W wojnie w Ukrainie obie strony atakują się coraz doskonalszymi bezpilotowcami uderzeniowymi o cechach pocisków manewrujących, ale o wiele od nich tańszymi, co gwarantuje masowość ich użycia.
Pretekstem do napisania tego tekstu stało się ogłoszenie przez Rosjan zakończenie opracowania najnowszego bezpilotowego aparatu latającego Gerań 3. Przypomnijmy, że Gerań 1 i Gerań 2, oba w układzie delta bez usterzenia poziomego napędzane silnikami tłokowymi, to licencyjne rosyjskie wersje irańskich aparatów Shahed 131 i Shahed 136. Do chwili obecnej użyto ich tysiące przeciwko celom w Ukrainie. Mimo małej prędkości rzędu 200 km/h i dość prymitywnej konstrukcji z szerokim wykorzystaniem nieskomplikowanych materiałów, w tym sklejki sosnowej.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Istnieją bowiem pociski manewrujące oraz tzw. bezpilotowce uderzeniowe, zwane przez dziennikarzy „dronami-kamikaze”. Jaka jest między nimi różnica? Głównie polega ona na tym, że pociski manewrujące dotąd wytwarzane przez czołowe firmy zbrojeniowe były skomplikowanymi i kosztownymi konstrukcjami o wysokich osiągach oraz z zaawansowanymi technicznie, precyzyjnymi, odpornymi na zakłócenia układami kierowania. Poruszają się one na bardzo małej wysokości z dużą prędkością poddźwiękową, trafiając w cel z dużą precyzją. Jest to broń efektywna, o wysokim prawdopodobieństwie przeniknięcia obrony przeciwlotniczej i trafienia w cel, ale jednocześnie bardzo kosztowna.
Dla odmiany uderzeniowe bezpilotowe aparaty latające wykonuje się według zupełnie innej filozofii. Mają one tanie płatowce, niezbyt kosztowne napędy i najprostszy z możliwych system kierowania oraz prostego autopilota. Co prawda nie mają takiej zdolności do penetracji wrogiej obrony powietrznej jak te pociski manewrujące kupowane za milion dolarów sztuka bądź drożej. Tanie bezpilotowce uderzeniowe można kupować i produkować masowo, a co za tym idzie – można ich używać do zmasowanych ataków, powodując efekt „zatkania” obrony przeciwlotniczej przeciwnika.

Rosjanie ostatnio zademonstrowali nową wersję swoich dronów Gerań 1 i Gerań 2. Te ostatnie są najpopularniejsze i ich zasięg sięga 800-1000 km, zaś głowica bojowa to 50 kg, z czego połowa to materiał wybuchowy. Nowa wersja nazywa się Gerań 3 i różni się zastosowaniem silnika odrzutowego. Nie jest to skomplikowana, kosztowna konstrukcja, ale zwiększa prędkość przelotową aparatu z 200 km/h do 600 km/h bez spadku zasięgu, co już poprawia możliwość przenikania przez system obrony powietrznej.
Rosjanie atakują głównie infrastrukturę energetyczną Ukrainy, chcąc wywołać załamanie się morale ludności, wspierając tym samym główny cel wojny: doprowadzić do przemęczenia wojną, apatii i rozkładu państwa ukraińskiego wywołanego chęcią powrotu do normalnego życia, choćby w państwie rządzonym przez prorosyjskie władze. W ten sposób Rosjanie będą mogli panować nad Ukrainą bez konieczności zużywania dużych sił na okupację krnąbrnego kraju. Temu właśnie służy cała wojna na wyniszczenie. Okresowo rosyjskie drony szturmowe atakują osiedla mieszkalne, by terroryzować ludność cywilną. Ma to oczywiście służyć temu samemu celowi.

