami, po sześć z każdej strony wieży. Można na nie ładować albo kontenery  zwykłych pocisków 57E6-E o zasięgu do 20 km i wysokości niszczenia do 15 000 m, służących do eliminacji większych celów, albo pakiety po cztery pojemniki na nowe rakiety TKB-1055. Kompaktowe mini-pociski TKB-1055 są przeznaczone do zwalczania dronów. Mają one zasięg do 7 km, a maksymalna wysokość celu to 5000 m. Są mniejsze, co pozwala na umieszczenie czterech takich pocisków w jednym standardowym kontenerze startowym.  Moduł bojowy wyposażony jest w zmodernizowany radar obserwacji przestrzeni powietrznej z aktywnym skanowaniem fazowym (AESA) o zasięgu wykrywania do 24–30 km oraz radar śledzenia celów pracujący w paśmie milimetrowym. Za projekt i produkcję systemu odpowiada biuro KBP z Tuły, wchodzące w skład holdingu Wysokotocznyje Kompleksy (część państwowego koncernu Rostiech). TKB-1055 bez własnego układu samonaprowadzania (są kierowane komendowo z systemu naziemnego) mają być bardzo tanie, co pozwala na efektywne kosztowo niszczenie dronów.

 

Prototyp systemu Pancyr-SMD, widoczny u góry pakiet z rakietami TKB-1055.
Prototyp systemu Pancyr-SMD, widoczny u góry pakiet z rakietami TKB-1055.

Oba te systemy to propozycje i gdyby faktycznie działały tak, jak są reklamowane, to mogłyby wpłynąć na efektywność rosyjskiej obrony powietrznej, ale na razie nic nie wskazuje, by miały one szybko trafić do uzbrojenia. A tymczasem ukraińskie drony nadal masakrują rosyjski przemysł, głównie paliwowy.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Serdecznie zapraszamy do udziału w 7. Śląskich Dniach Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego – wydarzeniu będącym kontynuacją cenionych Śląskich Dni Lotnictwa i Dronów, rozszerzonym o kluczowe sektory przemysłu obronnego i kosmicznego.

Nowa formuła odpowiada na dynamiczne zmiany rynkowe oraz rosnące znaczenie tych branż, tworząc kompleksową platformę dialogu pomiędzy przedstawicielami przemysłu, administracji publicznej, środowiska naukowego oraz instytucji otoczenia biznesu.

Wydarzenie stanowi wyjątkową okazję do spotkania liderów branży, wymiany doświadczeń oraz budowania trwałych relacji.

Śląskie Dni Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego to:

-dostęp do eksperckiej wiedzy i najnowszych trendów

-możliwość nawiązania wartościowych relacji biznesowych i instytucjonalnych

-platforma wymiany doświadczeń i dobrych praktyk

-przestrzeń do inicjowania projektów krajowych i międzynarodowych

Zapraszamy do pobrania bezpłatnego biletu: https://app.evenea.pl/event/vii-slaskie-dni/
Szczegółowe informacje i agenda: https://7slaskiedni.aerosilesia.eu

Dołącz do grona uczestników i bądź z nami!

Dofinansowano ze środków z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego.

Serdecznie zapraszamy do udziału w Dual Use Congress 2026 – platformie dialogu pomiędzy biznesem, administracją i sektorem obronnym.

Kongres poświęcony jest technologiom podwójnego zastosowania, które odgrywają coraz większą rolę zarówno w gospodarce, jak i systemach bezpieczeństwa państw. Jego celem jest stworzenie przestrzeni do dialogu oraz wypracowania kierunków współpracy pomiędzy sektorem publicznym i prywatnym. Kongres zgromadzi przedstawicieli administracji, sektora obronnego i przemysłu.

📅 27 maja 2026
📍 Poznań Congress Center (Międzynarodowe Targi Poznańskie)

W programie m.in.:
– rozwoju i wdrażaniu technologii dual-use w gospodarce i sektorze obronnym
– budowie ekosystemu współpracy między przemysłem, nauką i administracją
– finansowaniu innowacji i dostępie do narzędzi wsparcia
– uwarunkowaniach regulacyjnych i strategicznych dla rynku

Program został zaprojektowany tak, aby objąć cały cykl rozwoju projektów: od strategii, przez finansowanie, aż po wdrożenia i operacyjne wyzwania firm.

Strona wydarzenia

Obecnie ukraińska kampania paraliżowania rosyjskiej logistyki w pasie lądowego połączenia Obwodu Donieckiego z Krymem przynosi bardzo wymierne efekty. Atakowane są ciężarówki transportujące amunicję, paliwo, racje żywnościowe, części zamienne, drony i inne zaopatrzenie na front. Do tego używa się przede wszystkim amunicji krążącej, czyli aparatów bezpilotowych typu uderzeniowego sterowanych przez operatora, które potrafią samodzielnie poszukiwać obiektów przeznaczonych do ataku (to znaczy operator je wykrywa na obrazie z kamery drona transmitowanym na stanowisko dowodzenia), a po ich wykryciu następuje niezwłoczny, natychmiastowy atak by wyeliminować jak największą liczbę ciężarówek, wraz z ich ładunkiem.

