Ukraiński dron dalekiego zasięgu An-196 Liutij – nowe narzędzie do głębokich ataków na Rosję

×
Ułatwienia dostępu
Rozmiar czcionki +-RESET
Kontrast / Kolory Ciemny Jasny MonoKontrast RESET

Rosja jest nadal skutecznie atakowana przez ukraińskie bezpilotowce dalekiego zasięgu. Niszczone są obiekty mające znaczenie wojskowe lub ważne z punktu widzenia funkcjonowania rosyjskiego państwa.

Od pewnego czasu najczęściej używanym aparatem dalekiego zasięgu jest An-196 Liutyj (wściekły, furia). Prace nad tego typu aparatem zostały podjęte przez jedno z biur konstrukcyjnych zrzeszonych w ukraińskim państwowym konsorcjum Ukrobronprom i była to odpowiedź na stosowanie przez Rosjan tanich aparatów uderzeniowych rodziny Shahed produkcji irańskiej. Początkowo Rosjanie używali aparatów dostarczonych bezpośrednio z Iranu, ale bardzo szybko podjęli ich produkcję seryjną u siebie pod nazwą Gerań. Powstała też zubożona wersja Gerbera, bez głowicy bojowej i z prostszym systemem nawigacyjnym, która ma ściągać na siebie wysiłki obrony przeciwlotniczej przeciwnika, torując drogę właściwym dronom.
Tymczasem aparat uderzeniowy Liutyj powstał dość szybko, bowiem za podstawę wzięto aparat rozpoznawczy An-BK-1 Gorlica. Ma on skrzydło proste z krótkim kadłubem głównym i śmigłem pchającym napędzanym silnikiem tłokowym umieszczonym z tyłu kadłuba bezpośrednio za skrzydłem. Usterzenie w kształcie odwróconej litery „V” (motylkowe, odwrotne) umieszczono za skrzydłami, zawieszone na dwóch belkach ogonowych wychodzących ze skrzydeł. Aparat ma stałe podwozie. Został on po raz pierwszy oblatany 22 października 2022 r., ale jego dopracowywanie trwało bardzo długo. Szczególnie dlatego, że wojsko nie było specjalnie zainteresowane tym aparatem, mając podobne, nieco większe TB-2 Bayraktar, które w pierwszym roku wojny odnosiły spore sukcesy prowadząc rozpoznanie ugrupowania wojsk rosyjskich, kierując ogniem artylerii i wykonując ataki na rosyjskie wojska uzbrojeniem kierowanym.

Aparat rozpoznawczy An BK-1 Gorlica, z którego wywodzi się bezpilotowiec szturmowy An-196 Liutij
Aparat rozpoznawczy An BK-1 Gorlica, z którego wywodzi się bezpilotowiec szturmowy An-196 Liutij

Później jednak zdecydowano, że ten aparat o długości 4,4 m, rozpiętości skrzydeł 6,7 m, masie startowej w zakresie 250-300 kg, jest wystarczająco tani w produkcji, że można używać go jako jednorazowy aparat szturmowy, zwany potocznie „dronem kamikaze”, który przenosi głowicę bojową o masie do 70 kg, z czego ponad 40 kg może stanowić materiał wybuchowy. W ten sposób aparat miał siłę rażenia 100-kilogramowej bomby lotniczej. Dzięki temu, że miał teraz lecieć w jedną stronę na wysokości 2000-4000 m (maksymalnie do 5000 m), dzięki czemu lecąc z prędkością 180-220 km/h uzyskiwał on zasięg nawet do 1000 km. Cały aparat wykonano z jak najtańszych materiałów, ale lekkich i dysponujących odpowiednią wytrzymałością. Głównie wykonano go z użyciem włókna szklanego wzmocnionego metalową siatką z użyciem głowicy epoksydowej, ale niektóre elementy wykonano po prostu ze wzmocnionej wręgami sklejki. Napęd aparatu stanowi kopia niemieckiego silnika tłokowego Hirth F-23 o mocy 50 KM.

Aparat Liutij w hangarze, widać jego wielkość w porównaniu z człowiekiem
Aparat Liutij w hangarze, widać jego wielkość w porównaniu z człowiekiem

Najdroższym elementem jest, poza samą głowicą bojową, układ nawigacyjny złożony z bezwładnościowego układu nawigacyjnego oraz odpornego na zakłócenia odbiornika GPS, a także procesora zliczającego drogę. Drugim elementem systemu awioniki jest dość prosty autopilot, który korzysta też z pomiaru prędkości i wysokości za pomocą przelicznika danych aerodynamicznych, dlatego aparat ma dyszę do pomiaru ciśnień powietrza oraz dajnik kątów natarcia. Mimo tego wyposażenia, cały aparat kosztuje tylko 200 000 dolarów, co pozwala na jego relatywnie masową produkcję. Teraz, kiedy została ona rozwinięta, cena jeszcze bardziej spadła. Za profesjonalny pocisk skrzydlaty o podobnym zasięgu trzeba zapłacić co najmniej dziesięć razy tyle. Co prawda profesjonalny pocisk skrzydlaty ma większą szansę na przeniknięcie systemu obrony powietrznej, ale koszt drona jest wystarczająco niski, by uzyskać za te same pieniądze większy efekt.

An-196 Liutij przygotowany do startu w nocy, za chwilę wyruszy w jedyną swoją podróż do rosyjskiego celu.
An-196 Liutij przygotowany do startu w nocy, za chwilę wyruszy w jedyną swoją podróż do rosyjskiego celu.

Pierwsze bojowe użycie aparatów An-196 Liutij miało miejsce 28 sierpnia 2023 r., a celem była baza morska w Pierewalnym. Po serii ataków na cele na Krymie, przyszła kolej na dalej położone cele w Rosji. W ciągu 2024 r. Liutij atakowały już wszelkie obiekty w Rosji, w tym głównie rafinerie ropy naftowej i składy paliw, odnosząc spore sukcesy. Aparat ma małe echo radarowe, w związku z czym jego zestrzelenia trafiają się  dość rzadko, częściej zakłócany jest ich system nawigacyjny. W 2025 r. Liutij ponownie wykonywały wiele ataków, a ostatni miał miejsce kilka dni temu, kiedy to zaatakowano Zakłady Radiowe „Signał” w Stawropolu (Kraj Stawropolski), który produkuje sprzęt walki radioelektronicznej i radary oraz inne wyposażenie radiotechniczne dla wojsk rosyjskich.

 

Zdjęcie aparatu An-196 Liutij lecącego do celu gdzieś na terenie Rosji.
Zdjęcie aparatu An-196 Liutij lecącego do celu gdzieś na terenie Rosji.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Obecnie różnorodne komercyjne bezpilotowe aparaty latające lub budowane specjalnie na zamówienie jednostek wojskowych, ale z wykorzystaniem komercyjnie pozyskiwanych części (takie właśnie stanowią większość) są bardzo ważnym środkiem obserwacji pola walki, rozpoznania bliskiego zaplecza i korygowania ognia artylerii, ale też do wykonywania ataków na wroga, czy to jako tzw. bombodrony, czy w formie amunicji krążącej – przeważnie typu FPV, stanowią niezwykle istotny środek prowadzenia walki.

Rola, jaką aparaty bezpilotowe odgrywają na polu walki w Ukrainie, jest nie do przecenienia. To one stanowią niemal jedyny środek obserwacji pola walki i korygowania ognia artylerii. Są też głównym środkiem rozpoznania taktycznego, uzupełnione przez rozpoznanie radioelektroniczne. Ani Ukraina, ani Rosja nie wykorzystują samolotów do rozpoznania powietrznego z penetracją terenu przeciwnika.

