Jedyny taki bezpilotowiec – Dornier Do 32 Kiebitz z okresu Zimnej Wojny

×
Ułatwienia dostępu
Rozmiar czcionki +-RESET
Kontrast / Kolory Ciemny Jasny MonoKontrast RESET

W latach 70. i 80. był to podstawowy niemiecki bezpilotowy aparat latający do obserwacji pola walki i jeden z nielicznych jaki nie mógł latać swobodnie, lecz latał na uwięzi ponad samochodem ciężarowym w którym znajdował się system jego startu i lądowania.

Na przełomie lat 50. i 60. w Republice Federalnej Niemiec pojawiła się koncepcja małego jednomiejscowego śmigłowca przeznaczonego do prowadzenia obserwacji pola walki i korygowania ognia artylerii. Tak powstał ciekawy śmigłowiec opracowany w firmie Dornier Werke GmbH z Friedrichshafen w RFN znany jako Do 32U. Była to niewielka jednomiejscowa maszyna z odkrytym miejscem pilota, napędzana w ciekawy sposób: generator gazów BMW 6012L o mocy 90 KM kierował gazy spalinowe do łopat wirnika, a dysze wylotowe znajdowały się na jego końcówkach. W ten sposób wirnik był obracany siłą odrzutu owych gazów. W Polsce swego czasu też powstał prototyp podobnego śmigłowca JK-1 Trzmiel, z małymi silniczkami odrzutowymi zamontowanymi na końcach łopat wirnika. Do 32U miał tę zaletę, że był składany i mógł być przewożony lekkim samochodem ciężarowym. W momencie kiedy był potrzebny rozkładało się go i oficer artylerii lub rozpoznania wykonywał na nim lot nad własnymi liniami obserwując pole walki czy korygując ogień artylerii. Spodziewano się wielkich zamówień, ale skończyło się na trzech prototypach, z których pierwszy oblatano 29 czerwca 1962 r. Okazało się jednak, że śmigłowiec jest trudny w obsłudze i dość niebezpieczny.

Na jego bazie jednak postanowiono opracować bezzałogowy system obserwacji, ale latający na uwięzi, nad przewożącą go ciężarówką. Tak powstała odmiana Do 32K Kiebitz I (kiebitz – czajka). Cały śmigłowiec obudowano i w środku umieszczono system stabilizujący zawis oraz regulujący napięcie uwięzi. Po próbach przeprowadzonych w 1966 r. stwierdzono jednak, że potrzebny jest większy śmigłowiec, by zmieścić w nim zakładane systemy obserwacji i rozpoznania. Od początku jednak potwierdzono podstawowe założenia konstrukcyjne, w tym specjalny system do latania na uwięzi. Lina rozwijana z bębna na ciężarówce zawierała zintegrowany w niej wąż doprowadzający paliwo do napędu turbiny z ziemi. W środku był też kabel do przesyłu danych dla sygnałów sterujących i przesyłania danych do i z aktywnego lub pasywnego systemu czujników. W pierwszej wersji Do 32K Kiebitz I lina miała długość 200 m, ale w powiększonej odmianie Do 34 Kiebitz II, która ostatecznie weszła do produkcji seryjnej długość liny zwiększono do 300 m. Na ciężarówce w kabinie znajdowało się miejsce dla kierowcy i operatora systemu. Za kabiną był zbiornik paliwa i inne wyposażenie, a dalej znajdowała się platforma startowa dla śmigłowca z rozkładanymi łopatami o rozpiętości (Do 34 Kiebitz II) 8,4 m. Ta część mogła być łatwo zdejmowana, a w jej miejsce można było zakładać skrzynię ładunkową.

Nowy powiększony Do 34 Kiebitz II był napędzany amerykańskim generatorem gazów Allison 250C2 o mocy 420 KM, zaadoptowanym z silnika turbinowego do śmigłowców. Nie miał on jednak turbiny swobodnej (napędowej), ale gazy spalinowe były w całości kierowane przewodami do końcówek wirnika, gdzie znajdowały się dysze wylotowe. Kiebitz I nie miał wyposażenia rozpoznawczego, ale Kiebitz II został wyposażony w radar o zasięgu 65-85 km do obserwacji celów naziemnych, jedno z pierwszych urządzeń tego typu. Początkowo miał to być radar produkcji francuskiej, ale później opracowano własny radar Autonomes Radar Gefechtsfeld Uberwachungs System znany jako Argus. Z tym radarem system testowano w 1981 r., ale Bundeswehra uważała wtedy, że system ma zbyt wiele ograniczeń, a przede wszystkim zbyt mały zasięg obserwacji radarowej. Sugerowano firmie Dornier, by zwiększyć długość liny do 1000 m, by zwiększyć zasięg obserwacji radarowej do 150 km, ale Dornier stwierdził, że będzie to zbyt kłopotliwe, choćby ze względu na ciężar liny łączącej (przy 300 m ważyła ona 85 kg) i na możliwość pompowania paliwa na taką wysokość. Ostatecznie więc cały program zamknięto w 1981 r., zamiast tego korzystano z kanadyjsko-niemieckich swobodnie latających bezpilotowych aparatów typu samolotowego Canadair CL 89 i ulepszonych CL 289. Natomiast Kiebitz II z systemem Argus ostatecznie nie wszedł do uzbrojenia.

 

Michał Fiszer

Od pewnego czasu w Ukrainie stosuje się duże komercyjny bezpilotowe aparaty latające, nazywane lokalnie Baba-Jaga (po ukraińsku Баба Яга), co znaczy dokładnie to samo, co po polsku. Mają one swoje wady i zalety, ale warto odnotować ukraińską pomysłowość.

Do pewnego czasu na rynku dostępne są duże bezpilotowe aparaty latające do celów rolniczych. Pozwalają one na wykonywanie wielu prac polowych typowych dla agrolotnictwa, ale na małych polach, za małych dla samolotu czy śmigłowca rolniczego. Są one wyjątkowo tanie w użyciu, a mogą jednorazowo zabrać do 30 kg, a nawet do 50 kg środka do spryskiwania. Rzadziej wykorzystuje się je do rozsiewania nawozów sproszkowanych. W Polsce aparaty różnych klas o udźwigu od 10 do 30 kg można kupić za 25 000 – 65 000 złotych i są to aparaty produkcji chińskiej. Zwykle mają układ seksto- lub oktokoptera, a czas ich lotu waha się od 30 minut do godziny, w zależności od zastosowanych baterii. Są to jedne z największych komercyjnych dronów z napędem elektrycznym. Ich rozpiętość ramion na końcu których zamontowano silniki z wirnikami sięga nawet 2,5 do 3,0 metrów. Masa takiego aparatu mieści się w przedziale 10-25 kg. Oczywiście wymaga to od rolnika zdobycia specjalnych uprawnień do operowania dronem o masie startowej powyżej 250 g (które nie wymagają żadnych uprawnień), ale zdobycie licencji pilota dronowego jest o wiele tańsze niż uzyskanie licencji pilota samolotowego, nie mówiąc już o licencji na śmigłowiec.

W Ukrainie w miarę popularne są drony firmy Fly Dragon Drone Tech z Chengdu w Chinach. Na przykład aparat FLYD-2400 w układzie oktokopera z napędem elektrycznym może przenosić ładunek do 25 kg, sam też waży 25 kg bez baterii, a baterie akumulatorowe ważą 20 kg. Maksymalny ciężar startowy to 70 kg, a rozpiętość ramion – 2400 mm. FLYD-2400 może latać 75 minut bez ładunku (jako rozpoznawczy z kamerami termowizyjnymi), 60 minut z ładunkiem 10 kg lub 45 minut z ładunkiem 25 kg. Zasięg łączności radiowej to 3 km, ale Ukraińcy wykorzystują internet do sterowania dronem za pośrednictwem sieci satelitów Starlink.

Właśnie tego rodzaju aparaty są używane do zrzucania na wojska rosyjskie ciężkich ładunków. Często jest to sześć granatów moździerzowych kal. 120 mm na indywidualnych zaczepach, by można je było zwalniać na cel kolejno. Zdarza się też podwieszać jako ładunek bojowy 15-kg minę przeciwpancerną.

Ukraiński żołnierz niesie drona typu „Baba-Jaga” przed jego użyciem.

Ponieważ drony rolnicze dostosowane do zadań bojowych i znane jako Baba-Jaga są relatywnie duże, dlatego dość często są zestrzeliwane z broni maszynowej. Ukraińcy nauczyli się więc stosować je głównie w nocy. Albo kupuje się drony z kamerą termowizyjną (w rolnictwie ułatwiają one odróżnienie pola już opryskanego od suchego), albo się takie kamery montuje w Ukrainie. W nocy Baby-Jagi są o wiele bardziej skuteczne, a jednocześnie ich siła niszcząca jest o wiele większa niż typowych dronów-kamikaze typu FPV (First Person View), czyli tych sterowanych przez operatorów za pomocą specjalnych wizjerów, jakby operator sam siedział wewnątrz sterowanego przez siebie aparatu. Obecnie są one bardzo powszechne i relatywnie skuteczne, ale ich główną wadą jest niewielki ładunek bojowy. Dla odmiany mina przeciwpancerna lub cięższy pocisk artyleryjski zrzucona przez Babę-Jagę czyni o wiele większe szkody. Jest na przykład w stanie zniszczyć czołg z dużą pewnością. Oczywiście trudność polega na celnym zrzucie przez operatora, który często musi zejść na wysokość 30-50 m. Niżej się nie da, bo po wybuchu zrzuconego ładunku sam dron może być zniszczony. Działając w nocy Baby-Jagi są całkiem skuteczne, choć ich największym wrogiem są rosyjskie systemy walki radioelektronicznej, zakłócający ich łączność z operatorem.