Rosjanie transportują co się da koleją. Kolej ma wielką pojemność i nie wymaga zaangażowania wielu ludzi w transport setek ton ładunków. Ale pociągi docierają do Doniecka, do Ługańska, do Taganrogu, a także przez Krym i Geniczesk do Melitiopola i Tokmaku. Z tych miejsc muszą je wozić ciężarówki. Są to ciężarówki w większości wojskowe, czy to z brygad materiałowo-technicznego zabezpieczenia, czy z samych jednostek które sobie odbierają potrzebne im materiały. Cywilnych ciężarówek nie da się angażować, bowiem w Rosji nie ogłoszono stanu wojennego i nie można konfiskować cywilnych ciężarówek ani zmuszać prywatne firmy do transportu na rzecz wojska w strefie przyfrontowej. Robią to Ukraińcy, ale oni mają ogłoszony stan wojenny, mobilizację i mogą do woli korzystać z zasobów cywilnych. W Rosji ciężarówki przeznaczone do celów logistycznych występują w armijnych brygadach materiałowo-technicznego zabezpieczenia. Taka brygada (ros. Бригада материально-технического обеспечения – MTO) posiada na swoim etacie około 800 do ponad 1000 pojazdów transportowych i specjalistycznych.  Każdy z dwóch batalionów ma na wyposażeniu 408 pojazdów mechanicznych oraz 48 przyczep.  Na ten stan składa się zazwyczaj 148 ciężarówek ogólnego przeznaczenia (skrzyniowych do przewozu amunicji, żywności, suchych ładunków) oraz 260 pojazdów specjalistycznych (przede wszystkim cystern paliwowych, tzw. topliwozaprawszcziki oraz autocystern na wodę). Poza dwoma batalionami transportowymi w skład brygady wchodzi batalion remontowo-ewakuacyjny oraz batalion mostowo-drogowy i batalion drogowo-rurociągowy. Ponadto ciężarówki wystawiają poszczególne brygady ze składu swojego batalionu materiałowo-technicznego zabezpieczenia. Ponieważ jednak ukraińskie drony niszczą tygodniowo co najmniej 50 ciężarówek z ładunkiem, to rosyjska logistyka jest coraz bardziej napięta. Rosyjski przemysł nie nadąża z uzupełnieniem tych ciężarówek. Na szlakach komunikacyjnych niszczy się ponad 500 ciężarówek tygodniowo, a kolejne są niszczone w strefie przyfrontowej, tymczasem rosyjski przemysł dostarcza wojsku ok. 480 ciężarówek tygodniowo. Ich liczba stopniowo więc spada. Ta sytuacja trwa już od dłuższego czasu.

Start drona FP-2 do polowania na rosyjskich szlakach komunikacyjnych.
Start drona FP-2 do polowania na rosyjskich szlakach komunikacyjnych.

Ukraina ma taką możliwość bowiem wprowadziła do uzbrojenia kilka odpowiednich typów amunicji krążącej. Absolutnym hitem jest tu amerykański typ Hornet, aparat typu samolotowego, z napędem elektrycznym, o masie 15 kg (głowica bojowa 4,5 kg) i o fantastycznym zasięgu 130-140 km (oficjalnie) i nawet 160 km (faktycznie). Ten aparat o bardzo wysokich osiągach powstał w nowo powstałej firmie Swift Beat należącej do Erica Schmidta, byłego prezesa wykonawczego i dyrektora generalnego (CEO) firmy Google. Jak realizowana jest łączność z aparatami działającymi 100 km i więcej od operatora to trudno powiedzieć, ale nie jest wykluczone że kilkanaście jednocześnie lecących aparatów tworzy sieć przekaźnikową. Sam atak końcowy jest wykonywany dzięki wykorzystaniu technologii sztucznej inteligencji, pozwalającej na samodzielne śledzenie wskazanego celu przez aparat i wykonanie na ten cel autonomicznego ataku.

Zniszczona rosyjska ciężarówka typu Kamaz na szlakach zaopatrzenia, robota ukraińskich dronów średniego zasięgu.
Zniszczona rosyjska ciężarówka typu Kamaz na szlakach zaopatrzenia, robota ukraińskich dronów średniego zasięgu.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Rosyjski bezpilotowiec uderzeniowy klasy Shahed rozbił się w nocy z 28 na 29 maja 2026 roku na dachu 10-piętrowego bloku mieszkalnego w mieście Gałacz we wschodniej Rumunii.

Taka na Gałacz
Gałacz to rumuńskie miasteczko leżące zaledwie 20 km od ukraińskiego portu Reni nad odnogą Dunaju. Niedaleko jest też inny ważny port ukraiński Izmaił. Tego dnia był prowadzony zmasowany atak dronowy na te porty. Łącznie w ataku na nie pojawiło się 43 drony. W większości zostały one zestrzelone przez obronę przeciwlotniczą obu portów, ale część niestety trafiła w różne obiekty w tych miastach. Nie wygląda na to by któryś z tych dronów został zakłócony, bowiem albo zmierzały one w stronę celu i zostały zestrzelone, albo trafiały. W Izmaił uderzenia uszkodziły infrastrukturę przeładunkową portu rzecznego, zaś w Reni celami były obiekty magazynowe oraz terminale nabrzeżne portu morskiego. Służby ratunkowe eliminowały wywołane uderzeniami pożary. Tylko jeden jedyny dron poleciał gdzie indziej.
Dodajmy, że zakłócenia typu spoofing (mylące) powodują że nawigacja GPS wykorzystywana w dronach pokazuje błędne położenie powodując lot w kierunku niewłaściwego punktu. Natomiast szumowe zakłócenia sygnałów GPS powodują, że system przełącza się na mało dokładny żyroskopowy system bezwładnościowy. Wówczas rozrzut dronów byłby większy, wyrażany w kilku kilometrach. Tu jednak atak był bardzo skoncentrowany i relatywnie celny. A zatem zakłócenia nie były skuteczne, albo nie były używane. Dlatego lot drona do Gałacza niemal na pewno nie został spowodowany zakłóceniami. Pozostają w zasadzie dwie możliwości: awaria drona (tej wykluczyć nie można) albo celowy atak. Skłaniamy się, że było to drugie, a dlaczego to zaraz wyjaśnimy.

