Niesamowity wysyp dronów, jaki nastąpił w Ukrainie zadziwił wszystkich. Przede wszystkim wykorzystuje się niezwykle tanie amatorskie w gruncie rzeczy aparaty komercyjne, kupowane masowo na portalach sprzedażowych, głównie w Chinach, które opanowały niemal 80 % rynku komercyjnych dronów.
Najczęściej stosuje się tzw. quadrocoptery, wyposażone w kamerę i wykorzystujące bezpośrednie łącze radiowe lub nawet internetowe z operatorem, wyposażone w system GPS pozwalający na automatyczny powrót na miejsce startu w przypadku zerwania łączności. Wspomniane aparaty są używane najwięcej do prowadzenia rozpoznania wizualnego kamerą cyfrową, ale także zrzucają one ładunki bojowe lub są stosowane do bezpośrednich „samobójczych” ataków na ważne, wykryte cele. Do tego ostatniego zadania są najczęściej wykorzystywane drony z tzw. systemem FPV – First Person View, czyli takie w których operator ma widok z kamery taki, jakby zajmował miejsce w dronie, dzięki specjalnym goglom zakładanym na oczy, by odizolować operatora od widoku zewnętrznego. Okazało się bowiem, że taka metoda kierowania jest najskuteczniejsza w przypadku tzw. dronów-kamikaze, których oficjalna nazwa wojskowa to „amunicja krążąca”. Dzięki swojej masowej dostępności drony pojawiły się na wszystkich szczeblach dowodzenia i bardzo często są stosowane nie tylko przez kompanie (piechoty, zmechanizowane, czołgów), ale także w poszczególnych plutonach.
W pierwszym etapie, kiedy zaczęto stosować komercyjne drony, poddano je pewnym modyfikacjom. Po pierwsze, odblokowano różne założone w nich „kagańce”, uniemożliwiające na przykład loty w kontrolowanych przestrzeniach powietrznych lub przekraczanie określonej wysokości, co jest wbudowane w drony przeznaczone na rynek europejski. Odłączono też zakresy automatycznego łączenia się z Internetem, zastępując je specjalnymi miniaturowymi systemami łączności z zakresami szyfrowania sygnałów, co ma utrudnić określenie miejsca znajdowania się operatora w przypadku przechwycenia sygnałów drona. Niekiedy zmieniano też wprowadzony do drona fabryczny software na własne opracowania.
W ostatnim okresie jednak produkcji dronów różnych typów o przeznaczeniu wojskowym, choć nie podlegających ścisłym zasadom projektowania i produkcji jakim zwykle podlega produkcja na potrzeby wojska, podjęło się bardzo wiele różnych firm w Ukrainie. Najczęściej są to różne start-upy, które dotąd niczego dla wojska nie produkowały, albo w ogóle zaczynają działalność od zera. Budowane przez nie drony nie tylko mają popularny układ quadrocoptera, ale też bardziej klasyczny układ samolotowy, przypominając zdalnie sterowane modele latające. Najważniejszą ich częścią jest oczywiście ich układ sterowania oraz prowadzenia rozpoznania. Tutaj bardzo przydaje się intelektualny potencjał dobrze wykształconych młodych ukraińskich inżynierów, którzy rozwijają swoje pomysły dotyczące elektroniki, sterowania, łącza danych między dronem a operatorem wraz z uodpornieniem tego łącza na zakłócenia radioelektyroniczne oraz oprogramowania elektroniki drona.
I tu pojawia się ciekawa rzecz. W ostatnim okresie zaczęto pracować nad układami maszynowego uczenia się i sztucznej inteligencji (machine learning i artificial intelligence – to nie jest dokładnie to samo), które są wykorzystywane do samodzielnego kontynuowania misji w przypadku zerwania łączności. Rosjanie coraz częściej i skuteczniej stosują silne zakłócenia radioelektroniczne, które bardzo utrudniają użycie dronów, szczególnie tych w których układy łączności nie zostały uodpornione na zakłócenia.
ML i AI pozwalają na samodzielne rozpoznanie obiektów ataku przez drona, który wykonuje lot według zadanego programu po utracie łączności z operatorem. System sterowania jest w stanie porównać obraz z bazą danych o potencjalnych celach, zidentyfikować go i samodzielnie określić priorytety co do kolejności zwalczania celów. AI wykorzystuje się też do podejmowania samodzielnych decyzji w zakresie kierunków podejścia do celu w przypadku zidentyfikowania ostrzału czy wykonywania szybkich uników, utrudniających zestrzelenie.
Zidentyfikowano co najmniej trzy typy dronów, które wykorzystują sztuczną inteligencje do samodzielnego kontynuowania misji. Saker Scout jest zbudowany w klasycznym układzie quadrocoptera i ma zasięg do 10 km od operatora. Waży on nieco ponad 3 kg, a baterie elektrycznych cichych silników wystarczają na 60 minut lotu. Produkuje go firma Twist Robotics mająca siedzibę we Lwowie, choć firma ma też swój oddział w Warszawie. Firma zajmuje się automatyką przemysłową, ale miejsca, w których produkuje się drony są utajnione.
Z kolei kijowska firma DroneUA Dynamics produkuje klasyczne aparaty bezpilotowe Punisher, który ma zasięg aż 50 km. Są one zbudowane w układzie samolotowym, ze śmigłem ciągnącym i silnikiem elektrycznym. Punisher może przenosić ładunek bojowy z pociskiem o kalibrze 75 mm, który jest zrzucany grawitacyjnie, ale celność „bombardowania” jest bardzo wysoka. Także i ten aparat może działać samodzielnie na bazie oprogramowania, które dokonuje samoulepszenia się, wprowadzając niezbędne modyfikacje co do algorytmu działania na bazie doświadczeń z dotąd wykonanych misji. I wreszcie dostarczane są też drony Soika produkowane przez kijowską firmę Warbirds. Soika ma zasięg do 30 km, długotrwałość lotu 60 minut, aparat waży 2,7 kg i ma rozpiętość skrzydła nieco ponad metr. Oczywiście także przenosi zrzucany ładunek bojowy, który można zrzucać bardzo celnie.
Czy te drony zmienią sytuację na polu walki? Na pewno zwiększą straty Rosjan. Już obecnie komercyjne uzbrojone drony są dla obu stron dużym zagrożeniem, ale skala na jaką są wykorzystywane przez Ukraińców jest niespotykana i bezprecedensowa. A czy wyraźnie zwiększone straty rosyjskie zmienią sytuację na wojnie? Tego niestety nie wiemy…
W niedawnym zmasowanym ataku na Izrael, organizacja palestyńska Hamas, a właściwie jej zbrojne ramie Brygady al-Kassam, na dość masową skalę użyła komercyjnych dronów, wykorzystując taktykę działania znaną z wojny ukraińsko-rosyjskiej.