Widok bezpilotowego aparatu latającego typu „Baba-Jaga” w nocy, w podczerwieni. Właśnie wtedy najczęściej one operują.
Żołnierze niosą dron typu „Baba-Jaga” przed rozpoczęciem szkolenia z jej użycia.

Ostatnio Ukraińcy zaczęli używać Baby-Jagi w zupełnie innej roli. Dostosowali je do przenoszenia zwykle czterech mniejszych dronów typu FPV, pozwalając na ich zwolnienie kilka lub nawet kilkanaście kilometrów od operatora. Po zwolnieniu na wysokości ok. 400 m, wielkie drony służą jako retranslatory łączności radiowej dla przenoszonych jednorazowych dronów FPV, zwiększając tym samym ich zasięg. Pozwala to na atakowanie obiektów oddalonych o około 15 km od operatora, głównie ciężarówek dostarczających zaopatrzenie na front, choć czasem udaje się wykryć i zniszczyć w ten sposób wrogą baterię artylerii polowej.

Aparat typu „Baba-Jaga” z podwieszonymi pociskami moździerzowymi dużego kalibru.
Michał Fiszer

Irańska państwowa firma Shahed Aviation Industries mieszcząca się w bazie Badr po południowej stronie miasta Isfahan, będąca częścią państwowego koncernu Iran Aircraft Manufacturing Industrial Company (HESA), mieszczącego się ze swoimi głównymi zakładami po drugiej, północnej stronie miasta, przy jego porcie lotniczym, buduje wiele różnych typów aparatów bezpilotowych. Wśród nich są irańskie MALE, Shahed 129 i Shahed 149 Gaza.

Shahed to po irańsku „świadek”, co ma niezrozumiałą dla nas wymowę, bo chodzi o świadka wiary, świadka bożego, chyba nawet nie ma co próbować to zrozumieć. W każdym razie sam zakład Shahed Aviation Industries jest bardzo znanym w Iranie producentem bezpilotowych aparatów latających, tak dla Gwardii Rewolucyjnej, jak i dla Sił Zbrojnych.

Rozwój pierwszego z tych aparatów jako HESA-100 został podjęty jeszcze w macierzystych zakładach HESA w 2005 r., zanim powstał oddział Shahed. Później został przeniesiony do nowego oddziału, gdzie opracowano najpierw mały aparat taktyczny Shahed 121 o rozpiętości skrzydeł 3,5 m i maksymalnej masie startowej 200 kg. Miał on napęd w postaci silnika tłokowego umieszczonego z tyłu, stałe podwozie i proste skrzydła. Następnie powstał Shahed 123, o wielkości i przeznaczeniu zbliżonym do izraelskiego Elbit Hermes 450, czyli o masie startowej 450 kg. Miał on podobny układ i charakterystyczne usterzenie motylkowe. W tym momencie dalszy rozwój aparatów Shahed rozszedł się: w ramach programu systemu taktycznego powstał Shahed 125 z charakterystycznym dwubelkowym układem, na końcu belek ogonowych zamocowano usterzenie w układzie „odwrócony motylek”. Proste skrzydła łączyły obie belki ogonowe i krótki kadłub, na końcu którego znajduje się silnik tłokowy napędzający śmigło pchające.

Dwa opisywane aparaty na jednym zdjęciu, w środku Shahed 121, a ostatni to Shahed 129 w nowszej wersji, z systemem łączności satelitarnej.

Nas natomiast interesuje aparat Shahed 129, który był pierwszym irańskim systemem klasy MALE, czyli latający na średnich wysokościach i mający dużą długotrwałość lotu. Aparat waży niewiele mniej od 1 tony, ma rozpiętość prostych skrzydeł 16 m i długość kadłuba o przekroju okrągłym ok. 8 m. Z tyłu kadłuba zamontowano silnik Rotax 914 o mocy 115 KM, bardzo popularny napęd wielu aparatów bezpilotowych, w tym amerykańskiego MQ-1 Predator. Aparat ten nie miał możliwości sterowania poza zasięgiem bezpośredniej łączności radiowej, do 200 km na większych wysokościach. Pułap wynosił 5500 m, a prędkość maksymalna 170 km/h, przelotowa ok. 150 km/h. Aparat mógł też wykonywać lot autonomicznie, korzystając z bezwładnościowego układu nawigacyjnego, komputera nawigacyjnego i korekcji GPS, ale w locie można było zmieniać trasę, jeśli była łączność. Wyposażenie rozpoznawcze to irańska głowica elektrooptyczna Oghab-6 zawierająca kamerę telewizyjną i termowizyjną oraz dalmierz laserowy. Aparat może być uzbrojony w cztery lekkie pociski kierowane (bomby szybujące) Sadid-345, o masie po 34 kg. Sadid-345 mają wymienny system kierowania, albo z kamerą telewizyjną lub termowizyjną z kierowaniem na kontrast obrazu (wskazanie celu przed zrzutem), albo półaktywną laserową, jeśli istnieje możliwość podświetlenia celów dla nich z innego źródła (kontrolera naziemnego). W kolejnej odmianie Shahed 129 dodano stację łączności satelitarnej, zwiększając promień działania nawet do 1000 km. Długotrwałość lotu sięga 24 godzin. Od 2012 r. wojska irańskie i Gwardia Rewolucyjna używają ok. 45 aparatów Shahed 129.

Shahed 129 w pierwotnej wersji, w której mógł działać tylko w zasięgu bezpośredniej łączności radiowej.

Przyszłością jest jednak nowy aparat Shahed 149 Gaza. Jest on większy, jego masa startowa sięga 3200 kg, a napęd stanowi silnik turbośmigłowy napędzający czterołopatowe śmigło ogonowe. Został on opracowany w Iranie przez konsorcjum MAPNA Group z Teheranu. Aparat ma rozpiętość skrzydeł 21 m, a długość kadłuba – 10 m. Aparat ma także składane w locie podwozie, tak jak Shahed 129. Prędkość maksymalna Shaheda 149 to 340 km/h, a długotrwałość lotu pozostaje na poziomie 24 godzin. Dzięki systemowi łączności satelitarnej promień działania sięga nawet 2000 km, a pułap operacyjny to aż 11 000 m. Aparat przenosi do 12 bomb Sadid-345 lub podobnego uzbrojenia. Został też wyposażony w nowocześniejszy system elektrooptyczny o wysokiej rozdzielczości. Shahed 149 Gaza od 2022 r. pozostaje w uzbrojeniu Iranu, wiadomo że do służby weszły co najmniej trzy aparaty.

Najnowszy Shahed 149 Gaza, irański odpowiednik amerykańskiego MQ-9 Reaper.

Widać wyraźnie, że Iran jest całkiem zaawansowany w opracowaniu światowej klasy systemów bezpilotowych, które mogą być używane do walki z Państwem Islamskim Prowincji Chorasan, z którym Iran ma spory problem. Zawsze też pozostaje nieufność w stosunku do Iraku, no i oczywiście Iran wtrąca się o innych regionalnych konfliktów, takich jak w Jemenie.

 

Michał Fiszer

Największą grupą pocisków, jakie wzięły udział w ataku na Izrael, były tzw. drony kamikaze, czyli mówiąc fachowo – amunicja krążąca, Shahed 136. Identyczne są używane przez Rosję pod nazwą Gerań 2.

 

13 kwietnia 2024 r. Iran po raz pierwszy w swojej historii dokonał zmasowanego ataku dronowo-rakietowego na Izrael, większość pocisków odpalając z własnego terytorium. Od rejonów odpalenia do obiektów w Izraelu jest około 1200 km, a zatem całe użyte z terytorium Iranu uzbrojenie musiało mieć zasięg nie mniejszy niż 1200-1400 km (pociski manewrujące i amunicja krążąca, czyli popularne drony kamikaze w pobliżu Izraela zmieniały kierunek lotu, by utrudnić przechwycenie).

Irański atak został przeprowadzony w odwecie za uderzenie izraelskiego lotnictwa na przybudówkę do irańskiej ambasady w Damaszku 1 kwietnia, gdzie mieścił się konsulat Iranu. W istocie jednak pełnił on rolę sztabu specjalnych operacji Gwardii Republikańskiej Iranu. W izraelskim ataku zginęło 16 osób, w tym siedem oficerów irańskiej Gwardii Republikańskiej, a wśród nich gen. bryg. Mohammad Reza Zahedi, stojący na czele Sił Quds, czyli szefostwa wywiadu i działań specjalnych Gwardii Republikańskiej. Oczywiście Izrael dokonał tego ataku jako część operacji przeciwko ruchom muzułmańskim (Hamas, Hezbollah), które mogą stanowić zagrożenie dla Izraela, jako część odwetu po zmasowanym ataku na Izrael z 7 września 2023 r. prowadzonego głównie ze Strefy Gazy, ale który był inspirowany i sterowany przez Teheran.