Czterdziesty czwarty
Właśnie ten ostatni dron Gerań 2 (irański Shahed 136 produkowany w Rosji na licencji w zakładach w Ałabuga) z głowicą bojową o masie 50 lub 70 kg (produkowane są dwie odmiany), gdzie 35 kg lub 50 kg przypada na ładunek wybuchowy. Nie jest to wiele, ale odpowiada mocą trzem pociskom artyleryjskim kal. 155 mm, ale 5-7 razy mniej niż bomba lotnicza KAB-500 o masie 500 kg.  Aparat został wykryty przez rumuński radar obrony powietrznej kilkanaście kilometrów na wschód od miasta Reni w Ukrainie, by po czterech minutach przekroczyć granicę z Rumunią, a po kolejnych sześciu (razem 10 minut) zniknął z radarów, bowiem po przekroczeniu granicy zaczął się zniżać z 600 m do 200 m, na której to wysokości przestał być widoczny. Niedługo później uderzył w dach wieżowca niszcząc maszynownię windy i przebijając dziurę do znajdującego się pod nią mieszkania. W tym mieszkaniu zraniono dwie osoby, kobietę i 14-letniego chłopca, których zabrano do szpitala.

Aparat uderzeniowy Gerań 2 taki jak użyto do ataku w Gałaczu.
Aparat uderzeniowy Gerań 2 taki jak użyto do ataku w Gałaczu.

Dwa samoloty F-16 Sił Powietrznych Rumunii wystartowały wcześniej tej nocy ze względu na aktywność w ukraińskiej przestrzeni powietrznej czyli ze względu na trwający atak dronowo-rakietowy. Mimo przebywania tych samolotów w strefie dyżurowania decyzja na jego zniszczenie nie została podjęta. W zasadzie nie na wiele by się to zdało, bowiem samoloty miałyby jakieś sześć minut na dolot, zajęcie pozycji do ataku i ataku. Mogłoby się to nie udać. Oficjalna wersja brzmiała, że decyzja nie zapadła z obawy o porażenie obiektów na ziemi.
Dosłownie cztery minuty po uderzeniu drona poleciały w internecie pierwsze komentarze, że była to ukraińska prowokacja. Tutaj niestety aparat rosyjskiej dezinformacji mocno przesadził. Cztery minuty po uderzeniu nawet pobliscy mieszkańcy w Gałaczu nie mieli pewności co się stało, pierwsza myśl, to oczywiście wybuch gazu. Dopiero potem pojawiły się pierwsze lokalne informacje, że ktoś słyszał drona, co się później oficjalnie potwierdziło. Ale pierwsza fala informacji o ukraińskiej prowokacji popłynęła z fałszywych kont niemal natychmiast po incydencie. Ostatecznie ten kierunek narracji nie zyskał sobie wielkiego rozgłosu, dotyczył zaledwie ok. 10-15 % komentarzy i postów. Natomiat dominujący okazał się taki, że państwo rumuńskie nie zadziałało, że NATO nie zadziałało. Ta narracja rozlała się dość szeroki i dotyczyła ok. połowy wszystkich treści w internecie w Rumunii (w kontekście drona). Najwyraźniej najważniejszym celem działań Rosji było konsekwentne podważanie zaufania tak do sojuszy, jak i własnych władz państwowych. Jak można przeciwdziałać takim zdarzeniom, o tym w kolejnym tekście.

 

Trafienie w blok mieszkalny w mieście Gałacz.
Trafienie w blok mieszkalny w mieście Gałacz.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

 

Podczas wydarzenia Defence24 Days poświęconemu bezpieczeństwa i obronności, jednocześnie będącym jednym z najważniejszych wydarzeń o tematyce obronnej w Europie Środkowo-Wschodniej, odbył się panel z udziałem Prezesa Śląskiego Klastra Lotniczego, Krzysztofa Krystowskiego. Panel zatytułowany był „Zintegrowany system obrony przed dronami”.

Rozmowa pokazała jedno jasno: współczesne zagrożenia wymagają nie pojedynczych rozwiązań, a pełnej integracji systemów obronnych.

Drony i obiekty bezzałogowe stały się realnym wyzwaniem dla bezpieczeństwa państw, infrastruktury krytycznej oraz obrony przeciwlotniczej. Eksperci zwracali uwagę, że dziś kluczowe znaczenie ma nie tylko samo zwalczanie zagrożeń, ale przede wszystkim ich szybkie wykrywanie, rozpoznanie i skuteczne ostrzeganie.

W trakcie dyskusji podkreślono, że drony coraz częściej wykorzystywane są do przeciążania systemów obronnych. W tym kontekście szczególnie ważne jest właściwe rozróżnienie poziomu zagrożeń – od niewielkich obiektów po systemy bezzałogowe zdolne do wywołania poważnych skutków strategicznych.
​Jednym z najważniejszych wniosków panelu była potrzeba budowy zintegrowanego systemu rozpoznania i ostrzegania. Samoloty wczesnego ostrzegania i rozpoznania mogą obserwować oraz śledzić tysiące obiektów z dużej odległości, przekazując dane do naziemnych systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.

Ze strony Prezesa padła również trafna metafora: obrona bez centralnego systemu przypomina gaszenie światła i próbę odnalezienia zagrożenia po omacku. Zintegrowany system wczesnego ostrzegania to natomiast „zapalenie światła” – stworzenie pełnego obrazu sytuacji i możliwość skutecznej reakcji.

Dyskusja pokazała, że skuteczna obrona przed dronami wymaga dziś kompleksowego podejścia, współpracy różnych systemów oraz priorytetowego traktowania ochrony życia ludzi i strategicznej infrastruktury.

W dyskusji brali udział następujący eksperci:

Chińska doktryna dotycząca dronów uderzeniowych dalekiego zasięgu stanowi fundament koncepcji tzw. wojny inteligentnej, w której sztuczna inteligencja i systemy autonomiczne stają się decydującym czynnikiem na polu walki. Zamiast traktować bezzałogowce jedynie jako wsparcie dla tradycyjnych jednostek, chińska strategia zakłada tworzenie z nich samodzielnych systemów zdolnych do przełamywania obrony przeciwnika w ramach strategii antydostępowej.
 