Dotychczas to Izrael był uważany za światowego lidera w dziedzinie bezpilotowych aparatów latających wszelkich typów. Izrael używa ich na dużą skalę od ponad 40 lat, od początku lat 80. Powstało tu w państwowych i prywatnych firmach zbrojeniowych wiele konstrukcji o różnorodnym przeznaczeniu, od rozpoznania poprzez aparaty do walki radioelektronicznej oraz do wykonywania precyzyjnych uderzeń na cele naziemne. Do dziś wojska Izraela używają dużej liczby systemów bezpilotowych, bardzo wiele też eksportują.
Oczywiście Palestyńczycy nie mają dostępu do profesjonalnych wojskowych systemów bezpilotowych. Możliwe, że nieliczne mniejsze typy o charakterze amunicji krążącej mogłyby zostać dostarczone, a właściwie przemycone przez Iran. Znaleziono jednak bardziej pomysłowe rozwiązanie. To samo zresztą zrobiła Ukraina, a później powtórzyła też Rosja. Zakupiono za pośrednictwem portali sprzedażowych chińskie tanie drony komercyjne używane przez instagramowców i ludzi zajmujących się wideofilmowaniem do wykonywania zdjęć i filmów, a następnie takie tanie niewielkie drony wykorzystano efektywnie do prowadzenia rozpoznania. Był to strzał w dziesiątkę, bowiem okazuje się, że drony te nie tylko dobrze spełniały swoją rolę, ale jeszcze były bardzo trudne do zestrzelenia. Na radarach ich nie widać, bo odbicie radarowe jest wielkości zaobrączkowanego ptaka, a zatem użycie przeciwko nim klasycznych systemów przeciwlotniczych jest po prostu niemożliwe. Także tych kierowanych na podczerwień, bowiem ich elektryczne silniki niemal nie zostawiają jakiegokolwiek śladu w podczerwieni.
Wspomniane tanie komercyjne drony można kupić za 2000-3000 dolarów i są to aparaty całkiem wysokiej klasy, w typowym dla komercyjnych układzie quadrokoptera. Można je przez kuriera otrzymać niemal wszędzie na świecie, najwidoczniej także w Strefie Gazy, bo to produkt jak najbardziej cywilny. Teoretycznie bez zastosowania wojskowego. Okazuje się jednak, że zastosowanie wojskowe jest, i to szersze niż się może komuś wydawać. Poza oczywistym użyciem do prowadzenia rozpoznania, co zostało wykorzystane na rzecz grup Hamasu infiltrujących izraelskie terytorium ze Strefy Gazy, mogą one też przenosić pewne niewielkie ładunki. Całkiem wystarczające, by zabrać pocisk od moździerza lub granat z ręcznego granatnika RPG-7, które po odbezpieczeniu są podwieszane pod te niewielkie drony, a po zrzucie są w stanie zniszczyć pojazd lub zabić kilka osób. Użycie tych dronów w tej roli po raz pierwszy zostało zainicjowane przez Ukraińców, z braku dedykowanej broni klasy amunicja krążąca. Okazały się one być w tej roli bardzo skutecznie, choć taktykę ich użycia cały czas doskonalono. Na przykład zaczęto stosować zrzuty z większych wysokości, co wymaga dużej wprawy bo trzeba uwzględniać poprawkę na wiatr. Często więc większe komercyjne drony uzbrajano w co najmniej dwa ładunku. Zrzut pierwszego, często niezbyt celny, pozwalał na odłożenie odpowiedniej poprawki do zrzutu drugiego, który z reguły lądował już w celu, jeśli operator jest wystarczająco sprawny.
Później tą samą taktykę zaadoptowali Rosjanie i również zaczęli ją doskonalić, tak by umiejętnie „bombardować” z relatywnie dużej wysokości (czyli nie z 5-15 m, ale z 30-50 m). Bardzo utrudniło to nie tylko wykrycie takiego drona, ale także jego trafienie ogniem z broni strzeleckiej. Zadziwiające jest to, że operatorzy Hamasu od razu zastosowali właściwą taktykę użycia tych dronów, wraz z odpowiednim doborem kierunku podejścia do atakowanego obiektu, jakby przeszli odpowiednie przeszkolenie od tych, którzy już to robią. Nie jest bowiem wykluczone, że wybrane grupy terrorystów były szkolone na Białorusi. Tam dość łatwo mogli się dostać, jako że nikogo nie dziwi przylot na Białoruś dość znacznej liczby ludzi z Bliskiego Wschodu, przepychanych następnie przez granicę z Polską czy Litwą. Jednak część z przylatujących mogła się znaleźć na poligonach, zamiast na granicy. A później wrócili do siebie. Podobnie zresztą jest z wykorzystaniem dwuosobowych para motolotni do przerzutu grup infiltracyjnych, co zostało zapoczątkowane przez białoruskie siły specjalne już jakiś czas temu.
Poza dronami zrzucającymi ładunki, Hamas użył też typowej amunicji krążącej. I to takiej z klasy „military grade”, bowiem ładunki przenoszone przez komercyjne drony są zbyt słabe, by zniszczyć cztery izraelskie wieże łączności niedaleko Strefy Gazy. Ich zadaniem było głównie prowadzenie nasłuchu radiowego i monitorowanie telefonów komórkowych Hamasu w Strefie Gazy, a zostały one wszystkie zniszczone z użyciem dronów z ładunkami wybuchowymi. Musiały to być jednak irańskie drony typu Shahed.
Hamas użył też rojów dronowych (swarming drones) do „zatkania” izraelskiej obrony powietrznej przed właściwym atakiem rakietowym, notabene przeprowadzonym w sposób bardzo zmasowany. Wykorzystano przy tym tanie modele latające wyposażone w odbijacze radarowe, tak by pokazały się one na radarach izraelskich systemów przeciwlotniczych. Ponieważ ich atak połączono z identycznymi dronami przebudowanymi na amunicję krążącą (do atakowania wybranych obiektów), Izraelczycy otworzyli do nich ogień, pozbywając się pocisków na wyrzutniach przeciwlotniczych. W momencie kiedy spadł właściwy atak rakietowy, wyrzutnie były w trakcie przeładowywania i nie można było prowadzić ognia przeciwrakietowego.
24 listopada 2023 r. odbędzie się V edycja Śląskich Dni Lotnictwa i Dronów pn. „Rozwój gospodarczy i promocja Województwa Śląskiego poprzez branżę lotniczą i dronową”
Poprzednie edycje naszego wydarzenia rzucały światło na kluczową rolę lotnictwa i technologii dronów w budowaniu ekonomicznej potęgi śląska, to konkretny wkład w rozwijający się region.
*Wydarzenie dofinansowano z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego.
Po raz pierwszy w historii komercyjne drony robią niesamowitą karierę na wojnie. Cywilne produkty kilku firm sprzedawane za stosunkowo niewielkie pieniądze, dosłownie zrewolucjonizowały pole walki w Ukrainie. W przytłaczającej większości są to aparaty typu DJI Mavic.