W wojnie na wyniszczenie jaką prowadzą Rosjanie nie prowadzi się głębokich operacji, szybkich manewrów, przełamań obrony i głębokich zagonów pancernych. Zamiast tego nieustannie wysyła się do szturmu niewielkie grupy żołnierzy, którzy wywierają na ukraińskich obrońców nieustanną presję, zadając im straty i wyczerpując psychicznie i fizycznie. Z kolei ataki na infrastrukturę energetyczną wywołują wielkie utrudnienia w funkcjonowaniu ukraińskiego państwa i ludności. Ludzie żyją w ciągłym strachu przed atakiem, a ciągłe nocne alarmy przeciwlotnicze zmuszają ludzi do biegania do schronów i pozbawiają snu. Jak długo można to wytrzymać? Gdzieś leży kres ludzkich możliwości i jeśli nic się nie zmieni, to Rosjanie mają szansę osiągnąć swój cel.
W tych działaniach drony odgrywają bardzo ważną rolę, przyśpieszając proces upadku państwa z powodu wyczerpania. Z kolei ukraińskie drony dalekiego zasięgu działają zupełnie inaczej, ale o tym przy kolejnej okazji.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
Powstała w 2004 r. firma ZALA AERO GROUP znana też pod rosyjską nazwą ZALA AERO GROUP Беспилотные системы (systemy bezpilotowe), od 2015 r. wchodząca w skład koncernu OA Koncern „Kałasznikow”, jest jednym z głównych dostawców różnych bezpilotowych aparatów latających dla Sił Zbrojnych Rosji.
Firmę założył w 2003 r. konstruktor i biznesman z Iżewska Aleksandr Zacharow, a firma początkowo nazywała się OOO „CST”, przy czym owe trzy „O” oznaczają spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, zaś CST jest skrótem od Centr Sowriemiennoj Techołogii, czyli centrum współczesnych technologii. Proponowano wówczas różne rozwiązania z dziedziny technologii teleinformacyjnych, ale już w 2004 r. firma zajęła się opracowaniem i produkcją różnych systemów bezpilotowych, które z czasem znalazły drogę dla wojska. Od 2015 r. przyjęto nazwę ZALA, a wejście w skład OA Koncern „Kałasznikow”, co mimo wszystko nie oznacza utratę pewnej samodzielności firmy z Iżewska, dało możliwość prowadzenia sprzedaży produktów dla Sił Zbrojnych Rosji, jako że koncern był dopuszczony do tzw. obrotu specjalnego. Od 2011 r. do 2021 r. koncern uzyskał kontrakty od rosyjskich agencji rządowych wartości 3,3 miliardy Rubli. Po inwazji Rosji na Ukrainę, w samym 2022 r. uzyskano kontrakty, głównie od wojska, wartości 3,8 miliardów Rubli, co wpłynęło na ogromny rozwój tej firmy.

Obecnie w Rosji nastąpił prawdziwy wysyp różnych firm produkujących różne systemy bezpilotowe. To, że większość z nich jest przeznaczone na rynek cywilny nie znaczy, że nie trafiają one do wojska. W wyniku zbiórek społecznych, albo za fundusze jednostek wojskowych, kupowane są różne komercyjne aparaty, które na miejscu w warsztatach jednostek wojskowych są dostosowywane do zadań militarnych, poprzez modyfikację ich systemów łączności, poprzez ich uzbrajanie, itp. Czasem wojsko kupuje też części z których samodzielnie składa sobie odpowiednie aparaty, choć w Rosji jest to o wiele mniej rozwinięte, niż w Ukrainie. Ukraina cieszy się szerokim poparciem i w związku z tym zbiórki na zakup dronów mają duży odzew także za granicą, więc jednostki otrzymują ich znacznie więcej.