Podobnie jak w wielu innych państwach, Chińczycy dostrzegli potencjał ilości przechodzącej w jakość, kiedy to tanie środki rażenia są w stanie „nasycić” obronę przeciwlotniczą wroga, uniemożliwiając ich skuteczne zwalczanie nie dzięki jakości środków napadu powietrznego, ale dzięki ich ilości. Jednakże Chiny nie planują użycia dronów dalekiego zasięgu w taki sam sposób jak Rosja. Rosja wykorzystuje je na stałe jako główny środek rażenia na wybrane cele. Kluczowym elementem tego podejścia jest wykorzystanie przewagi liczebnej i kosztowej, co objawia się w planach użycia masowych rojów dronów, mających na celu fizyczne i ekonomiczne wyczerpanie systemów przeciwlotniczych wroga. W Rosji jednak uderzenia na ludność cywilną czy na cele związane z energetyką, są kontynuowane z wykorzystaniem masy tanich bezpilotowców, produkowanych masowo na irańskiej licencji w mieście Alabuga w Tatarstanie. Są to głównie aparaty rodziny Shahed, znane pod rosyjską nazwą Gerań. Wprowadza się do nich różne ulepszenia, takie jak poprawione systemy nawigacyjne, głowice o zwiększonej mocy, a także możliwość sterowania zdalnego przez operatora z wykorzystaniem lokalnego internetu dzięki kupowanym w różnych krajach kartach SIM mających rosyjski Roaming. Tania i prosta metoda, nie trzeba szerokopasmowego łącza satelitarnego…

W Chinach jest jednak podział, chińska doktryna jest bardziej wyrafinowana. Tanie, proste drony są tylko na wabia, idą masowo w pierwszej fali. Służą do zmuszenia obrony przeciwlotniczej do wystrzelania się z rakiet przeciwlotniczych, do maksymalnego ich zużycia. Mogą być używane w wielu kolejnych falach, by przeciwnik wystrzelił nie tylko te, które ma na wyrzutniach, ale też zapas posiadany w bateriach, tak żeby kolejne trzeba było dowieźć z odleglejszych magazynów czy baz.

Dopiero wówczas wchodzą do działania właściwe aparaty o własnościach utrudnionego wykrycia radarowego. Chińczycy opracowali specjalny aparat GJ-11 „Sharp Sword” (Lijian), jeden z najbardziej zaawansowanych bezzałogowców w arsenale Chin, zaprojektowany jako „niewidzialny zabójca” do misji głębokiego przenikania. Jego konstrukcja w układzie latającego skrzydła pozwala na drastyczną redukcję sygnatury radarowej (nawet o 90% w porównaniu do standardowych dronów), co umożliwia mu operowanie w silnie bronionej przestrzeni powietrznej. Rozpiętość skrzydeł wynosi około 14,4 metra, a długość maszyny to 12,2 metra. Wyposażony w pojedynczy silnik turbowentylatorowy (prawdopodobnie WS-13 bez dopalacza), osiąga prędkość poddźwiękową do około 1000–1100 km/h. Szacowany promień operacyjny wynosi ponad 1500 km, co pozwala na operacje w obrębie „pierwszego łańcucha wysp”. Całkowity zasięg lotu może sięgać 4000 km, a czas przebywania w powietrzu to około 6 godzin. Posiada dwie wewnętrzne komory bombowe, co jest kluczowe dla zachowania właściwości trudnowykrywalności. Łączny udźwig uzbrojenia to około 2000 kg. Może przenosić do 8 precyzyjnych bomb szybujących (np. FT-5) lub pociski przeciwradiolokacyjne i rakiety typu powietrze-ziemia.

Trudnowykrywalny bezpilotowy bojowy aparat latający GJ-11 „Ostry Miecz” służący do wykonywania ataków na środki obrony powietrznej wroga
Trudnowykrywalny bezpilotowy bojowy aparat latający GJ-11 „Ostry Miecz” służący do wykonywania ataków na środki obrony powietrznej wroga

Zdaniem tych aparatów jest utorowanie drogi dla lotnictwa pilotowanego oraz dla kolejnego typu: nosiciela małych dronów FPV do wykonywania wielu ataków na liczne cele, na niemal dowolną odległość. Chińskie podejście do nosicieli dronów FPV (First Person View) to obecnie jeden z najbardziej dynamicznie rozwijających się elementów ich doktryny, czerpiący bezpośrednie lekcje z konfliktów na Ukrainie i Bliskim Wschodzie. Chiny nie budują jedynie samych dronów, ale całe ekosystemy – od gigantycznych „latających lotniskowców” po lądowe stacje bazowe. Najważniejszym projektem w tej kategorii jest Jiu Tian („Dziewięć Niebios”), który odbył swój dziewiczy lot pod koniec 2025 roku. Jest to 16-tonowa maszyna odrzutowa o ogromnym udźwigu (do 6 ton uzbrojenia i wyposażenia). W centralnej części kadłuba Jiu Tian posiada modułową komorę zdolną do przenoszenia i wypuszczania w locie ponad 100 mniejszych dronów. Dzięki temu tanie drony FPV, które normalnie mają zasięg zaledwie kilku lub kilkunastu kilometrów, mogą zostać przetransportowane głęboko za linię frontu i tam uwolnione do ataku saturacyjnego (rój).
Chińskie zróżnicowane podejście do wykorzystania mieszanej floty aparatów bezpilotowych różnych typów oraz o różnym stopniu złożoności jest bardzo różne od rosyjskiego. Jest bardziej elastyczne, bowiem pozwala dopasować sposób ataku do sytuacji, a głównie do kondycji obrony przeciwlotniczej przeciwnika.