Naszywka Wojsk Systemów Bezpilotowych Ukrainy.
Naszywka Wojsk Systemów Bezpilotowych Ukrainy.

Do rozpoznania taktycznego ukraińskie wojska używają trzech typów aparatów typu samolotowego, mniejszych Leleka-100 o rozpiętości skrzydeł 1,95 m i długotrwałości lotu 1,5 godziny, masa 5 kg, Spectator o rozpiętości skrzydeł 3 m i długotrwałości lotu 3 godziny i masie 6 kg i Punisher o rozpiętości skrzydeł 2,92 m, masie 7,5 kg i długotrwałości lotu 2 godziny (z uzbrojeniem w postaci bomby 2,5 kg). Wszystkie mają taktyczny promień działania do 35 km, najczęściej przy wykorzystaniu drona-retranslatora (tzw. pszczoła-matka, w nawiązaniu do nazwy dron, co po angielsku znaczy truteń).

Operator drona klasy FPV – zdjęcie z ćwiczeń.
Operator drona klasy FPV – zdjęcie z ćwiczeń.

Jako drony uderzeniowe są używane jednorazowe aparaty uderzeniowe klasy FPV, dzienne (ze zwykłą kamerą telewizyjną) i nocne (z kamerą termowizyjną), przy czym te nowsze są sterowane kablami światłowodowymi. Technika sterowania FPV polega na założeniu przez operatora specjalnych okularów, w których ma taki widok, jakby siedział w samym bezpilotowcu. Szybkie drony FPV są najpopularniejszym środkiem uderzeniowym. Najczęściej są one składane w samych jednostkach dronowych z kupowanych komercyjnie części, według własnego przemysłu, ale istnieje w Ukrainie bardzo dużo firm, które je produkują masowo, dosłownie milionami w skali roku (łączna ukraińska produkcja). Są one kupowane albo centralnie, gdzie dowództwo przydziela jednostkom według systemu punktacji, o którym pisaliśmy w części pierwszej, ale też organizowane są zbiórki pieniędzy na zakup dronów (kupuje się gotowe od własnego przemysłu, albo komercyjne części, z których są składane aparaty według własnych pomysłów). Do ataków na większą niż 15 km głębokość używa się importowanych aparatów produkcji polskiej WB Electronics Warmate czy amerykańskich Switchblade 600.

Mjr Robert „Madziar” Browdi, szef Wojsk Systemów Bezpilotowych Ukrainy.
Mjr Robert „Madziar” Browdi, szef Wojsk Systemów Bezpilotowych Ukrainy.

Jako tzw. ciężkich bombodronów używa się oktokopterów o masie do 40-70 kg produkowanych przez ukraiński przemysł, częściowo z części wytwarzanych na miejscu, a częściowo z kupowanych komercyjnie (ogólnodostępnych do zakupu). Najpopularniejsze to Vampire, Każan czy R18. Mają one udźwig uzbrojenia od 15 kg do 25 kg i najczęściej są to pociski moździerzowe kal. 82 mm lub 120 mm, w liczbie od 2 do 6. Często mają one kamery termowizyjne, co pozwala im operować w nocy.
Początkowo oddziały „droniarzy” były formowane oddolnie, a później usankcjonowano ich powstawanie, tworząc plutony dronowe w batalionie piechoty i kompanię w brygadzie. Dziś niemal każda brygada piechoty (zmechanizowana, zmotoryzowana, powietrzno-szturmowa) ma własny batalion dronowy, z kompanią rozpoznawczą, dwoma kompaniami dronów FPV i kompanią „bombodronów”. Operatorom zostawia się dużo swobody jeśli chodzi o wybór ich stanowiska kierowania, bowiem oni wiedzą najlepiej gdzie je ulokować i jak często zmieniać stanowiska.

Zimowe ćwiczenia ukraińskich operatorów dronów w 190. Ośrodku Szkolenia Wojsk Systemów Bezpilotowych Ukrainy.
Zimowe ćwiczenia ukraińskich operatorów dronów w 190. Ośrodku Szkolenia Wojsk Systemów Bezpilotowych Ukrainy.

Obecnie w Wojskach Systemów Bezpilotowych Ukrainy są dwie brygady, 9. Brygada Systemów Bezpilotowych oraz 59. Brygada Szturmowa im. Jakowa Gandziuka, dwa samodzielne pułki: 14, Pułk Systemów Bezpilotowych oraz 412. Pułk Systemów Bezpilotowych „Nemesis”, trzy samodzielne bataliony: Batalion Latające Czaszki, 413. Batalion Systemów Bezpilotowych „Rejd” i 424. Batalion Systemów Bezpilotowych „Swarog”. Pułki mają po trzy bataliony systemów bezpilotowych, a brygady 4-5 batalionów. Poza Wojskami Systemów Bezpilotowych, w Piechocie Morskiej jest 414. Brygada Systemów Bezpilotowych „Ptaki Madziara” i jeden samodzielny batalion. W Siłach Powietrznych jest natomiast 383. Brygada Systemów Bezpilotowych odpowiadających za dalekie rozpoznanie z pomocą aparatów Bayraktar TB-2 oraz prowadząca ataki na teren Rosji za pomocą aparatów dalekiego zasięgu. Obecnie na czele wojsk dronowych Ukrainy sto doświadczony operator bezpilotowców mjr „Madziar” Browdi. Oddziały i samodzielne pododdziały dronowe są rzucane na główne kierunki walk, by dać lokalnym dowódcą dodatkową siłę ogniową.

Duże bombodrony są w Ukrainie nazywane nieoficjalnie „baba jaga”.
Duże bombodrony są w Ukrainie nazywane nieoficjalnie „baba jaga”.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

W imieniu BCU SkyPort zwracamy się z uprzejmą prośbą o wypełnienie krótkiej, anonimowej ankiety dotyczącej potrzeb pracodawców w zakresie obsługi portów i terminali lotniczych oraz lotniskowych służb operacyjnych.

Chcemy lepiej zrozumieć oczekiwania rynku pracy i dostosować programy edukacyjne tak, aby młodzież i studenci byli jeszcze lepiej przygotowani do podjęcia zatrudnienia w branży lotniczej.

Jak to zrobić?

Prosimy zeskanować kody QR znajdujące się poniżej.

Z góry dziękujemy za poświęcony czas.

ANKIETA DLA PRACODAWCÓW
ANKIETA DLA PRACODAWCÓW

 

 

BADANIA ANKIETOWE PRACODAWCÓW, ADRESAT ANKIETY , DZIAŁY HR
BADANIA ANKIETOWE PRACODAWCÓW, ADRESAT ANKIETY , DZIAŁY HR

 

Problem zwalczania małych bezpilotowych aparatów latających zaczyna być coraz bardziej poważny, jako że bezpilotowce w wojnie ukraińsko-rosyjskiej odpowiadają obecnie (dane za maj 2025 r.) za ponad 49 % strat osobowych, podczas gdy artyleria zadaje nieco ponad 20 %, a broń strzelecka – nieco ponad 15 %. Reszta strat bojowych to ogień czołgów, miny i inne.

Zwalczanie wszystkich małych dronów nie jest właściwie możliwe, dlatego tak ważna jest ochrona bierna: maskowanie, lisie nory, siatki antydronowe. Właściwie główną bronią do zwalczania małych dronów jest tzw. shotgun, czyli powtarzalna broń strzelająca śrutem. Strzał w stronę małego drona powoduje „sianie” małymi kulkami śrutu w pewnym promieniu, przez co szansa na jego trafienie jest bardzo duża. Oczywiście dla zestrzelenia drona wprawny strzelec musi oddać kilka strzałów, a nawet to nie gwarantuje trafienia.