Iran zapowiadał odwet, więc atak z 13 kwietnia nie był większym zaskoczeniem. Już wcześniej w jordańskiej bazie Muwaffaq Salti pod Al-Azraq znalazły się dwa dywizjony amerykańskich myśliwców F-15E Strike Eagle, 494th Expeditionary Fighter Squadron z 48th Fighter Wing z bazy Lakenheath w Wielkiej Brytanii oraz 335th Fighter Squadron z 4th Fighter Wing z bazy Seymour Johnson w Północnej Karolinie. Z kolei w bazie Tamim w Katarze bazuje brytyjski 11. Dywizjon, wyposażony w samoloty Eurofighter Squadron. Za obronę powietrzną obszaru za pomocą środków podległych koalicji odpowiada Centrum Operacji Powietrznych amerykańskiego Central Command w bazie Al Udeid w Katarze, gdzie dowodzi dowódca 9. Armii Lotniczej, gen. por. Alexus G. Grynkewich.

Atak w nocy z 13 na 14 kwietnia w ramach operacji True Promise, Iran odpalił ok. 185 dronów Shahed 136 i Shahed 238, 36 pocisków manewrujących typu Soumar i Paveh oraz 110 pocisków balistycznych Kheibar Shekan i Fattah-2. Część dronów Shahed 136 wystrzelono z terenów Państwa Islamskiego w Iraku oraz z Jemenu, zaś Hezbollah wystrzelił nieco pocisków niekierowanych z wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, ale te zostały w większości przechwycone i zniszczone przez izraelski system Iron Dome swoimi pociskami Tamir.

Jeśli chodzi o drony Shahed 136 napędzane silnikiem tłokowym i mającym prędkość ledwie 200 km/h, to leciały one do celów około 6-7 godzin, było więc mnóstwo czasu na ich przechwycenie i zniszczenie tylko dwa amerykańskie dywizjony F-15E zestrzeliły aż 70 z nich nad terenem południowego Iraku, Jordanii i Syrii, kilkanaście kolejnych zestrzeliły brytyjskie Eurofightery z 11. Dywizjonu RAF z Kataru. Inne środki przeciwlotnicze odpowiadały za zniszczenie kolejnych, tak że do Izraela dotarło ich tylko ok. 90. Wszystkie pozostałe zniszczyły izraelskie myśliwce i przeciwlotnicze systemy rakietowe David Sling z pociskami Stunner, ale także przenośne przeciwlotnicze Stingery i działka przeciwlotnicze. Shahedy 238 napędzane silnikiem odrzutowym o prędkości 600 km/h także zostały zestrzelone. Udało się też przechwycić i zestrzelić wszystkie 36 dedykowanych pocisków manewrujących, irańskich Paveh o zasięgu 1650 km i prędkości ok. 750 km/h dzięki silnikowi odrzutowemu oraz Soumar, które są kopią rosyjskiej rakiety powietrze-ziemia Ch-55. Te pociski też były zestrzeliwane przez myśliwce i przeciwlotnicze systemy rakietowe, głownie izraelskie David Sling. Intensywnie działały też wszelkie izraelskie środki zakłóceń aktywnych, które myliły systemy nawigacyjne nadlatujących pocisków.

Najtrudniejsze do niszczenia były oczywiście pociski balistyczne, a szczególnie nowe Fattah-2 rozwijających wielką prędkość do Ma=13. Sześć pocisków balistycznych zestrzeliły dwa amerykańskie niszczyciele USS Carney (DDG-64) i USS Arleigh Burke (DDG-51) za pomocą swoich pocisków Standard MR3. Większość pozostałych zestrzeliły izraelskie systemy przeciwlotnicze Arrow, strzelając najpierw rakietami dalekiego zasięgu Arrow 3, a następnie rakietami średniego zasięgu Arrow 2. Według Izraela siedem pocisków balistycznych trafiło w cele. Wśród trzech obiektów, które zostały trafione i są w nich zniszczenia i uszkodzenia jest baza Nevatim, gdzie stacjonują izraelskie F-35I Adir należące do dwóch dywizjonów, 116. Dywizjon „Lions Of The South” oraz 140. Dywizjon „Golden Eagle”. Podobne te samoloty dokonały ataku na konsulat Iranu w Damaszku. Nie wiadomo jednak o żadnych stratach wśród nich, podobno uszkodzono jedynie transportowego C-130J Hercules ze 103. Dywizjonu „Elephants”, który też stacjonuje w tej bazie. Drugą zaatakowaną bazą, też na pustyni Negew w południowym Izraelu, jest Ramon, gdzie stacjonują samoloty uderzeniowe F-16I Sufa oraz śmigłowce szturmowe AH-64 Apache. Wszystkie pięć bazujących tu dywizjonów, trzy na F-16I i dwa na AH-64, regularnie atakują obiekty w strefie Gazy. Trzecim trafionym obiektem jest ośrodek rozpoznania radioelektronicznego i posterunek radarowy w Jabal al-Sheikh na górze Hermon w północnej części Wzgórz Golan.

Powstaje pytanie, czy jeśli połączone siły amerykańskie, brytyjskie, izraelskie, a być może i jordańskie zdołały zestrzelić wszystkie pociski manewrujące i drony kamikaze, to czy broń ta ma w ogóle przyszłość? Oczywiście, że ma. Drony-kamikaze są śmiesznie tanie, a pociski użyte do ich zwalczania są często sto razy droższe. Dlatego rosyjska taktyka jest prosta – używać ich masowo. Pierwsze 1000-1500 zostaną zestrzelone co do jednego. Ale kolejne będą lądować w celu, bo wróg nie będzie miał już rakiet przeciwlotniczych, a ich produkcja to proces kosztowny i czasochłonny. Kiedy zrozumiemy jak walczy Rosja, wówczas uzbrojenie używane w Iranie czy Rosji też nabierze dla nas innego wymiaru.

HESA Shahed 136, dobrze znane z Ukrainy, ale użyte też w irańskim ataku na Irak.

 

HESA Shahed 238 ma już napęd odrzutowy, przez co jest trzy razy szybszy od Shaheda 136.
Michał Fiszer

Mało kto wie, ale i Rosjanie od początku wojny w Ukrainie używają własnego aparatu latającego, będącego odpowiednikiem sławnego Bayraktara TB2, tak skutecznie użytego przez wojska ukraińskie. Jest nim aparat Forpost, wywodzący się od licencyjnego izraelskiego IAI Searcher. Jak wygląda wersja rosyjska?

Bezpilotowy aparat latający Forpost jest licencyjną wersją izraelskiego IAI Searcher.
Oryginalny Forpost w służbie rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych w czasie zimowych ćwiczeń.

Pierwsze izraelskie bezpilotowe aparaty latające IAI Searcher powstałe w państwowym koncernie Isreali Aerospace Industries pojawiły się w 1990 r. Aparat miał masę startową 430 kg, był napędzany niemieckim silnikiem Limbach L550 o mocy 50 KM. Został on zbudowany w układzie z prostym skrzydłem, dwoma belkami ogonowymi do których mocowane jest usterzenie oraz usterzeniem z podwójnym statecznikiem. Silnik umieszczono z tyłu krótkiego kadłuba, napędza on śmigło pchające. Aparat wyposażono w stałe podwozie, na którym on startuje i ląduje, przy czym start może być wspomagany pneumatyczną katapultą lub prochowymi rakietami startowymi.

Pierwsze Searchery były przeznaczone do rozpoznania, korygowania ognia artylerii oraz do laserowego podświetlania celów dla uzbrojenia lotniczego zrzucanego z samolotów pilotowanych. Aparat nie miał systemu łączności satelitarnej, jego zasięg był więc ograniczony zasięgiem bezpośredniej łączności radiowej. Na maksymalnej wysokości lotu aparatu 7000 m, zasięg wynosił około 220-250 km od naziemnej stacji kierowania. W latach 90. dla wojsk Izraela zbudowano ok. 200 aparatów tego typu.

Jego rozwinięciem był nieznacznie większy Searcher II, miał rozpiętość skrzydeł 8,5 m zamiast 7,2 m, a maksymalna masa startowa wzrosła do 450 kg. Miał nowocześniejsze wyposażenie i większą autonomię lotu, dzięki odbiornikowi GPS był w stanie powrócić na miejsce startu po zerwaniu łączności radiowej. Do uzbrojenia wojsk Izraela aparat wszedł na przełomie wieków.

Lądowanie aparatu może być skrócone specjalną liną, którą chwyta hak zamontowany z tyłu kadłuba.

Rosja zainteresowała się tym aparatem i w 2009 r. zakupiono w Izraelu dwa egzemplarze Searcher II. Po próbach podpisano kontrakt na jego licencyjną produkcję w Rosji, z wykorzystaniem wielu elementów importowanych z Izraela, głównie produkowanych na licencji niemieckiej silników oraz niemal całej awioniki. Rosyjski Searcher II otrzymał lokalną nazwę Forpost. Produkcję aparatu rozwinięto w zakładzie remontowym znanym jako Uralski Zakład Lotnictwa Cywilnego w Jekaterynburgu. Łącznie do 2018 r. zbudowano tu 90 aparatów, które weszły w skład skompletowanych 30 systemów dla jednostek wojsk rosyjskich. Każdy system składał się z trzech aparatów, naziemnej stacji kierowania oraz całego zestawu zabezpieczenia eksploatacji.