 

Trudnowykrywalny bezpilotowy bojowy aparat latający GJ-11 „Ostry Miecz” służący do wykonywania ataków na środki obrony powietrznej wroga
Trudnowykrywalny bezpilotowy bojowy aparat latający GJ-11 „Ostry Miecz” służący do wykonywania ataków na środki obrony powietrznej wroga

 

Duży nosiciel małych bezpilotowych aparatów latających klasy FPV typu Jiu Tian.
Duży nosiciel małych bezpilotowych aparatów latających klasy FPV typu Jiu Tian.
Duży nosiciel małych bezpilotowych aparatów latających klasy FPV typu Jiu Tian.
Duży nosiciel małych bezpilotowych aparatów latających klasy FPV typu Jiu Tian.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

 
Zmiana na stanowisku dowódcy Sił Powietrzno-Kosmicznych skłania nas do zadania pytania: dlaczego Rosja nie radzi sobie z tanimi ukraińskimi dronami? Wydaje się, że właśnie to było powodem jego odwołania, fakt że Rosja obrywa ciężkie ciosy z powietrza.
 
Rosyjski system obrony powietrznej był uważany za najsilniejszy na świecie, rywalizując jedynie z chińskim. Głównie dlatego, że Amerykanie na swoim terytorium nie rozwinęli klasycznego systemu obrony powietrznej. W ramach NORAD działają obecnie wyłącznie myśliwce. Na stałym, całodobowym dyżurze (24/7) znajduje się zazwyczaj 14-16 lokalizacji w kontynentalnej części USA (CONUS) oraz dodatkowe punkty na Alasce i Hawajach. Liczba ta ulega niewielkim zmianom w zależności od aktualnej oceny zagrożeń i budżetu Pentagonu. W Polsce nasze dwie pary dyżurne wystarczają, że nasz dyżur QRA myśliwców przypada na cztery razy mniejszy obszar niż w USA. Dodatkowo, w USA nie ma jednostek rakiet przeciwlotniczych na pozycjach wokół miast, a w Rosji i w Chinach – są. W Rosji ilość dyżurujących myśliwców w przeliczeniu na powierzchnię europejskiej części kraju jest dwukrotnie większa niż w USA, a ponadto większość dużych miast ma osłonę rakiet przeciwlotniczych.
Oczywiście wszystkiego bronić nie sposób, ale nasycenie środkami obrony przeciwlotniczej, myśliwcami jest całkiem wysokie. Teoretycznie tani dron można zestrzelić każda używana w Rosji rakieta przeciwlotnicza, z dość dużą łatwością, w pełnym zakresie swojej odległości rażenia i wysokości. Z tym naprawdę nie ma problemu.

Dlaczego więc Rosja nie może sobie z nimi poradzić? Dlaczego wciąż płoną rafinerie, terminale przeładunkowe ropy naftowej i paliw w portach, składy paliw i składy cystern na stacjach, ale także trafiane są zakłady zbrojeniowe i inne ważne obiekty. Jak to się dzieje, że Rosja nie jest się w stanie obronić mając tak silną obronę przeciwlotniczą?

Ukraińska mobilna grupa przeciwdronowa, pojazd z najcięższym karabinem maszynowym kal. 12,7 mm i strzelec, na zdjęciu nie ma pozostałych członków grupy.
Ukraińska mobilna grupa przeciwdronowa, pojazd z najcięższym karabinem maszynowym kal. 12,7 mm i strzelec, na zdjęciu nie ma pozostałych członków grupy.

Tu nie tylko chodzi o tradycyjny rosyjski bardak. Rosjanie nie zrozumieli jednej ważnej rzeczy, że tanie drony, choć łatwe do zestrzelenia, są też łatwe do masowej produkcji. Że można ich wysyłać w ilościach zdecydowanie większych, niż zapasy rakiet przeciwlotniczych. Dlatego do obrony przed dronami trzeba wypracować specjalne metody, specjalne uzbrojenie i specjalną taktykę. Bo nie wpisuje się to w zwykłe ramy klasycznej obrony przeciwlotniczej. Nie można robić tak, jak choćby Amerykanie, którzy w dwa miesiące do tanich irańskich dronów wystrzelili kilkuletni zapas swoich pocisków Patriot.
Rosjanie zareagowali drugą zmianą dowódcy w krótkim czasie. Żaden z nich nie był pilotem, co na świecie jest standardem w Siłach Powietrznych. Siergiej Surowikin to typowy postsowiecki beton, wywodzący się z wojsk zmechanizowanych. Nie miał pojęcia o siłach powietrznych, lotnictwie, obronie powietrznej, miał zrobić porządek, wywalić nierobów, ukrócić korupcję. Nie wyszło więc w 2023 r. wyleciał, ale nie za bardak w WKS, ale za związki z Prigożynem, po jego sławetnym buncie. Kolejny, przeciwlotnik gen. płk Wiktor Afzałow był już zdecydowanie lepszy, ale on też ze starej szkoły. Nie rozumiał co się dzieje, dlaczego te tanie drony tak latają gdzie chcą, choć chłopaki zestrzeliwują je tysiącami, no ile można? Najwyraźniej nie pojął paradoksu taniego drona Schrödingera, którego można „zabijać” tysiącami, a on wciąż żyje. A rakiety się kończą… A teraz zmienił siekierkę na kijek. Na stanowisko dowódcy WKS  4 maja 2026 r. wyznaczono kolejnego „zmechanizowanego” generała, Aleksandra Czajko. Ale jest jeszcze coś. Gen. Czajko dowodził głównym natarciem na Kijów, z Białorusi przez Czarnobyl, Iwankowo, Irpień i Borodiankę, totalnie tę operację kładąc. Właściwie to właśnie jemu może Władimir Putin podziękować, dlaczego zaplanowana na maksymalnie dwa tygodnie operacja trwa już piąty rok.

Podstawowym rosyjskim systemem przeciwlotniczym do niszczenia dronów jest Pancyr S1, ustawiany w osłonie wielu obiektów. Jednak nie jest on sobie w stanie poradzić ze zmasowaną falą atakujących dronów.
Podstawowym rosyjskim systemem przeciwlotniczym do niszczenia dronów jest Pancyr S1, ustawiany w osłonie wielu obiektów. Jednak nie jest on sobie w stanie poradzić ze zmasowaną falą atakujących dronów.