Operator z małym dronem Mołot, który ma układ samonaprowadzania się na cel i może niszczyć też małe drony typu quadrocopter
Operator z małym dronem Mołot, który ma układ samonaprowadzania się na cel i może niszczyć też małe drony typu quadrocopter

Są jednak miejsca w ugrupowaniu wojsk, które muszą być szczególnie bronione. Na przykład stanowiska dowodzenia, batalionów, pułków, brygad, ale także składy amunicji w promieniu zasięgu małych dronów czyli na głębokość do 15 km. Właśnie do tego celu firma Nowa Labs ulokowana w Moskwie opracowała specjalny aparat Mołot. Sam dron waży 3,2 kg z kontenerem transportowym i 2,6 kg sam aparat. Ma napęd elektryczny i bardzo prostą, tanią głowicę pracującą w podczerwieni pozwalającą na samonaprowadzanie się na cel. Jego wadą jest niewielki zasięg, drony typu samolotowego o rozpiętości skrzydeł 2 m mogą być zwalczane z odległości 500 m na wysokości do 200 m. Natomiast promień działania w zwalczania małych aparatów quadrocopter o średnicy ramion 30-70 cm (Mavic, Autel, DJI Phantom) wynosi 200 m na wysokości do 200 m. Aparat Mołot jest w stanie rozwinąć prędkość do 215 km/h  (60 m/s) po rozpędzeniu się. Jego główną wadą jest mały zasięg. Jednakże rekompensuje to bardzo mała cena, choć i tak można kupować go w ilościach wystarczających do ochrony najważniejszych obiektów pola walki.
Z kolei rosyjska firma OOO „Red Line” z Moskwy zaproponowała inne rozwiązanie. Opracowano tu drona Wogan-9SP, który wszedł do uzbrojenia pomocniczych jednostek przeciwlotniczych obrony ważnych obiektów w Rosji, do obrony przed dronami dalekiego zasięgu. Ukraińskie aparaty dalekiego zasięgu typu samolotowego systematycznie atakują ważne rosyjskie obiekty, w tym lotniska, rafinerie ropy naftowej, zakłady przemysłu zbrojeniowego, itp. Nie wszystkich da się bronić metodami tradycyjnymi, ponieważ ilość dostępnych systemów przeciwlotniczych jest dalece niewystarczająca. Ponadto koszt popularnej rakiety przeciwlotniczej małego zasięgu 57E36 kompleksu 96K6 Pancyr-S1 to ponad sto tysięcy dolarów, choć oczywiście Pancyr może też zwalczać nadlatujące aparaty ogniem z działek. Nie ma jednak ani odpowiedniej ilości tych kosztownych systemów, ani wyszkolonych ich operatorów, więc większość z nich broni albo Moskwy, albo wojsk w strefie działań bojowych w Ukrainie. Zaproponowany aparat Wogan-9SP obecnie jest kierowany radiokomendowo, na podstawie obrazu przesyłanego z kamery aparatu do operatora. W takiej postaci aparat przechodził próby w sierpniu 2024 r. Z operatorem współpracuje niewielka stacja radiolokacyjna ostrzegająca przed nadlatującymi aparatami bezpilotowymi wroga. Docelowo operator ma mieć do dyspozycji podświetlacz laserowy umożliwiający wskazanie celu światłem lasera, a Wogan-9SP ma się na niego naprowadzać półaktywnie, prowadzi się też prace nad automatycznym wypracowaniem komend kierowania przez współpracującą małą stację radiolokacyjną, operator jedynie uaktywniał by głowicę bojową Wogana. Zasięg Wogan-9SP sięga 5-7 km na wysokości do 3000-3500 m, jest więc on całkiem zadowalający do zestrzeliwania dronów dalekiego zasięgu przed trafieniem w cel. Start niewielkiego drona przechwytującego następuje z niewielkiej wyrzutni, dalej Wogan-9SP leci napędzany czterema silniczkami elektrycznymi, osiągając prędkość do 200 km/h (docelowo ma rozwijać 250 km/h).

Aparat Wogan-9SP na rysunku z folderu reklamowego firmy OOO „Red Line” z Moskwy
Aparat Wogan-9SP na rysunku z folderu reklamowego firmy OOO „Red Line” z Moskwy

Opracowano też inne konstrukcję relatywnie prostych i tanich dronów przechwytujących. Jest to przypuszczalnie sposób na zwalczanie bezpilotowców przeciwnika bardzo niewielkim kosztem, bowiem obecnie główną masowo stosowanych dronów w wojnie ukraińskiej jest ich bardzo niewielki koszt, co właśnie pozwala na tak bardzo masowe ich stosowanie.

Bezpilotowy aparat przechwytujący Wogan-9SP prezentowany na wystawie w Sankt Petersburgu.
Bezpilotowy aparat przechwytujący Wogan-9SP prezentowany na wystawie w Sankt Petersburgu.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Nowy szef ukraińskich Wojsk Bezpilotowych Systemów Latających, mjr Robert „Madziar” Browdi, opracował specjalną tabelę oceny operatorów dronów, która motywuje jednostki dronowe.

Mjr Robert „Madziar” Browdi, szef Wojsk Bezpilotowych Systemów Latających Ukrainy.
Mjr Robert „Madziar” Browdi, szef Wojsk Bezpilotowych Systemów Latających Ukrainy.

Mjr Robert „Madziar” Browdi był przed wojną ekonomistą, który ukończył Uniwersytet Użgorodzki w Użgorodzie, czyli mieście z którego pochodził, na południowym Zakarpaciu. Wywodzący się z węgierskiej mniejszości w Ukrainie „Madziar”, jaki pseudonim sobie obrał, był przed wojną niezwykle skutecznym biznesmenem działającym w branży budowlanej, a następnie rolnej – zajmował się eksportem zboża. 7 lutego 2022 r., w obliczu rosyjskiej agresji, wstąpił do Wojsk Obrony Terytorialnej, zostając dowódcą plutonu w 206. Batalionie OT wystawionym przez 241. Brygadę OT (kijowską). Sam batalion jednak włączono w skład 28. Brygady Zmechanizowanej im. Ricarow Zimowogo Pochodu. Jako dowódca plutonu piechoty walczył pod Kijowem, w Buczy i Irpieniu. W tym czasie zaczął on myśleć, że można zrobić więcej wykorzystując drony. Ukraińskie wojska samorzutnie zaczęły kupować na Aliexpress relatywnie tanie drony DJI Mavic, które używano do rozpoznania i obserwacji pola walki, a nawet do korygowania ognia artylerii. „Madziar” za zgodą dowództwa sformował grupę wyposażoną nie tylko w drony rozpoznawcze, ale też w tzw. bombodrony, zrzucające ładunki bojowe na wojska przeciwnika. Tak powstała Grupa „Ptaki Madziara”. W czasie walk o Bachmut od grudnia 2022 r. grupa ta stała się bardzo popularna, a sam Robert Browdi awansował na kolejne stopnie wojskowe, a grupa w 2023 r. stała się kompanią systemów bezpilotowych. Kiedy jego grupę przekształcono w 414. Batalion Powietrznych Systemów Bezpilotowych w styczniu 2024 r., „Madziar” był już kapitanem. W czerwcu 2024 r. batalion rozwinięto w 414. Pułk Powietrznych Bezpilotowych Systemów Latających, a w grudniu 2024 r. pułk przeformowano w brygadę dowodzoną przez mjra Browdi. W 2025 r., wyróżniony najwyższym odznaczeniem Bohatera Ukrainy, mjr Browdi został wyznaczony na szefa Wojsk Bezpilotowych Systemów Latających Ukrainy, którą funkcję pełni do dziś.