Kiedy w 2014 r. po zajęciu Krymu na Rosję nałożono sankcje, w Rosji opracowano „zrusyfikowaną” odmianę Forpost-R. Aparat był nieco większy, rozpiętość skrzydeł zwiększono do 9 m przy długości 6 m, a masa startowa wzrosła do 500 kg. Jako napęd zastosowano silnik APD-85 o mocy 85 KM, zaś oryginalną izraelską głowicę elektrooptyczną ze stacją laserową IAI Tamam MOSP-3000 (Multi-mission Optronic Payload) wymieniono na rosyjską GOES-540 produkowaną przez Uralskie Zakłady Elektrooptyczne. Dodatkowo aparaty Forpost-R uzbrojono w dwie niewielkie bomby kierowane laserowo KAB-20S o masie 20 kg każda, nieco wzorowane na tureckiej amunicji MAM-L. Pierwszy aparat Forpost-R zbudowany z wykorzystaniem rosyjskich elementów, w tym na przykład z odbiornikiem rosyjskiego systemu nawigacji satelitarnej Glonas zamiast oryginalnego GPS, został oblatany w sierpniu 2019 r. W 2021 r. zaczęła się ich produkcja seryjna, w sam raz by wziąć następnie udział w działaniach bojowych w Ukrainie od 2022 r.

W międzyczasie oryginalne Forposty w składzie eskadry bezpilotowych aparatów latających 318. Mieszanego Pułku Lotniczego Floty Czarnomorskiej, który stacjonował na Krymie, wzięły od 2015 r. udział w działaniach bojowych w Donbasie. Wiadomo, że do 2022 r. stracono w toczących się tam walkach łącznie pięć aparatów Forpost.

Forpost-R z podwieszoną imitacją uzbrojenia. Seryjne aparaty przenoszą głównie bomby kierowane laserowo KAB-20S.

O ile w działaniach w Donbasie Forposty prowadziły wyłącznie rozpoznanie, to już w latach 2022-2024 Forposty i Forposty-R w składzie Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji, obok prowadzenia rozpoznania, wykonywały też ataki na ukraińskie cele naziemne bombami KAB-20S. Co prawda sukcesy były dość ograniczone, ale ich ofiarą padło kilkanaście ciężarówek czy transporterów opancerzonych. Najczęściej jednak Forposty używano do korygowania ognia artylerii rakietowej prowadzonego na większą odległość (na głębokość do 40-70 km za linią frontu). Niemniej jednak nigdy nie dorównały one skutecznością używanych po ukraińskiej stronie Bayraktarów, głównie na skutek poziomu wyszkolenia ich operatorów.

Makiety bomb KAB-20S pokazane na wystawie Army 2020 w Rosji.
Michał Fiszer

Rozpoczął się nowy etap dla polskiego środowiska dronowego!

W dniu 4 kwietnia został uruchomiony nowy portal o nazwie Krajowy System Informacji Dronowej (KSID), który wprowadza szereg udogodnień dla operatorów i pilotów dronów oraz ułatwia dostęp do kluczowych informacji.

Wraz z inauguracją portalu Drony.gov.pl, możliwość aktualizacji danych na starej stronie drony.ulc.gov.pl zostanie ograniczona, a ta ostatnia będzie dostępna jedynie w trybie „do odczytu”.

KSID będzie służył użytkownikom BSP w procesach rejestracji operatorów i pilotów oraz uzyskiwania wymaganych uprawnień. Ponadto, wszyscy użytkownicy dronów zyskają możliwość cyfrowego zarządzania swoimi danymi oraz szczegółowymi informacjami dotyczącymi ich statków powietrznych. Dodatkowo, w sytuacjach pilnych, będą mogli komunikować się z pracownikami ULC drogą elektroniczną.

Wprowadzenie usługi oznacza także uruchomienie serwisu administracyjnego „e-Drony ULC”, który zautomatyzuje wiele procesów biurokratycznych, skracając czas ich realizacji.

Nowością będzie również usługa e-learningu, która pomoże użytkownikom zdobyć niezbędną wiedzę dotyczącą zasad lotów BSP. Po zaliczeniu elektronicznego egzaminu, nowe kwalifikacje zostaną automatycznie zapisane na koncie użytkownika.

W ramach projektu „Usługi Cyfrowe dla BSP” tworzone są również narzędzia wspierające instytucje państwowe w działaniach ratowniczych oraz zapewnianiu bezpieczeństwa publicznego. Jednym z nich jest system „Dynamic Safety & Security” (DSS), umożliwiający wnioskowanie o tymczasowe ograniczenia w dostępie do przestrzeni powietrznej.

Uruchomienie portalu KSID stanowi część projektu „Usługi cyfrowe dla BSP”, którego celem jest ułatwienie korzystania z dronów w Polsce, zarówno w sektorze prywatnym, biznesowym, jak i instytucjonalnym.

Nadchodzą także kolejne innowacje ze strony PAŻP, obejmujące m.in. uruchomienie aplikacji Drone Tower do zgłaszania lotów dronów oraz rozwinięcie KSID o nowe cyfrowe usługi, takie jak Kreator misji, DTM Autonomia czy e-SORA.

Projekt „Usługi cyfrowe dla BSP” realizowany jest przy wsparciu Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa 2014-2020, we współpracy z Urzędem Lotnictwa Cywilnego oraz Ministerstwem Infrastruktury.

 

źródło: pansa.pl

18 marca przymusowo lądował pod Mirosławcem aparat MQ-9 Reaper z amerykańskiego pododdziału 52nd Expeditionary Operations Group Detachment 2 z Mirosławca. Dało to impuls Rosjanom do twierdzenia, że to oni doprowadzili do rozbicia się aparatu za pomocą zakłóceń aktywnych.

W Mirosławcu stacjonuje kilka MQ-9A Reaper, które noszą rejestracje cywilne dla ułatwienia poruszania się po cywilnej przestrzeni powietrznej w Polsce. Zadaniem jednostki jest monitorowanie zagrożeń na wschodniej granicy Polski, dlatego aparaty często wykonują loty rozpoznawcze w polskiej bądź międzynarodowej (nad morzem) przestrzeni powietrznej zbierając dane z Obwodu Królewieckiego oraz z zachodniej części Białorusi. MQ-9A Reaper używają w tym celu specjalnego radaru AN/APY-8 Lynx, dysponującego zasięgiem do ok. 100 km (może zajrzeć na jakieś 70-75 km w głąb od granicy czy wybrzeża). Jest to radar do obserwacji celów naziemnych lub nawodnych, dysponujący zakresem SAR, czyli podnoszącym rozdzielczość metodą sztucznej apertury. Dzięki temu radar może dostarczać obrazy celu zbliżone do fotograficznych, dysponując przy tym rozdzielczością rzędu 10 cm. Możliwa jest więc identyfikacja wykrytych obiektów, czyli mówiąc po ludzku można odróżnić ciężarówkę od wyrzutni rakietowej na podstawie transmitowanego przez aparat obrazu. Poza wspomnianym radarem możliwe jest zamontowanie systemu pasywnego rozpoznania radioelektronicznego pozwalającego na określanie położenia środków radiolokacyjnych, radionawigacyjnych, łączności i walki radioelektronicznej.

Aparat MQ-9A Reaper startuje, wykonuje lot i ląduje automatycznie, choć możliwa jest ręczna ingerencja operatora. Operator może zadawać kurs i wysokość w czasie lotu w trybie półautomatycznym lub całkowicie przejąć sterowanie aparatem, jakby był pilotem siedzącym na jego pokładzie. Jeśli jednak nie ma łączności, aparat wraca do tryby automatycznego, czyli do lotu do kolejnego punktu zwrotnego, a następnie wykonania lotu wzdłuż zaprogramowanej trasy. Tryb ten jest nie tylko automatyczny, ale też autonomiczny, ponieważ sercem systemu nawigacji jest bezwładnościowy układ nawigacyjny z żyroskopami laserowymi Honeywell H-764, który jest wewnętrznie zintegrowany z odbiornikiem GPS odpornym na zakłócenia aktywne. Istotne jest to, że skuteczne zakłócenie sygnału GPS pozbawi ten system korekcji, czyli precyzyjnego udokładnienia, ale nie możliwości kontynuowania lotu po zaprogramowanej trasie. A bezwładnościowego układu nawigacyjnego zakłócić się nie da. Ponadto MQ-9 Reaper ma odbiornik TACAN do udokładnienia swojego położeniu na zasięgu do ok. 200 km od naziemnej stacji tego systemu przy locie na dużej wysokości. Takie nadajniki są w Polsce w Mirosławcu, Świdwinie, Inowrocławiu, czy w Babich Dołach, a także na innych lotniskach wojskowych, co pozwala na nawigowanie w rejonie Mazur i na północ od Zatoki Gdańskiej niezależnie od sygnałów GPS. Po powrocie, nawet z niedziałającym GPS, aparat wchodzi w ścieżkę sygnałów systemu lądowania ILS i jest w stanie precyzyjnie wylądować na lotnisku. Do tego nie jest technicznie potrzebna łączność radiowa z aparatem, choć może być przydatna ze względów proceduralno-ruchowych.