Tymczasem rozwiązanie jest takie, jakie zastosowali Ukraińcy: stworzyli niezależny system obrony przeciwdronowej. Składa się on z setek mobilnych i tyluż stacjonarnych grup przeciwlotniczych, uzbrojonych w tanią broń, taką jak karabiny maszynowe, ale także z nowych dronów przechwytujących, które są tak samo tanie jak drony uderzeniowe, mogą więc być do nich wystrzeliwane tysiącami, i choć nie są tak skuteczne jak rakiety przeciwlotnicze, to jednak mogą być używane masowo z doskonałym skutkiem. To wszystko musi więc Rosja zbudować, ale w tym momencie jest już dwa lata spóźniona.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Doniesienia z Ukrainy coraz częściej mówią o szerokim zastosowaniu bezzałogowych pojazdów lądowych z uzbrojeniem, które mają zastąpić żywych żołnierzy. Czy to jest dziś już możliwe?

Ukraina używa wielu bezzałogowych pojazdów lądowych. Przede wszystkim służą do logistyki. Zaopatrywanie w warunkach powszechnego panowania bezpilotowców latających stało się poważnym problemem. W odległości od zera do ok. 20 km od przedniego skraju własnych wojsk jest tzw. strefa śmierci. Prawdopodobieństwo trafienia przez dron FPV kogoś, kto pozostaje poza ukryciem, stojącego w jednym miejscu sprzętu, czy nawet pojazdów znajdujących się w ruchu, jest duże. Nie jest jednakowe w całym pasie, blisko przedniego skraju to niemal 100 %, ale w miarę oddalania się od niego spada, przy czym w pasie 15-20 km od frontu, przez frontowych weteranów jest oceniane na około 25 % na głównych odcinkach frontu. Na drugorzędnych odcinkach jest oczywiście mniejsze. Dlatego bezzałogowe pojazdy lądowe doskonale spisują się w zaopatrywaniu wojsk. Wiadomo, że do „strefy dronowej śmierci” ciężarówka nie wiedzie. Wszystko co było potrzebne na froncie, a głównie amunicję i racje żywnościowe, dotąd żołnierze nosili na plecach, na odległość 10-20 km, po 10-15 kg. Jak się łatwo domyśleć, musieli wykonać wiele takich „kursów”, co przede wszystkim było bardzo niebezpieczne, bo wrogie drony na nich polowały. Zastąpienie ich pojazdami o nośności od 200 do 500 kg sterowanym zdalnie przez radio pozwoliło zwiększyć wolumen zaopatrzenia dostarczanego wojskom, zmniejszyło ilość kursów, a co ważne – trafienia w taki pojazd nie powoduje czyjejkolwiek śmierci. Sprzęt można wyprodukować, a życia żołnierzowi nie przywrócimy. Zresztą w obliczu trudności mobilizacyjnych, ludzkie życie ma też wymiar czysto praktyczne.
Właśnie z tego powody Ukraińcy dąż do wprowadzenia coraz większej liczby bezzałogowych pojazdów bojowych. Najczęściej mają one postać małych pojazdów gąsiennicowych, które od dawna już używali saperzy do usuwania improwizowanych ładunków wybuchowych z miejsc, gdzie ich wybuch mógł stworzyć zagrożenie, lub do innych podobnych zadań. Zamiast chwytaka i ramienia manipulatora montuje się na nich uzbrojenie w postaci karabinu maszynowego lub granatnika, z odpowiednim zapasem amunicji. Są też jednak inne pojazdy o większej zdolności pokonywania terenu lub po prostu szybsze, bo Ukraińcy eksperymentują też z pojazdami kołowymi, przypominającymi małe samochody terenowe.

 

Najpopularniejszy robot bojowy wojsk ukraińskich Devdroid Droid, uzbrojenie w postaci karabinu maszynowego kal. 7,62 mm lub 12,7 mm, w zależności od wersji.
Najpopularniejszy robot bojowy wojsk ukraińskich Devdroid Droid, uzbrojenie w postaci karabinu maszynowego kal. 7,62 mm lub 12,7 mm, w zależności od wersji.

Najbardziej popularnym bojowym pojazdem bezzałogowym zwanym też robotem pola walki jest Droid TW 12.7 firmy Devdroid oraz jego nieco mniejsza odmiana Droid TW 7.62. Jak się łatwo domyśleć, liczba oznacza kaliber zamontowanego na pojeździe uzbrojenia strzeleckiego w postaci karabinu maszynowego. Zostały one zbudowane w oparciu o gąsienicowe podwozia zbliżone do robotów saperskich z napędem elektrycznym. Z kolei głównym kołowym systemem jest ważący 300 kg Ljut (wściekłość), z elektrycznym napędem 4×4 i z małą obrotową wieżyczką mieszczącą karabin maszynowy PKT kal. 7,62 mm. Ma prędkość 12 km/h i baterię wystarczającą na przejechanie ok. 30 km (trzy godziny jazdy z prędkością ok. 10 km/h. Droid oczywiście porusza się wolniej, ale ma podobny zasięg. Oba mogą funkcjonować nawet 36 godzin na zakresie dyżurowania bez ruchu, z włączoną kamerą, przy jej mechanicznym obracaniu, czas ten jest oczywiście mniejszy. Zasięg łączności bezpośredniej z oboma typami to 2 km, ale w praktyce w terenie pełnym przeszkód zasięg spada do ok. 700 m. Ale to już wystarczy, by z ukrycia sterować takim pojazdem i zdalnie prowadzić walkę.
Tu jednak zaczynają się schody. Przede wszystkim wspomniane roboty nie są tak zwinne jak człowiek. Poruszają się nieporadnie, a operator musi uważać, by gdzieś nie utknąć, w jakim dołku, podmokłej ziemi czy zablokować się na jakiejś przeszkodzie. Szybkość reagowania na nadlatujące drony powietrzne jest właściwie żadna. O ile bowiem człowiek potrafi uskoczyć, schować się za drzewo, wskoczyć do ukrycia, do budynku czy ziemianki, to bezzałogowiec tego nie potrafi, a więc straty ponoszone od latających dronów są dużo większe niż w przypadku żywych żołnierzy. W dodatku pole widzenia kamery jest bardzo ograniczone. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nasze oczy potrafią widzieć  tak wiele jednocześnie. Prawidłowe pole widzenia obuocznego jest szerokie i wynosi około 180°–200° w poziomie oraz ok. 130°–135° w pionie. Kluczowe jest rozróżnienie na ostre widzenie centralne (mały kąt) i peryferyjne (szerokie, słabsze widzenie). Widzenie peryferyjne powoduje jednak, że coś zwraca naszą uwagę i odwracamy głowę, by się temu lepiej przyjrzeć. Kamera robota tego nie potrafi, jej pole widzenia jest dużo mniejsze, trudniej jest więc robotowi obserwować pole walki i reagować na zagrożenia. Człowiek ma też inne zmysły, ma na przykład słuch pozwalający na szybkie wykrycie niebezpieczeństwa.