Firma ZALA AERO GROUP dostarcza swoje aparaty w normalnym systemie dostaw wojskowych, przy czym używane są trzy różne grupy aparatów różnych typów. Jedne to aparaty rozpoznawcze i obserwacji pola walki produkowane w klasie małych TUAV (Tactical Unmanned Aerial Vehicle) o masie od 5 do 20 kg. Są one powszechnie używane na froncie w Ukrainie w coraz większej ilości. Drugą grupą wytwarzanych aparatów to tzw. amunicja krążąca, zwana czasem przez dziennikarzy „dronami kamikaze”. Tutaj firma ZALA AERO GROUP jest liderem wśród firm, jakie można zaliczyć do branży zbrojeniowej, w dostawach profesjonalnej amunicji krążącej, a najbardziej znany typ to ZALA Lancet, który ma zasięg nawet do 70 km w odmianie Lancet-3 i do 40 km w wersji Lancet-1. Jednakże Lancet nie jest jedynym typem aparatu produkowanym w tej klasie.
Kolejna grupa używana przez wojska w najmniejszej liczbie to aparaty pionowego startu i lądowania typu śmigłowcowego. Są one również używane do rozpoznania i obserwacji, ale na niewielką odległość, ale wojsko ma ich niewiele. Najwięcej aparatów „śmigłowcowych” typu Zala 421-02, Zala 421-02M i Zala 421-02X sprzedano Ministerstwu Nadzwyczajnych Sytuacji, czyli rosyjskiemu ministerstwu odpowiedzialnemu za służby ratownicze, straż pożarną, itp.
Aparaty firmy ZALA AERO GROUP w dwóch pierwszych klasach są natomiast stosowane na froncie dość masowo. Inne profesjonalne firmy produkujące bezpilotowe aparaty latające to na przykład OOO STC czyli Specjalnyj Technołogiczeskij Centr z Sankt Petersburga, który jest producentem słynnych apoaratów Orłan, z najpopularniejszym Orłan-10 używanym bardzo powszechnie do rozpoznania taktycznego w Ukrainie, Roboavia z Symferopola dostarczająca małe rozpoznawcze aparaty Feniks-3, Grupa Konsztadt również z Sank Petersburga produkująca aparaty Orion i Forposst, które jednak po początkowych stratach obecnie są używane na froncie w niewielkiej ilości oraz AO „Eniks” z Republiki Tatarstanu, która produkuje małe aparaty rozpoznawcze rodziny Eleron oraz obserwacyjny quadrocopter Wjejer.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
By lepiej zorganizować działania swoich bezpilotowców, które w Ukrainie odgrywają niesamowitą rolę, której się nikt nie spodziewał. W istocie stanowią one czwartą siłę ogniową, po artylerii lufowej, artylerii rakietowej oraz lotnictwie.
Do początków zeszłego roku ukraińskie jednostki dronowe były tworzone samorzutnie. W znacznym stopniu była to inicjatywa oddolna, łącznie z zakupem bezpilotowców, które dokonywano ze zbiórek poszczególnych brygad piechoty walczących w Ukrainie. Użycie aparatów nie było scentralizowane, każdy pododdział starał się mieć własne zespoły droniarzy, którzy mieli wspierać jego działania. Najczęściej takie zespoły pojawiały się przy dowództwach kompanii, najpierw w formie niezorganizowanej, by później tworzyć formalne plutony dronowe. Te plutony miały dość dużą swobodę działania, choć jednocześnie dowódcy traktowali je jako swoje „oczy i uszy”, polecając przeprowadzenie obserwacji określonego terenu, a szczególnie przed przeprowadzeniem natarcia, kontrataku lub przy odpieraniu ataku Rosjan. W końcu każdy dowódca doceniał zalety posiadania szybkiej i dokładnej informacji o obrazie pola walki, których bezbłędnie dostarczały drony typu quadrocopter. Są to aparaty stabilne, relatywnie łatwe w obsłudze, niewielkie co bardzo utrudnia ich zestrzelenie. Główną ich wadą jest mały zasięg i podatność na zakłócenia oraz fakt, że operator musi przebywać bardzo blisko linii frontu. A Rosjanie prowadzą prawdziwe polowania na operatorów, ostrzeliwuje ich nawet artyleria, wypatrują ich snajperzy.