MQ-9A Reaper w 12. Bazie Bezpilotowych Statków Powietrznych w Mirosławcu.
Fot. PAP

MQ-9 Reaper ma trzy systemy łączności. Jeden to system łączności satelitarnej pracujący w paśmie 8-12 GHz firmy Collins Aerospace, kolejny to L3 Communication KOR-24 z protokołem Link-16 oraz system transmisji danych pracujący w paśmie częstotliwości 4,0 do 8,0 GHz, zaś trzeci to radiostacja korespondencyjna Collins AN/ARC-210 pracująca w paśmie 30-510 MHz. Pierwsze dwa mają możliwość transmitowania danych z rozpoznania w czasie rzeczywistym oraz możliwość zdalnego sterowania aparatem w trybie półautomatycznym oraz ręcznym, zaś trzeci system służy do łączności ze służbą ruchu lotniczego (korespondencje za pośrednictwem aparatu prowadzi operator z ziemi), ale ma też możliwość wysłania awaryjnych sygnałów sterowania w ograniczonym zakresie. Całkowite zerwanie łączności we wszystkich kanałach powoduje brak możliwości odbioru danych z rozpoznania w czasie lotu (można je odczytać z rejestratorów po lądowaniu) oraz przejście aparatu w tryb automatyczny, a przy dodatkowym zakłóceniu sygnałów systemów nawigacyjnych GPS i TACAN – w tryb autonomiczny. Wciąż możliwe jest automatyczne lądowanie na lotnisku z użyciem systemu ILS.

Aparaty Reaper mogą wykonywać lot w trybie automatycznym i autonomicznym, nie są w pełni uzależnione od łączności i sygnałów GPS Fot. Wikipedia Commons

Rosjanie natomiast chwalą się, że używając dwóch swoich systemów, dopracowanej analogowej wersji 1Ł269 Krasucha-2O do zakłócenia odbiornika GPS oraz cyfrowego nowoczesnego systemu 1Ł257 Krasucha-4 do zakłócenia kanałów łączności (zakres pracy 2-18 GHz) doprowadzili oni do pogubienia się aparatu i jego upadku. Można się nieźle pośmiać z rosyjskich oświadczeń, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w Ukrainie uporczywie usiłują oni zakłócać komercyjne chińskie drony używane przez wojska ukraińskie kupowane na Aliexpress za niewielkie pieniądze. I choć czasem im się faktycznie udaje je zakłócić, to bardzo często drony te operują dość skutecznie nad rosyjskim ugrupowaniem. Przypomnijmy, że 14 marca 2023 r. dwa rosyjskie myśliwce Su-30SM przechwyciły aparat MQ-9 Reaper nad Morzem Czarnym i wykonywały przy nim różne niebezpieczne manewry. Usiłowały go nawet polać naftą lotniczą z wykorzystaniem instalacji awaryjnego zrzutu paliwa, ale i to nie wyszło. Ostatecznie jeden z samolotów zderzył się ze śmigłem aparatu i dopiero po tym „taranie” doprowadziły do jego przymusowego wodowania, bo obsługa nie chciała ryzykować lotu uszkodzonym aparatem nad terenami zamieszkałymi. Dlaczego więc wtedy po prostu nie zakłócili tamtego Reapera? System Krasucha w obu odmianach jest w uzbrojeniu od 2019 r.

MQ-9A Reaper kołuje na start w 12. Bazie Bezpilotowych Statków Powietrznych w Mirosławcu.
Fot. PAP

Dlatego stawiam na awarie techniczną a rosyjskie opowiastki o ich zakłóceniach które spowodowały wypadek aparatu można między bajki włożyć.

 

Michał Fiszer

Jest to największy bezpilotowy aparat latający jak dotąd zbudowany w Turcji. Powstał głównie z myślą o zagrożeniach, z jakimi ma do czynienia Turcja, czyli przede wszystkim z rebeliantami i terrorystami, zarówno w samym kraju, jak i w sąsiedniej Syrii.

Trzeba wziąć pod uwagę, że od dłuższego czasu Turcja walczy z buntującymi się Kurdami na wschodzie kraju. Nie wdając się absolutnie w dywagacje, czy racje mają walczący o niepodległość Kurdowie, czy Turcy chcący zachować integralność terytorialną swojego państwa, trzeba jedynie stwierdzić, że jest to przeciwnik typu „insurgenci”, czyli partyzanckiego lub rebelianckiego, jak kto woli. Jednocześnie też od ponad dekady trwa wojna domowa w Syrii, gdzie sytuacja jest niezwykle skomplikowana, bowiem walczących ze sobą stron jest co najmniej trzy. Turcja jest zdecydowanym przeciwnikiem Państwa Islamskiego, a zatem bierze też udział w działaniach przeciwko rebeliantom ISIS, w obawie o rozlanie się tej ideologii na własny kraj.

Mając do przeszukania i rozpoznania bardzo rozległe obszary, w Turcji doszli do wniosku, że potrzebny jest aparat o dużej długotrwałości lotu, sporym promieniu działania, a jednocześnie ze skutecznym systemem rozpoznania oraz silnym uzbrojeniem. Dlatego musiał powstać aparat o relatywnie dużych rozmiarach, który do pewnego stopnia można określić jako „turecki Global Hawk”, choć Akıncı przenosi dość silne uzbrojenie, zaś amerykański Global Hawk jest wyłącznie rozpoznawczy.

Bayraktar Akıncı-A z podwieszoną makietą bomby JDAM kierowaną odbiornikiem GPS.

Program opracowania takiego aparatu ruszył w 2016 r. i do konkursu wystartowała firma Baykar (skrót od Bayraktar Kardeşler – Bracia Bayraktar) oraz Turkish Aerospace Industry (TAI), a w 2018 r. wybrano do dalszej realizacji opracowanie Bayraktara. Projekt firmy przewidywał budowę bardzo dużego aparatu w układzie klasycznym, z prostym skrzydłem o dużej rozpiętości, napędzanym dwoma silnikami turbośmigłowymi umieszczonymi w gondolach silnikowych, który startował i lądował na własnym chowanym podwoziu. Nawiązano współpracę z ukraińską firmą Iwczenko-Progress z Zaporoża i do napędu aparatu Akıncı wykorzystano ukraińskie silniki AI-450T o mocy po 450 KM. Aparat ma rozpiętość skrzydeł 20 m i długość kadłuba 12,2 m, jego maksymalna masa startowa wynosi 5500 kg, z czego 1350 kg przypada na tzw. ładunek użyteczny: wyposażenie rozpoznawcze, celownicze i uzbrojenie.

Pierwszy lot aparatu w pierwszej wersji Akıncı-A miał miejsce 6 grudnia 2019 r., później próby kontynuowano już w 2020 r. Później jednak, w celu zwiększenia pułapu lotu i prędkości maksymalnej zastosowano kanadyjskie silniki turbośmigłowe PT6A-135A o mocy po 750 KM, z tymi silnikami aparat Akıncı-B został oblatany 2 marca 2022 r. W międzyczasie zaczęły się już dostawy aparatów Akıncı-A z ukraińskimi silnikami, pierwsze dwa aparaty dostarczono tureckim Siłom Zbrojnym 24 grudnia 2021 r. Odmiana Akıncı-A osiągała pułap praktyczny 11 600 m, a wersja Akıncı-B – 13 500 m. Kolejna wersja, Akıncı-C otrzymała docelowe silniki produkcji tureckiej, TUSAŞ Engine Inc (TEI) PD-222 o mocy po 950 KM, co pozwoliło na zwiększenie masy startowej do 6000 kg i ładunku użytecznego do 1500 kg. Oblot wersji Akıncı-C miał miejsce 24 lutego 2024 r. Pierwsza wersja silnika PD-222 daje moc 850 KM i z nimi aparat osiąga pułap praktyczny 13 750 m.

Bayraktar Akıncı-A w czasie jednego z lotów próbnych.

Wyposażenie aparatu Akıncı we wszystkich wersjach stanowi głowica elektrooptyczna Aselsan Aselflir-500 umieszczona pod tylną częścią kadłuba. W głowicy tej zamontowano kamerę telewizyjną i termowizyjną o bardzo wysokiej rozdzielczości, odpowiednio 4096 x 2880 linii i 1280 x 1024 linii, przy czym kamera termowizyjna pracuje w paśmie 3-5 μm. Ponadto w skład głowicy elektrooptycznej wchodzi stacja laserowa, zdolna do pomiaru odległości oraz do podświetlania celów dla uzbrojenia kierowanego laserowo. Zasięg stacji laserowej – 35 km. Ponadto w skład wyposażenia wchodzi radar do obserwacji celów naziemnych i powietrznych Aselsan Murad, który ma zasięg nawet do 200 km do celów powietrznych i do 120 km do celów naziemnych z wykorzystaniem zakresu SAR podnoszącego rozdzielczość. Radar ma antenę z aktywnym elektronicznym skanowaniem (AESA). Ponadto można montować zamiennie albo dodatkowy radar obserwacji bocznej do rozpoznania celów naziemnych, albo pasywny system rozpoznania radioelektronicznego.