Prosty jednorazowy dron typu FPV czyli sterowany przez specjalne okulary „First Person View”, widoczne „wąsy” to czujniki zapalnika.
Prosty jednorazowy dron typu FPV czyli sterowany przez specjalne okulary „First Person View”, widoczne „wąsy” to czujniki zapalnika.

Na tym stanowisku opracował on tabelę w myśl której oceniani są operatorzy dronów z poszczególnych jednostek, a suma tych punktów to ocena całej jednostki. W ten sposób układany jest ranking jednostek pod względem efektywności, dzięki czemu wiadomo, które jednostki trzeba kierować do walki na głównych kierunkach, a które na mniej wymagających. Oczywiście operatorzy z największą liczbą punktów otrzymują premie i awanse, a ponadto mogą być skierowani do służby w ośrodkach szkolenia by przekazać swoje umiejętności innym, co zwiększa ich szanse na przetrwanie. Co najważniejsze z punktu widzenia dowódców jednostek, punkty wymienia się na drony, kupowane w centralnym systemie pozyskiwania bezpilotowców. Im więcej punktów, tym można dostać lepsze aparaty bezpilotowe, które kosztują więcej punktów, można też mieć ich więcej. Dodatkowo poszczególne brygady, pułki i bataliony organizują zbiórki publiczne, za które sami kupują sobie odpowiednie systemy bezpośrednio od firm które je produkują, albo kupują części, z których warsztaty jednostek sami składają sobie odpowiednie aparaty, według własnego pomysłu.

Dron bojowy Saker Hunter zrzucający ładunki na przeciwnika.
Dron bojowy Saker Hunter zrzucający ładunki na przeciwnika.

Sama tabela motywacji też jest bardzo ciekawa. Najwyżej punktowane są trafienia w operatorów dronów. Dlaczego? Ponieważ drony FPV stały się głównym środkiem uderzeniowym w Ukrainie. Odpowiadają one za 49 % strat osobowych (straty za maj 2025 r.). Artyleria powoduje 13,6 % strat, broń strzelecka 11,5 %, broń na pojazdach pancernych (czołgi, bojowe wozy piechoty – też 11,5 % strat, miny – 6,2 %, bomby kierowane zrzucane z samolotów – 3,7 % strat, amunicja krążąca (głównie Lancety) – 3,3 % strat, inne środki bojowe – 1,2 %. Dlatego właśnie eliminowanie wyszkolonych operatorów dronów przeciwnika jest wysoko na liście priorytetów. Za zabicie operatora drona jest 25 punktów, a za zranienie (czasowa eliminacja) – 12 punktów. Na drugim miejscu są żołnierze, za zabicie każdego jest 12 punktów, a za zranienie 8. Za zniszczenie czołgu jest 8 punktów, a za uszkodzenie – 6. Za zniszczoną wieloprowadnicową wyrzutnię rakietową jest 10 punktów, a za uszkodzenie – 8. Za zniszczenie systemu obrony przeciwlotniczej jest 6 punktów, a za uszkodzenie – 4. Dalszych punktów nie ujawniono, ale widać z tego, jakie są priorytety ukraińskiego wojska.

 

Duży dron bojowy Vampire klasy „baba jaga”, jak nazywane są duże bombodrony zabierające kilka solidnych ładunków bojowych.
Duży dron bojowy Vampire klasy „baba jaga”, jak nazywane są duże bombodrony zabierające kilka solidnych ładunków bojowych.

Dla przykładu, dron FPV kosztuje 1,5 punkta, a nocny z kamerą termowizyjną – 4,5 punkta. Prosty obserwacyjny dron „Mołnia” (drony rozpoznawcze, poza obserwacją pola walki, dokumentują też ataki dronów uderzeniowych, a filmy z nich są podstawą do przyznawania punktów) – kosztuje 0,8 punktu. Dobry dron uderzeniowy „Saker Hunter” kosztuje 9,5 punktu, a duży bombodron „Vampire” – 43 punkty.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

 
Od wielu już miesięcy Ukraina zmaga się coraz większym napływem uderzeniowych bezpilotowych aparatów latających Gerań 2, czyli licencyjnych irańskich Shahed 136. Ich zwalczanie stało się poważnym problemem.

Rosjanie od ponad dwóch lat do atakowania Ukrainy stosują drony uderzeniowe dalekiego zasięgu. Początkowo w Iranie zakupiono drony Shahed 131 i 136 o zasięgu (odpowiednio) 800 km i ponad 2000 km. Pierwsze użycie Shahedów przeciwko Ukrainie miało miejsce 13 września 2022 r. Po kilkudziesięciu atakach z użyciem niewielkiej ilości sprowadzonych z Iranu dronów Shahed, podjęto ich licencyjną produkcję w Rosji pod nazwą (odpowiednio) Gerań 1 i Gerań 2. Jesienią 2024 r. zaczęto używać odrzutowych Shahedów 238 produkowanych w Rosji na licencji jako Gerań 3. Jednakże odrzutowych dronów produkuje się niewiele i zdecydowanie najpopularniejsze pozostają Geranie 2, czyli rosyjska odmiana Shaheda 136, nieco mniej używa się Gerani 1. Produkcją Gerani zajmuje się firma Ałabuga-Politech w miejście Jełabuga w Tatarstanie. Gerań 2 waży 220 kg i ma głowicę bojową o masie 70 kg, czyli porównywalną z ładunkiem amerykańskiej bomby SDB (Small-Diameter Bomb) o masie 118 kg. Rozpiętość skrzydeł sięga 3,5 m, zaś długość kadłuba – 2,6 m. Start drona odbywa się ze specjalnej wyrzutni, dlatego nie ma on podwozia.

Najgorsze jest to, że produkowany w Rosji Gerań 2 kosztuje około 25 000 dolarów za sztukę. Jak na sprzęt wojskowy jest to śmiesznie tanio. Dzięki temu można odpalać je tysiącami. Celność Gerani 2 nie jest jakoś szczególnie wielka, ale wystarczająca do porażenia celów takich jak podstacja elektryczna. Były one używane do atakowania obiektów związanych z energetyką, ale są też wykorzystywane do terroryzowania ludności poprzez ataki na dzielnice mieszkalne.
Ich zwalczanie rakietami przeciwlotniczymi, za wyjątkiem relatywnie tanich przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych mija się z celem, bowiem koszt każdej rakiety przeciwlotniczej jest wielokrotnie większy. Co ważniejsze jednak możliwości Ukrainy w zakresie pozyskiwania tych rakiet są ograniczone i z pewnością nie dorównują możliwością Rosjan produkcji i użycia tych tanich bezpilotowców.

Dron Gerań 2 sfotografowany w locie do celu nad Ukrainą.
Dron Gerań 2 sfotografowany w locie do celu nad Ukrainą.

