Turcja ma jedne z najsilniejszych sił bezpilotowych w Europie i stanowi pod tym względem potęgę. Początkowo w Turcji rozwijano aparaty klasy MALE i czyli latające na średnich wysokościach o dużej długotrwałości lotu, a także duże aparaty taktyczne. Dziś rozwój biegnie w kierunku mniejszych aparatów.
Firma Havelsan została utworzona przez Siły Powietrzne Turcji jako firma państwowa działająca na rzecz Sił Zbrojnych w dziedzinie elektroniki, automatyki, oprogramowania i rozwiązań teleinformatycznych. Wejście w obszar bezpilotowców, gdzie kwestia układów ich sterowania wychodzi na pierwszy plan, było sprawą dość naturalną.
Firma podjęła pracę nad aparatem bezpilotowym przeznaczonym do rozpoznania i wskazywania celów, by był on używany przez tureckie wojska lądowe w rejonach silniej bronionych. Idea aparatu była taka, że w rejonach silnie bronionych większą przeżywalnością na polu walki, a nawet ma taki aparat możliwość penetrowania obszaru przeciwnika na optymalnej wysokości. A taką jest wysokość około 3000 m, bowiem jest to poza zasięgiem wszelkiej broni strzeleckiej, a nawet lekkich działek przeciwlotniczych kal. 20-23 mm. Mało tego, cichy aparat ma możliwość wykonywania na tej wysokości lotu w ogóle bez wykrycia przez nieprzyjaciela. Może on więc prowadzić swoje rozpoznanie skrycie, a obserwowany nieprzyjaciel nie zdaje sobie z tego sprawę. Kolejna sprawa to przejście od drogich, skomplikowanych systemów uzbrojenia do tanich relatywnie prostych, których strata nie była by boleśnie odczuwana, bowiem tanich aparatów można zbudować wiele i łatwo je uzupełniać. Ale w tym celu trzeba uzyskać maksimum możliwości z nieskomplikowanej konstrukcji. Sposobem na to jest maksymalne wykorzystanie elementów gotowych, tzw. off the shelf.
Pierwszym opracowanym aparatem był Havelsan Baha, czyli „Bulut Altı İnsansız Hava Aracı” – mały bezpilotowy autonomiczny aparat. Miał on posłużyć do zebrania doświadczeń, i stać się swego rodzaju demonstratorem technologii dla aparatu docelowego. Aparat zbudowano w ciekawym układzie, na pierwszy rzut oka w dość klasycznej formie, z krótkim kadłubem mocowanym do prostego skrzydła, który to kadłub kończył się silnikiem tłokowym ze śmigłem pchającym, stanowiącym jego napęd. Usterzenie mocuje się do dwóch cienkich belek ogonowych z rurek duraluminiowych (później w aparacie Bulut zastąpione kompozytem węglowym), które to belki wystają przed skrzydło. A to dlatego, że z ich przodu oraz z tyłu, pod owymi belkami zamocowano śmigła do pionowego startu i lądowania, które są dla odmiany napędzane silniczkami elektrycznymi. Pionowy start i lądowanie to jedyny sposób w jaki aparat może znaleźć się w powietrzu lub na ziemi. Cała sekwencja startu aż do przejścia do lotu postępowego oraz cała sekwencja lądowania od wyhamowania do pionowego przyziemienia we wskazanym miejscu jest wykonywana automatycznie. W obecnych czasach nie stanowi to większego problemu technicznego. Samo usterzenie ma formę odwróconego usterzenia motylkowego (litera „V”, ale odwrotnie. Aparat ma niewielkie stałe podwozie w postaci podpór, bowiem w czasie operacji lotniczych się nie toczy. W skład wyposażenia wchodzi doczepiany wózek do ciągnięcia go po ziemi, bowiem przy masie ok. 30 kg i rozpiętości skrzydła 3,70 m ciężko go nosić.
To był tylko demonstrator, ale aparatem ze względu na jego użyteczność, a zarazem prostotę eksploatacji i niską cenę zainteresowała się Nigeria, która kupiła kilka sztuk po wyposażeniu go w nieskomplikowany zestaw elektrooptyczny. Są one używane z powodzeniem przez nigeryjską armię. Aparat został też dostarczony w grudniu 2023 r. do Wojsk Lądowych Turcji, celem wsparcia wdrożenia docelowej wersji Bulut.
Bulut niewiele się różni od poprzednika. Przede wszystkim został wyposażony w lekką, 5 kilogramową głowicę elektrooptyczną oraz w system transmisji danych. Transmisja jest możliwa na odległość do 80 km z wysokości lotu aparatu 2800 m. W razie konieczności aparat może się zniżyć na 500 m celem dokładnej obserwacji wskazanych obiektów. Długotrwałość lotu wystarcza na dolot na 80 km i powrót, w pełni autonomicznie. Obecnie aparaty Bulut wchodzą do uzbrojenia Wojsk Lądowych Turcji i Sił Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Michał Fiszer, współpraca Maciej Herman
Bądź na bieżąco z nowościami
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez firmę Śląski Klaster Lotniczy w celu przesyłania na mój adres e-mail newslettera.
Bądź na bieżąco z nowościami