Aparat  Akıncı może na ośmiu podskrzydłowych i jednym podkadłubowym zaczepie na uzbrojenie przenosić całą gamę pocisków kierowanych różnych typów. Poza znaną już z Bayraktara TB2  lekkich pocisków Roketsan Mini Smart Munition MAM w różnych odmianach, można przenosić pociski Roketsan Cirit które są odmianą rakiet kal. 70 mm z dodanym modułem kierowania laserowego, pociski RG-230-İHA kal. 230 mm o masie 43 kg i zasięgu do 70 km kierowane układem bezwładnościowym i odbiornikiem GPS, pociski TÜBİTAK SAGE Kuzgun o masie ok. 100 kg i zasięgu do 40 km z silnikiem rakietowym Kuzgun-KA lub nawet 180 km z silnikiem odrzutowym Kuzgun-TJ. Pociski w wersji dla aparatu bezpilotowego są naprowadzane odbiornikiem GPS.

Zdjęcie marketingowe aparatów Bayraktar Akıncı-B, na pierwszym planie aparat z przykładowym zestawem uzbrojenia.

Tureckie Wojska Lądowe używają już 8 aparatów Akıncı-A, tureckie Siły Powietrzne mają kolejne sześć aparatów, a Pakistańskie Siły Powietrzne mają 7 sztuk. Co najmniej jeden dostarczono Libii. Kolejnym odbiorcą tych aparatów są Siły Powietrzne Azerbejdżanu. Wszystkie aparaty mają możliwość wykonywania lotu poza zasięgiem bezpośredniej łączności radiowej dzięki systemowi łączności satelitarnej. Długotrwałość lotu wynosi 25 godzin i prędkość maksymalną 360 km/h i prędkość przelotową 240-260 km/h.

Bayraktar Akıncı-B w czasie startu, aparaty tego typu we wszystkich wersjach dysponują zakresem automatycznego startu i lądowania oraz półautomatycznym
zakresem kołowania wzdłuż wskazanych dróg kołowania.
Michał Fiszer

O bojowych bezpilotowych aparatach latających występujących w lidze zbliżonej do pilotowanych myśliwców piątej generacji mówiło się od dawna w wielu krajach. Zaskakująco jednak taki aparat pojawił się w Turcji i wydaje się być całkiem zaawansowany w swoim rozwoju, czym Turcja ustępuje na tym polu tylko Stanom Zjednoczonym.

Nie byłoby to możliwe, gdyby Turcja nie podjęła strategicznego programu rozwoju państwa Milli Teknoloji Hamlesi czyli Narodowy Ruch Technologiczny, w ramach którego państwo inwestuje w rozwój nauki i technologii na różnych poziomach, a szczególnie w przemysł lotniczy. Dzięki temu w kraju możliwa jest realizacja ambitnych programów lotniczo-obronnych.

Turecki program MİUS (Muharip İnsansız Uçak Sistemi – bojowy bezzałogowy system powietrzny)  ruszył w 2012 r. i wystartowało w nim kilka firm. Konkurencją firmy Baykar jest państwowa firma TAI i jej aparat Anca.

Do napędu aparatu wybrano sprawdzony ukraiński silnik dwuprzepływowy opracowany w czasach ZSRR Iwczenko AI-25 o ciągu 16,9 kN, stosowany m.in. jako napęd samolotów Jak-40. Do napędu prototypów i poddźwiękowej odmiany Kızılelma-A zastosowano silnik AI-25TLT produkowany w Zaporożu, ale do napędu kolejnych wersji Kızılelma-B i Kızılelma-C będzie użyty silnik Iwczenko-Progress AI-322, nowa jednostka napędowa o ciągu 24,5 kN bez dopalania i 41,2 kN z dopalaniem, jest to także silnik dwuprzepływowy. Kızılelma-B będzie miał jeden taki silnik, a Kızılelma-C – dwa.

Jako układ aparatu wybrano dopasowany do wymogów obniżonej wykrywalności radarowej kształt ze spłaszczonym, kanciastym kadłubem z bocznymi ścianami rozchylonymi na zewnątrz, ze skrzydłami trapezowymi w postaci ściętego trójkąta z tyłu i skośnymi statecznikami poziomymi z przodu, oraz z podwójnym, rozchylonym na boki usterzeniem pionowym z tyłu. Chwyty powietrza do silnika umieszczono po bokach kadłuba. Podwozie trójkołowe, całkowicie chowane w locie, z tylnym hakiem. Bezpilotowiec Kızılelma-A jest stosunkowo niewielki, maksymalna masa startowa to tylko ok. 6000 kg, jakieś trzy-cztery razy mniej od myśliwca pilotowanego, a przy tym 1500 kg to jego udźwig uzbrojenia lub wyposażenia rozpoznawczego. W aparacie ma być zastosowany radar nowego typu tureckiej firmy Aselsan, której osiągnięcia na polu elektroniki wojskowej nie sposób pominąć. Będzie on oparty o miniaturowy radar Murad zastosowany już na aparacie Akinci, ma on mieć antenę z aktywnym elektronicznym skanowaniem (typu AESA) oraz z licznymi zakresami także do obserwacji celów naziemnych, w tym o podwyższonej rozdzielczości dzięki zastosowanej technice SAR. Obraz z radaru będzie transmitowany do operatora na ziemi (na lotniskowcu), gdzie będzie prowadzona jego analiza i gdzie będzie dokonywany właściwy wybór celów do zwalczania. Przypuszczalnie aparat zostanie też wyposażony w jakiś elektrooptyczny system obserwacyjny. Aparat będzie latał z prędkością do 930 km/h na wysokościach do 10 000 m.

Zestaw uzbrojenia przewidziany dla Kızılelma-A jest bardzo szeroki, choć wyłącznie produkcji tureckiej. W jego skład wchodzą kierowane pociski rakietowe „powietrze-powietrze” Bozdoğan o zasięgu do 15 km kierowany na podczerwień albo pocisk kierowany aktywnie radarowo typu Gökdoğan o zasięgu ponad 65 km. Z ciekawszego uzbrojenia do atakowania celów naziemnych trzeba wymienić pociski manewrujące Satha Atılan Orta Menzilli Mühimmat (SOM), będące odpowiednikiem znanego brytyjskiego MBDA Storm Shadow czy jego francvuskiej odmiany SCALP EG o zasiegu do 250 km i masie 620 km. Wersja SOM-A jest sterowana bezwładnościowym układem nawigacyjnym i odbiornikiem GPS, zaś wersja SOM-B będzie miała dodatkowy układ termowizyjny do naprowadzania się na wskazany obiekt na kontrast obrazu. Identycznie wyposażona wersja SOM-C będzie mogła swoim układem termowizyjnym śledzić i atakować obiekty pozostające w ruchu, zaś SOM-J będzie podobnym pociskiem przeciwokrętowym, także wykorzystującym układ zobrazowania w podczerwieni do samonaprowadzania się. Można terż stosować bomby kierowane laserowo Teber-81 o masie 118 kg, bomby kierowane GPS HGK-82 lub z dodatkowo rozkładanymi skrzydłami do zwiększenia zasięgu KGK-82 – obie o masie 225 kg, identyczne HGK-84 lub KGK-84 o masie 908 kg (jedna taka bomba zabierana jednocześnie) lub dwie bomby HGK-83 lub KGK-83 o masie po 454 kg. Możliwe jest też przenoszenie małych pocisków manewrujących Roketsan Çakır o masie 250 kg i o zasięgu do 150 km kierowany układem bezwładnościowym i systemem GPS. Aparat może przenosić jeszcze wiele różnych środków bojowych.

Aparat został oblatany 14 grudnia 2022 r. i od tamtej pory przechodzi próby, które jak dotąd potwierdzają jego przydatność. W przyszłości będzie mógł być używany jako samodzielny lub będzie w stanie towarzyszyć myśliwcom F-16 jako tzw. „lojalny skrzydłowy”, zwiększając ich możliwości bojowe.

Kiedy Turcja projektowała i budowała swój wielozadaniowy lotniskowiec uderzeniowo-desantowy, był on projektowany pod kątem bazowania na nim 10 myśliwców skróconego startu i pionowego lądowania F-35B Lightning II. Wobec zablokowania ich sprzedaży do Turcji, obecnie planuje się, że zastąpi je 30-50 bezpilotowych aparatów latających dwóch nowych typów.

Widok lotniskowca TCG Anadolu, będzie to pierwszy na świecie okręt lotniczy przenoszący głównie bezpilotowe aparaty latające.
Lotniskowiec TCG Anadolu w widoku od tyłu, na rufie widoczne dwa działka kal. 25 mm (z pięciu) i dwa nkm kal. 12,7 mm z czterech oraz wyrzutniki pułapek zakłócających głowice rakiet przeciwokrętowych.