Ljut (ukr. „Furia”) firmy UGV Robotics to ukraiński, zrobotyzowany bezzałogowy pojazd naziemny (UGV) klasy miniczołg, zaprojektowany do zadań bojowych i wsparcia
Ljut (ukr. „Furia”) firmy UGV Robotics to ukraiński, zrobotyzowany bezzałogowy pojazd naziemny (UGV) klasy miniczołg, zaprojektowany do zadań bojowych i wsparcia

Dlatego jeśli chodzi o zajęcie terenu i jego kontrolowanie, to bezzałogowe pojazdy lądowe wciąż znacznie ustępują żywemu człowiekowi i właściwie nie są w stanie zastąpić piechoty w jej normalnej aktywności. Ale mogą one być bardzo skuteczne jako mobilne środki ogniowe traktowane jako wsparcie piechoty. Takie roboty znaczącą potęgują siłę ognia „biopiechoty”, a przy tym strzelający robot nie zdradza położenia żołnierza. Potęguję więc siłę oddziaływania ogniowego, ale jednocześnie zmniejsza poziom narażenia na wykrycie i ostrzał żywych żołnierzy prowadzących o wiele skuteczniejszą obserwację, potrafiący się szybko ukryć w bezpieczne miejsce.

Dlatego to, co można uznać za nieodległą przyszłość, to mieszane ugrupowania piechoty „żywej” i „mechanicznej”, gdzie roboty lądowe udzielą żołnierzom skutecznego wsparcia, ale też ułatwią prowadzenie rozpoznania i sprawdzą przejścia dla ludzi pod kątem ich zaminowania i innych pułapek. Z kolei inne roboty pomogą tę piechotę zaopatrywać, a jeszcze inne będą pomagać w ewakuacji medycznej.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

W Ukrainie zaczęto stosować bezzałogowe pojazdy lądowe, które jednak nie robią jeszcze takiej furory jak te latające. Czy pozwolą one Ukrainie wygrać?

Większość ukraińskich robotów lądowych powstaje w ramach klastra technologicznego Brave1, który łączy prywatne firmy z potrzebami armii. Jednym z najpopularniejszych jest Bizon-L. Został on opracowany przez ukraińską firmę Bizon-Tech. W przypadku Ukrainy nie jesteśmy w stanie powiedzieć, gdzie mają one swoje siedziby. Nawet gdybyśmy wiedzieli, to ze względu na ich bezpieczeństwo nie powinniśmy o tym mówić. Bizon-L o modułowa platforma, która przeszła szybką ścieżkę certyfikacji Ministerstwa Obrony Ukrainy, aby trafić do masowej produkcji, i faktycznie jest produkowana masowo. Jest to gąsienicowy pojazd wielkości quada z ładownią pozwalającą na transport do 300 kg ładunku na odległość do 50 km z prędkością w granicach 15 km/h. Oczywiście jest sterowany drogą radiową, ale ma aż sześć różnych kanałów łączności, w tym przez LTE (skrót od Long Term Evolution) czyli standard bezprzewodowego przesyłania danych, który potocznie nazywamy siecią 4G. Jest to więc internet mobilny, pod warunkiem że istnieje zasięg w rejonie przyfrontowym, bowiem Bizon-L jest głównie używany do zaopatrywania wojsk.

 

Możliwa jest też łączność satelitarna przez Starlink, a także zwykły kanał Wi-Fi, jeśli jest dostępny. Oczywiście w sprzyjających okolicznościach można go sterować drogą radiową. Zastosowanie bezzałogowych pojazdów lądowych do zaopatrywania wojsk, ma w tej chwili największy sens w Ukrainie. Ze względu na bardzo wielkie niebezpieczeństwo ataków dronowych, strefa od przedniego skraju własnych wojsk do około 5 km to rejon, gdzie każde odstępstwo od ścisłych zasad poruszania się po polu walki to niemal pewna śmierć. Tu można się poruszać jedynie na pieszo, pojedynczymi żołnierzami (nie wolno się grupować), skacząc od ukrycia do ukrycia. Oczywiście o żadnych pojazdach w tej strefie za wyjątkiem dobrze osłanianych pojazdach pancernych (czołgi) które też nie przebywają w niej cały czas, mowy być nie może. Dalej w kolejnej strefie, według opowieści żołnierzy ukraińskich, od 5 do 10 km szanse na trafienie przez drona w przypadku zbyt długiego przebywania na odkrytym terenie, są ok. 75 %, po czym stopniowo spadają do ok. 50 % w strefie do 15 km. Właśnie na taką odległość mogą podjeżdżać ciężarówki z zaopatrzeniem, nie bliżej niż 12-15 km. Najlepiej oczywiście nocą. Powinny być szybko rozładowane i wrócić poza strefę rażenia, tak ze 20-25 km od linii frontu. Gdzie najlepiej też ich nie eksponować.