Chińska firma która jest ich producentem, Shenzhen DJI Sciences and Technologies Ltd., zdołała do 2021 r. opanować 76 % światowego rynku takich tanich bezpilotowych aparatów latających. W znacznym stopniu można więc mówić o monopolu tego rynku, co jest ewenementem. Ale naprawdę za niewielkie pieniądze można nabyć bardzo udane drony z wysokiej jakości stabilizowaną kamerą do wykonywania filmów i zdjęć. Przypuszczalnie jednak sukces firmy, sprzedającej drony za relatywnie niewielką cenę leży w dofinansowaniu ze strony rządu Chińskiej Republiki Ludowej. Przypuszcza się bowiem, że choć firma jest oficjalnie czysto cywilna, to jednak potajemnie realizuje ważne programy wojskowe.
Urodzony w 1980 r. Wang Tao ukończył studia inżynierskie i podjął prace jako inżynier w przemyśle produkującym roboty. Na początku XXI wieku zajął się konstruowaniem małego drona w układzie quadrocoptera – z czterema małymi wirnikami napędzanymi silnikami elektrycznymi. Taki układ aerodynamiczny zapewnia wyjątkową naturalną stateczność, bowiem przypadkowe przechylenie na bok powoduje ruch w stronę przechylenia – ze względu na powstałą boczną składową ciągu wirników. Jeśli quadrocopter przesuwa się w tę stronę, to znajdujące się z tyłu (w stosunku do ruchu) wirniki pracują w turbulentnym, zaburzonym powietrzu w strumieniu za wirnikami znajdującymi się z przodu. Powoduje to ich spadek siły nośnej i automatyczne wyrównaniu lotu.
Firma DJI Sciences założona w „mieście nowoczesnych technologii” Shenzhen w 2006 r. początkowo walczyła o przetrwanie, budując niewielką ilość tanich dronów do robienia zdjęć z powietrza. Były one przeznaczone dla mediów, ale też dla prywatnych użytkowników. Po zatrudnieniu w 2010 r. szkolnego przyjaciela Xie Jia w roli szefa marketingu, krąg odbiorców zaczął się gwałtownie poszerzać, a dzięki sprzedaży internetowej firma sprzedawała wiele swoich wyrobów do USA. Silniki elektryczne, elektronikę i automatykę produkowano we własnym zakładzie podobnie jak same płatowce dronów, żyroskopy, komponenty elektroniczne i miniaturowe kamery kupowano. Z czasem w firmie DJI opracowano doskonałe systemy stabilizacji kamerek na wysięgnikach kardanowych.
W styczniu 2013 r. pojawił się model DJI Phantom, pierwszy aparat który zrobił niesamowitą karierę na całym świecie. Miał on stosunkowo prostą amerykańską kamerkę firmy GoPro Inc. ze Stanów Zjednoczonych, ale bardzo dobrą stabilizację i automatyczne zakresy precyzyjnego pilotowania. Phantom 1 miał masę 1200 gramów (1,2 kg), latał w odległości do 1000 m od operatora z prędkością do 10 m/s i wysyłał obraz w czasie rzeczywistym łączem WiFi. Bateria pozwalała na lot w czasie 15 minut.
Jesienią 2014 r. kolejny model Phantom 2 miał już miniaturowy odbiornik GPS, co pozwalało na automatyczny powrót do operatora w przypadku zerwania sygnału kierującego. Stopniowo wprowadzano też kamery cyfrowe coraz lepszej jakości. W Phantom 3 z 2015 r. użyto nowego łącza do sterowania w protokole Lightbridge, co zwiększyło maksymalny zasięg łączności do 4,8 km.
Ostatni produkowany model Phantom 4 Multispectral miał doskonałą kamerę pracującą w szerokim paśmie widzialnym także przy niskim poziomie oświetlenia i pojawił się w sprzedaży w 2019 r. Nowy system łączności w protokole OcuSync pozwalał na uzyskanie zasięgu do 7000 m od miejsca stania operatora.
Aparaty Phantom były produkowane do 2020 r., a w sprzedaży są do dziś, ale w międzyczasie pojawił się nowszy, szalenie popularny Mavic. Przede wszystkim w październiku 2019 r. pojawiła się jego odmiana Mavic Mini, który ważył 249 gram, tak by zmieścić się w bardzo popularnym limicie ćwierć kilograma masy startowej, jaki został zapisany w przepisach wielu krajów, kiedy można latać takim aparatem bez specjalnych uprawnień (na przykład w Polsce po krótkim kursie on-line). Postęp, jaki dokonał się w tym czasie w kamerach powoduje, że systemami Mavic Mini w różnych odmianach można wykonywać cyfrowe zdjęcia o rozmiarach nawet do 48 MB, są też w stanie wysyłać w czasie rzeczywistym doskonałej jakości obraz odpowiednim łączem komunikacji typu Line-Of-Sight (LOS), czyli w zasięgu widzialności wzrokowej przez operatora, co jest wymagane przepisami dla tej klasy aparatów.
Z punktu widzenia wojny w Ukrainie najważniejsza jest jednak seria Mavic Air produkowana od początku 2018 r. i jest to aparat o większych wymiarach oraz masie do jednego kilograma. W kolejnych wersjach zwiększano zasięg lotu oraz poprawiano jakość obrazu oraz szybkość jego transmisji, zwiększano też pojemność baterii zwiększając długotrwałość.
Najnowsza i najbardziej wypasiona wersja Mavic 3 Pro Cine produkowana od maja 2023 r. ma zasięg do 15 km od operatora, pułap maksymalny do 6000 m, system automatycznego startu i lądowania, system automatycznego powrotu na miejsce startu w przypadku utraty łączności lub po wysłaniu odpowiedniej komendy przez operatora oraz bardzo dobrze stabilizowaną kamerę o bardzo wysokiej rozdzielczości, pracującą też przy obniżonym poziomie światła. W Ukrainie aparaty w odmianach Mavic 3 Classic, Magic 3F, 3T i 3M są bardzo mocno rozpowszechnione, ich wejście do produkcji w kolejnych odmianach zbiegło się w czasie z początkiem wojny. Poza prowadzeniem rozpoznania, obserwacji i korygowaniem ognia artylerii są one też używane do zrzucania niewielkich ładunków wybuchowych – granatów ręcznych lub odbezpieczonych pocisków do granatnika RPG. System zapobiegania zderzeniom z przeszkodami pozwala na omijanie drzew, budynków, słupów, kominów, itp. W odmianach Magic 3 jest on wielokierunkowy, czyli uniemożliwia zderzenie się aparatu z przeszkodą przy locie w dowolnym kierunku, do przodu, w bok i do tyłu czy przy wznoszeniu/opadaniu. Wersje z dodatkiem „Cine” mają kamery wysokiej rozdzielczości, zaś najnowsze odmiany „Pro” charakteryzują się wysoką niezawodnością, bardzo dobrym łączem danych i precyzyjną nawigacją.