Koncepcja nowego lotniskowca dla Marynarki Wojennej Turcji skrystalizowała się w grudniu 2013 r. Według ówczesnej koncepcji miał on pełnić cztery główne role. Po pierwsze, występować jako lotniskowiec uderzeniowy. W takiej roli miał on zabierać 10 samolotów wielozadaniowych skróconego startu i pionowego lądowania Lockheed Martin F-35B oraz 12 śmigłowców do różnych zadań. Na tym etapie Turcja była ważnym uczestnikiem programu F-35, zamawiając już klasyczną wersję samolotu F-35A dla swoich Sił Powietrznych. Odmiana o cechach skróconego startu i pionowego lądowania, F-35B, miała być zamówiona w przyszłości. Jak jednak wiadomo, w 2018 r. amerykański Senat wstrzymał eksport F-35A do Turcji w związku z zakupem przez ten kraj przeciwlotniczych zestawów rakietowych S-400 Triumf w Rosji. Wtedy rolę uderzeniową postanowiono przeorganizować i zamiast samolotów pilotowanych zabrać na pokład do 30 bezpilotowych bojowych aparatów latających typu Baykar Kızılelma i rozpoznawczych Bayraktar TB3. Tę flotę uzupełnia 12 śmigłowców. Wariant 10 F-35B plus 12 śmigłowców lub 30 bezpilotowców plus 12 śmigłowców służył do wsparcia desantu operującego na lądzie lub wojsk, które działają na obcym teatrze działań, a w pobliżu nie ma baz lotniczych. Dlatego wśród śmigłowców miały być głównie maszyny szturmowe, obok 2-4 wielozadaniowych do zadań zaopatrywania lub ewakuacji medycznej. Jest jednak koncepcja ukompletowania „czysto” uderzeniowa z 50 aparatami bezpilotowymi bez śmigłowców. Oczywiście, do samego wysadzenia desantu jednostka ma zabrać 24 wozy amfibijne dla piechoty morskiej, 12 średnich śmigłowców transportowych lub osiem ciężkich CH-47 Chinook oraz cztery barki desantowe. Z kolei konfiguracja do poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych zakłada zabranie do 24 śmigłowców i kilka aparatów bezpilotowych, wówczas głównie Bayraktar TB3, które mają składane skrzydła i zajmują niewiele miejsca w hangarze.

Bezpilotowy aparat latający Bayraktar TB3 na pokładzie lotniskowca Anadolu.
Bezpilotowy bojowy aparat latający Baykar Kızılelma na pokładzie lotniskowca Anadolu.

Zmiana konfiguracji nie wymaga wielkich przygotowań, w zasadzie dotyczy tylko wymiany pokładowych statków powietrznych obecnych na pokładzie, wymianę wyposażenia do ich obsługi i inne ukompletowanie załogi okrętu. Śmigłowiec został wyposażony w rampę typu „skocznia narciarska” początkowo przeznaczoną do startu F-35B, ale teraz będzie ona wykorzystywana przez odrzutowe bojowe bezpilotowe aparaty latające o cechach utrudnionego wykrycia radarowego Baykar Kızılelma. Ponieważ samoloty F-35B mogły lądować pionowo, a wymienione aparaty nie mogą, to na okręcie zastosowano system lin hamujących, jak na pełnoskalowych lotniskowcach na których bazują klasyczne samoloty. Kızılelma od razu są testowane pod kątem ich użycia nie tylko na lądzie, ale także na pokładzie tureckiego lotniskowca.

Lotniskowiec nazwany Anadolu został zamówiony 1 czerwca 2015 r. w stoczni Sedef Shipyard mającej swoją siedzibę w Tuzli pod Istambułem. Jest to do pewnego stopnia licencyjna odmiana hiszpańskiego okrętu Juan Carlos I, dlatego hiszpańska stocznia Navantia. Okręt ma wyporność pełną 27 440 ton, długość 232 m i szerokość 32 m. Napęd okrętu stanowi para silników Diesla o mocy po 8000 KM i para turbin gazowych o mocy po 15 000 KM, prędkość maksymalna sięga 29 węzłów. Imponujący jest zasięg jednostki, 9000 mil morskich czyli 17 000 km. Uzbrojenie wyłącznie obronne: przeciwlotniczy system rakietowy RIM-116 Rolling Airframe Missile (RAM) o zasięgu do 10 km, dwa zestawy do obrony bezpośredniej Vulcan Phalanx, pięć działek kal. 25 mm i cztery nkm kal. 12,7 mm do obrony przez dronami morskimi. Relatywnie słabe uzbrojenie wynika z faktu, że okręt zawsze będzie eskortowany przez inne jednostki – fregaty rakietowe. Możliwości transportowe to 46 czołgów lub 72 pojazdy lub 27 dużych amfibii AAV-7, a ponadto 550-700 żołnierzy desantu obok stałej załogi 371 marynarzy i do 100 osób personelu lotniczego.

Dwa podstawowe typy aparatów latających są teraz głównym uzbrojeniem lotniskowca, za wyjątkiem zadań desantowania lub ewakuacji wojsk. Baykar Kızılelma to właściwie mini-myśliwiec stealth, który docelowo będzie naddźwiękowym (obecna wersja jest poddźwiękowa), zdolny nie tylko do atakowania celów naziemnych, ale też i powietrznych w trybie sterowania zdalnego. Ma on cechy utrudnionej wykrywalności, co ułatwia mu działanie na współczesnym polu walki. Drugi aparat Bayraktar TB3 jest rozwinięciem popularnego TB2, ma on głównie silnik tłokowy o większej mocy, dzięki czemu rozwija prędkość maksymalną 300 km/h, przeznaczony jest do prowadzenia obserwacji z większej odległości, rozpoznania w sprzyjających warunkach i misji uderzeniowych jeśli obrona przeciwlotnicza jest słabsza.

 

Anadolu rozpoczął próby morskie w lutym 2022 r. i wszedł do regularnej służby 10 kwietnia 2023 r. Wciąż jednak czeka na pełne ukompletowanie go bezpilotowcami, ponieważ oba wymienione typy są jeszcze w trakcie prób.

 

Bardzo ważną rolę koordynatora i ośrodka doświadczalnego odgrywa w rosyjskich wojskach 924. Państwowe Centrum Lotnictwa Bezpilotowego Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej z miasta Kołomna pod Moskwą. Tutaj testuje się nowe bezpilotowe aparaty latające, tutaj opracowuje metody ich użycia, ale też szkoli się specjalistów operatorów i obsługi systemów bezpilotowych, głównie instruktorów.

Szkolenie w 924. Państwowym Centrum Lotnictwa Bezpilotowego Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej.

Centrum nie jest ośrodkiem nowym. Powstało 1 grudnia 1983 r. w pobliżu miasteczka Mārciena w środkowej Łotwie (wówczas Łotewska Socjalistyczna Republika Radziecka) i był jedną z najtajniejszych sowieckich jednostek wojskowych. Zadaniem centrum było nie tylko badanie nowych typów bezpilotowych systemów latających dla Armii Radzieckiej, ale także określanie potrzeb na tym polu i kierunków rozwoju bezpilotowców wojskowych oraz wypracowanie taktyki użycia tego rodzaju systemów. Kiedy do wymienionych zadań doszło jeszcze jedno, prowadzenie prób państwowych (określających przydatność do służby) bezpilotowych systemów latających, w styczniu 1987 r. w ramach centrum sformowano 357. Samodzielną Doświadczalno-Instruktorską Eskadrę Rakiet Skrzydlatych Naziemnego Bazowania (jak te systemy wówczas nazywano). W takim składzie centrum funkcjonowało aż do rozpadu Związku Radzieckiego.

Uroczystości z okazji 38-rocznicy istnienia centrum w 2021 r., goście i personel jednostki.

W bałaganie i trudnościach Rosji, jakie doświadczyło to państwo na początku lat 90. bardzo tajne centrum pozostało na terenie obcego państwa przez dwa kolejne lata i zostało przeniesione do Rosji dopiero w okresie grudzień 1993 r. – kwiecień 1994 r., trafiając do miasta Jegoriewsk w Obwodzie Moskiewskim. W 2000 r. sformowano jednostki bezpilotowych aparatów latających w ramach Sił Powietrznych – 140. Pułk Bezpilotowych Latających Kompleksów (BAK) przeniesiono do Achtubińska pod Astrachaniem, a 24. Pułk BAK – do miasteczka Tunoszna pod Jarosławiem, oba wyposażono w przestarzałe już wówczas kompleksy Tu-141 Striż, Tu-143 Rejs i Tu-243 Rejs-D. W 2009 r. przeniesiono je do Kołomny i przeformowano w 215. Bazę Bezpilotowych Kompleksów Lotniczych, którą w marcu 2011 r. rozformowano. Cztery jej eskadry zostały włączone do różnych oddziałów centrum, a jednocześnie wyposażono je w zupełnie nowe, tym razem już taktyczne typy bezpilotowych aparatów latających. W 2010 r. samo 924. Centrum też przeniesiono z Jegoriewska do Kołomny i zaczął się proces integracji personelu 215. Bazy z 924. Centrum. Ostatnią zmianą była zmiana podporządkowania 924. Państwowego Centrum Lotnictwa Bezpilotowego spod Sztabu Generalnego bezpośrednio pod Ministerstwo Obrony, stąd obecna nazwa jednostki. Obecnie na jej czele stoi płk Aleksandr Fiedorienko i centrum jest podzielone na trzy oddziały. Oddział Przygotowania Specjalistów Lotnictwa Bezpilotowego zajmuje się szkoleniem operatorów, inżynierów i techników do obsługi aparatów i ich wyposażenia, specjalistów od łączności z aparatami i transmisji danych oraz przeciwdziałania zakłóceniom elektronicznym, i w podobnych specjalnościach. Dwie eskadry oddziału są wyposażone w różne typy aparatów bezpilotowych: Orłan 10, Granat 1, 2, 3 i 4, Eleron 3 oraz Forpost. Zadaniem tego oddziału jest też przygotowanie programów szkolenia oraz nadzór nad szkoleniem specjalistów w jednostkach wykorzystujących te typy bezpilotowców. Drugi oddział to Oddział Badań, Zastosowania Bojowego i Prób Państwowych, który zajmuje się wszelką działalnością badawczą centrum, ale też wypracowuje taktykę użycia i określa przydatność opracowanych systemów do użycia w rosyjskich Siłach Zbrojnych. I wreszcie Oddział Zastosowania Bojowego i Przygotowania Personelu zajmuje się prowadzeniem szkoleń doskonalących i kursów dla dowódców i personelu dowódczego jednostek bezpilotowych aparatów latających, a także zbieraniem doświadczeń z bojowego użycia dronów w walce. Dwa ostatnie oddziały mają po jednej eskadrze własnych aparatów w której używane są wymienione typy, a ponadto w eskadrze doświadczalnej używa się też aparatów typu: Zastawa i Tachion.