Dlatego używano do ich zwalczania mobilnych grup uzbrojonych w najcięższe karabiny maszynowe kal. 12,7 mm, zamontowane na półciężarówkach terenowych. Obrona przeciwlotnicza sygnalizowała trasę drona poruszającego się z prędkością 185 km/h, a grupa zwalczająca cel potrafiła się przemieścić tak, by dron przelatywał w zasięgu ich ognia i zestrzelić go czy to z karabinu maszynowego, czy z przenośnego przeciwlotniczego karabinu maszynowego. Jednakże od jesieni 2024 r. Rosjanie zmienili taktykę i zaczęli wysyłać drony Gerań nie na małej wysokości (100-300 m), ale na średniej wysokości 3000-3500 m. Było to poza zasięgiem ognia tak karabinów, jak i tych zestawów rakietowych, pozostających w uzbrojeniutych grup. Do ich zwalczania wprzęgnięto więc śmigłowce szturmowe i transportowe (ze strzelcem pokładowym w drzwiach i samoloty myśliwskie, które niszczą je głównie ogniem z działek.

 

Jedne z nielicznych zdjęć przechwytujących bezpilotowców Strila (z lewej) i Buriewij z prawej.
Jedne z nielicznych zdjęć przechwytujących bezpilotowców Strila (z lewej) i Buriewij z prawej.

Ale znaleziono inne rozwiązanie. Ukraińcy zaczęli z powodzeniem stosować swoje drony przechwytujące do niszczenia nadlatujących rosyjskich dronów uderzeniowych typu Gerań. Jest to taka imitacja rakiety przeciwlotniczej, ma układ samonaprowadzania się na cel, ale jest dronem a nie rakietą, zbudowanym niemal tak jak prawdziwy pocisk przeciwlotniczy z własnym układem naprowadzania radiokomendowego. Ukraina używa dwóch bardzo podobnych dronów, Strila i Buriewij produkowane przez nową firmę WIY Drones, której lokalizacja jest utrzymywana w tajemnicy. Naprowadzanie dronów na cel wymaga pewnej wprawy operatora, mającego do dyspozycji kamerę na dronie oraz monitor, na podstawie którego kieruje elektrycznym pociskiem. Oba typy są niemal identyczne i mogą się wspiąć na wysokość do 5000 m, a czas lotu wynosi 15-20 minut, na tyle starcza bateria do silniczków elektrycznych. Podobno za pomocą dronów Strila i podobnych Buriewij zestrzelono już ponad sto dronów uderzeniowych Gerań 2. Najważniejsze jest jednak to, że podczas gdy pocisk do systemu Patriot kosztuje w zależności od wersji 2-3 miliony dolarów, to Strila nie kosztuje więcej niż 10 tysięcy dolarów, a może mniej. A przeciwko Geraniom jest również skuteczna, choć czasem na zestrzelenie jednego Gerania trzeba zużyć dwa trzy drony przechwytujące w kolejnych punktach obrony antydronowej. To bardzo ważne, bo Rosja śle na Ukrainę olbrzymie ilości owych tanich bezpilotowców uderzeniowych dalekiego zasięgu, nawet do 400 i więcej dziennie.
Co ciekawe, oba typy dronów nadają się też do zwalczania aparatów rozpoznawczych Orłan lub podobnych, a także amunicji krążącej Zala.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

1 czerwca 2025 r. Ukraina dokonała ataku na rosyjskie bombowce strategiczne z wykorzystaniem kombinacji bezpilotowych aparatów latających i technik dywersyjnych. Oficjalnie operację znaną jako „Pawutina” czyli sieć pająka przeprowadziło ukraińskie SB (Służba Bezpieczeństwa), ale nie jest wykluczone że to jednak robota wywiadu wojskowego GUR.

Operację tą przygotowywano podobno 18 miesięcy. Cel był nie byle jaki, bo kosztujące setki milionów dolarów bombowce strategiczne, której floty Rosja nie jest w stanie uzupełnić, bo samoloty te nie są produkowane od wielu lat. Wznowienie ich produkcji obecnie to niesamowicie kosztowne i trudne przedsięwzięcie. Poza rolą odstraszania jądrowego rosyjskie bombowce są używane do systematycznych ataków pociskami manewrującymi Ch-101 na Ukrainę. Część samolotów pozostaje przez określony czas, zwykle trzy tygodnie, w dyżurze z bronią jądrową w ramach gotowości bojowej sił strategicznych. Po zluzowaniu ich przez kolejną grupę bombowców, kilka z nich jest uzbrajanych w pociski skrzydlate z głowicami konwencjonalnymi Ch-101 i po otrzymaniu sygnału do ataku lecą odpalać podwieszone pociski nad Morzem Kaspijskim. Pociski po zrzucie rozkładają skrzydła, uruchamiają swoje silniki i samodzielnie lecą do celu w Ukrainie. Łącznie Rosja posiada 58 samolotów Tu-95MS i 16 nowszych Tu-160, A także 62 Tu-22M3, przeznaczone głównie do ataków jądrowych na Europę na wypadek wojny na poziomie strategicznym.

Ukraińska operacja specjalna była skierowana na cztery bazy lotnictwa strategicznego i na lotnisko z zakładami remontowymi zabezpieczającymi logistycznie samoloty strategiczne. Były to lotniska strategiczne: Olenia koło Murmańska, Diagiliewo po Riazaniem,  Biełaja pod Irkuckiem i leżąca przy granicy chińskiej baza Ukrainka. Piątym lotniskiem było Iwanowo, gdzie mieszczą się zakłady remontowe. Do Rosji przemycono części z których zmontowano pod Czelabińskiem około 120 dronów (Ukraina podaje dokładną liczbę jako 117). Były to popularne aparaty „Osa” firmy First Contact z Czernihowa o masie nieco ponad 5 kg, przenoszące ładunek użyteczny nieco ponad 3 kg. Ponieważ w jego skład wchodzi kamera, to na ładunek bojowy pozostaje ok. 2,5 kg. Zasięg tego drona to 8 km, ale mówimy o zasięgu łączności do sterowania metodą FPV, do czego ten aparat jest najczęściej stosowany. W przypadku lotu autonomicznego ten zasięg sięga 15 km.

Zdjęcie satelitarne pokazujące zniszczenia na lotnisku Biełaja  pod Irkuckiem.
Zdjęcie satelitarne pokazujące zniszczenia na lotnisku Biełaja pod Irkuckiem.

W dronie zastosowano popularnego autopilota ArduPilot (jest to komercyjna aplikacja kontrolująca systemy bezzałogowe) sprzężonego ze sztuczną inteligencją. W muzeum broni strategicznych w Potławie ćwiczono układ sztucznej inteligencji w wyszukiwaniu i atakowaniu bombowca Tu-22M3 i Tu-95. Kiedy wypracowany został odpowiedni algorytm, został on skopiowany do wszystkich użytych dronów. Ukraiński agent założył firmę transportową w Czelabińsku, gdzie na przedmieściach zmontowano specjalne domki kontenerowe, których dach był zdalnie otwierany. Pod dachem umieszczono 20-36 dronów w każdej ciężarówce. Kierowców wynajęto przez media społecznościowe płacąc im zaliczki na konto, co jest w Rosji normą w branży transportowej. Każdy z nich otrzymał zlecenie na transport ładunku do określonego miejsca po zadanej trasie. W pobliżu lotnisk każdy z kierowców otrzymał telefoniczne polecenie zatrzymania się na parkingu, wówczas dach się otwierał i startowały drony. Kierowcy, których Rosjanie oczywiście aresztowali, nie mieli pojęcia w czym uczestniczą, ani nie znali swojego zleceniodawcy. Właściwi organizatorzy nie zostali schwytani.
Podobno aparaty nie korzystały z GPS, ze wskazanego miejsca zatrzymania się (parking, stacja benzynowa) aparaty leciały według kursu i czasu oraz zliczenia drogi, a następnie po włączeniu kamery same poszukiwały sobie celów. Osy naprowadzały się na cele same i robiły to dość skutecznie.