Ukraińcy przebudowują kupowane za relatywnie nieduże pieniądze drony (od 500 do 2000 USD) dodając im specjalny szyfrowany system łącza danych, uodporniając też odbiornik GPS na zakłócenia, oraz montując uchwyty do zwalniania lekkiego uzbrojenia. Z użyciem dronów rodziny Mavic dokonano już bardzo wielu pomyślnych ataków na różnorodny rosyjski sprzęt, niekiedy niszcząc nimi nawet czołgi. W kolejnych artykułach opiszemy inne podobne aparaty używany w Ukrainie, w tym głównie firmy Autel.
MQ-1 Predator to wielozadaniowa, uzbrojona odmiana popularnego RQ-1 Predator, który początkowo był używany w wersji wyłącznie rozpoznawczej, ale od 2000 r. zaczął być uzbrajany w kierowane pociski rakietowe. Tak stworzył on podwaliny pod obecnie używany wielozadaniowy system MQ-9 Reaper.
Po wstępnych doświadczeniach z użyciem rozpoznawczych bezpilotowych aparatów latających RQ-1A Predator w działaniach wojennych w Nowej Jugosławii w 1999 r., w czerwcu 2000 r. skierowano zapytanie do specjalnej komórki USAF znanej wówczas jako Big Safari Program Office co do możliwości uzbrojenia tych aparatów w lekkie systemy kierowane. Okazało się bowiem, że aparaty te często wykrywają obiekty wymagające natychmiastowego zaatakowania ze względu na częstą zmianę ich położenia. Ówczesne biuro Big Safari, dzisiaj będące grupą doświadczalną 645th Aeronautical Systems Group, stacjonującą w głównej bazie logistyki Sił Powietrznych USA, Wright-Patterson w Dayton, Ohio, otrzymało polecenie opracowania uzbrojonej wersji popularnego Predatora.
Tutaj aparat został odpowiednio zmodyfikowany, zamontowano przede wszystkim system do laserowego podświetlania celów dla pocisków kierowanych, a pod skrzydłami znalazły się zaczepy dla lekkich pocisków przeciwpancernych Hellfire, które dość powszechnie stosuje się na śmigłowcach bojowych. 16 lutego 2001 r. dokonano pierwszego udanego odpalenia pocisku AGM-114C Hellfire z tego aparatu na poligonie Indian Springs na północ od Las Vegas w Newadzie. 21 lutego 2001 r. próbę powtórzono, ale aparat odpalił trzy takie pociski jeden po drugim, uzyskując trzy kolejne trafienia. Oczywiście każdy kolejny pocisk mógł być odpalony po zakończeniu sekwencji naprowadzenia poprzedniego oraz przeniesienia podświetlenia laserowego na następny cel. Celami były stacjonarne czołgi i wszystkie trzy zostały pomyślnie zniszczone.
Kolejne testy dotyczyły już celów ruchomych, co było związane z automatycznym, elektrooptycznym śledzeniem wskazanego celu i utrzymaniem na nich światła lasera. Do tych testów użyto pocisków w wersji AGM-114K, dostosowanych do atakowania celów ruchomych.
Seryjnie produkowane aparaty z uzbrojeniem w postaci dwóch pocisków AGM-114 Hellfire miały oznaczenie MQ-1A. W celu zamocowania pocisków wzmocniono konstrukcję skrzydła. Na prototypie elektrooptyczny system obserwacyjny L3 Communications Wescam Versatron 14TS został uzupełniony przez dodatkową stację laserową Raytheon AN/DAS-1. W wersji seryjnej zastosowano całkowicie nowy elektrooptyczny system obserwacyjny z wbudowaną stacją laserową (pomiar odległości, wskazanie celu innym systemom, podświetlanie celów dla uzbrojenia kierowanego laserowo) – Raytheon AN/AAS-52 MTS (Multi-Spectral Targeting Systems). Aby zmniejszyć masę z aparatu, usunięto stację radiolokacyjną obserwacji bocznej Northrop Grumman AN/ZPQ-1 TESAR (Tactical Endurance Synthetic Aperture Radar) używaną głównie do rozpoznania. Do zdalnego sterowania systemem celowniczym Predatora nadal używano łącza bezpośredniego lub łącza satelitarnego AN/TSQ-190(V) Trojan SPIRIT II (Special Purpose Intelligence Remote Integrated Terminal). Dzięki temu uderzeniami systemu Predator można sterować ze stanowiska kierowania znajdującego się dosłownie po przeciwległej stronie kuli ziemskiej.
Łącznie wyprodukowano 75 aparatów MQ-1, początkowo w wersji MQ-1A, a następnie w ulepszonej MQ-1B. W tej ostatniej wprowadzono zwiększoną rozpiętość skrzydeł z 14,8 m do 16,84 m poprzez dodanie nowych końcówek oraz oczywiście wzmocnioną konstrukcję dźwigara pozwalającą na zamontowanie czterech zamiast dwóch pylonów na uzbrojenie podwieszane. Napęd aparatu też poprawiono, w miejsce silnika Rotax 912 o mocy 100 KM wprowadzono Rotax 914 o mocy 115 KM, dzięki czemu udało się utrzymać parametry prędkościowe przy zwiększonej rozpiętości i masie płatowca. Nie jest ona imponująca – przelotowa to 130-140 km/h, zaś prędkość maksymalna to 210 km/h. Obie odmiany aparatów mogły operować przez 24 godziny w zakładanej odległości do 750 km od miejsca startu (z czego około 14 godzin w rejonie rozpoznania i poszukiwania obiektów do zwalczania, a 10 godzin to czas dolotu i powrotu). W aparatach MQ-1B zastosowano też poprawioną odmianę systemu celowniczego AN/AAS-52 oznaczonego MTS-B, w którym użyto kamery telewizyjną i termowizyjną o zwiększonej rozdzielczości. Umożliwia ona dokładna obserwację celów naziemnych z wysokości do 7600 m, a wersja poprzednia pozwalała na obserwację z wysokości do 3000 m. Odległość tej obserwacji zwiększono (przy dobrej widzialności) z 20 km do ponad 30 km. Sam zasięg pocisków AGM-114 Hellfire wynosi 8 km.
Debiut bojowy uzbrojonego Predatora nie był inspirujący. W lutym 2002 r. zniszczono sportowy samochód należący do jednego z przywódców Talibów, mułły Mohammeda Omara, ale samochodem jechał handlarz złomem, który przypadkowo zginął. Oczywiście zawiódł wywiad, a nie sam aparat. Już miesiąc później zniszczenie przez niego pozycji ciężkich karabinów maszynowych obsługiwanych przez Talibów uratowała życie przygwożdżonej ich ogniem grupy żołnierzy amerykańskich sił specjalnych Ranger. Następnie MQ-1A i MQ-1B wielokrotnie używano do różnych akcji bojowych w Iraku i Afganistanie, ale to już oddzielny temat.