To, co powstało obecnie to samodzielne kompanie dronowe dla każdej brygady oraz samodzielne bataliony dla poszczególnych dowództw kierunków operacyjnych. W Ukrainie istnieje jedenaście takich kierunków: kurski, charkowski, kupiański, łymański, siwierski, kramatorski, torecki, pokrowski, nowopaliwski, wremiński, orechowski. Tu warto dodać, że obecnie najcięższe walki toczą się w rejonie Torećka (kierunek torecki), Pokrowska (kierunek pokrowski), na zachód od Kurachowe (kierunek nowopaliwski), pod Wełyką Nowosiłką (kierunek wremiński). Ponieważ każdy z owych kierunków ma do swojej dyspozycji dwa takie bataliony dronowe, a ponadto dwa kolejne takie bataliony sformowano na potrzeby odwodu naczelnego dowództwa.
Skład takiego w pełni zmotoryzowanego batalionu wygląda następująco:
– dowództwo i komórka łączności
– kompania rozpoznawcza z 12 zespołami dronów różnych typów, w tym nie tylko quadrocopterów ale i większych aparatów taktycznych typu „samolotowego”, takich jak polskie FlyEye;
– kompania samolotowych dronów uderzeniowych (14 zespołów), która jest uzbrojona w bardziej profesjonalną amunicję krążącą produkcji rodzimej lub pochodzącą z dostaw zachodnich (polskie Warmate, amerykańskie Switchblade);
– kompania wirnikowych dronów uderzeniowych (18 zespołów) która jest wyposażona w popularne aparaty pochodzenia częściowo komercyjnego, zakupionego przez platformy zakupowe i zmodyfikowanego pod kątem użycia na ukraińskim polu walki, ale też aparatów specjalnie produkowanych przez liczne rozproszone ukraińskie firmy. Te aparaty są produkowane tysiącami, ale ich zużycie (są jednorazowe) jak wiadomo też jest wielkie;
– warsztat remontowy który ma za zadanie naprawiać aparaty różnych typów, ale też sprawdzać dostarczone pod kątem nie przesyłania przez ich systemy pozycji operatora (te funkcje są odłączone) oraz w razie potrzeby wprowadzając inne modyfikacje uodparniające aparaty na zakłócenia;
– pluton ładowania akumulatorów;
– grupa medyczna z zespołami ewakuacji medycznej, jako że straty wśród „droniarzy” wcale nie są wiele mniejsze od strat w piechocie.

Jak widać te bataliony zostały skomponowane optymalnie pod kątem zarówno prowadzenia rozpoznania (na rzecz dowództwa do którego na poziomie taktycznym są przydzielone, ale także głównie na własną rzecz, by poszukiwać i wskazywać cele do ataków). Kompania samolotowych dronów uderzeniowych z reguły działa na głębokość 10-30 km od przedniego skraju wojsk wroga, albo niekiedy dalej. Natomiast wirnikowych dronów uderzeniowych atakuje od przedniego skraju własnych wojsk na głębokość 10-12 km w głąb terenów nieprzyjaciela. Ze względu na tempo dostaw oraz wymagania pola walki ustanowiono nieprzekraczalną normę zużycia dronów uderzeniowych: 115 „dziennych” (bez termowizji) i 25 „nocnych” (z kamerą termowizyjną). Każdy batalion otrzymuje tygodniowo 200-400 nowych dronów uderzeniowych jednorazowego użytku oraz kilka aparatów rozpoznawczych jako uzupełnienie strat.
Powyższe dane znamy ze źródeł rosyjskojęzycznych, bowiem Rosjanie zamierzają skopiować powyższą organizację. Jeśli chodzi o kompanie przydzielane do brygad to mają one podobną organizację, ale wszystko jest o szczebel niżej.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
Bądź na bieżąco z nowościami