Bezpilotowy system latający Granat 3 przygotowany do startu, aparat ten dopiero wchodzi do uzbrojenia wojsk rosyjskich i 924. Państwowe Centrum prowadzi jego próby.

Centrum odgrywa ważną rolę w użyciu bezpilotowych aparatów latających w jednostkach rosyjskich używających systemów „military grade”, czyli profesjonalnych konstrukcji opracowanych dla wojska. Brak tutaj elementu szerzej stosującego komercyjne aparaty jakie są kupowane przez poszczególne jednostki i używane w nieetatowych pododdziałach tych jednostek, ale zapewne – choć oficjalne informacje o tym nie donoszą – eskadra doświadczalna używa też i komercyjnych systemów, jak choćby popularny chiński Magic. Fakt, że Rosjanie o wiele wolniej wprowadzali systemy zakupione na rynku cywilnym świadczy o większym zbiurokratyzowaniu wojsk rosyjskich niż ukraińskich. Niemniej jednak widać też element systemowego nadzoru nad bezpilotowymi środkami latającymi w całym wojsku i taką właśnie rolę odgrywa opisane centrum.

Orłan 10 w czasie prób, malowanie doświadczalne, by łatwiej go było obserwować w czasie testów, wojskowe aparaty są białe, co relatywnie dobrze ukrywa je na tle nieba niezależnie od pogody.
Aparat Iżmasz Tachion w czasie prób wojskowych, takie aparaty weszły do uzbrojenia bazy rosyjskich wojsk w Armenii, ale jeszcze nie zostały wdrożone na szerszą skalę.

Bardzo szybko rosyjskie wojska zainteresowały się nowym taktycznym bezpilotowym aparatem latającym. Eksploatacja systemu Jakowlew Pczeła-1T przez Wojska Powietrzno-Desantowe nie spełniła wymagań nowoczesnego pola walki, co pokazała pierwsza wojna w Czeczenii.

Lata 90. to w Rosji okres zastoju, jeśli chodzi o opracowanie nowego uzbrojenia. Ale z początkiem XXI wieku powstały nowe firmy, takie jak OOO „Specjalne Centrum Technologiczne” z Sankt Petersburga. Firma ta powstała w 2001 r. jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, własności prywatnej.

Do 2008 r. w firmie opracowano bezpilotowy taktyczny aparat nazwany Orłan. Powstały od razu dwie wersje, mniejszy Orłan 3M i większy Orłan 10. Wojsko zainteresowało się tą większą konstrukcją i w 2010 r. cały system przeszedł próby wojskowe. Jednakże do służby został oficjalnie przyjęty dopiero w 2013 r., choć pierwsze systemy zamówiono już w lutym 2011 r.

System Orłan 10 na wyrzutni przed startem.
Jedna z ciężarówek Kamaz transportująca system Orłan 10.

Orłan 10 to taktyczny bezpilotowy aparat latający zbudowany w klasycznym układzie, z pojedynczym kadłubem, prostym skrzydłem i klasycznym usterzeniem. W przedniej części kadłuba znajduje się dwucylindrowy silnik benzynowy o mocy kilku KM napędzający dwułopatowe śmigło ciągnące. Długość kadłuba to 1,80 m, rozpiętość skrzydeł – 3,10 m, masa własna to 12,5 kg zaś maksymalna masa startowa – 18 kg. Aparat przenosi wyposażenie rozpoznawcze o masie 4-5 kg, ale nie ma kardanowego zawieszenia i obrotowej głowicy.

Zestaw elementów i części dodatkowych w specjalnym pojemniku.

Z tym wyposażeniem rozpoznawczym jest największy problem. Zamiast bowiem profesjonalnych systemów elektrooptycznych, w praktyce zastosowano komercyjny aparat fotograficzny Canon EOS 500D produkcji japońskiej, jaki jest dostępny w zakupie w zwykłych sklepach elektronicznych. Ma on matrycę 15,1 milionów pikseli i może korzystać z obiektywu 55-75 mm lub nieco dłuższego. Aparat jest mocowany pionowo w dolnej części kadłuba, ewentualnie drugi może być skierowany do przodu. Zamiast aparatu do zdjęć stałych można zastosować kamery video Controp D-STAMP lub U-STAMP, produkcji chińskiej. Są to co prawda stabilizowane żyroskopowo kamery przeznaczone do bezpilotowych aparatów latających, ale to też nie są profesjonalne kamery typu military grade, lecz komercyjne. I wreszcie można też stosować kamerę pracującą w podczerwieni typu Flir Photon 320 lub 640. I znów, choć są to kamery profesjonalne produkcji amerykańskiej, to jednak służą dla firm ochroniarskich do monitoringu i też są dostępne na rynku komercyjnym jako sprzęt cywilny, a nie wojskowy. Mimo to zostały te sensory zastosowane na Orłan 10, jako wyposażenie wymienne. Istnieje też możliwość przenoszenia systemu do przechwytywania korespondencji prowadzonej przez telefony komórkowe z dokładną lokalizacją namierzanego telefonu, działa one na odległość do 6 km.

Aparat nie posiada nawet wojskowego łącza transmisji danych. System łączności opiera się na karcie SIM oraz na łączu internetowym typu 3G lub 4G, czyli starszego typu, choć zapewne niedawno został on dostosowany do łącza 5G. Jedyną modyfikacją jest szyfrowanie łącza oprogramowaniem dostarczanym przez firmę, ale znów nie wiadomo, czy nie jest to komercyjny program szyfrujący. Dzięki temu zasięg aparatu, który ma długotrwałość lotu aż 10 godzin lub więcej (z dodatkowym zbiornikiem paliwa nawet 18 godzin), dzięki czemu przy locie autonomicznym, wg zaprogramowanej trasy, aparat może odlecieć nawet na 600 km, zrobić zdjęcia i wrócić. Normalny zasięg to ok. 30-50 km, kiedy to system ma łączność radiową przez internet z własnego terenu (istnieje możliwość wykorzystania sieci WiFi funkcjonującej po stronie przeciwnika). W ostatnich wersjach zamiast komercyjnej karty SIM zastosowano chińskie procesory umożliwiające anonimowe wykorzystanie internetu pod fałszywym IP. Obecnie stosuje się jednak zwykły szyfrowany system łączności radiowej, z wykorzystaniem procesorów do przetwarzania danych produkcji chińskiej.

Widok z boku katapulty startowej, widać system do napinania lin gumowych do startu Orłana 10.
Widok aparatu Orłan 10 od spodu, widać komorę wyposażenia rozpoznawczego.

Aparat ma autopilota oraz system nawigacji satelitarnej, który może współpracować z rosyjskim systemem Glonass lub amerykańskim GPS. Znów jednak nie jest to system klasy „military grade”, lecz zapewne nieco zmodyfikowany system komercyjny. Autopilot pozwala na wykonanie lotu po trasie, ale też automatyczny start z rozkładanej katapulty oraz automatyczny powrót i odzyskanie aparatu we wskazanym miejscu na spadochronie, dlatego Orłan 10 nie ma podwozia.

Stacje kontroli naziemnej oraz aparat Orłan 10 w czasie ćwiczeń

Orłan 10 od samego początku wojny w Ukrainie w 2022 r. jest masowo stosowany przez wojska rosyjskie, a kolejne ulepszenia pozwalają na zwiększone szanse na przetrwanie na polu walki. Mówi się, że Rosja zakupiła kilkaset takich aparatów, w systemach składających się ze stacji kontroli naziemnej na ciężarówce Kamaz z układem łączności radiowej, z dużego wzmocnionego laptopa spełniającego funkcję stacji odbioru danych, z czterech aparatów latających, rozkładanej wyrzutni i zestawu części zamiennych. Całość jest przewożona 2-3 specjalnymi ciężarówkami Kamaz.

Aparat Orłan 10 na katapulcie startowej przed startem.
Zestrzelony w Syrii Orłan 10, także syryjski kontyngent wojsk rosyjskich stosuje ten system do prowadzenia rozpoznania.

Już teraz zapisz się
do naszego newslettera

Bądź na bieżąco z nowościami