Niemal 1700 bezzałogowych systemów powietrznych FlyEye trafi do polskiego wojska. Bezzałogowy system powietrzny FlyEye to całkowicie polskie rozwiązanie zaprojektowane do realizowania szerokiego zakresu misji. To jak dotychczas największy kontrakt w dziejach polskiej bezzałogowej awiacji.
Polska bezzałogowa awiacja osiąga kolejny kamień milowy, podpisując umowę na dostawę niemal 1700 jednostek bezzałogowych systemów powietrznych FlyEye dla polskiego wojska. To przełomowe wydarzenie, które świadczy o znacznym wzroście zdolności obronnych kraju oraz rozwijającym się potencjale krajowej przemysłu zbrojeniowego.
Bezzałogowy system powietrzny FlyEye to polskie osiągnięcie, które zapewnia wszechstronne możliwości zastosowania. Projekt ten jest odpowiedzią na rosnące potrzeby polskiej armii w dziedzinie bezzałogowych rozwiązań lotniczych, umożliwiając prowadzenie różnorodnych misji z wysoką skutecznością. FlyEye może być wykorzystywany do monitorowania obszarów granicznych, rozpoznawania sytuacji taktycznej, a także wspierania działań poszukiwawczo-ratowniczych.
Obecny kontrakt stanowi kamień milowy dla polskiej przemysłowej bazy obronnej, reprezentując największy kontrakt w historii bezzałogowej awiacji w Polsce. Zgodnie z ustaleniami, dostawy FlyEye mają być realizowane do roku 2035. To oznacza, że w ciągu następnych lat polskie siły zbrojne zyskają dostęp do zaawansowanych narzędzi i technologii, które zwiększą ich zdolności operacyjne i obronne.
Ponadto ten kontrakt stanowi doskonały przykład synergii między polskim przemysłem obronnym a siłami zbrojnymi. Działania takie przyczyniają się nie tylko do rozwoju technologicznego kraju, ale także do stworzenia miejsc pracy oraz do wzrostu potencjału eksportowego, co ma znaczenie zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej.
Bezzałogowy system powietrzny FlyEye jest dowodem na to, że Polska jest zdolna do projektowania i wytwarzania zaawansowanych technologicznie rozwiązań militarystycznych. Ten kontrakt otwiera przed krajem nowe perspektywy i możliwości w dziedzinie obronności, przyczyniając się do wzmocnienia bezpieczeństwa narodowego.
Warto podkreślić, że inwestycje w rozwój krajowej bezzałogowej awiacji pozwalają na nie tylko na uniezależnienie się od dostawców zagranicznych, ale także na zwiększenie suwerenności i autonomii w dziedzinie obronności. Bezzałogowy system powietrzny FlyEye to przykład innowacji, które pozwalają Polsce być gotową na wyzwania współczesnego świata.
źródło: dlapilota.pl
Pierwszy bezpilotowy aparat klasy MALE, czyli Medium Altitude, Long Endurance powstał w USA w latach 80., choć same Stany Zjednoczone nie widziały możliwości jego zastosowania w pełnoskalowym konflikcie zbrojnym. Dlaczego wówczas tak myślano?
Wszystko zaczęło się od urodzonego w Bagdadzie w 1937 r. w asyryjskiej rodzinie wyznania żydowskiego Abrahama Karema. Karem do 1951 r. wychowywał się w Iraku, kiedy to jego rodzina przeniosła się do Izraela. Tu ukończył studia inżynieryjno-lotnicze i zaczął pracować nad pierwszymi bezpilotowymi aparatami na przełomie lat 60. i 70. Uważa się go za „ojca” współczesnych bezpilotowych aparatów latających, które zostały po raz pierwszy użyte przez Izrael do rozpoznania w czasie wojny Jom Kippur w 1973 r. Pierwszym był Tadiran Mastiff, opracowany przez Karema i to ten system jeszcze jako prototypowy zadebiutował na tej wojnie. IAI Zahavan znany pod angielskojęzyczną nazwą „Scout”, skonstruowany przez Davida Harari, pojawił się kilka lat później i oba typy były z powodzeniem użyte w wojnie w Libanie w 1982 r. przez 200. Dywizjon Sił Powietrznych Izraela.
Abraham Karem w końcu lat 70. wyemigrował już na stałe do USA i po pewnym czasie założył w Kalifornii firmę Leading Systems Incorporated (LSI). Pragnął zainteresować swoimi aparatami siły zbrojne USA budując prototyp drona Albatros o bardzo dużej długotrwałości lotu, ale te nie widziały jeszcze zastosowania dla „latających robotów”. Dopiero w 1984 r. DARPA – Defense Advanced Research Projects Agency – postanowiła zbadać technologie bezpilotowych aparatów latających dalekiego zasięgu, przyznając LSI kontrakt badawczy. Tak powstał doświadczalny aparat Amber, sfinansowany już przez DARPA.
Karem zaczął na własną rękę opracowywać większy aparat dalekiego zasięgu, nazwany Gnat 750. Pierwszy lot aparat wykonał w 1989 r. Karem planował jego sprzedaż za granicę, mając świadomość, że siły zbrojne USA nie interesują się takimi aparatami, przekonane że w pełnoskalowej wojnie nie mają one zastosowania.
Aparat Gnat 750 miał ciekawy układ. Miał kadłub spłaszczony od spodu i długie proste skrzydła, zaś jego usterzenie motylkowe w kształcie litery „V” odwrócono do góry nogami, co zmniejszało efektywną powierzchnię odbicia radiolokacyjnego aparatu. Miał on chowane podwozie, a napęd stanowił czterocylindrowy silnik Rotax 912 o mocy 85 KM, stosowany w lekkich samolotach sportowych. Wybrano go głównie ze względu na jego cichą pracę i niskie zużycie paliwa. Aparat o rozpiętości skrzydeł 10,77 m i długości kadłuba 5 m ważył tylko 254 kg. Po napełnieniu paliwem i zamontowaniu wyposażenia rozpoznawczego maksymalna masa startowa wzrastała do 517 kg. Mógł latać przez 48 godzin z prędkością do 215 km/h na wysokościach do 7600 m, sterowany z naziemnej stacji. Jego promień działania od stacji kierowania ograniczał zasięg bezpośredniej łączności radiowej, bowiem nie miał on systemu łączności satelitarnej, jak kolejne wywodzące się od niego aparaty. Jednakże przy zastosowaniu latającego retlanslanslatora łączności (na innym aparacie Gnat 750) zasięg działania od stacji naziemnej na dużej wysokości wzrastał do 2000 km, na której to odległości aparat mógł latać przez 12 godzin. Zbudowano osiem Gnat 750 w firmie LSI, poddając je intensywnym próbom, ale brak zamówień spowodował, że firma znalazła się na progu bankructwa. Wówczas, w 1993 r. firma LSI została wykupiona przez koncern General Atomics. Była to również firma z Kalifornii, z San Diego, która od 1955 r. zajmowała się konstruowaniem reaktorów atomowych i związanych z nimi instalacji, ale później weszła też w branżę elektroniczną i związaną z internetem. Zaczynała jako oddział firmy General Dynamics (General Atomic Division of GD), ale później się usamodzielniła. Kupując LSI, utworzono na jej bazie nowy oddział General Atomics Aeronautical Systems, Inc., znany jako GA-ASI. Już jako GA-ASI uzyskano pierwszy kontrakt – sześć aparatów Gnat 750 dla Turcji, która używała ich do rozpoznania kurdyjskiej części państwa. W tym czasie drugim odbiorcą Gnat 750 była CIA, która zakupiła nigdy nie ujawnioną ilość tych aparatów do rozpoznawania rejonów zapalnych świata, monitorowanych przez agencję. Debiut bojowy Gnatów 750 z CIA miał miejsce w połowie lat 90., kiedy to z Albanii rozpoznawano po kryjomu Serbię i tereny dawnej Jugosławii. Wkrótce jednak okazało się, że system wymaga dopracowania, więc zbudowano wersję Improved Gnat 750, znaną powszechnie jako I-Gnat 750, która miała wiele zmian zwiększających niezawodność oraz doładowaną wersję silnika Rotax z wtryskiem bezpośrednim zamiast gaźnika. Turcja kupiła 16 I-Gnatów 750, a kolejną partię zakupiła CIA, która używała ich w różnych częściach świata, aż do pierwszej fazy wojny w Afganistanie od 2001 r.