Tak ułożono drony Osa pod dachem przewożonych kontenerów mieszkalnych.
Tak ułożono drony Osa pod dachem przewożonych kontenerów mieszkalnych.

Spośród czterech lotnisk operacyjnych, nie powiódł się atak na Ukrainkę i to z bardzo prozaicznej przyczyny – przed dojechaniem w pobliże bazy zapaliła się ciężarówka, a w wyniku pożaru doszło do wybuchów ładunków dronów. Za to pozostałe ataki powiodły się. Najmniej wiadomo o ataku na Iwanono, gdzie poważnie uszkodzono dwa samoloty dozoru radiolokacyjnego A-50. Zniszczono też na pewno 9 Tu-95MS i 4 Tu-22M3, a uszkodzono 6 Tu-95MS oraz 8 Tu-22M3. Ponadto zniszczeniu uległ samolot transportowy An-12 (w bazie Olenia). Trzeba przyjąć, że spośród maszyn uszkodzonych są takie, których nie da się lub nie będzie się opłacało naprawiać. Mowa o danych potwierdzonych ze zdjęć satelitarnych, bowiem Ukraina ogłosiła oficjalnie zniszczenie 41 dużych samolotów.
Strata 9 do 15 Tu-95MS spośród 58 maszyn, w tym zapewne ok. 40 w pełni sprawnych to uszczuplenie rosyjskiej floty bombowców strategicznych o jedną czwartą. Jest to poważny cios, który na Zachodzie wywołał obawy o możliwość użycia broni jądrowej przez Rosję, co oczywiście nie nastąpiło.

 

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Za nami szósta edycja Śląskich Dni Lotnictwa i Dronów!

Tegoroczna edycja Śląskich Dni Lotnictwa i Dronów dostarczyła uczestnikom mnóstwo inspiracji, praktycznej wiedzy i okazji do nawiązania cennych kontaktów. Wydarzenie odbyło się w wyjątkowej atmosferze, łącząc pasjonatów lotnictwa, dronów oraz nowych technologii.

W programie znalazło się 6 paneli tematycznych, w których udział wzięli eksperci z branży, przedstawiciele firm, instytucji naukowych oraz administracji. Panele obejmowały szeroki zakres zagadnień – od innowacji w lotnictwie, przez zastosowania dronów w różnych sektorach, po regulacje prawne i perspektywy rozwoju rynku.

Dla wszystkich, którzy nie mogli uczestniczyć osobiście, lub chcieliby ponownie zobaczyć wybrane fragmenty konferencji, mamy dobrą wiadomość – nagranie całego dnia jest już dostępne online. To świetna okazja, aby w swoim tempie przypomnieć sobie najciekawsze prelekcje i dyskusje.

Zobacz nagranie na YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=bILaqwV2nfY

Serdecznie dziękujemy wszystkim uczestnikom, prelegentom i partnerom wydarzenia za aktywny udział oraz wspólnie spędzony czas. Śląskie Dni Lotnictwa i Dronów po raz kolejny pokazały, jak dynamiczna i inspirująca jest branża lotnicza w naszym regionie.

6 Śląskie Dni Lotnictwa i Dronów to wydarzenie organizowane już po raz szósty a podjęte rozmowy i rozważania podczas poprzednich edycji dotyczące w głównej mierze przemysłu lotniczego (lotnictwo lekkie) oraz dronowego tym razem będą omawiane w kontekście nie tylko cywilnym ale i militarnym, a zaproszeni goście zaprezentują przemysł lotniczy i dronowy jako jedną z wiodących technologii dual use.

 

Tegoroczna będzie miała miejsce w Katowicach, w siedzibie BCU Skyport – Branżowego Centrum Umiejętności SKYPORT, czyli nowoczesnej placówce edukacyjnej, stworzona z myślą o przyszłości branży lotniczej.

 

Centrum to powstało we współpracy przedstawicieli świata nauki i składa się z trzech podmiotów:

Zakładu Doskonalenia Zawodowego w Katowicach – lidera.

Śląskiego Klastra Lotniczego – partnera biznesowego.

Politechniki Śląskiej Wydziału Transportu i Inżynierii Lotniczej – partnera naukowego.

 

Spotkanie, które będzie odbywać się w Katowicach, będzie okazją do zaprezentowania partnerom z kraju i zagranicy, polskich doświadczeń branży lotniczej stanowiących efekt współpracy środowiska przedsiębiorców, polskiej nauki oraz wsparcia otrzymywanego ze strony administracji publicznej, zarówno samorządu lokalnego jak też administracji centralnej i instytucji wspierających biznes i naukę.

 

Gość specjalny:
Konrad Gołota – Wiceminister Aktywów Państwowych ds. Przemysłu Obronnego
Godzina: 14:00/ Temat: Rozwój polskiego przemysłu obronnego

Serdecznie zapraszamy do rejestracji na wydarzenie:

Link do pobranie bezpłatnego biletu

Zobacz agendę tutaj

 

 

Serdecznie zapraszamy!

 

Opisaliśmy  już dwa małe rosyjskie taktyczne aparaty rozpoznawcze o masie do 15 kg i promieniu działania do 50 km, Zala T-16 i SKAT 350M. Uzupełnia je nieco większy aparat Granat-4 o masie startowej 30 kg i promieniu działania do 100 km. Od roku jest on pomyślnie używany na wojnie w Ukrainie.

Wojna w Ukrainie pokazała, że duże bezpilotowe aparaty latające nie mają szans na przetrwanie nad polem walki. Trzeba szukać rozwiązań o ograniczonej do ok. 50 kg masie, które byłyby w stanie prowadzić rozpoznanie i poszukiwanie celów w promieniu100-120 km od miejsca znajdowania się operatora czyli na głębokość ok. 90-100 km w ugrupowaniu nieprzyjaciela. Takie aparaty są zwykle związane z jednostkami artylerii o odpowiednim zasięgu (do 30 km – artyleria lufowa, do 50-70 km – wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe średniego zasięgu i do 100 km – wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe typu BM-30 Smiercz o zasięgu ognia do 70-90 km), a także z dowództwami brygad i pułków wojsk lądowych (aparaty o zasięgu do 100 km) czy batalionów wojsk lądowych (aparaty o zasięgu do 50 km), by pomóc im planować działania bojowe.

Małe bezpilotowe aparaty taktyczne (STUAV) są wystarczająco trudne do wykrycia, by ich zwalczanie przez wojska wroga było utrudnione, a jednocześnie muszą być na tyle tanie, by ich strata nie była trudna do uzupełnienia kolejnymi podobnymi systemami kupowanymi za niewielkie pieniądze. Ich produkcja musi być jednak prowadzona na dużą skalę.
Odpowiedni zasięg transmisji danych w tego rodzaju systemach jest zwykle zapewniony przez retransmisję łączności za pomocą aparatu z odpowiednim systemem łączności wykonującym lot nad własnym terytorium. Ponieważ odbiorniki GPS są obecnie często skutecznie zakłócane, dlatego precyzyjną nawigację realizuje się na trzy sposoby. Po pierwsze, obraz z kamery jest porównywany z cyfrową mapą w pamięci komputera, przy czym może to być realizowane na stacji operatora, a położenie geograficzne może być transmitowane do aparatu w razie potrzeby. Po drugie, można określać położenie własnego aparatu za pomocą telemetrii, czyli namierzania kierunku odbieranego sygnału z dwóch miejsc (aparaty do retransmisji). Trzecia metoda to umieszczenie w aparacie karty SIM strony przeciwnej i wykorzystanie jego sieci komórkowej do pomiaru położenia za pomocą wbudowanej funkcji GPS. Ten ostatni sposób może też pracować jako awaryjny kanał łączności z wykorzystaniem portali społecznościowych. Wbrew pozorom odnalezienie w mediach społecznościowych wrogiej transmisji z drona graniczy z cudem, bo trzeba przekopać tony mało ważnych informacji jakie ludzie wymieniają między sobą.