Uniwersalny bezzałogowy pojazd logistyczny . Milrem Robotics THeMIS produkcji estońskiej o nośności 750 kg ładunku.
Uniwersalny bezzałogowy pojazd logistyczny . Milrem Robotics THeMIS produkcji estońskiej o nośności 750 kg ładunku.

Dlatego właśnie te ostatnie 15 km żołnierze muszą nosić całe zaopatrzenie na plecach. Ile może udźwignąć na raz żołnierz mający już broń, kamizelkę i hełm? Nie więcej niż 10 kg, może 15 kg. W dodatku żołnierze noszący zaopatrzenie na pierwszą linię jak mrówki, są bardzo narażeni na ataki dronów rosyjskich. Ponoszą oni nie mniejsze straty niż walczący na pierwszej linii. Dlatego zastępowanie ich bezzałogowymi pojazdami lądowymi ma wielkie znaczenie dla funkcjonowania zaopatrzenia w Ukrainie. Po pierwsze dlatego, że jeden pojazd zabiera tyle zaopatrzenia co 20-30 żołnierzy, a po drugie – jeśli nawet zostanie trafiony, to nikt nie ginie.

 

Lżejszy ale popularniejszy bezzałogowy pojazd zaopatrzenia Bizon-L produkcji ukraińskiej.
Lżejszy ale popularniejszy bezzałogowy pojazd zaopatrzenia Bizon-L produkcji ukraińskiej.

Pionierem wykorzystania bezzałogowych pojazdów do zaopatrywania wojsk była 3. Brygada Szturmowa SZ Ukrainy, a w marcu 2026 r. w brygadzie pojazdy bezzałogowe przewoziły nawet do 40 ton zaopatrzenia na pierwszą linię tygodniowo. Dzięki temu brygada w znaczący sposób ograniczyła swoje straty osobowe. Poza wspomnianymi tu pojazdów Bizon-L, w brygadzie stosowane są też inne bezzałogowe pojazdy lądowe, np. Milrem Robotics THeMIS (produkcji estońskiej). Jest to pojazd posiadający napęd hybrydowy (silnik diesla i generator elektryczny) i jest zdecydowanie większy od Bizona-L, może nominalnie zabrać 750 kg ładunku, ale bywa że ładuje się na niego nawet 1200 kg. Ma też własny karabin maszynowy do samoobrony.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Z wielką radością ogłaszamy nadchodzącą, siódmą edycję naszego flagowego wydarzenia.

VII Śląskie Dni Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego odbędą się w dniach 15-16 czerwca 2026 roku w przestrzeni Międzynarodowego Centrum Kongresowego (MCK) w Katowicach.

 

Tegoroczna edycja stanowi naturalną ewolucję znanego i cenionego w branży cyklu „Śląskie Dni Lotnictwa i Dronów”. Nowa, rozszerzona formuła wydarzenia jest bezpośrednią odpowiedzią na dynamiczne zmiany rynkowe oraz rosnące znaczenie synergii pomiędzy sektorem cywilnym, obronnym i kosmicznym.

 

W tym roku robimy krok dalej. Wydarzenie odbywa się jako impreza towarzysząca CYBERSEC EXPO & FORUM 2026. Ta strategiczna współpraca pozwoli nam na unikalne połączenie tematów z zakresu inżynierii lotniczej z kluczowymi zagadnieniami bezpieczeństwa cyfrowego. W dobie upowszechnienia systemów bezzałogowych (UAV) oraz technologii satelitarnych, cyberbezpieczeństwo staje się fundamentem nowoczesnego lotnictwa.

Agenda wydarzenia: 

DZIEŃ PIERWSZY – 15 czerwca 2026

Panel I: Czy polski przemysł obronny może skutecznie współpracować z przemysłem cywilnym, aby zapewnić  dostawy dla Sił Zbrojnych RP?

Panel II: Czego chce wojsko, perspektywa klienta.

Panel III: Czy Śląsk zostanie zagłębiem przemysłu obronnego i lotniczego?

Panel IV: Przemysł kosmiczny – wschodząca gwiazda polskiego sektora dual-use.

Panel V: Dual-use w praktyce, jak wykorzystać doświadczenia przemysłu i gospodarki cywilnej na rzecz obronności? Jak finansować dual-use, inwestycje?

 

DZIEŃ DRUGI – 16 czerwca 2026

Panel VI: Przemysł dronowy w Polsce – czy Śląsk ma szansę na bycie liderem? Czy możliwa jest współpraca ogólnopolska i europejska oraz wspólne projekty?

Panel VII: Jak zwalczać drony? Systemy antydronowe i ich rozwój.

Panel VIII: Innowacje. Digitalizacja, sztuczna inteligencja, cyberbezpieczeństwo.

13:00 – Zakończenie konferencji

 

Naszą misją jest tworzenie warunków trwałej współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami a sferą B+R. Wierzymy, że wspólnymi siłami jako Śląski Klaster Lotniczy, możemy działać lepiej, szybciej i efektywniej.

 

To wydarzenie to nie tylko panele dyskusyjne, to przede wszystkim przestrzeń do budowania partnerstw handlowych i strategicznych, które realnie zwiększają konkurencyjność polskiego lotnictwa na arenie międzynarodowej.

 

Zapraszamy wszystkich przedstawicieli branży, naukowców oraz pasjonatów technologii do udziału w tym wyjątkowym przedsięwzięciu.

Rejestracja oraz szczegółowy program wydarzenia dostępne są pod poniższym linkiem:

https://7slaskiedni.aerosilesia.eu

 

Szczegóły dotyczące poszczególnych paneli będą pojawiać się sukcesywnie na naszych profilach w mediach społecznościowych oraz na stronie internetowej Śląskiego Klastra Lotniczego.

 

Dofinansowano ze środków z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego.

Już teraz zapisz się
do naszego newslettera

Bądź na bieżąco z nowościami