Na tym etapie aparatem wreszcie zainteresowały się Siły Powietrzne USA, na ich zamówienie powstał powiększony prototyp Gnat 750-45 z systemem łączności satelitarnej, który później stał się Predatorem, ale to już oddzielna historia. Sam Karem odszedł z GA-ASI i założył własną firmę Karem Aircraft, w której nadal realizuje różne ciekawe pomysły, w tym system powietrznych taksówek Uber Air we współpracy z Uberem. Wciąż aktywny, mimo swojego wieku 86 lat.
27 sierpnia nad ranem doszło do ataku ukraińskich bezpilotowych aparatów latających na lotnisko Chalino, znane też jako Kursk-Wschód. Na lotnisku zniszczono pięć samolotów bojowych, dwa systemy przeciwlotnicze i radar trzeciego. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że aparaty były… kartonowe!
Tego dnia Ukraińska Służba Bezpieczeństwa SBU, która angażuje się w obronę kraju także przez prowadzenie działań dywersyjnych, a nie tylko wywiadowczych, dokonała ataku na lotnisko pod Kurskiem. Stacjonuje tu 14. Leningradzki Pułk Lotnictwa Myśliwskiego Gwardii wyposażony w Su-30SM, który wcześniej latał na MiG-29SMT, a które to samoloty zostały tu zachowane jako rezerwa operacyjna. Spośród 16 wysłanych tzw. dronów kamikaze, czyli bezpilotowych aparatów latających wykorzystanych jako pociski skrzydlate, trzy zostały zestrzelone, ale większość pozostałych trafiła w cele. Zniszczono na ziemi 4 Su-30SM i jednego MiG-29SMT, jeśli wierzyć doniesieniom korespondentów z obu stron. Dodatkowo drony zniszczyły dwa przeciwlotnicze zestawy rakietowe małego zasięgu Pancyr S-1 stojące w obronie lotniska, a także radar kierowania ogniem zestawu przeciwlotniczego dalekiego zasięgu S-300PMU. Ten ostatni należał przypuszczalnie do dywizjonu ze 108. Tulskiego Rakietowego Pułku Przeciwlotniczego z Woroneża, który ma dywizjony rozstawione wokół najważniejszych obiektów w tym rejonie Rosji.
Przypuszczalnie wykorzystano do tego odpowiednio przebudowane drony produkcji australijskiej Sypaq Corvo Precision Payload Delivery System. Takie aparaty są niezwykle tanie, bowiem są wykonane z impregnowanego woskiem twardego kartonu. Ma to też jeszcze jedną zaletę – karton nie odbija promieni radaru, jest radioprzeźroczysty. Akurat w tej wersji wspomniane aparaty są przeznaczone do transportowania ładunków jako drony zaopatrzeniowe o udźwigu 5 kg, mogą na przykład dostarczyć amunicję strzelecką dla wysuniętego plutonu piechoty, wykonując kilka kolejnych misji. Nie naraża się przy tym ludzi, a ewentualna strata takiego aparatu który jest – ze względu na swoją konstrukcję – niezwykle tani, nie stanowi większego problemu. W tym wypadku aparat został wykorzystany niezgodnie z przeznaczeniem, ale skutecznie, bowiem zamiast ładunku przenosił niewielką głowicę bojową, ale o sile rażenia porównywalnej z pociskiem artyleryjskim kal. 152-155 mm. Był to lot w jedną stronę oczywiście, te aparaty i tak są traktowane jako „szybko zużywające się”.
Firma SYPAQ Systems Pty Ltd powstała w 1992 r. i jej pomysłem była budowa bardzo tanich aparatów latających wykonanych z impregnowanego wojskiem twardego kartonu. Aparat jest dostarczany w formie zestawu do samodzielnego montażu, sklejany mocną taśmą klejącą. Jest zbudowany w układzie bez usterzenia poziomego, ale mimo to jest naturalnie stateczny, a prosty autopilot oparto o układ żyroskopowy. Napęd stanowi silnik elektryczny ze śmigłem ciągnącym, całość jest więc niezwykle cicha. W kadłubie mieści się ładowania pozwalająca na załadunek 5 kg ładunku, w tym wypadku wykorzystana na głowicę bojową. Układ sterowania opiera się o zliczenie przebytej drogi, ale ma korekcje odbiornikiem GPS, uzyskując dokładność rzędu metrów. Bateria litowa pozwala na osiąganie zasięgu do 120 km, ale Kursk leży ok. 100 km od granicy z Ukrainą, więc wykonanie uderzenia było jak najbardziej możliwe.
Aparat bezpilotowy Corvo Precision Payload Delivery System mimo użycia wielu komercyjnych elementów został zakwalifikowany do klasy „military grade”, czyli zaliczono go do systemów spełniających wojskowe wymagania. Poza tym, że został dostarczony Ukrainie w bliżej nieokreślonych ilościach, jest też używany w Wojskach Lądowych Australii. Koszt jednego aparatu to zaledwie 3500 USD, a zatem niewiele się to różni od ceny dobrego komercyjnego drona, jakie można kupić w Chinach za pośrednictwem znanego serwisu Aliexpress, a jakie też są masowo wykorzystywane w wojnie w Ukrainie.
W każdym razie, jeśli zniszczenie wymienionych samolotów się potwierdzi, to za 56 000 USD zniszczono sprzęt warty niemal miliard USD. A SYPAQ Corvo, jak się okazuje, jest bardzo trudny do zestrzelenia, bo jego echo radarowe jest niewiele większe od odbicia radiolokacyjnego zaobrączkowanego ptaka, używając pewnej metafory.