Aparat Granat-4 na moskiewskiej wystawie Inerpolitex w 2015 r., widać ruchomą głowicę w której umieszczono kamerę do rozpoznania.
Aparat Granat-4 na moskiewskiej wystawie Inerpolitex w 2015 r., widać ruchomą głowicę w której umieszczono kamerę do rozpoznania.

Opisywany aparat Granat-4 został opracowany przez firmę OOO „Iżmasz – Systemy Bezpilotowe” z Iżewska, który pomału staje się rosyjskim centrum produkcji bezpilotowców. Sam aparat Granat-4 wchodzi w skład kompleksu rozpoznania Nawodczik-2 który obejmuje też stacje kierowania, sprzęt do przygotowania do startu, stację do programowania lotu oraz wyposażenie rozpoznawcze na samym aparacie, a także zestaw innych akcesoriów. Start aparatu Granat-4 odbywa się z krótkiej wyrzutni z tłokiem pneumatycznym, zaś lądowanie we wskazanym miejscu odbywa się z użyciem spadochronu. Napęd aparatu stanowi silnik spalinowy napędzający dwułopatowe śmigło pchające, a zapas paliwa początkowo wystarczał na 6 godzin lotu, co później zostało podwojone do 12 godzin. Sam bezpilotowiec został wykonany w układzie klasycznym z prostym skrzydłem w układzie górnopłata. Silnik umieszczono w tylnej części skrzydła, a pod jego pchającym śmigłem znajduje się belka ogonowa, do której mocowane jest klasyczne usterzenie z podwójnym statecznikiem pionowym i poziomym. Aparat nie ma podwozia, bo nie potrzebuje. Został wykonany z wytrzymałych ale niezbyt kosztownych materiałów. Prędkość lotu może być regulowana w zakresie 90-140 km/h, zaś maksymalny pułap operacyjny to 4000 m. Rozpiętość skrzydła to 3,2 m. Jak powiedzieliśmy, taktyczny promień działania wynosi 100 km z retransmisją łączności.

Przygotowanie dwóch aparatów Granat-4 do startu w krótkich odstępach czasu w warunkach ćwiczeń.
Przygotowanie dwóch aparatów Granat-4 do startu w krótkich odstępach czasu w warunkach ćwiczeń.

Aparaty Granat-4 są używane w Ukrainie i rosyjskie wojska są z nich zadowolone. Mają one kamerę telewizyjną lub nocną termowizyjną, co zapewnia dobrą jakość obrazu.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Rosyjska firma ZALA Aero Group z Iżewska, która podobnie jak kilka innych firm z Iżewska produkujące bezpilotowe aparaty latające należy do koncernu „Kałasznikow”, zaoferowała duet złożony z aparatu rozpoznawczego Zala Z-16  i amunicji krążącej Zala Lancet, przeznaczonego dla jednostek dronowych w piechocie oraz samodzielnych.

Wojna w Ukrainie pokazuje, że istnieje wiele obiektów pola walki, jakie dość często zmieniają swoje położenie. Takie obiekty trzeba zwalczać natychmiast po wykryciu, dlatego współpraca latającego aparatu rozpoznawczego z bezpilotowcem uderzeniowym. Jednym z głównych ograniczeń jest to, że większość bezpilotowych aparatów uderzeniowych (amunicja krążąa) ma ograniczoną długotrwałość lotu, więc ich start musi następować dopiero wtedy, kiedy zostanie wykryty cel. W tym przypadku wykorzystuje się fakt, że amunicja krążąca typu Lancet ma relatywnie dużą prędkość lotu, czyli odległość 30 km jest w stanie pokonać w czasie około 10 minut. W tym czasie aparat rozpoznawczy obserwuje cel nawet jeśli się on przemieszcza i wskazuje go do ataku.
Ktoś mógłby zapytać, a po co w ogóle stosować aparat rozpoznawczy, skoro sam Lancet dysponuje kamerą pozwalającą mu na poszukiwanie obiektów do zaatakowania. Problem polega jednak na tym, że Lancet jak już wystartuje, to już nie może wrócić, musi zaatakować jakikolwiek cel. Natomiast aparat Zala Z-16 (421-16) służy do wielokrotnego użytku, przynajmniej do czasu aż nie zostanie zestrzelony. Może więc latać i poszukiwać celów, a jak znajdzie coś godnego zaatakowania, dopiero wtedy wysyła się amunicję krążącą typu Lancet dyżurującą na ziemi, bowiem ta jest jednorazowego użytku.
Wspomniany duet jest już używany w wojnie w Ukrainie i Rosjanie chwalą się, że odnosi on większe sukcesy, niż oba systemy stosowane oddzielnie. Niestety nie ma wiarygodnych informacji o ich realnej skuteczności, ale Rosjanie są raczej zadowoleni z osiągniętych rezultatów.
Obecnie używaną wersją Zala Z-16 jest Zala T-16, mająca rozpiętość skrzydła 1,68 m i masę 12 kg. Podobnie jak kilka podobnych aparatów tej klasy, został zbudowany w układzie latającego skrzydła, by maksymalnie zmniejszyć masę. Napęd w postaci silnika spalinowego ze śmigłem pchającym zapewnia uzyskanie długotrwałości lotu ponad 4 godziny, a w wersji ZALA T-16-5G ma napęd hybrydowy spalinowo-elektryczny, dzięki czemu długotrwałość lotu wzrasta do 8 godzin (wg producenta nawet do 12 godzin). Kamerę telewizyjną lub termowizyjną sterowaną w pewnym zakresie przedniej półsfery umieszczono w miniaturowej głowicy z przodu skrzydła. Może ona przyjmować położenie skośne do przodu lub pionowe. Szerokopasmowe łącze pozwala na przesył danych z aparatu na odległość ok. 70 km z wykorzystaniem retransmisji łączności za pomocą aparatu latającego nad własnym terytorium. Maksymalna wysokość lotu aparatu to 3000 m, a zakres prędkości lotu to 130-200 km/h. Start bezpilotowca Zala T-16 następuje z lin gumowych, a lądowanie na spadochronie. W pierwotnej postaci Z-16 podstawą układu nawigacyjnego był odbiornik GPS lub Glonass, ale system ten jest w Ukrainie skutecznie zakłócany. Dlatego w najnowszych wersjach T-16 i T-16-5G podstawą nawigacji jest metoda telemetryczna (namiar na sygnał transmitowany z aparatu z dwóch różnych dronów do retransmisji).

 

Zala 421-16, mały taktyczny aparat bezpilotowy do prowadzenia bliskiego rozpoznania i obserwacji pola walki.
Zala 421-16, mały taktyczny aparat bezpilotowy do prowadzenia bliskiego rozpoznania i obserwacji pola walki.