Bezpilotowe aparaty latające były już używane od czasów II wojny światowej. Najbardziej znane są amerykańskie BQM-34 Firebee, z powodzeniem stosowane w czasie wojny wietnamskiej do rozpoznania strategicznego. Jednak początki współczesnych dronów wojskowych, to izraelskie IAI Scout i Tadiran Mastiff użytych z wielkim powodzeniem w Dolinie Bekaa w sierpniu 1982 r.
Impulsem do rozwoju tych systemów była nieudana operacja izraelska Model 5 przeprowadzona 7 października 1973 r. w czasie wojny Jom Kippur. Tego dnia wysłano grupę samolotów F-4E Phantom do zniszczenia baterii rakiet przeciwlotniczych S-125 Newa i S-75 Wołchow w rejonie Wzgórz Golan. Nie dysponując jednak aktualnym rozpoznaniem elektronicznym ani skutecznym rozpoznaniem powietrznym, samoloty miały trudności z odnalezieniem pozycji syryjskich systemów przeciwlotniczych. Rezultat był taki, że Syryjczycy zestrzelili aż sześć Phantomów, a pozostałe, w większości uszkodzone, zdołały wylądować w Ramat David. Większość zniszczyły działa przeciwlotnicze ZSU-23-4, w zamian Izraelczycy zdołali zaatakować i częściowo zniszczyć tylko jedną baterię S-125 Newa.
Po tej nieudanej operacji wyniknęła potrzeba opracowania jakiegoś systemu rozpoznawczego, który byłby w stanie zlokalizować pozycje przeciwlotniczych systemów rakietowych. Zaproponowano ciekawe rozwiązanie – niewielkie bezpilotowe aparaty latające o konstrukcji na tyle taniej, by mogły być one produkowane w sporej ilości niewielkim kosztem i których strata nie byłaby tak dotkliwa jak utrata naddźwiękowego myśliwca wraz z załogą.
Do konkursu przystąpiło kilka firm, z czego do dalszych badań wybrano dwie konstrukcje – IAI Scout i Tadiran Mastiff. IAI to firma lotnicza Israeli Aircraft Industries, a Tadiran to elektroniczna Tadiran Electronic Systems. Obie firmy zaproponowały oparcie nowego systemu na stosunkowo niewielkim płatowcu o podobnym układzie aerodynamicznym, z krótkim kadłubem z silnikiem w tylnej części i śmigłem pchającym, z prostym skrzydłem, dwoma belkami ogonowymi do których mocowano usterzenie. Oba przenosiły wyposażenie o masie 37 kg, w postaci cyfrowej kamery video z systemem transmisji obrazu drogą radiową do stacji naziemnej. Masa startowa Scouta była nieco większa – 158 kg, a Mastiffa – 138 kg. Scout był też większy, miał rozpiętość skrzydeł niecałe 5 m, a jego długość to nieco ponad 3,6 m. Mastiff miał ciut mniejsze rozmiary, rozpiętość skrzydeł 4,25 m i długość 3,3 m. W obu przypadkach wielkość aparatu i jego powierzchnia radarowego odbicia to 4-5 razy mniej od samolotu myśliwskiego. Silnik tłokowy o mocy rzędu 22 KM nadawał tym aparatom prędkość ok. 175-185 km/h, więc kiedy leciały ona nisko lub w pagórkowatym terenie ówczesnym radarom trudno było wydzielić jego echo na tle odbić od ziemi. Wykorzystując efekt Dopplera można zastosować w radarze tłumienie ech stałych (znane też jako selekcję celów ruchomych), ale zakres ten działa o wiele skuteczniej przy dużej prędkości celu.
W obu przypadkach aparaty startowały i lądowały na własnym stałym (niechowanym) podwoziu z niewielkiego stosunkowo lądowiska. Oba aparaty latały w czasie do ok. 7 godzin na odległości zasięgu bezpośredniej łączności radiowej, czyli w zależności od wysokości od 50 do 150 km. Maksymalna wysokość lotu tych aparatów sięgała 4500 m.
Ich osiągi i właściwości były tak podobne, że do produkcji zamówiono oba i dostawy seryjnych zaczęły się w latach 1980-1981. Niedługo potem sformowano z nich 200. Dywizjon Sił Powietrznych Izraelskich Sił Obronnych.
Właśnie ta jednostka wzięła udział w słynnej bitwie o przełamanie syryjskiej obrony powietrznej w Dolinie Bekaa, 9 czerwca 1982 r., na początku wojny w Libanie w 1982 r. Wojska izraelskie wkroczyły do Galilei w Libanie i doszło do bezpośredniej konfrontacji z syryjskimi wojskami lądowymi. Aby móc posuwać się dalej, potrzebne było silne wsparcie lotnicze, ale żeby to było możliwe, konieczne było przełamanie bardzo silnej obrony przeciwlotniczej, jaką tu zorganizowały wojska syryjskie. 9 czerwca ruszyła operacja Mole Cricket 19.
Tym razem rozpoznanie było bardzo dokładne. Namierzanie syryjskich zestawów przeciwlotniczych zostało przeprowadzone przez samolot rozpoznania radioelektronicznego przebudowany z Boeinga 707. Później wysłano drony pułapki (cele latające), które spowodowały włączenie radarów kierowania ogniem zestawów przeciwlotniczych. Te zostały szybko zlokalizowane przez bezpilotowce Scout i Mastiff, dzięki czemu atakujące F-4E Phantom II uzbrojone w rakiety przeciwradiolokacyjne AGM-45 Shrike i AGM-78 Standard ARM szły wprost na cele, nie obawiając się zaskoczenia. Wysiłki syryjskiej obrony przeciwlotniczej były rozproszone przez izraelskie A-4 Skyhawk i IAI Kfir atakujące przedni skraj syryjskich wojsk. Po wyeliminowaniu radarów kierowania ogniem, kolejne Skyhawki i Kfiry poniszczyły bezbronne już wyrzutnie. Na koniec ponownie pojawiły się aparaty bezpilotowe, które rozpoznały skutki dokonanych ataków. Nad nimi starły się wówczas izraelskie myśliwce F-15 i F-16 i syryjskie MiG-21 i MiG-23, w którym to starciu izraelskie lotnictwo odniosło spektakularny sukces, zestrzeliwując 43 syryjskie myśliwce według źródeł rosyjskich, a być może nawet 82, co podaje Izrael i źródła anglojęzyczne.
Bardzo ważną rolę w przełamaniu obrony powietrznej w Dolinie Bekaa odegrały bezpilotowe aparaty latające Scout i Mastiff, pierwsze w swojej kategorii małych i prostych aparatów rozpoznawczych z silnikami tłokowymi. To właśnie one zapoczątkowały rozwój podobnych systemów na całym świecie.
Bezpilotowce buduje się w najróżniejszych rozmiarach, różnorodnej masie startowej, montując na nich odmienne wyposażenie, które decyduje o ich przeznaczeniu. Wojsko postarało się poklasyfikować te aparaty, dlatego warto by opisać, jak ten podział wygląda.
Bezpilotowe aparaty latające mogą ważyć nawet pół kilograma i mniej, mieszcząc się na dłoni. Na drugim końcu skali są aparaty takie jak amerykański RQ-4 Global Hawk, który jest wielkości pasażerskiego Boeinga 737.
Jak wiadomo bezpilotowe aparaty latające służą przede wszystkim do prowadzenia rozpoznania. Samo rozpoznanie też może mieć różny charakter: obserwacja pola walki, poszukiwanie celów dla różnych środków ogniowych, korygowanie ognia artylerii, rozpoznawanie położenia wojsk i ich ruchów. To wszystko załatwia rozpoznanie obrazowe, prowadzone przy pomocy kamer telewizyjnych lub termowizyjnych. Dane z tego rozpoznania są z reguły transmitowane w czasie rzeczywistym na naziemne stanowiska dowodzenia, pozwalając na szybkie wykorzystanie dostarczonych danych. Z kolei aparatura do pasywnego rozpoznania radioelektronicznego (SIGINT) pozwala na namierzanie i identyfikacje wrogich systemów radarowych, walki radioelektronicznej i radionawigacyjnych (ELINT), a także określanie położenia środków łączności oraz przechwytywanie prowadzonej korespondencji radiowej w celu analizy jej treści (COMINT). Można też stosować bezpilotowce do prowadzenia rozpoznania radiologicznego (RADINT) i chemicznego w warunkach stosowania broni masowego rażenia.
Właśnie pod kątem prowadzenia rozpoznania wprowadzono siedem klas, w ramach której „szufladkuje” się bezpilotowe aparaty latające (w terminologii NATO – UAV, czyli Unmanned Aerial Vehicle, w cywilnej terminologii często używa się określenia RPAS – Remotely Piloted Aircraft System). Oto te klasy:
Micro UAV to aparaty o masie do 2 kg. Są one używane najczęściej przez siły specjalne do bliskiego rozpoznania i obserwacji, najczęściej na sąsiedniej ulicy lub by zajrzeć przez okna do budynku. Obecnie coraz częściej aparaty tej klasy, najczęściej w popularnym układzie quadrocoptera (śmigłowca z czterema wirnikami), są używane przez najniższe szczeble dowodzenia wojskowych pododdziałów manewrowych. Doświadczenia wojny w Ukrainie pokazały, że już kompania ma swoją sekcję obserwacyjną z operatorami dronów, a bardzo często wykorzystuje się do tego systemy komercyjne, które można zakupić za stosunkowo niewielką cenę, pozwalając na ich masowe użycie. Oddają one nieocenione usługi w zakresie obserwacji pola walki.
Warto w tym miejscu wspomnieć, że obecnie pracuje się na super małymi aparatami o masie poniżej 200 g, znanymi jako Nano-UAV. Są one głównie przeznaczone dla sił specjalnych i często mają być wykorzystywane wewnątrz pomieszczeń.
Mini UAV to klasa niewielkich, z reguły ze skrzydłami o rozpiętości do 2,5 m oraz o masie do 20 kg aparatów latających, najczęściej przeznaczonych do obserwacji pola walki. W tej klasie też są większe quadrocoptery, ale bardzo często stosuje się aparaty przypominające modele latające. Często są napędzane silnikami elektrycznymi lub cichymi spalinowymi, tak by ograniczyć ich wykrywalność. Najczęściej przenoszą jedną ruchomą kamerę do zdjęć dziennych, ale czasem można ją wymieniać na kamerę pracującą w podczerwieni. Ich zasięg rozpoznania najczęściej nie przekracza 10 km. W wojsku używa się ich na szczeblu kompanii lub batalionu.
STUAV (Small Tactical UAV) to aparaty przeznaczone do rozpoznania taktycznego lub innych działań taktycznych w klasie masowej od 20 kg do 150 kg. Startują one z wyrzutni lub na własnym podwoziu, a lądują na spadochronach lub łapane w specjalną sieć, ale czasem też na własnym podwoziu. Mają zasięg operowania do 50 km od stacji kierowania i są napędzane silnikiem tłokowym. Ich wyposażenie rozpoznawcze to już bardziej zaawansowane systemy, które mogą łączyć kamerę telewizyjną i termowizyjną jednocześnie, dalmierz laserowy, a nawet laserowy podświetlacz celów. Najczęściej są używane w artylerii na szczeblu dywizjonów do korygowania ognia artylerii i do wyszukiwania celów. Często trafiają też do brygadowych pododdziałów rozpoznawczych w jednostkach piechoty, zmechanizowanych lub pancernych.
TUAV (Tactical UAV) to aparaty o masie od 150 do 600 kg. Mają często zasięg rozpoznania do ok. 150 km od stacji kierowania czyli najczęściej maksymalny jaki można uzyskać w systemie łączności CLOS (Communication via Line-of-Sight). Częściej od STUAV wykorzystują własne podwozie do startu i lądowania, najczęściej dysponując zakresami automatycznego startu i lądowania. Ich wyposażenie rozpoznawcze z reguły przewiduje już pełną głowicę elektrooptyczną, której obiektywy można kierować w dowolną stronę w dolnej półsferze, TV, IR (podczerwień) i stacja laserowa to u nich standard. Czasem dokłada się w nich mały radar obserwacji bocznej lub system rozpoznania radioelektronicznego, a czasem to wyposażenie montowane jest zamiast układu rozpoznania obrazowego. Używa się je najczęściej na szczeblach dywizji lub korpusu wojsk lądowych do rozpoznania taktyczno-operacyjnego.
MALE (Medium Altitude Long Endurance UAV) to wielkie aparaty zawsze startujące i lądujące na własnym podwoziu, o masie od 600 kg do 2 ton. Służą do prowadzenia rozpoznania operacyjnego i mają zasięg do 150 km (mniejsze aparaty) lub do 1000 km jeśli dysponują systemem łączności satelitarnej. Długotrwałość lotu oscyluje około 24 godzin, lub jest większa.
HALE (High Altitude Long Endurance UAV) to jeszcze większe aparaty mogące latać na wysokościach większych od 6000 m i z reguły ważących ponad 2 tony, mające podobnie jak MALE mają wszechstronne, kompleksowe (wielospektralne) systemy rozpoznania złożone z różnych systemów. Mają niemal nieograniczony zasięg dzięki standardowym na nich systemach łączności satelitarnej. Są napędzane silnikiem odrzutowym lub turbośmigłowym, czasem dwoma.
Istnieje jeszcze cała grupa uzbrojonych bezpilotowych aparatów latających wykonujących misje bojowe. Wśród nich wyróżnia się klasa UCAV (Unmanned Combat Aerial Vehicle) przeznaczona przede wszystkim do misji bojowych, ale o nich wszystkich – przy innej okazji.
Bądź na bieżąco z nowościami