Drugim elementem systemu jest amunicja krążąca Zala Lancet. Z kolei ten system uderzeniowy występuje w dwóch wersjach. Izdielie 51 i Izdielie 52 (wyrób 51 i 52). Pierwszy z aparatów waży ok. 5 kg, ma krzyżowe skrzydła i usterzenie w układzie litery „X”. Napęd w postaci silnika elektrycznego znajduje się z tyłu, zaś w przedniej części kadłuba umieszczono kamerę do obserwacji i do naprowadzania aparatu na cel. Aparat ma długotrwałość lotu 40 minut, co zapewnia lot na odległość do 50 km z prędkością około 90 km/h . Warunkiem skutecznego użycia Izdielie 51 jest poprawne funkcjonowanie łączności, tak by obraz z aparatu mógł być transmitowany do operatora, realizującego sam atak. Druga wersja Izdielie 52 jest nieco mniejsza, ma masę ok. 3 kg i długotrwałość lotu 30 minut, przy zasięgu do 30 km. Wersję tą opracowano ze względu na potrzeby pola walki na którym wiele obiektów zwalcza się na mniejszej odległości, a tych mniejszych i lżejszych aparatów można zabrać więcej, całość systemu transportowana jest lekkim samochodem półciężarowym.

 

Mniejszy z dwóch typów Lancetów. Oba mogą stanowić uderzeniowy element systemu, zapewniając szybkie zaatakowanie wykrytych obiektów.
Mniejszy z dwóch typów Lancetów. Oba mogą stanowić uderzeniowy element systemu, zapewniając szybkie zaatakowanie wykrytych obiektów.

Użycie duetów rozpoznawczo-uderzeniowych pozwala Rosjanom efektywniej korzystać z droższej, ale efektywniejszej amunicji krążącej takiej jak Lancet. Z kolei w Ukrainie dość skutecznie używa się podobnych duetów, na przykład produkowanych w Polsce w firmie WB Electronics aparatów FlyEye (rozpoznawczych) i Warmate (amunicji krążącej). Warto i w Polsce pomyśleć o takiej taktyce.

 

Michał Fiszer, współpraca Jacek Fiszer

Fima Supercam z Iżewska wchodzi w skład sporego konglomeratu wzajemnie powiązanych firm, które formalnie tworzą kilka różnych grup, ale łączy je osoba właściciela i zarazem prezesa, a także osoby kilku innych osób.
 
Rosjanie obecnie modernizują swoją flotę bezpilotowych aparatów latających tworząc spójny system komponentu dronowego. Chodzi o jednolity system taktyczny pola walki z aparatami rozpoznawczymi i obserwacji pola walki (korygowania ognia artylerii), walki radioelektronicznej, łączności oraz z kilkoma typami aparatów uderzeniowych, zarówno o cechach amunicji krążącej, jak i zdolne do zrzucania ładunków bojowych, docelowo także kierowanych. Osobna sprawa to cały system zwalczania dronów przeciwnika, w tym z użyciem specjalnych myśliwskich bezpilotowców. Prezesem i założycielem tego konglomeratu jest Maksim Szynkiewicz, który podjął działalność na polu bezpilotowych aparatów latających w 2010 r. Obecnie firma Supercam która zajmuje się opracowaniem aparatów pod tą nazwą oraz Iżewski Zakład Lotniczy, gdzie te aparaty są wytwarzane, należą do niego.
Obecnie wojska rosyjskie postanowiły standaryzować aparaty SKAT 350M jako główny typ aparatu dla kompanii bezpilotowych aparatów latających w brygadach piechoty zmechanizowanej (zmotoryzowanej) i pancernych oraz w kompaniach (batalionach) rozpoznania artyleryjskiego w dywizjonach, pułkach i brygadach artylerii polowej jako główny typ lekkiego taktycznego bezpilotowego aparatu latającego służącego do prowadzenia rozpoznania taktycznego na głębokość 30-50 km nad terenem przeciwnika, do obserwacji pola walki oraz do korygowania ognia artylerii.

 

Start aparatu SKAT 350M z katapulty z linami gumowymi.
Start aparatu SKAT 350M z katapulty z linami gumowymi.

SKAT 350M to zmodernizowana odmiana aparatu Supercam S350, który jest już szeroko stosowany w działaniach w toku tzw. Specjalnej Operacji Wojskowej czyli na wojnie w Ukrainie. Oba aparaty są zbudowane w układzie latającego skrzydła o umiarkowanym skosie. Rozpiętość aparatu po zmontowaniu do lotu wynosi 3,2 m, a masa startowa to 15 kg. Wykonany jest on głównie z kompozytów epoksydowych o małej masie i dużej wytrzymałości. Napęd stanowi silnik elektryczny z dwułopatowym śmigłem ciągnącym zamontowany z przodu skrzydła. Silnik ten zapewnia lot z prędkościami w zakresie 70-120 km/h, w zakresie wysokości użytkowych 300-2000 m, choć maksymalny pułap to 5000 m.  Bateria aparatu zapewnia lot w czasie do 4 godzin Przy wymianie ładunku użytecznego na dzienny (kamera telewizyjna zamiast termowizyjnej) i masie startowej 12,5 kg długotrwałość lotu wzrasta do 4,5 godzin. Aparat ma relatywnie małe stateczniki pionowe ze sterami kierunku umieszczone pod dolną powierzchnią skrzydła, dlatego przypuszczalnie w układzie autopilota zastosowano prosty cyfrowy system aktywnego sterowania. Aparat nie wykonuje akrobacji ani ostrych manewrów, a ponadto jego niewielkie koszty sprawiają, że nie musi to być system nadmiernie rozbudowany. Poza pojedynczą kamerą umieszczono w osi aparatu za silnikiem napędowym, aparat ma system łączności o zasięgu 50-75 km, zaś w zmodernizowanej odmianie SKAT 350M, zasięg systemu łączności wzrasta do 70-100 km. W tej drugiej wersji jest to łącze szerokopasmowe, zdolne do transmisji na 32 różnych kanałach łączności. Określanie położenia aparatu może nastąpić z użyciem lekkiego odbiornika GPS lub w odmianie 350M za pomocą cyfrowego systemu porównania obrazu pod aparatem z cyfrową mapą terenu.

Cywilna wersja aparatu używana na rosyjskiej stacji badawczej na Antarktydzie.
Cywilna wersja aparatu używana na rosyjskiej stacji badawczej na Antarktydzie.

Start i lądowanie są półautomatyczne. Sam start może zostać wykonany poprzez wystrzelenie z lin gumowych lub za pomocą katapulty pneumatycznej montowanej na lekkim pojeździe terenowym, na którym montuje się też system łączności i przewozi się też same aparaty w stanie złożonym (na drugim samochodzie). W praktyce aparaty wozi się też motocyklami z koszem. Lądowanie następuje na spadochronie montowanym w centralnej części płata.
Nie ma danych o jakości kamer stosowanych na aparatach, wiadomo natomiast ze obie mają zamontowany układ stabilizacji, pozwalając na uzyskanie obrazu dość wysokiej jakości. Aparat może być używany przy sile wiatru do 15 m/s oraz także w niskiej temperaturze ujemnej, pod warunkiem że nie jest on oblodzony.
Niewielka cena sprawia, że także najnowsza wersja SKAT 350M może być produkowana masowo i jest to aparat który stosuje się w Ukrainie na dość dużą skalę.

Ogólny układ aerodynamiczny i konstrukcyjny aparatu Supercam S350, zmodernizowana odmiana 350M jest praktycznie identyczna zewnętrznie.
Ogólny układ aerodynamiczny i konstrukcyjny aparatu Supercam S350, zmodernizowana odmiana 350M jest praktycznie identyczna zewnętrznie.

Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman

Już teraz zapisz się
do naszego newslettera

Bądź na bieżąco z nowościami